search
REKLAMA
News

To już pewne – Ryan Gosling poleci w kosmos!

Jakub Piwoński

1 stycznia 2017

REKLAMA

Jeszcze nie znamy efektu ich współpracy, a już wiemy, że będzie ona kontynuowana. Aktor Ryan Gosling oraz reżyser Damien Chazelle, którzy niedawno pracowali razem przy musicalu La La Land (film zagości w naszych kinach już w styczniu), właśnie przypieczętowali nowy projekt. Będzie to film biograficzny pt. First Man. Już po tytule można się domyślić, jakiej postaci życiorys posłuży za fabularną podstawę filmu. Chodzi oczywiście o Neila Armstronga – pierwszego człowieka na Księżycu.

Jeszcze łatwiej jest się jednak domyślić, jakie przesłanki przemawiają za traktowaniem tego projektu z należytą uwagą. Bo jest ich trzy. Po pierwsze, Ryan Gosling to aktor, który bardzo skrupulatnie dobiera sobie scenariusze – i widać to już od czasu występu w pamiętnym Fanatyku z 2001. Z kolei Drive przypieczętował realizowane przez aktora w kolejnych filmach emploi tajemniczego, niedostępnego amanta. Mam jednak wrażenie, że Gosling szuka wciąż dla siebie jakiegoś mięsistego wyzwania – a takim może być wcielenie się w znaną i cenioną postać.

Po drugie, reżyser Damien Chazelle udowodnił, że potrafi opowiadać proste historie, oparte na utrwalonych konwencjach, w całkowicie nietuzinkowy sposób. I tworzyć dzięki temu niesamowicie emocjonujące kino, trzymające na za gardło przez cały seans. Taki był Whiplash, klasyczna historia from zero to hero przyprawiona domieszką dreszczowca, i taki najprawdopodobniej jest też La La Land – sądząc po recenzjach – czyli nowe, energiczne spojrzenie na możliwości, jakie daje gatunek musicalu. Niezwykle frapujące i oddziałujące na wyobraźnię jest zatem pytanie, w jaki sposób ten młody reżyser podejdzie do konwencji kina biograficznego.

Po trzecie w końcu i najważniejsze – Neil Armstrong. Aż dziw, że taki bohater – prawdziwy pomnik astronautyki – nie załapał się jeszcze na film fabularny z prawdziwego zdarzenia. Jego historia to przecież samograj (co dostrzegł scenarzysta Josh Singer, tworzący fabularną podstawę dla filmu Chazelle’a). Jako dowódca misji Apollo 11, której zadaniem było wylądowanie na Księżycu i bezpieczny powrót do domu, Armstrong uczynił, jak sam to określił, “wielki krok dla ludzkości”. Ale to wiekopomne wydarzenie poprzedzały żmudne lata przygotowań i trudności, z których przeciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy. Na pytanie, czy człowiek powinien wylądować na Księżycu, odpowiadał z przekąsem:

[quote]Zrezygnowanie z podróży na Księżyc można porównać do sytuacji Kolumba, gdyby zbliżywszy się do wybrzeży Nowego Świata na odległość 80 kilometrów zawrócił do Europy z meldunkiem dla królowej Izabeli.[/quote]

Nie bez znaczenie dla podjęcia realizacji biografii Armstronga pozostaje fakt odbywającego się na naszych oczach przełomu w temacie dalszej eksploracji kosmosu. Elon Musk i jego SpaceX zapowiada, że już za dwadzieścia lat możliwa będzie podróż na Marsa (więcej w tym temacie opowiada serial Mars). Koniunktura zatem sprzyja. Jest to idealny moment, by ku pokrzepieniu serc przypomnieć przy użyciu medium filmowego ten pierwszy, historyczny krok postawiony na Srebrnym Globie.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA