Connect with us

Recenzje

CZŁOWIEK Z MARMURU. CZŁOWIEK Z ŻELAZA. Tropami Birkuta. Narodziny „Solidarności”

Dwa filmy Andrzeja Wajdy, CZŁOWIEK Z MARMURU i CZŁOWIEK Z ŻELAZA, odkrywają prawdę o historii i narodzinach „Solidarności”.

Published

on

Dwa filmy, które nie tylko w refleksji filmoznawczej uchodzą za jedne z najważniejszych dokonań polskiej kinematografii. Dwa filmy, które ugruntowały zarówno krajową, jak i wzmocniły międzynarodową pozycję Andrzeja Wajdy. Dwa filmy, które zachwycają, jednocześnie wzbudzając wiele kontrowersji. Niniejszy artykuł poświęcony został Człowiekowi z marmuru (1976) oraz Człowiekowi z żelaza (1981).

Advertisement

Teoretycznie należałoby mówić o tryptyku zamiast dyptyku – za kontynuację wyszczególnionych filmów uważany jest bowiem Wałęsa. Człowiek z nadziei (2013). Nie brakuje autocytatów czy innych elementów łączących wszystkie części, niemniej w niniejszym artykule zostały poruszone wyłącznie dwie pierwsze z nich, wobec tego (patrząc z perspektywy sprzed 2013 roku) pojawiającym się terminem będzie dyptyk.

Człowiek z marmuru (początkowo w repertuarze kin wyświetlających go figurował jako „seans zarezerwowany”) jest próbą demaskowania procesu zakłamywania przez komunistyczną propagandę historii oraz ówczesnej teraźniejszości – najpierw teraźniejszości lat 50., a następnie lat 70., które mocno tkwiły w mrokach stalinizmu i zmieniano jedynie stare maski na nowe. Film ten otworzył nowy rozdział w twórczości Wajdy. Po filmach wojennych polski reżyser sięgnął do współczesności (Niewinni czarodzieje – 1960), następnie do czasów napoleońskich (Popioły – 1965), a zanim nakręcił historię Birkuta, międzynarodową sławę zyskała Ziemia obiecana (1974).

Advertisement

Zauważalne jest zróżnicowanie tematyczne, a jak przyznawał sam reżyser, sukces kolejnego filmu każe szukać nowego tematu. Pomysł na historię o polskim murarzu z lat stalinowskich powstał jednak już na początku lat 60. (w rolę Mateusza Birkuta miał się wcielić Ryszard Filipski lub Stanisław Mikulski), ale jego realizacja została wstrzymana przez władze krajowe (twórcom zarzucano atak na przodownictwo pracy). Dekadę później idea została wskrzeszona, lecz scenariusz, głównie ze względów czasowych, musiał zostać zmodyfikowany. W 1962 roku akcja cofała się do stalinizmu o dwanaście lat, w 1974 różnica wynosiła już blisko ćwierć wieku. fot, Zebra/Renata Pajchel

Zacznijmy od samego reżysera. Człowiek z marmuru to bowiem także próba krytycznego rozrachunku z własną przeszłością. Wajda rozlicza się na ekranie z okresem w swoim życiu, gdy jako student szkoły filmowej brał udział w realizacji propagandowych filmów o Nowej Hucie – mieście zaprojektowanym jako konkurencja dla tradycjonalistycznego oraz niesprzyjającego komunistycznej władzy Krakowa. Filmowiec z Suwałk wyraża swój krytyczny stosunek do socjalistycznego miasta, lecz tym samym nie pozostawia w tajemnicy, że jako młody człowiek uczestniczył w propagandowej kampanii na rzecz Nowej Huty. Dowodów na to można szukać w samym dziele.

Advertisement

W Człowieku z marmuru znajduje się wątek reżysera Jerzego Burskiego (często uznawanego za alter ego Wajdy), który w latach 50. kręcił propagandowe filmy o przodownikach pracy z Nowej Huty (w pierwotnej wersji scenariusza nazywanej Nowym Miastem). Film tego artysty jest elementem diegezy utworu o Birkucie. W czołówce propagandowego dokumentu pojawia się nazwisko Andrzeja Wajdy jako asystenta filmowej postaci. Reżyser zatem dokonuje demaskacji praktyk filmowej propagandy w okresie stalinowskiej z jednoczesnym ujawnieniem, że sam w nich czynnie uczestniczył. Można to postrzegać jako wyznanie własnej winy czy formę osobistego rozliczenia z tym okresem swojego życiorysu.

W filmie z pewnym dystansem, momentami świadomie zastosowaną ironią, zostaje ukazana idea przodownictwa. Z jednej strony nie brakuje zawartych w nim materiałów propagandowych, które pokazują możliwości manipulacyjne oraz potęgę środków masowego przekazu, z drugiej niektóre sceny należy rozpatrywać pod kątem postawionego przez twórcę pytania: na ile faktycznie idea przodownictwa stanowiła próbę wyrwania się z dna Europy i rzeczywistego stworzenia symbolu polskiego awansu oraz symbolu czynu, jakim w zamyśle była Nowa Huta, a w jakim stopniu pozostawała tylko przejawem matactwa. Czasy mogą być kolorowe, ale nie brakuje wątpliwości, że to tylko makijaż.

Advertisement

Na ekranie równolegle opowiadane są dwie historie – Agnieszki, która kręci swój film dyplomowy (z tego względu dzieło Wajdy ma również charakter autotematyczny) oraz Mateusza Birkuta, przodownika pracy z okresu stalinizmu. Stanowi on przedmiot badań młodej reżyserki, wobec tego jego wątek wyłania się wraz z coraz intensywniejszym postępowaniem protagonistki. Najwięcej dowiadujemy się o nim za pomocą odkrywaną przez Agnieszkę kronik filmowych czy opowieści trzecich osób.

Postać Agnieszki (której imię oraz status studentki PWSF nadano w wyniku zainspirowania się przez Wajdę wyróżniającym się talentem oraz nietuzinkową osobowością koleżanki z łódzkiej Szkoły Filmowej  – Agnieszki Osieckiej) pełni w filmie rolę medium  – współcześnie opowiedziane przez nią zostaje wydarzenie lat 50. Dla Agnieszki epoka stalinizmu jest już zamierzchłą przeszłością, zatem jako przedstawicielka nowego pokolenia i nośnik aktualnych treści, wykazująca w szczególny sposób zainteresowanie konkretnym periodem historycznym własnego kraju, łączy minione z bieżącym.

Advertisement

Agnieszka jako reżyser dąży wszelkimi sposobami do wyznaczonego celu. W moim odczuciu można tę postać postrzegać jako alter ego nie tylko Wajdy, lecz również szeregu innych polskich reżyserów tamtych lat, którzy na polu zawodowym zmagali się z rozmaitymi przeciwnościami. W Człowieku z marmuru znajduje się scena, w której Agnieszka żali się ojcu, że telewizja zabrała jej taśmę i kamerę, na skutek czego nie możne dokończyć filmu o Birkucie. Czyż podobne problemy nie doskwierały polskim filmowcom? A już zwłaszcza dokumentalistom?

Napomknąłem wcześniej, że za alter ego reżysera utworu uznawany jest bohater Burski, zaś ja wskazałem postać Agnieszki. Wydaje mi się, że te dwa stanowiska nie muszą ze sobą kolidować. Spójrzmy na to w następujący sposób: Burski jako artysta dawnego pokolenia zaczyna z upływem czasu nawiązywać bliższą relację z Agnieszką, wykazując aprobatę dla jej postawy, zatem dochodzi do identyfikacji z nowopokoleniową myślą. Wajda czyni to samo, starając się zerwać z tym, co robił w przeszłości. Agnieszka może być postrzegana jako autor Człowieka z marmuru, jeżeli weźmiemy pod uwagę wspomniane już jej zmagania z władzą, o czym Wajda miał doskonałe pojęcie z autopsji.

Advertisement

Można dodać „młody” Wajda, ale przecież jego walka z cenzurą przedłużyła się poza pierwsze etapy filmowej kariery, co potwierdza choćby realizacja omawianego dzieła, gdy twórca z Suwałk miał równe pięćdziesiąt lat.

Wajda namawiał Krystynę Jandę do pełnego pasji zachowania, co przyniosło pozytywne rezultaty. Filmowa Agnieszka jest zawzięta, oddana swojej pracy i stanowi symbol odradzającego się społeczeństwa. Jej determinację i przekroczenie pewnych granic właściwego postępowania znakomicie obrazuje słynna scena z posągami. Operator studentki ma odmienny pomysł na zarejestrowanie rzeźby. Agnieszka wobec tego dosłownie bierze sprawy w swoje ręce i już nie tylko jako reżyser, lecz także bezpośrednio autor zdjęć, decyduje o kształcie swojego utworu. To także symboliczne złamanie bariery, jaka w tamtejszym okresie oddzielała artystów (nie tylko filmowców, lecz również literatów) od wszelkich archiwów historycznych, pamięci zbiorowej.

Advertisement

W filmie uchwycona została żywiołowość, z jaką Agnieszka uczestniczy w swojej misji. Znakomite zdjęcia Edwarda Kłosińskiego (warto zwrócić uwagę na sposób filmowania – kamera znajduje się na wysokości brzucha aktorki lub nieco z dołu, co zdynamizowało tę postać), muzyka Andrzeja Korzyńskiego czy zgrabny montaż – niniejsze elementy dzieła filmowego podążyły za aktorami, którzy narzucili żywy rytm całego utworu. Protagonistka walczy o swoje cele do samego końca, co stało się jej cechą dopiero w zaktualizowanej wersji scenariusza. Warto bowiem zaznaczyć, że w skrypcie z lat 60.

bohaterka w momencie dotarcia do Birkuta nie była z nim w stanie porozmawiać. Gdy członkowie ekipy z nią współpracującej przypominają, że musi ukończyć swój film dyplomowy, dziewczyna odpowiada: „Będę musiała zrobić coś innego. A to skończymy, jak będzie można” i dodaje cicho „Bo myślę, że kiedyś będzie można”.

Advertisement

Siłą Człowieka z marmuru jest usytuowanie w centrum opowiadania drugiej niezwykle sugestywnej postaci, jaką jest Mateusz Birkut. To robotnik będący symbolem rzeszy ludzi wykonujących ten zawód, w imieniu których sprawowano władzę. W filmie Wajdy robotnik przemawia własnym głosem i ocenia tę władzę.

Jerzy Radziwiłowicz w omawianym dyptyku gra dwóch bohaterów (Mateusza Birkuta i jego syna, Macieja Tomczyka), co oczywiście nie jest nowym zjawiskiem w kinie, ale nie sposób przejść obok tego obojętnie. Podobno zaledwie jeden raz w reżyserskiej karierze Wajdy zdarzył się incydent, gdy improwizacja w trakcie zdjęć próbnych ostatecznie stała się faktyczną częścią filmu. To za sprawą Radziwiłowicza, który w jednej z ćwiczonych scen był tak przekonujący, że zdaniem autora filmu nie należało już niczego udoskonalać.

Advertisement

Interesująca jest metamorfoza jaką przechodzi Birkut: od nieco zagubionego człowieka z małej wsi, którego początkowo wydarzenia przerastają i na skutek swojej naiwności oraz poddania się manipulacji zostaje przodownikiem pracy, przeobraża się w ludowego buntownika, mającego świadomość własnej sytuacji i niepozwalającego pozbawić się godności. Pojęcie świadomości jest zresztą niezwykle istotne. Sukcesywnie dochodzi do niej Birkut, który z czasem zostaje wyrzucony z systemu i zburzeniu ulega zespół wartości, wobec którego wykazywał swoją naiwność. Świadomość osiąga Agnieszka, która odkrywa zakłamanie języka, nieukazywanie rzeczywistości takiej, jaka jest.

Świadomość dotyczy także jej ekipy współpracującej (często uznawanej za symbol społeczeństwa), której członkowie nie bez przyczyny są zróżnicowani wiekowo – operator to przedstawiciel starszego pokolenia, dźwiękowiec młodszego, zaś montażystka to osoba w wieku średnim, znajdująca się pomiędzy nimi.

