search
REKLAMA
Plebiscyt

NAJLEPSZE SOUNDTRACKI WSZECH CZASÓW. Wielki ranking czytelników

REDAKCJA

28 lipca 2019

REKLAMA
Muzyka filmowa to prawdziwa studnia bez dna. Dało się to wyczuć już w momencie, w którym oddaliśmy w czytelnicze myszki i klawiatury formularz do głosowania na najlepsze soundtracki. Samo jego przygotowanie wymagało bowiem zrezygnowania z wielu ciekawych pozycji z długiej historii dziesiątej muzy. Sprawy nie ułatwiło bynajmniej odrzucenie na samym wstępie musicali oraz wszelkich filmów muzycznych, które zagrabiłyby dla siebie większość miejsca. Nie pomogło też scalenie filmowych trylogii i ograniczenie wszelakich serii do pojedynczych wpisów, bo liczba znakomitych ścieżek dźwiękowych, na które można było oddać głos, dalej przyprawiała o ból głowy.

Udało się wam jednak wyłuskać z tej potężnej liczby 50 najlepszych ilustracji muzycznych i przygotowanych na potrzeby ruchomego obrazu składanek piosenkowych, które prezentujemy kolejno poniżej. Nie brakuje zaskoczeń, ale to z pewnością intrygujący przekrój muzyki filmowej i jednocześnie dobra lista na początek przygody z tym gatunkiem. Jesteśmy ciekawi waszych wrażeń z wyników, a zatem komentujcie. I oczywiście miłego słuchania!

48. (ex aequo)
Desperado (1995) – Los Lobos, różni wykonawcy

W filmie Roberta Rodrigueza muzyka czaruje już od pierwszych minut, kiedy to Antonio Banderas wskakuje na bar i zaczyna energicznie wykonywać nieśmiertelne Canción Del Mariachi. Co prawda potem Desperado już nie zbliża się do tego samego poziomu zajebistości, ale soundtrack od Los Lobos i piosenki jeszcze między innymi od Tito & Tarantuli ani na moment nie rozmijają się z filmem, nie tracą siły wyrazu, atrakcyjności oraz niepodrabialnego klimatu skąpanego w słońcu zadupia Meksyku. Niby nic specjalnego, ale w ogólnym rozrachunku czyni to z tego tytułu jedną z tych ścieżek dźwiękowych, które już na zawsze zostają nam gdzieś z tyłu głowy i wszędzie rozpoznamy ich znajome takty. [Jacek Lubiński]

48. (ex aequo)
Top Gun (1986) – Harold Faltermeyer, różni wykonawcy

Ścieżka dźwiękowa do filmu Tony’ego Scotta należy do bardzo nielicznej grupy najlepiej sprzedających się albumów wszech czasów z muzyką filmową. Stanowi mieszankę doskonałych piosenek, takich jak dynamiczna, grana fragmentami prawie szaleńczo Danger Zone, nieco spokojniejsza Mighty Wings oraz – co najważniejsze – znakomita Take My Breath Away autorstwa kompozytora włoskiego pochodzenia Giorgia Morodera, w wykonaniu niemieckiej grupy Berlin. Właśnie ten ostatni utwór zasługuje na specjalne wyróżnienie, ponieważ to niewątpliwie jedna z najpiękniejszych piosenek filmowych, jakie zostały do tej pory napisane, co zostało potwierdzone przyznaniem jej Złotego Globu. Zresztą cała płyta również była nominowana do tej nagrody. Ścieżka dźwiękowa do filmu Top Gun jest jedną z najlepszych składanek, jakie do tej pory powstały. [Paweł Łudzeń, fragment recenzji płyty]

48. (ex aequo)
Podziemny krąg (1999) – The Dust Brothers

Jak można w skrócie przedstawić muzykę z Podziemnego kręgu? Jest ona klimatyczna, ciężka, zakręcona, momentami bardzo psychodeliczna i przygnębiająca. Jedynie od czasu do czasu mamy do czynienia z jakimś weselszym fragmentem, cała reszta – podobnie jak film – trzyma w napięciu i maksymalnym skupieniu. To na pewno kompozycja inna niż wszystkie typowe soundtracki – Fight Club to wspaniała, czysta elektronika z przeciągłym, potężnym basem. Z początku cały ten swoisty eksperyment nie przypomina muzyki filmowej, ale w połączeniu z obrazem daje perfekcyjny rezultat! [Adam Łudzeń, fragment recenzji płyty]

46. (ex aequo)
Trainspotting (1996) – różni wykonawcy

Każdy zapoznany z tym tytułem dobrze wie, że należy się po tej składance spodziewać muzyki raczej spokojnej, wolnej, wprowadzającej w pewnego rodzaju trans czy hipnozę. Brak tu bezmyślnej łupaniny – na płycie znajdziemy ambitniejszą odmianę muzyki elektronicznej, która skierowana jest do bardziej wymagających odbiorców. Podobnie jest ze ścieżkami do takich produkcji jak Human Traffic czy Hakerzy – z nimi na jednej półce powinien stanąć soundtrack z filmu Danny’ego Boyle’a. Może zabrzmi to niebezpiecznie i filozoficznie zarazem, ale ten film trzeba momentami potrafić zrozumieć – i muzykę w nim zawartą także. Jeśli wam się to uda, rozrywkę audiowizualną macie gwarantowaną. [Adam Łudzeń, fragment recenzji płyty]

46. (ex aequo)
Coś (1982) – Ennio Morricone

Mroczną, jakże sugestywną i genialną w swej prostocie muzykę słyszymy już na samym początku filmu – to niezapomniane, stale powtarzające się uderzenie basu towarzyszące słynnej już dzisiaj czołówce, w której norweski śmigłowiec ściga psa. Paradoksalnie ubogość i minimalizm całej kompozycji jest właśnie najmocniejszą stroną ścieżki dźwiękowej z Coś. W połączeniu z odosobnionym miejscem, w którym toczy się akcja, i ze zdesperowaną grupką bohaterów otrzymujemy coś w rodzaju małej perfekcji w gatunku muzyki do horroru. [Adam Łudzeń, fragment recenzji płyty]

44. (ex aequo)
Predator (1987) – Alan Silvestri

Predator jest jednym z tych filmów, które zapewne nie byłyby tak dobre, gdyby nie oprawa muzyczna – idealnie pasująca do każdej sytuacji, odpowiednio wyeksponowana, wywołująca emocje i napięcie. Alanowi Silvestriemu udało się to wszystko stworzyć bez użycia jakiejkolwiek „elektroniki” czy chórów w tle. Same klasyczne instrumenty – głównie trąbki i inne instrumenty dęte, świetny bas, fortepian, perkusja (bębny rządzą!), trochę skrzypiec, jakieś grzechotki itp. Wszystko zmieszane razem i połączone tak, aby mogło powstać arcydzieło. Ilustracja muzyczna do Predatora jest bezsprzecznie jedną z najlepszych (o ile nie najlepszą), jakie słyszałem. Poraża swym niesamowitym klimatem i swą perfekcją. W głowie się nie mieści, że taka kompozycja nie zdobyła nawet nominacji do Oscara… To jedna z największych pomyłek w historii Amerykańskiej Akademii Filmowej! [Adam i Paweł Łudzeniowie, fragment recenzji płyty]

44. (ex aequo)
Nieśmiertelny (1986) – Michael Kamen i Queen

Francuski gwiazdor Christophe Guy Dénis Lambert zapisał się w annałach kina dzięki postaci Connora MacLeoda, który podbił serca widzów w produkcji Russella Mulcahy’ego. Do sukcesu tego dzieła przyczyniła się także jego ścieżka dźwiękowa. Głównie dlatego, że w dużym stopniu składa się ona z niezapomnianych piosenek grupy Queen, z których dwie (Who Wants to Live Forever i Princes of the Universe) szybko zyskały status kultowych. I to właśnie one doczekały się odrębnych wydań podbijających listy przebojów – o oryginalną kompozycję Michaela Kamena nikt się przesadnie nie troszczył i oficjalnie nie ukazała się po dziś dzień. A szkoda, bo to świetne, potężne, pełnoorkiestrowe granie, które nic się nie zestarzało i które zmusza do refleksji chociażby przepięknie zaaranżowanym i poruszającym tematem miłosnym – sercem tego filmu. [Jacek Lubiński]

43.
Conan Barbarzyńca (1982) – Basil Poledouris

To monumentalne dzieło, które czasami zahacza o prawdziwy geniusz. To także jedna z najbardziej udanych ścieżek dźwiękowych w dorobku Basila Poleduorisa, który przy pomocy sekcji smyczkowej, sekcji waltorni, talerzy i tamburynów zapewnił muzyce odpowiednią specyfikę, a nam sporą dawkę emocji. Ta narracja to jak najbardziej odpowiednia forma, która w żaden sposób nie przerasta treści… [Paweł Łudzeń, fragment recenzji płyty]

41. (ex aequo)
Mad Max: Na drodze gniewu (2015) – Tom Holkenborg

To bez cienia przesady najbardziej bombastyczny score całej serii. Chociaż – z wyjątkiem małego mrugnięcia okiem lub niewielkim przedmiotem – pozbawiony jakichkolwiek dźwiękowych koneksji z nią. Powinien być traktowany jako kompletnie oddzielne dzieło, początek nowej trylogii. W swojej klasie mógłby nawet dostać przedrostek „arcy-„, gdyż mimo że trzeba choć trochę lubować się w takich klimatach, to naprawdę trudno o coś bardziej okazałego, dosadnego, lepiej współgrającego z filmem (znakomity niekiedy spotting, początkowa oszczędność w operowaniu muzyką). Gdzieś nad tym wszystkim unosi się duch Jarre’a oraz Kina Nowej Przygody. Na tyle wyczuwalny, że aż ma się ochotę usiąść za kółkiem i wykrzyknąć: „Oh what a score, what a lovely score!”. [Jacek Lubiński]

41. (ex aequo)
Leon zawodowiec (1994) – Éric Serra

Muzyka francuskiego kompozytora jest niezwykle oryginalna i momentami bardzo nastrojowa. Doskonałym dowodem na to jest właśnie ścieżka dźwiękowa do Leona zawodowca. Jeżeli, Drogi Czytelniku, oglądałeś film, to zapewne domyślasz się, jaki obraz przedstawia muzyka – a jest to obraz ponurego i przeciętnego życia pewnego człowieka, którego każdy dzień wygląda tak samo. Żadnych rozrywek, żadnych emocji (prócz specyficznej pracy oczywiście) – tylko jeden zawód, jedna praca, na której trzeba się skupić. I nagle ten cały schemat, tę całą konstrukcję zmienia jedno wydarzenie – pojawienie się w życiu Leona małej dziewczynki… Co najważniejsze, muzyka stanowi integralną część całości. To ona dodaje filmowi co najmniej połowę wyrafinowanego smaku: wprowadza do niego klimat, tajemniczość, nastrojowość. To muzyka, która potrafi urzec. [Adam Łudzeń, fragment recenzji płyty]

REKLAMA