search
REKLAMA
Recenzje

KRONIKA ŚWIĄTECZNA 2. Przygoda na miarę sałatki jarzynowej

Jan Dąbrowski

28 grudnia 2020

REKLAMA

Z jednej strony zdecydowanie nie jestem grupą docelową Kroniki świątecznej 2. To kino familijne, ale skierowane przede wszystkim do młodszych widzów i z myślą o nich zrealizowane. Ale z drugiej strony – dlaczego kino familijne ma być tylko dla dzieci? Raczej powinna to być z definicji rozrywka dla całej rodziny. Tymczasem Kronika świąteczna 2 raczej nie rozbawi ani nie zaangażuje kilku pokoleń zebranych przed telewizorem. Dlaczego Kronika świąteczna 2 nie działa? Dotyczy świata dzieci, oscyluje wokół domu, rodziny i jej wewnętrznych problemów. Jasno, wręcz łopatą wskazano, co jest złe, a co dobre. Do tego popularny aktor, czyli Kurt Russell w roli Mikołaja, ikonicznej postaci, która w grudniu wyskakuje z każdej lodówki. Co poszło nie tak?

Znana z pierwszej Kroniki świątecznej Kate Pierce (Darby Camp) wyjeżdża na święta do ciepłych krajów z bratem, matką i… jej nowym chłopakiem oraz jego synem z pierwszego związku. Dorośli dogadują się znakomicie, romans kwitnie. Dzieci też znajdują wspólny język, ale Kate jest zażenowana takimi świętami. Uważa, że związek matki z nowym mężczyzną zagraża pamięci o nieżyjącym ojcu. Dziewczynka nie umie się z tym pogodzić ani znaleźć dobrego rozwiązania, więc ucieka z hotelu. W konsekwencji trafia na biegun północny, znów spotyka Mikołaja i wspólnie z nim próbuje uratować święta. W międzyczasie dojrzewa do tego, by zaakceptować swoją nową rodzinę taką, jaka jest. O ile podróż bohaterki i jej przemiana są podręcznikowe, o tyle jej emocje trudno nazwać zaraźliwymi.

Wszystko odbywa się w konwencji kontrolowanego ryzyka. Ponieważ wiadomo od początku, że nikt nie zginie i wszystko musi skończyć się dobrze, to przynajmniej przygody Kate powinny być angażujące, może nawet zaskakiwać. Tymczasem emocji tu jak na lekarstwo. Unikatowy artefakt można skopiować, strachliwość da się pokonać coachingiem w stylu „uwierz w siebie i do przodu”, a do tego nic tak nie ratuje losów świata jak piosenka. Ani przez pięć sekund Kronika świąteczna 2 nie generuje napięcia, dzięki któremu można by się przejąć losami bohaterów lub zaangażować w akcję. Nawet starcie Belsnickela z Mikołajem przypomina pojedynek na miecze z miękkiej pianki. Nikomu nic się nie może stać, więc nie ma sensu udawać, że gra toczy się o jakąś stawkę. Wszyscy przeżyją, nikt nie ucierpi, wszystko będzie dobrze, można się rozejść.

A przecież najlepsze filmy familijne, które pamięta się nawet po latach, to te z wyrazistym, charyzmatycznym antagonistą. Cruella De Mon ze 101 dalmatyńczyków (animowanych i aktorskich) i Skaza z Króla Lwa niejednemu widzowi zgotowali koszmary, a w najlepszym razie mocne wrażenia. Ale to były ucieleśnienia wszelkiego zła, nawet jeśli ocierały się o groteskowość. W Kronice świątecznej 2 przeciwnikiem Mikołaja i Kate jest złośliwy Belsnickel, elf w wyniku klątwy zamieniony w to, czego najbardziej nienawidzi, czyli w człowieka. Jego największym marzeniem jest zniszczenie Mikołaja, jego wioski i świąt. Wyglądem, zachowaniem i charyzmą Belsnickel przypomina rozwydrzonego nastolatka, który wymachuje piąstkami, chcąc ukarać cały świat za swoje problemy. Swoimi poczynaniami wywołuje w najlepszym wypadku grymas politowania. Dziwne, bo grający Belsnickela Julian Dennison, choć ma dopiero 18 lat, pokazał już całkiem niezły warsztat, choćby w Dzikich łowach, gdzie nie ustępował pola Samowi Neillowi.

Żeby nie było, Kronika świąteczna 2 nie jest pozbawiona plusów. Odwołano się do genezy postaci Mikołaja, co miało swój urok, choć trwało może minutę. Kurt Russell nadal pozostaje ikoną stylu w konkursie na najlepszy kostium mikołajowy, bo karmazynowy skórzany płaszcz i kozackie rękawice to zimowa stylizacja doskonała. Do świątecznego kompletu jest jeszcze Goldie Hawn jako pani Mikołajowa, której najbardziej charakterystyczną cechą jest fryzura na bombkę. Wyczuwam przepyszny marketing i zapowiedź nowych gadżetów promujących film. Poza tym chciałbym mieć takie elfy, które w okamgnieniu sprzątają najgorszy bajzel, wesoło przy tym pomrukując. A jeszcze bardziej chciałbym być reniferem, który do utrzymania formy i motywacji potrzebuje tylko świątecznej atmosfery. Ale nawet gdybym był takim reniferem, bardziej nasyciłbym się sałatką jarzynową niż Kroniką świąteczną 2.

Avatar

Jan Dąbrowski

Samozwańczy cronenbergolog, bloger, redaktor, miłośnik dobrej kawy i owadów.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA