Cannes 2019

CANNES 2019. Najbardziej oczekiwane filmy

Autor: REDAKCJA
opublikowano

72. festiwalu edycja tuż-tuż. Organizatorzy znaleźli miejsce dla prawdziwych gwiazd i dla produkcji mniej znanych twórców. Pierwsza grupa – Tarantino, Herzog, Almodóvar – budują prestiż festiwalu i jego rozpoznawalność. Ci twórcy już nie potrzebują kolejnych nagród. Ich najnowsze filmy i tak są już od dawna oczekiwane. Dla drugiej grupy – Porumboiu, Sachs, Triet – Złota Palma będzie prawdziwą trampoliną, kamieniem milowym w ich reżyserskich karierach. Przed nami po raz kolejny interesująca mieszanka tego, co spodziewane, z tym, co nowe. Dwutygodniowe święto kina przed nami. Przeczytajcie o naszych najbardziej oczekiwanych filmach festiwalu w Cannes.

Festiwal startuje 14 maja. Ceremonia zamknięcia odbędzie się 25 maja.

Maciej Niedźwiedzki

Once-Upon-a-Time-in-Hollywood-Banner

1. Pewnego razu… w Hollywood – mimo kilku fenomenalnych momentów w Nienawistnej ósemceDjango czy Bękartach wojny za każdym razem miałem poczucie przesytu, przesady i przegięcia. Jakby Tarantino nie wiedział, kiedy i jak skończyć. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy nowy film autora Pulp Fiction to prawdziwe święto dla kinomanów. Obsada Pewnego razu…w Hollywood daje gwarancję jakości, ale jeszcze większą ciekawość wzbudza we mnie wybór czasu i miejsca akcji. Gorące lato 1969 roku w Kalifornii. W tle Sharon Tate i Roman Polański, transformacja filmowej branży, gwałtowne obyczajowe przemiany. Całość pewnie gdzieś na przecięciu komedii, sensacji i modernistycznego pastiszu.

2. The Whistlers – piąta wizyta w Cannes Corneliu Porumboiu, ale po raz pierwszy rumuński reżyser będzie prezentował swój film w konkursie głównym. Z bardzo krótkiego opisu wynika, że znowu będziemy mieć do czynienia z komedią, tym razem osadzoną w ramach kina policyjnego. Na pierwszy plan nie będzie wyciągnięte śledztwo, pościgi czy strzelaniny, ale dość trywialny problem w komunikacji, oparty na czysto językowej płaszczyźnie. Liczę na kino równie błyskotliwe i ironiczne jak wyświetlany kilka lat temu w Polsce Skarb.

3. Family Romance, LLC – najnowszy film Wernera Herzoga znalazł się w sekcji pokazów specjalnych. Głównym bohaterem ma być mężczyzna wynajęty do zastępowania ojca pewnej młodej dziewczynki. Niewiele wiadomo, ale i tak brzmi to intrygująco. Co ciekawe, będzie to film w języku japońskim. Od Herzoga zawsze można spodziewać się oryginalności i niebanalnego podejścia do tematu.

4. A Hidden Life – trzygodzinna opowieść o Austriaku, który odmawia przystąpienia do niemieckiej armii w trakcie II wojny światowej. Trudno przewidzieć, czego spodziewać się po filmie Terrence’a MalickaA Hidden Life może być filozofującym i frapującym esejem o pacyfizmie i społeczeństwie wojny albo napuszoną, pretensjonalną przypowiastką o nie wiadomo czym. Malick jest zdolny do jednego i drugiego. Dlatego tym bardziej wyczekuję finalnego efektu.

5. Ból i blask – autotematyczne kino Pedro Almodóvara. Bohaterem filmu jest reżyser, do którego wracają niewygodne wspomnienia. W rolach głównych Antonio Banderas i Penélope Cruz. Hiszpański reżyser powinien dostarczyć wszystko to, w czym jest najlepszy. Fascynujące i zagmatwane portrety psychologiczne, błyskotliwą grę narracją, gwałtowne zmiany dramatycznej tonacji i nielinearnie prowadzoną fabułę. Lakoniczny opis filmu pozwala też sądzić, że w Bólu i blasku słyszalne mogą być echa Osiem i pół Felliniego.

Dawid Myśliwiec

Too Old to Die Young

1. Pewnego razu… w Hollywood – to chyba nie jest zaskoczenie, prawda? O najnowszym dziele Quentina Tarantino mówi się tyle, że oczekiwania rosną w tempie błyskawicznym. Nie dość, że obsada znakomita (Leo & Brad & Al & Margot), to jeszcze polskie smaczki w fabule i w castingu (Zawierucha jako Polański – bo chyba go jednak nie wycięli, co?). Zwiastun co prawda mnie nie porwał, ale liczę, że to tylko mała wpadka przy promocji wielkiego filmu.

2. Too Old to Die Young – ja jestem prosty człowiek: dacie mi coś od Refna, to ja to wezmę w ciemno. Kocham Drive, kocham Neon Demon, czy pokocham serial zrealizowany przez Duńczyka? Tego nie wiem, ale skoro współtwórcą jest ceniony scenarzysta komiksowy Ed Brubaker, a w fabule ma roić się od „żołnierzy Yakuzy, zabójców z meksykańskich karteli i rosyjskich mafiozów”, to jestem spokojny o zaspokojenie mojego kinofilskiego apetytu.

3. Mektoub, My Love: Intermezzo – Canto Uno to był film emanujący niesamowitą młodzieńczą witalnością – rozpoczynająca dzieło Kechiche’a scena zbliżenia dwojga młodych ludzi wprost rozsadzała ekran namiętnością, a dalej wcale nie było dużo spokojniej. Ophélie Bau okazała się objawieniem, dlatego bardzo mocno czekam na kolejną odsłonę Mektoub, My Love – pełnej nostalgii i pragnień opowieści o młodości i wszelkich jej odcieniach.

4. The Dead Don’t Die – nowy film Jima Jarmuscha to zawsze wydarzenie w świecie kina, a już zombie-komedia z Billem Murrayem, Adamem Driverem i Tildą Swinton (z kataną!) to musi być czyste filmowe złoto!

5. Sorry We Missed You – ostatni film Kena Loacha, Ja, Daniel Blake, było moim pierwszym canneńskim seansem w życiu – czy można się więc dziwić, że mam sentyment do kina brytyjskiego mistrza realizmu społecznego? Wtedy premierowy seans okazał się złotym, bo Loach zdobył wówczas drugą Palmę w karierze, teraz zaś nie mam żadnych konkretnych oczekiwań – bo wiem, że to po prostu będzie dobry film. Jak dobry? Tego dowiem się już za kilka, kilkanaście dni.

Ostatnio dodane