search
REKLAMA
News

KEVIN SPACEY WYCIĘTY Z FILMU RIDLEYA SCOTTA. Przypadek bez precedensu

Szymon Skowroński

10 listopada 2017

REKLAMA

Czytelnikom, którzy w jakiś cudowny sposób przespali ostatnie tygodnie medialnego szumu na temat Kevina Spaceya, przypominamy w telegraficznym skrócie: aktorowi zarzucano molestowanie seksualne, w tym nieletniego wówczas Anthony’ego Rappa. Po wyznaniu gwiazdy Star Trek: Discovery rozpoczęła się lawina oskarżeń, co do których sam zainteresowany – póki co – się nie ustosunkował. Producenci za to zareagowali natychmiastowo: serial House of Cards, którego Spacey jest gwiazdą, wstrzymano, podobnie jak inną produkcję Netfliksa z jego udziałem –filmową biografię Gore’a Vidala. Na najbardziej ekstremalny krok zdecydował się jednak Ridley Scott. Postanowił na ostatnią chwilę zastąpić aktora w swoim najnowszym obrazie All the Money in the World.

Szczególną uwagę zwraca w tej sytuacji fakt, że do premiery filmu pozostało zaledwie sześć tygodni. Tak więc do 22 grudnia Ridley Scott planuje usunąć z gotowego materiału wszystkie sceny z udziałem Spaceya, zorganizować od nowa wszystkie plany, w których ten występował, nakręcić je na nowo – z udziałem wybranego do roli Christophera Plummera – a następnie wmontować nowy materiał do filmu. Okoliczności te budzą szereg pytań, dotyczących technicznych, biznesowych i moralnych aspektów sytuacji.

Po pierwsze: praca nad pełnometrażowym, wysokobudżetowym filmem trwa  od roku do dwóch. Nawet jeśli scenariusz nie zakłada kolosalnych efektów specjalnych, kluczowych dla historii. Na ten okres składają się preprodukcja, podczas której odbywają się m.in. próby reżysera z aktorami, praca nad przygotowaniem odpowiednich efektów gry aktorskiej, „docieranie się” poszczególnych występujących do danych scen. Jednocześnie pion techniczny musi przygotować całe zaplecze niezbędne do nakręcenia filmu, a kamera jest tylko szczytem tej listy. Po tych dwóch etapach, aktorzy często biorą udział w zdjęciach próbnych lub próbach kostiumów i scenografii. Następnie – plan filmowy. W zależności od skomplikowania formalnego filmu i wizji reżysera, może on trwać od około miesiąca do trzech. Ale nie ma tu reguł. Bywało, że plany przedłużały się na lata. Następnie nakręcony materiał trafia do montażowni i postprodukcji. Reżyser zwykle decyduje o wyborze najlepszych ujęć ze względu na grę aktorów, a montażysta przegląda materiał pod kątem jego poprawności technicznej i zaczyna się składanie fragmentów w całość, co trwać może dłużej niż każdy inny etap. Oprócz samego łączenia ujęć, to właśnie podczas montażu dodaje się efekty specjalne, usuwa z nakręconego materiału niechciane elementy, pracuje się nad kolorem itp., itd. Kiedy edycja dobiegnie końca, mamy… pierwszą wersję filmu.

Sześć tygodni przed premierą film zwykle jest ukończony lub przechodzi ostatnie, kosmetyczne poprawki. W przypadku All the Money in the World, mówimy o przearanżowaniu jednego z najważniejszych elementów całości. Spacey grał w nim drugoplanową rolę, jednak jeszcze niedawno mówiło się o po cichu o szansach na oscarową nominację, więc można zakładać, że jego udział był jednak znaczący. Wycięcie aktora i zastąpienie go innym fałszuje całe aktorstwo: żadna z reakcji aktorów dzielących sceny z Plummerem nie będzie prawdziwa. Ponadto cyfrowe wklejenie jego postaci do gotowego filmu w tak szybkim tempie może odbić się na jakości produkcji.

Zastanawiające jest także to, czy podstawą decyzji były istotnie moralne rozterki producentów i Scotta, czy po prostu chęć zredukowania ryzyka finansowej porażki. Pomimo kilkunastu wyznań osób, które zarzucały aktorowi molestowanie na tle seksualnym, do sądu nie wpłynął żaden pozew. Scotland Yard wszczął postępowanie w sprawie jednego z wydarzeń, do które miało dojść na terenie Irlandii – jednak do oficjalnych zarzutów i uznania artysty winnym zarzucanych mu czynów daleka droga. Podobno o jego wątpliwych moralnie zagrywkach środowisko wiedziało od jakiegoś czasu – nie sposób nie pomyśleć, że Scott i ekipa robią to dla „świętego spokoju”. Pozbywają się Spaceya w dosłownym tego słowa znaczeniu – nie będą musieli tłumaczyć się, w momencie, kiedy okazałoby się, że ten jednak jest winny. Czy mamy tu zatem do czynienia z etycznym zachowaniem czy wyrachowaną, biznesową zagrywką? Zarzuty postawione Spaceyowi są pociskami dużego kalibru, jednak – póki co – są tylko werbalnymi, nieoficjalnymi komunikatami.

Ostatecznej odpowiedzi nie uzyskamy nigdy, ale wkrótce okaże się, jak przełożyło się to na sam film. Do niedawna artyści – do których z pewnością można zaliczyć reżyserów filmowych – byli raczej skłonni bronić swego dzieła bez względu na okoliczności. Scott natomiast, w obliczu skandalu, w obawie o nieprzychylne zdanie opinii publicznej, postanowił zmienić swoje dzieło. Bez czekania, czy pomówienia okażą się faktami.

Avatar

Szymon Skowroński

REKLAMA