Connect with us

Recenzje

1900: CZŁOWIEK LEGENDA

W filmie 1900: CZŁOWIEK LEGENDA Giuseppe Tornatore kreuje fascynującą opowieść o niezatartej historii i potędze pamięci.

Published

on

„Nie jesteś tak naprawdę skończony, póki masz dobrą historię i kogoś, kto jej wysłucha”.

1900 Człowiek legenda

O Giuseppe Tornatore zrobiło się głośno, gdy pokazał światu Cinema Paradiso – nostalgiczną opowieść o historii kina, w której większość kinomanów zakochuje się od pierwszego wejrzenia i choć wielu zarzucało mu nadmierny sentymentalizm, Cinema Paradiso pozostaje jedną z tych pozycji, które każdy kinoman powinien obowiązkowo zobaczyć. Do tej pory film ten jest bodaj najlepszym dokonaniem włoskiego reżysera, a przynajmniej najbardziej docenionym, czego dowodzi lista nagród, w tym Złoty Glob i Oscar za najlepszy film obcojęzyczny w 1989 r.

Advertisement

Nie znaczy to jednak, iż Tornatore można szufladkować jako autora „jednego filmu”, który potem odcina kupony od minionego sukcesu, nie potrafiąc nawet zbliżyć się do dzieła, które wyniosło go tak wysoko. Jego filmy mają przynajmniej jedną od razu zauważalną cechę, czyniącą jego twórczość rozpoznawalną, a która przychodzi na myśl po każdym seansie. Są po prostu piękne. Cechę tę posiada również 1900: człowiek legenda.

Film jest historią fikcyjnego pianisty i kompozytora o niebywałym talencie, który oficjalnie nie istniał dla świata i który całe swoje życie spędził na statku kursującym pomiędzy Europą a Ameryką. Tornatore, zwykle autor opowiadanych przez siebie historii, tym razem sięgnął po monodram Alessandro Baricco, poczytnego włoskiego pisarza i dramaturga. Po przeczytaniu monodramu (zatytułowanego „Novecento”) był nim tak zafascynowany, że od razu postanowił nakręcić film w oparciu o tę historię, zdecydował jednak, iż nie obejrzy spektaklu na scenie, by nie sugerować się interpretacją autorów przedstawienia – chciał opowiedzieć tę historię według własnej wizji i trzeba przyznać, że efekt finałowy nie pozwala nawet przypuszczać, iż pierwowzorem był tak kameralny gatunek jak monodram – 1900: człowiek legenda to film o epickim rozmachu z ogromną liczbą statystów i ciekawymi postaciami drugiego planu (których w pierwowzorze literackim oczywiście nie było).

Advertisement

Tak więc film ten trudno nazwać adaptacją „Novecento”, który stał się jedynie inspiracją dla Tornatore do nakręcenia własnego, niemal autorskiego filmu, bliskiego poetyce choćby Cinema Paradiso.

1900 Człowiek legenda

– Jak się nazywa?
– 1900.
– Nie piosenka. Chłopiec.
– 1900.
– To tak jak piosenka…

Advertisement

Danny Boodman T.D. Lemon 1900 – tak dokładnie nazywa się główny bohater, a jego personalia są równie niezwykłe, jak jego historia. A jest to naprawdę dobra historia, choć od początku do końca całkowicie wyssana z palca. O losach 1900 dowiadujemy się z ust jego najbliższego przyjaciela, Maksa Tooneya, trębacza tej samej orkiestry, w której gwiazdą był właśnie 1900. Genialny kompozytor i wirtuoz fortepianu został znaleziony i wychowany przez palacza okrętowego, który z obawy, by mu dziecka nie odebrano, postanawia nikogo nie zawiadamiać o znalezisku. W ten sposób 1900 nigdy nie został zarejestrowany, nie miał oficjalnych rodziców, imienia, nazwiska czy daty urodzenia, nawet obywatelstwa.

Advertisement

Oficjalnie nigdy nie istniał, choć jego sława dotarła oczywiście również na stały ląd. Jedynym dowodem jego bytu mogłaby być płyta nagrana na statku, którego 1900 nigdy nie opuścił – niestety nagranie zaginęło, toteż nie zachował się żaden namacalny dowód istnienia 1900 – poza legendą o nim, którą Tornatore postanowił nam opowiedzieć.

1900 Człowiek legenda

Wszystkie te zabiegi mają przekonać widza, iż poza filmem żadnych informacji o Dannym Boodmanie T.D. Lemonie 1900 nie znajdzie, a jedynym źródłem informacji o nim jest sam film, co ma w minimalny sposób uwiarygodnić istnienie takiej postaci – wszak nikt nie jest w stanie udowodnić, że jej nie było. Dodatkowym elementem ze świata realnego jest Jelly Roll Morton, autentyczny czarnoskóry kompozytor i pianista, w dodatku bardzo wiarygodnie kreowany przez Clarence’a Williamsa III, który pojawia się w epizodycznej wprawdzie, ale bardzo ważnej roli. Ponadto film został stworzony z ogromną dbałością o detale: kostiumy, postacie epizodyczne, kontekst historyczny, scenografia statku – całe tło historii sprawia wrażenie autentycznego, co powoduje, iż mimo wyraźnie baśniowego i nierealnego charakteru opowieści zastanawiamy się, czy to przypadkiem nie wydarzyło się naprawdę. Innymi słowy, jest to bajka, w którą bardzo chciałoby się uwierzyć i twórcy filmu starannie zadbali, by widzowi to umożliwić, nie niszcząc przy tym baśniowej magii.

Advertisement

1900 Człowiek legenda

„Fuck the regulations!”

W filmie mamy tak naprawdę dwóch głównych bohaterów. Pierwszym jest oczywiście bohater tytułowy. Do roli tej Tornatore zatrudnił jednego z ulubionych aktorów Quentina Tarantino – Tima Rotha, dla którego kreacja typowo romantycznego bohatera była pierwszym takim doświadczeniem w karierze. Swojego wyboru reżyser nie potrafił uzasadnić, jak sam twierdzi, po prostu myśląc o tej postaci oczyma wyobraźni widział twarz Tima Rotha. W każdym razie wybór okazał się strzałem w 10-tkę, aktor fantastycznie wcielił się w postać pianisty, obdarzając ją osobowością, którą od razu się zapamiętuje.

Advertisement

Na potrzeby filmu konieczny był oczywiście kurs gry na pianinie, a przynajmniej jej symulacji – w trudniejszych momentach dłonie Tima zastąpione zostały dłońmi profesjonalnego pianisty. 1900 to jednak nie tylko pianista, to postać z wrażliwością muzyka, ale i charakterkiem. Ktoś, kto spędził całe życie na statku jest ubogi w doświadczenia życiowe, w związku z czym w relacjach ze światem zewnętrznym bywa nieudolny. Ale jego siła płynie z talentu i muzyki – to jest pole, na którym 1900 czuje się pewny siebie. Dlatego w odpowiedzi na uwagę kapitana statku, który odkrywa wraz z całą załogą małego T.

D.Lemona grającego w środku nocy na fortepianie, iż jest to absolutnie sprzeczne z regulaminem, ośmioletni 1900 krzyczy: „Fuck the rules!”. Ta twardsza strona osobowości bohatera ujawnia się w filmie kilkakrotnie, (zwłaszcza w scenie pojedynku z Mortonem) kontrastując z jego romantycznym usposobieniem. Tim Roth świetnie pogodził złożoność charakteru bohatera, w obu wersjach wypadając wiarygodnie. Śmiało można powiedzieć, że mamy do czynienia z kreacją tej klasy, iż niemożliwe jest wyobrażenie sobie kogoś innego w roli 1900 – okazuje się, że Tornatore miał w tym wypadku niebywały instynkt, któremu na szczęście zaufał.

Advertisement

1900 Człowiek legenda

Drugim bohaterem filmu jest muzyka, i choć nazywanie tak tego elementu dzieła filmowego może wydawać się nadużyciem, w tym wypadku jest to uzasadnione. Skoro bohaterem filmu miał być genialny, nieznany kompozytor i wirtuoz, należało stworzyć szereg utworów, które wypadłyby przekonująco w roli nieznanych arcydzieł, w dodatku nowatorskich i trudnych do zagrania, ale też posiadających coś wspólnego, wyjątkowego, aby brzmiały jak wytwór wyobraźni tej samej, oryginalnej osoby. Zadania podjął się jeden z najlepszych i najbardziej płodnych kompozytorów muzyki filmowej – Ennio Morricone, z którym Tornatore współpracuje od czasu Cinema Paradiso.

Kompozycje Morricone idealnie pasują do opowieści Włocha, współtworząc ich nastrój, i, podobnie jak do samych filmów, tak i do muzyki Ennio najlepiej pasuje jedno określenie: piękne. Obok utworów przypominających muzykę romantyzmu 1900 improwizuje na dowolne tematy i w dowolnych rytmach, usłyszymy więc przede wszystkim trochę rodzącego się jazzu (głównie ragtime’u, zwłaszcza w scenie wprowadzenia Mortona) i bluesa, oraz trochę inspiracji klasycznych (jeden z utworów bardzo przypomina słynny „Lot trzmiela”) a nawet tarantellę, którą w filmie dotychczas spotkałem chyba jedynie w Ojcu chrzestnym.

Advertisement

Niemal przez cały czas muzyka istnieje na pierwszym planie razem z 1900, pełniąc różnorodne role i będąc integralną częścią opowieści, jednak w dwóch scenach znajduje się w centrum wydarzeń, przesłaniając nawet bohatera.

1900 Człowiek legenda

„Fuck the jazz too!”

Advertisement

Sama muzyka, choć świetnie spełniająca swoje zadanie w określeniu miary talentu 1900, nie wystarczyłaby jednak, aby przekonać widza, iż ma do czynienia z geniuszem swoich czasów. Potrzebny był punkt odniesienia, przeciwnik, z którego umiejętnościami można by porównać wirtuozerię 1900. Tym przeciwnikiem stał się nie byle kto, bo Jelly Roll Morton, uchodzący za jednego z najlepszych muzyków jazzowych swoich czasów – jak sam twierdzi, był wynalazcą jazzu, w którym to stwierdzeniu jest tyleż przesady co i prawdy. Dochodzi do konfrontacji umiejętności obu pianistów w swoistym pojedynku jazzowym, który jest jedną z najbardziej efektownych scen filmu i zarazem jednym z najciekawszych pojedynków w historii kina.

Pojedynek w kinematografii jest oczywiście bardzo częstym motywem, a liczba rozwiązań ograniczona – wszak ktoś wygrać musi i zwykle jest to „ten dobry” (ewentualnie mamy remis, co stosunkowo rzadko się zdarza) – przez co umieszczenie pojedynku w filmie skazuje fabułę na przewidywalność. Dlatego mniej istotny jest wynik, który często z góry znamy, a o wiele ciekawszy jest sposób, w jaki ów pojedynek przebiega i trzeba przyznać, iż Tornatore poprowadził tę scenę po mistrzowsku, a ogromny udział w jej jakości ma muzyka, którą tutaj podziwia się w podobny sposób, jak choreografię walk w Hero czy wyścig podracerów w Mrocznym widmie, gdyż spełnia dokładnie tę samą funkcję – jest popisem umiejętności bohaterów.

Advertisement

1900 Człowiek legenda

Drugim momentem, w którym muzyka wychodzi na plan pierwszy jest scena rejestracji umiejętności 1900, który komponuje utwór, improwizując na bazie uczuć, jakie wzbudza w nim pojawiająca się w iluminatorze statku śliczna dziewczyna. Scena, w której nie padają przez dłuższy czas żadne słowa, świetnie skomponowana tak muzycznie, jak i plastycznie (zdjęcia autorstwa Lajosa Koltai), zupełnie różna od pojedynku, podobnie zapada w pamięć i przypomina, w czym Tornatore jest najlepszy – w tworzeniu piękna.

1900 Człowiek legenda

1900: człowiek legenda Giuseppe Tornatore miał wszelkie zadatki na to, aby stać się prawdziwym hitem. Każdy element składający się na dzieło filmowe stoi tu na bardzo wysokim poziomie – od ciekawego scenariusza, poprzez zdjęcia i muzykę, na świetnych rolach kończąc. Ta sentymentalna, opowiedziana w sposób ciepły, lecz z humorem historia przemknęła jednak bezszelestnie przez duże ekrany – zarówno krytyka, jak i widzowie niemal ją zignorowali. Trudno dziś wyrokować, dlaczego tak się stało, faktem jednak jest, iż ogromna większość spośród tych, którzy zdecydowali się 1900. .. obejrzeć wyraża się o nim bardzo pochlebnie, toteż film pozostaje mało znanym szerszej publiczności, ale cenionym dziełem.

Advertisement

Tekst z archiwum film.org.pl (11.06.2006).

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *