DEPP KONTRA HEARD. Kto mówi prawdę? Recenzja dokumentu Netflixa o głośnym procesie

Ten proces śledziły miliony. Niektórzy uznali go za rozprawę dekady. Przez moment media pisały wyłącznie o nim. 16 sierpnia na platformę Netflix trafił trzyodcinkowy dokument o sprawie sądowej Johnny’ego Deppa przeciwko Amber Heard z 2022 roku. Czy Netflix odkrył, kto jest prawdziwą ofiarą, a kto oprawcą w tym niecichnącym skandalu?
Jaki to wszystko ma sens?
Depp kontra Heard. Długo myślałam o tym, co tutaj napisać. Czy streścić fabułę dokumentu? Zdradzić pikantne szczegóły, które odkrywa? Opowiedzieć się po którejś ze stron? Zniszczyć ich razem? Wszystko to jest bez sensu, bo sprawa Johnny’ego Deppa przeciwko Amber Heard trwała tak długo, non stop będąc relacjonowaną na żywo, że ciężko byłoby was tu czymś zaskoczyć. Zresztą nawet i w tych dwóch czy trzech momentach, w których dokument faktycznie odkrywa coś, czego mogliśmy nie wiedzieć, okazuje się, że i ta informacja ma drugie dno, co pozwala ją podważyć.
Wystarczy wspomnieć fragment, w którym Heard oskarża Deppa o uderzenie jej w plecy podczas lotu samolotem. Czy faktycznie tak było? On twierdzi, że nie, ale pod koniec dokumentu dowiadujemy się o SMS-ach pomiędzy asystentem Deppa a Heard, z których wynika, że do tego incydentu doszło. Problem w tym, że chwilę później produkcja informuje, że asystent Deppa zaprzeczył istnieniu tych wiadomości, a w dokumentacji sądowej okazuje się, że to jedyne pliki, które z jakiegoś powodu Heard udostępniła w innym formacie zapisu niż reszta dostarczonych przez nią dowodów. Co więcej, choć dokument promowano jako pierwszą produkcję ujawniającą zeznania obu stron, nawet te niedopuszczone przez sąd do rozprawy, to niewiele z tego dostajemy. Zaledwie urywki fragmentów rozprawy i memy. Co więc napisać o takim dokumencie?
Depp kontra Heard stawia tezę, że w procesie w ogóle nie chodziło o prawdę, a o osąd publiczny. Kładzie nacisk na rolę, jaką odegrały w tym media społecznościowe. Nie na tym skupiłabym jednak uwagę. W końcu od dawna wiadomo, jak wielkie znaczenie we współczesnym kreowaniu świata ma internet i portale, które oferuje. Jaki byłby sens w kręceniu kolejnego dokumentu o tym? Jeśli szukać w seansie Depp kontra Heard czegoś więcej niż sensacji, to przesłanki do pochylenia się nad kondycją moralną współczesnego społeczeństwa.
Portret współczesności
Pokuszę się o stwierdzenie, że dokument Depp kontra Heard nie wnosi nic nowego do dyskusji o procesie byłego małżeństwa. Poproszę nawet, abyście wyzbyli się złudzeń, że produkcja odkryje przed wami masę nieznanych dotąd szczegółów. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że ta seria stanowi poniekąd portret współczesnego świata.
Ile to już razy przekonaliśmy się, że sprawiedliwość bywa bardzo względnym pojęciem? Ile to już razy apelowaliśmy o zaprzestanie przemocy i mowy nienawiści? Ile to już razy pokazaliśmy, że czujemy się bezkarni i bez skrupułów zrównujemy kogoś z błotem, jeśli nie stoi naprzeciwko nas? Ilekroć budowano poruszenie wokół tych aspektów i następowała chwilowa poprawa, tylekroć powracały one i sprzedawały się w mediach lepiej niż wcześniej. Nie inaczej jest w tym przypadku.
Sprawa Deppa i Heard ciągnie się od 2018 roku. Doczekała się dwóch skrajnie różnych wyroków. W Wielkiej Brytanii to Heard wygrała, a w Stanach Zjednoczonych zwyciężył Depp. Za każdym razem media angażowały się równie mocno, a ludzie dokonywali osądu, choć prosili o zaprzestanie mowy nienawiści. Nie dziwię się więc antyprzemocowym organizacjom, że głośno mówią o swojej frustracji, iż sprawa Deppa przeciwko Heard stała się pośmiewiskiem zniechęcającym ofiary przemocy do sięgania po pomoc. Kim jesteśmy, aby tak otwarcie osądzać sytuacje, których nie byli świadkami?
Pisząc, że dokument Depp kontra Heard jest obrazem naszego społeczeństwa, mam na myśli pogłębiający się brak skrupułów w publicznym osądzie (pokazani w dokumencie youtuberzy i memy komentujące rozprawę), przy jednoczesnej postawie „jestem przeciwko mowie nienawiści” oraz zacieraniu się granicy pomiędzy wolnością słowa a zwyczajną arogancją. Staliśmy się specjalistami od postawy „wiem wszystko najlepiej”. Czasami kreuje to zbędny hejt, którego było i tak wystarczająco dużo pomiędzy samymi skłóconymi byłymi małżonkami. Po co więc go im jeszcze dokładać?
W dużej mierze napisałam ten tekst po to, by zachęcić was do tego, żebyście, zamiast marnować czas na oglądanie tego niewnoszącego niczego nowego do sprawy dokumentu, skupili się na czynieniu dobra i oglądaniu ambitniejszych produkcji. Wierzę bowiem, że część z nas jest już tak przebodźcowana przepychankami Deppa z Heard, że wolałaby poczytać o czymś innym, a takie treści pojawią się, gdy przestaniemy mediom odpowiadać na tematy wokół Deppa i Heard.
Jeśli jednak chcecie poświęcić trzy godziny swojego życia na pranie brudów Deppa i Heard, to zalogujcie się na swoim koncie na Netfliksie i włączcie dokument Depp kontra Heard. Dostępny na platformie od 16 sierpnia. Poniżej możecie zobaczyć zwiastun produkcji.