Advertisement

Władze mogły poddać cenzurze scenariusze i wyciąć dane sceny bądź pojedyncze zdania (np. stwierdzenie Agnieszki po pierwszym przyjeździe do Nowej Huty: „Jakaż to koszmarna architektura”, co zostało zinterpretowane jako aluzja do tamtejszego pomnika Lenina), lecz znakomite aktorstwo na etapie czytania skryptu nie było do przewidzenia. Tak pełnokrwiste i uderzające autentyzmem kreacje nie miały prawa się podobać przedstawicielom środowiska komunistycznego, ale na całkowite usunięcie bohaterów nie mogli już sobie pozwolić.

Na uwagę zasługuje pieczołowicie przygotowana scenografia i wspomniana już jakość zdjęć. Nie może dziwić fakt, że Wajda u boku operatora Edwarda Kłosińskiego oraz scenografa Allana Starskiego wiele godzin poświęcił na oglądanie kronik filmowych z tamtych czasów, aby umiejętnie wystylizować na ówczesne zdjęcia bieżąco kręcone przez nich sceny.

Advertisement

Momentami trochę mniej satysfakcjonująco wygląda charakteryzacja. Przykładem będzie scena, w której ma miejsce odgórny nakaz ogolenia grupy robotników. Twarz Birkuta, jak i kilku jego kolegów, nie jest jednak pokryta zarostem. Bohaterowie już są ogoleni, czego można było uniknąć i pozwolić aktorom na zapuszczenie przynajmniej trzydniowego zarostu. Naturalnie to są niuanse, niemniej w tak pamiętnej scenie szczególnie rzucające się w oczy.

W swojej autobiografii Wajda dosadnie stwierdził, że Człowiek z marmuru nie opierał się na życiorysie Piotra Ożańskiego, który nawet napisał do reżysera list. Budowniczy Nowej Huty wyraził pochwałę wobec jakości nakręconego utworu, lecz dodał: „(…) jest tylko mi bardzo przykro, moje wyczyny ludzie oglądają na ekranach, a ja nie mam nic z tego. Proszę o przemyślenie tej sprawy”. Wajda widział uzasadnienie dla rozczarowania byłego przodownika pracy, ale zapewnił, że na scenariusz Aleksandra Ścibor-Rylskiego składa się wiele zaczerpniętych z życia anegdot, zaś nie konkretnie jedna historia.

Advertisement

Na tym etapie tekstu przejdźmy do drugiej części dyptyku. Człowiek z żelaza zawiera scenę, która dosłownie łączy go z jego poprzednikiem, albowiem w istocie została nakręcona z intencją bycia częścią Człowieka z marmuru. To słynny moment, w którym Agnieszka nie znajduje grobu Birkuta i zostawia kwiaty zatknięte w bramę. Oczywiście czuwające nad realizacją filmu osoby stwierdziły, że scenę należy usunąć, albowiem nie było żadnych niepogrzebanych ofiar grudniowych wydarzeń. Wajda wyciął scenę, aby po kilku latach do niej powrócić.

Film kręcono od stycznia do kwietnia, co było korzyścią dla rekonstrukcji wydarzeń grudniowych, ale tym samym utrudniało odtworzenie aury sierpnia. Postać Agnieszki została przesunięta na dalszy plan (co nie oznacza, że dla kontynuacji Człowieka z marmuru nie jest istotna). Wysunął się natomiast, niejako przejmujący jej funkcję, Winkel  – w początkowej wizji grany przez Zbigniewa Zapasiewicza, ostatecznie w roli tej wystąpił Marian Opania. Wajda argumentował swoją zmianę bardziej odpowiednimi do charakteru postaci walorami fizycznymi drugiego z aktorów.

Advertisement

 

Człowiek z żelaza to pierwszy w twórczości Wajdy film na zamówienie, co miało prawo okazać się mankamentem dla nadchodzącej realizacji. Kontynuacja Człowieka z marmuru powstała szybko, z dnia na dzień. Wyzwanie, jakie podjął Wajda, wiązało się z nieustannymi zmianami dotyczącymi ogólnej idei: twórcy dowiadywali się o nowych faktach, które powinni byli umieścić w filmie, zaś inne informacje podlegały redukcji. Trudności scenariuszowe były ogromne, Ścibor-Rylski nie miał nadmiernego komfortu w pisaniu i w niektórych dialogach wspomagała go Agnieszka Holland. Dostarczane mu były także liczne nagrania magnetofonowe, zapiski, fragmenty przemówień, ulotki – często materiały te przynależały do „szarych” ludzi, którzy reagowali w ten sposób na wieść o przygotowywanym utworze. Takie warunki pracy, z jednej strony bogactwo materiału, z drugiej potężne ograniczenia czasowe, musiały się odbić na jakości powstającego dzieła. Potrzeba jak najszybszego jego ukończenia wynikała także z chęci zgłoszenia kandydatury na festiwale (w dodatku w szczytowym momencie zainteresowania Polską i „Solidarnością”), do czego jeszcze wrócimy.

Na zaistniałą sytuację można spojrzeć dwojako. Z jednej strony bolesne są liczne rażące potknięcia montażowe, wręcz amatorskie (np. w scenie, gdy Winkel wyciera rozlany alkohol w łazience), a pewne wątki należałoby ukazać lepiej (jakkolwiek trywialnie tego w tym momencie nie ująłem). Z drugiej przy tak niewielkim komforcie pracy oraz niemalże zerowym wsparciu władzy należy docenić inne aspekty. Udało się oddać tragizm strzelaniny na kolejowym wiadukcie w Gdyni i zadbać o realizm, pomimo że generał Jaruzelski odmówił użyczenia czołgów, a w scenie nie wziął udziału żaden prawdziwy mundurowy funkcjonariusz MO i tajemnicą pozostaje, w jaki sposób udało się zdobyć te kilkadziesiąt mundurów i przebrać epizodystów.

Advertisement

To tylko jeden z kilku przykładów świetnie zainscenizowanych wydarzeń (zapewne ze względu m.in. na ten epicki rozmach w kręceniu został zbudowany mit „Solidarności”), dzięki czemu nie ma nadmiernego kontrastu pomiędzy dominującą częścią fabularną filmu a wstawkami dokumentalnymi (np. scenami ukazującymi zatrzymania na ulicy w roku 1970, które pierwotnie miały zostać usunięte). Niektóre autentyczne wydarzenia (np. sceny podpisania porozumień sierpniowych) uzupełniano o zdjęcia inscenizowane, na czym film nie ucierpiał, a wręcz przeciwnie – ponownie wskazał na reżyserski kunszt Wajdy.

Człowieka z żelaza także warto zwrócić uwagę na scenografię Allana Starskiego. Co prawda wiele zdjęć nakręcono przed autentyczną bramą stoczni, ale bywały momenty, gdy jedynym rozwiązaniem był powrót do Warszawy. W Wytwórni Filmów scenograf Wajdy pieczołowicie odtworzył narożnik stoczniowej portierni, wraz z bramą, i tam dokręcono brakujące ujęcia. Wrażenie autentyzmu zostało podtrzymane.

Advertisement

Wszyscy mężczyźni Weroniki

Montaż i udźwiękowienie przebiegały jednak w szalonym pośpiechu, aby zdążyć z na canneński festiwal, na który Człowieka z żelaza został zaproszony. Twórcy mieli nadzieję, że międzynarodowy rozgłos ich dzieła spowoduje szybsze udostępnienie go rodzimej publiczności. Zdobycie Złotej Palmy można argumentować tym, co w Człowieku z żelaza jest najsilniejsze: uchwycenie spektakularnych wydarzeń historycznych w momencie ich narodzin, z obecnością autentycznych postaci (Lecha Wałęsy czy Anny Walentynowicz) oraz zademonstrowanie ich fabularnego wariantu z szeregiem społecznych oraz kulturowych kontekstów. Poważne mankamenty techniczne zdają się być przysłonięte.

Bez wątpienia to dwa bardzo ważne i zarazem kontrowersyjne filmy. Do dziś prowokują do myślenia i rozważań. Zapewne już na samym starcie, gdy pomyślimy o ich temacie. Tym bardziej zachęcam czytelników do podzielenia się własnymi opiniami.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *