search
REKLAMA
Recenzje

KOBIETA Z… Trudna droga do samej siebie [RECENZJA]

Nowe dzieło Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta to film przełomowy.

Mary Kosiarz

7 kwietnia 2024

REKLAMA

Jako pierwszy polski tytuł, który na pierwszym planie stawia transpłciową bohaterkę, Kobieta z… miała przed sobą niezwykle trudne zadanie. To obraz, który z jednej strony przeciera szlaki, zapoznaje polskich widzów z tematyką, która jak do tej pory mogła być im obca, z drugiej zaś nie wychodzi niestety poza sztywne ramy kwestii owianych tabu; jest po części ugrzeczniony i dla społeczności LGBT w Polsce pewnie wciąż niewystarczający. Biorąc jednak pod uwagę zatrważająco niską świadomość o problematycznej rzeczywistości osób transpłciowych wśród Polaków, Kobieta z… pełni funkcję elementarza, do którego zaglądamy po to, by nauczyć się absolutnych podstaw akceptacji i zrozumienia. Tłumaczy trudy dnia codziennego osób trans, bezlitośnie rozlicza się z polskim systemem sprawiedliwości, który od lat nie znalazł sposobu na ułatwienie im drogi do życia w zgodzie z samym sobą, oraz bierze pod lupę zachowanie nas jako społeczeństwa, które mimo przewrotów, zmian ustrojowych i pokoleniowych, mentalnie nadal tkwi lata świetlne wstecz i nie pozwala dojść do głosu osobom takim jak główna bohaterka filmu Szumowskiej i Englerta.

Kobietę z… rozpoczynamy klasycznym, teledyskowym wręcz ujęciem historii miłości dwojga młodych – Andrzeja (Mateusz Więcławek–Małgorzata Hajewska-Krzysztofik) i Izy (Bogumiła Bajor–Joanna Kulig). Zakochani szybko stają na ślubnym kobiercu, zakładają rodzinę, mieszkają wraz z rodzicami w niewielkiej, aczkolwiek malowniczej miejscowości w południowej Polsce. Mogłoby się wydawać, że ich życiu nie zagraża żaden wstrząs, po kolei realizują wszystkie niezbędne etapy związku heteronormatywnej polskiej pary. Z jednym ale. Takim, którego nie będą w stanie przeskoczyć. Andrzej od najmłodszych lat czuje się bowiem kobietą, choć nie od początku jest tego w pełni świadomy. To drobne szczegóły świadczą o jego odmienności – już w pierwszej scenie widzimy go podczas pierwszej komunii świętej, kiedy bawi się z koleżankami, po czym jednej z nich kradnie welon i chowa się z nim na drzewie, ciesząc się z tej krótkiej chwili bycia sobą. Pomalowane paznokcie u stóp, pończochy, kosmetyki, szpilki – obcych wprawiają w zakłopotanie, jemu pomagają przetrwać codzienność. Pamiętajmy jednak, że obserwujemy Polskę najpierw za czasów głębokiego PRL-u, następnie transformacji ustrojowej i powolnego wkraczania na ścieżkę demokracji, gdy wieści o transpłciowości dopiero do kraju docierają, a lekarze osoby takie jak Andrzej (od pewnego momentu już Aniela) próbują „leczyć” usługami prostytutek i na siłę wciskanym testosteronem. Aniela z upływem czasu stawia jednak coraz odważniejsze kroki w wyrażaniu nowej siebie – stopniowo zapuszcza włosy, ubiera się po kobiecemu, nie kryje się z noszeniem typowo damskich akcesoriów. Jednocześnie wciąż żyje w domu rodzinnym, w którym jej zmiana jest przez domowników naprzemiennie ignorowana lub potępiana, lecz przede wszystkim – absolutnie niezrozumiana.

W Polsce zmienia się ustrój, zmieniają się rządy, lecz dla Anieli mimo wielu dekad walki jedno pozostaje niezmienne – polski system nie uwzględnia osób takich jak ona. Kobieta zostaje odrzucona przez najbliższych, ląduje na bruku, bez fachu w ręku łapie się każdej nadarzającej się okazji do zarobienia pieniędzy, nawet tej wątpliwej pod względem legalności. Mimo podszeptów i zbiorowej zmowy w rodzinnej miejscowości uczęszcza na spotkania fundacji zajmującej się pomocą osobom transpłciowym, opiekuje się najmłodszą córką i próbuje znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją od wielu już lat pytania. Czy korekta płci będzie w jej przypadku rozwiązaniem większości problemów, czy wręcz przeciwnie, przyczyni się do jeszcze większego ostracyzmu? Czy jej relacja z Izą przetrwa? I czy jako osoba transpłciowa w Polsce ma szansę na to, by czuć się bezpiecznie?

