Recenzje

CÓRKA TRENERA (Nowe Horyzonty 2018)

W polskim kinie obraz o tak intrygującej tematyce to wciąż rzadkość.

Autor: Maja Budka
opublikowano

Kolejna, tym razem światowa premiera na tegorocznych wrocławskich Nowych Horyzontach. Po sukcesie swojego debiutanckiego Kampera z 2016 roku Łukasz Grzegorzek nakręcił film inspirowany własnymi wspomnieniami. Jak sam zauważa, Córka trenera to w pewnym sensie alternatywna wersja jego życia, gdyby nie porzucił rakiety dla kamery. Reżyser tworzy jednak odrębną i niezależną historię, oddając głos swoim bohaterom. Grzegorzek snuje opowieść o perfekcji, poświęceniu i miłości do tenisa, skupiając się na niezwykłej relacji ojca z córką. I choć można się domyślić, że film ten będzie o córce, należy się zastanowić, czy najważniejszym bohaterem nie jest trener. 

Po latach reżyser wraca na kort, tym razem nie jako gracz.

Łukasz Grzegorzek podczas prac nad filmem wraca do swojej nadal żywej sportowej przeszłości. Sam był dobrze rokującym tenisistą. Jak wyznaje na spotkaniu z widzami, które odbyło się po pokazie premierowym, swoją młodość zostawił na korcie. A szkolił go nikt inny, jak jego ojciec, również obecny na sali kinowej. Miał on nigdy nie pogodzić się z decyzją syna, który sportową karierę porzucił dla kina. Po latach reżyser wraca na kort, tym razem nie jako gracz. Córka trenera śledzi losy Macieja Korneta (Jacek Braciak) oraz jego 17-letniej córki Wiktorii (Karolina Bruchnicka). Od lat przemierzają razem Polskę, zgarniając nagrody na podmiejskich zawodach tenisowych. Do Wimbledonu jeszcze daleka droga, chociaż ojciec usilnie próbuje wydeptać córce drogę do sukcesu. Ciężkimi treningami i surową dyscypliną. Mężczyzna nie spodziewa się jeszcze, że dotychczas posłuszna mu dziewczyna powoli dojrzewa do buntu. Otwiera się na nowe doznania oraz zaczyna decydować sama, co jest dla niej słuszne. Odwagi dodaje jej obecność kolegi z zawodów, Igora.

Najbardziej emocjonująca rozgrywka toczy się poza kortem – między Wiktorią a jej ojcem. Reżyserowi udało się świetnie zarysować głównych bohaterów – tak sobie bliskich, jednak targanych sprzecznymi emocjami. Okazało się, że tenis ma być tylko tłem do rozgrywającej się batalii pomiędzy tą dwójką. Ojca, który poświęcił wszystko dla kariery dziecka, oraz córki, która, choć pragnie sprostać wymaganiom trenera, stara się odzyskać własną niezależność.

Grzegorzek dobrze postawił, dając swoim aktorom tak wysoki kredyt zaufania.

Jacek Braciak, nareszcie obsadzony w głównej roli, świetnie poradził sobie jako surowy trener, nieznoszący sprzeciwu, bojowo nastawiony do świata. Wcale nie gorzej wypadła młoda Bruchnicka, odgrywająca optymistyczną, rezolutną Wiktorię. Ich żywiołowy duet napędza cały film – reżyser postarał się, by aktorzy zbudowali na planie wyjątkową relację. Prace nad filmem poprzedzał półroczny trening tenisa dla aktorów. Był to czas poznawania się i zacieśniania więzi między bohaterami. Jak wspomina Braciak, kręcenie było dla niego kontynuacją owego treningu. Wszedł w rolę Macieja już na początku wspólnych ćwiczeń i do końca filmu z niego nie wyszedł, co niewątpliwie przyczyniło się do powstania tak silnej chemii między bohaterami. Bruchnicka i Braciak pozwolili sobie także na dużą swobodę, improwizując w wielu scenach. Grzegorzek dobrze postawił, dając swoim aktorom tak duży kredyt zaufania. Postać Igora, kolegi z kortu, który mocno namiesza w relacji ojca z córką, to pierwsze aktorskie wcielenie Bartłomieja Kowalskiego. Trafił do filmu tylko dlatego, że reżyserowi spodobał się jego styl gry w tenisa. Mimo wszystko odnalazł się na planie tak dobrze, jak na korcie. Choć duże wrażenie robią także świetne zdjęcia Weroniki Bilskiej, bardzo artystyczny, wręcz teledyskowy sposób kręcenia gry w tenisa, okraszony muzyką poważną, to przede wszystkim dla dwójki głównych bohaterów chce się oglądać Córkę trenera.

Świetna, dramatyczna relacja córki i ojca, ich ciekawe osobowości i cierpka miłość sprawiły, że Córka trenera to naprawdę niezły dramat. Byłby taki do samego końca, gdyby reżyser nie stracił nad swoim dziełem kontroli. Maciej i Wiktoria to klamra łącząca w całość film. Z czasem jednak produkcja staje się coraz bardziej chaotyczna, a relacja głównych bohaterów rozpada się, niknie w pobocznych wątkach fabuły. Grzegorzek studzi narastające emocje, rezygnując z potencjału, jaki daje mu ta dwójka. W efekcie przy rozwiązaniu głównego wątku brakuje podsumowującego komentarza, mocnego uderzenia, co pozostawia mały niedosyt. Należało jeszcze precyzyjniej skupić się na narastających frustracjach, skrywanych przez lata pretensjach, na które zdecydowanie wpływ ma enigmatyczna przeszłość bohaterów. Dodatkowo reżyser niepotrzebnie sili się na łączenie dramatu z filmem komediowym. Większość żartów, jakimi raczą nas twórcy, jest niestety marna i płytka, jakby żywcem wyjęta z mało ambitnego rodzinnego serialu telewizyjnego. Pozostawiają spory niesmak, psując poważny obraz dzieła.

Choć film został zainspirowany biografią reżysera oraz jego relacją z ojcem trenerem, Grzegorzek postawił na obsadzenie kobiety w roli dziecka. Jak tłumaczył, córka i ojciec trener to sytuacja o wiele częstsza w świecie sportu. Ponadto jest to relacja bardziej pogłębiona, która tworzy wiele rozbieżności, co stało się głównym tematem Córki trenera. Choć potencjał filmu nie został do końca wykorzystany, dzieło to nadal zasługuje na uwagę. Tym bardziej, że w polskim kinie obraz o tak intrygującej tematyce to wciąż rzadkość. 

Ostatnio dodane