Trudno, aby pierwszy polski film z transpłciową bohaterką w roli głównej z miejsca miał stać się najbardziej kontrowersyjnym i łamiącym wszelkie konwenanse dziełem roku. Takie podejście twórców nie wniosłoby nic dobrego i edukacyjnego, a przede wszystkim wystraszyło widzów przed tematem, który chcieliby wreszcie głębiej zrozumieć. Kobieta z… jest za to filmem iście przełomowym i w pigułce koncentrującym większość bolączek, z jakimi mierzą się osoby trans, nie tylko te w Polsce. Na szczególne uwzględnienie zasługiwały tu prawdziwe absurdy polskiego prawa, jak chociażby konieczność sądowego pozwania własnych rodziców w celu uzgodnienia płci w dokumentach. Łatwo było tu więc popaść w lament, patos i zbytnie udramatyzowanie postaci Anieli. Film balansuje na tej granicy, kilka razy niebezpiecznie zbliżając się do jej przekroczenia, szczególnie w akcie finałowym. Ostatecznie jednak staramy się stronić od opcji politycznych i moralizatorstwa, a poznajemy historię (nie)zwykłej kobiety, której jedynym pragnieniem jest po prostu normalnie żyć. Przyglądamy się procesowi tranzycji od podstaw, zarówno z perspektywy samej osoby zainteresowanej, jak i całego jej otoczenia – od tego najbliższego, zawierającego w sobie małżeństwo i rodzicielstwo, po ogólny odbiór społeczny i prawny, o który musi walczyć każdego dnia. Twórcy, operując fabułą na przestrzeni dekad, pokazują jedynie pozorne zmiany w mentalności polskiego społeczeństwa – nawet ci, którzy z początku wspierają Anielę, na jej drodze potrafią się od niej odwrócić, miasto rozsiewa o niej paskudne plotki, a co najbardziej przerażające, przez transfobię nie może liczyć również na sprawiedliwy wyrok sądu, który za drobne przewinienie wymierza jej najsurowszy wymiar kary i zsyła na banicję.

Film Szumowskiej i Englerta oscyluje wokół dwóch relacji – tej, którą Aniela buduje z nową sobą oraz swoją wieloletnią partnerką Izą. Postać grana przez Joannę Kulig to interesujące spojrzenie na siłę miłości, obie kobiety bowiem ostatecznie decydują się pozostać razem. Kulig w jednym z wywiadów wspominała, że przygotowywała się do swojej roli, rozmawiając z partnerkami osób transpłciowych. Jej empatia, ale i frustracja, ból straty dawnego życia mieszają się ze sobą; ostatecznie wygrywa tu jednak bezgraniczne uczucie, którym darzy Anielę, i postanawia być z nią na dobre i na złe.

Kobieta z… stara się opowiedzieć jak najwięcej i jak najszerzej, jednak od pewnego momentu film niemiłosiernie się dłuży. Aniela staje się męczennicą, udramatyzowanie jej postaci działa na niekorzyść produkcji. Ponadto film z reguły opowiadający o przełamywaniu stereotypów sam nieraz wpada we własne sieci stereotypizacji, chociażby w przypadku zupełnie niepotrzebnego wątku pobytu Anieli w domu pielgrzyma prowadzonym przez zakonnice czy jej rodzinnej miejscowości, która staje się dla nas synonimem zacofania i konserwatywności. Kobieta z… nie zaskoczy błyskotliwym scenariuszem (od pierwszych minut jest on bowiem jedynie dodatkiem do wymownych scen wewnętrznej transformacji Anieli, pozbawionych jakichkolwiek dialogów), a od pewnego momentu nawet i znuży, jednak w skromny, intymny sposób opowie wam niezwykłą historię o sile przetrwania i walce z okrutnym systemem. Rola zarówno Małgorzaty Hajewskiej-Krzysztofik, jak i Mateusza Więcławka, jej młodszej wersji, zasługują na wszelkie możliwe laury. Aktorzy nie operują kliszami i ckliwością, ale wnikają w głąb swojej postaci, prowadząc widza za rękę, tłumacząc i edukując, zamiast atakować i prowokować.

Jak już wspominałam, Kobieta z… nie jest filmem wyjątkowym pod względem jakości, ale prawdziwie przełomowym na polskim podwórku i dającym nadzieję na więcej historii osób transpłciowych w polskim kinie oraz ich angaż w powstawanie nowych produkcji. Dość obszerna dystrybucja pozwoli na wielopoziomową dyskusję i – miejmy nadzieję – dotrze do jak najszerszej grupy odbiorców. Zasługują na to twórcy, którzy odważyli się rozpocząć ten temat, stroniąc jednocześnie od polityki, zasługują genialni aktorzy, lecz przede wszystkim – ludzie trans, którzy w Anieli zobaczą własne odbicie.

Mary Kosiarz

Mary Kosiarz

Daleko jej do twardego stąpania po ziemi, a swoją artystyczną duszę zaprzedała książkom i kinematografii. Studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Ulubione filmy, szczególnie te Damiena Chazelle'a i Luki Guadagnino może oglądać bez końca.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA