Connect with us

Publicystyka filmowa

ZUCKER, ABRAHAMS I ZUCKER. Historia trójki geniuszy komedii

ZUCKER, ABRAHAMS I ZUCKER to fascynująca opowieść o trójce komediowych geniuszy, którzy połowę lat siedemdziesiątych zamienili w prawdziwy festiwal humoru.

Published

on

– Kiedy widzę pięciu palantów w togach dźgających faceta nożami na oczach tłumu w samym środku parku, zabijam drani. Taka jest moja polityka.

– To było uliczne przedstawienie Juliusza Cezara, kretynie! Zabiłeś pięciu aktorów. W dodatku dobrych.

Advertisement

Początki w teatrze w Kentucky

W drugiej połowie lat siedemdziesiątych dwójka braci – David i Jerry Zuckerowie – oraz ich przyjaciel Jim Abrahams założyli podczas studiów komediową grupę Kentucky Fried Theater. Charakterystyczne poczucie humoru, oparte na slapsticku, szybko znalazło swoje ujście w formie scenariusza filmowego, który zainteresował producentów. Tak powstała antologiczna komedia Kentucky Fried Movie, która przyniosła uznanie i zainicjowała kariery trójki zwariowanych scenarzystów oraz reżysera Johna Landisa. Film składał się z kilkunastu niezwiązanych fabularnie epizodów, w których udział wzięli zarówno twórcy, jak i całkiem głośne nazwiska – George Lazenby, Bill Bixby czy Donald Sutherland.

Skecze były przezabawne, lecz także niejednokrotnie zupełnie pozbawione smaku. ZAZ (bo tak zaczęto potem określać trójkę współscenarzystów) wyrobili tym samym swoje znaki rozpoznawcze. Nie było dla nich żadnej świętości, „jaja” można było robić na każdy temat, a kontrolowana głupota miała udzielać się widowni. Puenty żartów bywały przewidywalne, ale samo oczekiwanie na puentę było częścią zabawy. Realizacja filmu przebiegała w sposób niekontrolowany, twórcy ledwo wyrabiali się w niewielkim budżecie. Używano różnych kamer (w związku z czym obraz jest niejednorodny i niespójny), filmowano w każdej dostępnej lokacji, a aktorom i statystom płacono grosze (to znaczy, centy).

Advertisement

Ekipa była świadoma tego, że niektórzy z inwestorów mogliby wycofać się z produkcji ze względu na zbyt „ostry” charakter wielu scen, wobec czego najpierw nakręcono lżejsze fragmenty. Choć wszystko to brzmi jak przepis na katastrofę, to rzeczywistość okazała się zupełnie odmienna. Film z budżetem 600 tysięcy dolarów zarobił ponad 20 milionów na całym świecie. Landis dostał angaż przy Menażerii, a ZAZ postanowili napisać i wyreżyserować własny film. Trudno określić, czy byli świadomi, że wkrótce zrodzi się prawdziwie amerykańska legenda

Czy leci z nami pilot?


Po sukcesie Kentucky Fried Movie było pewne, że w Zuckerów i Abrahamsa warto zainwestować. Błyskotliwi prześmiewcy otrzymali na swój reżyserski debiut kwotę 3,5 miliona dolarów. Scenariusz ponownie napisali we trójkę i choć tym razem postanowili opowiedzieć jedną spójną historię – tragicznego w przebiegu lotu pasażerskiego z Los Angeles do Chicago – to nadal całość składa się z serii zabawnych epizodów i gagów. W konstrukcji i charakterze Czy leci z nami pilot? przypomina w pewnym sensie filmy Mela Brooksa.

Advertisement

Podobnie jak Brooks, ZAZ biorą na warsztat popularne gatunki filmowe (lub konkretne tytuły), zdarte klisze, oklepane do bólu sceny, dialogi oraz zachowania postaci i poddają je bezlitosnemu recyklingowi, przekuwając efekty dramatyczne na efekty wysoce komicznie. Czy leci z nami pilot? w bezpośredni sposób nawiązuje do dwóch obrazów: Zero Hour! (z którego twórcy zaczerpnęli oś fabuły, dopisując do niej masę gagów) oraz Nocy nad Pacyfikiem (który, swoją drogą, zapoczątkował hollywoodzką modę na filmy katastroficzne). Ten drugi tytuł, z udziałem Johna Wayne’a, był do granic poważny i bardzo patetyczny.

Ta podniosłość i postaci zainteresowały tercet ZAZ, który postanowili utopić je w morzu absurdu i nonsensu. Wszystko – od nazwisk głównych bohaterów, przez procedury lotnicze, dramatyczne retrospekcje, zwroty akcji, po takie detale jak tablice informacyjne w samolocie lub ogłoszenia na lotnisku – ulega tutaj wypaczeniu, przeinaczeniu, deprecjacji. Dlatego też mówi się, że Brooks i ZAZ dali początek nowemu podgatunkowi filmowej komedii, jakim jest parodia. Ale błędem byłoby myśleć, że siła debiutu Zuckerów i Abrahamsa tkwi tylko w umiejętnym ośmieszaniu schematów. Absolutnie każdy element składowy filmu jest tutaj nośnikiem humoru, co sprawia, że każdy seans przynosi nowe smaczki i szczegóły.

Advertisement

Świeżość i oryginalność zeszły na dalszy plan, a tym, co sprawia najwięcej satysfakcji, ponownie stało się wyczekiwanie na puentę, której można domyślić się w połowie żartu. Stężenie głupoty i absurdu sięga zenitu, ale nie jest to, bynajmniej, produkcja głupia. W końcu to właśnie tutaj po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć Lesliego Nielsena w komediowej roli. Kanadyjski wykonawca, który wystąpił co prawda w kilku niezłych produkcjach, nigdy nie osiągnął sukcesu jako aktor dramatyczny. Jego poważna mina, niski głos i dostojna prezencja ze szlachetną siwizną i dominującą sylwetką okazały się idealnie współgrać z absurdalnymi kwestiami dialogowymi, które przygotowali scenarzyści.

Jego drugoplanowa rola Doktora Rumacka została zauważona i powszechnie doceniona. Po raz kolejny ZAZ udowodnili swój komediowy talent i wyczucie, co przełożyło się nie tylko na wielki sukces finansowy filmu (130 milionów dolarów wpływów na całym świecie), ale także na prestiżowe nominacje do nagród BAFTA i Gildii Scenarzystów Amerykańskich (za scenariusz) oraz nominację do Złotego Globu (w kategorii komedia lub musical). Ponadto, w 2010 film został wpisany na amerykańską listę dziedzictwa narodowego. A to dopiero początek dla Zuckerów i Abrahamsa…

Advertisement

Brygada specjalna (serial)

Na fali popularności swojego debiutu i po znakomitym przyjęciu Lesliego Nielsena w roli komediowej panowie postanowili współpracować po raz kolejny. ZAZ stworzyli postać Franka Drebina – śmiertelnie poważnego policjanta, dla którego bycie policjantem było nie tylko zawodem, ale i stylem życia. Razem ze swoimi partnerami – Edem Hockenem i Nordbergiem – rozwiązywali kryminalne zagadki na terenie Los Angeles. Brygada specjalna powstała dla stacji ABC. Zuckerowie i Abrahams napisali i wyreżyserowali jedynie pilotowy odcinek, nadając całości ton i ostateczny kształt, a w produkcji maczali palce także Pat Proft (scenarzysta Akademii Policyjnej, późniejszy współscenarzysta Nagiej broni i reżyser Ści(ą)ganego) i Joe Dante (kultowy reżyser horrorów, twórca Gremlinów).

Advertisement

Stężenie ZAZ-owskiego humoru sięgało tutaj zenitu. Serial kpił sobie w najlepsze z niemal każdego schematu wypracowanego przez telewizyjne seriale policyjne. O dziwo, nie przyjął się najlepiej i stacja zdecydowała się zawiesić produkcję po zaledwie sześciu odcinkach. Ale w sprawie porucznika Drebina ZAZ i Nielsen nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Serial trafił do szuflady, by przez sześć lat czekać na godną kontynuację w formie kinowego filmu pełnometrażowego.

Ściśle tajne

Pierwsze pomysły na swój kolejny pełny metraż Zuckerowie i Abrahams mieli już podczas realizacji Czy leci z nami pilot? Po anulowaniu Brygady specjalnej zastanawiali się, co zrobić dalej. W jednym z wywiadów Zucker przyznał, że wszyscy byli fanami starych filmów wojennych, ale nie chcieli robić bezpośredniej parodii tego typu produkcji. Wyobrażali sobie tego typu inscenizację i anturaż w bardziej współczesnym wydaniu.

Advertisement

Wpadli więc na myśl, że szpiegowski film wojenny może całkiem dobrze współpracować z musicalem – takim, w jakich występował Elvis Presley w czasach swojej świetności. Do tercetu dołączył czwarty scenarzysta, Martyn Burke, i razem stworzyli nowy scenariusz. ZAZ po raz kolejny zajęli się reżyserią. Do głównej roli zatrudnili debiutującego na dużym ekranie Vala Kilmera, którego wypatrzyli na deskach teatru w sztuce The Slab Boys. Kilmer łączył w sobie charyzmę, chłopięcy urok, a także fizyczne warunki, które upodobniały go do muzycznego idola nastolatek, co idealnie pasowało do napisanej roli.

Ściśle tajne nie jest, w żadnym wypadku, tchnieniem świeżości lub punktem zwrotnym w filmografii ZAZ. To kolejna bezpardonowa zgrywa z przyzwyczajeń i oczekiwań. Widać jednak w tym filmie wyraźny progres filmowego warsztatu jego twórców. Coraz częściej humor oparty jest na czysto filmowych trickach – igraniu z perspektywą (gigantyczny telefon), wykorzystywaniu ruchu kamery lub ruchu obiektów (uciekający dworzec, buty niemieckiego żołnierza). Film roi się od efektów specjalnych i scen z udziałem wielu statystów, gagi bywają bardzo skomplikowane i wyrafinowane na poziomie technicznym (biblioteka).

Advertisement

W dodatku mamy tutaj znakomity drugi plan z aktorskimi legendami w postaci Petera Cushinga i Omara Shariffa. Muzykę skomponował trzykrotny zdobywca Oscara, legendarny Maurice Jarre, a za zdjęcia odpowiadał uznany brytyjski operator Christopher Challis (m.in. Działa Navarony). Film odniósł umiarkowany sukces – zarobił na siebie z nawiązką, ale czuć było, że ZAZ potrzebują nieco lepszego materiału wyjściowego (scenariusza), na którym będą mogli wykorzystać w pełni swoje talenty do genialnej, komediowej inscenizacji.

Bezlitośni ludzie

Kolejna produkcja Zuckerów i Abrahamsa powstała tym razem nie na podstawie ich własnego tekstu. Autorem scenariusza czarnej komedii Bezlitośni ludzie był inny utalentowany autor – Dale Launer (Parszywe dranie, Mój kuzyn Vinny). W filmie nie znajdziemy charakterystycznych dla ZAZ absurdalnego humoru i zabawy konwencjami, co nie znaczy wcale, że nie będzie okazji do śmiechu. Tym razem jednak humor jest znacznie bardziej gęsty i czarny, chwilami nawiązujący do klasyki brytyjskiej komedii w stylu Ladykillers. Intryga kręci się wokół bogatego, zdemoralizowanego biznesmena, który nie chce zapłacić okupu za swoją porwaną żonę.

Advertisement

W obsadzie: Danny DeVito, Bette Midler, Judge Reinhold, Bill Pullman i Helen Slater – świeżo po udziale w Supergirl. Nie da się postrzegać tej komedii jako produkcji przejściowej pomiędzy nieco słabszym przedstawicielem typowego, ZAZ-owskiego humoru, czyli filmem Ściśle tajne, a powstałym dwa lata po Bezlitosnych ludziach przebojem, który stanowi ukoronowanie ich wspólnej twórczości…

Naga broń: Z akt Wydziału Specjalnego

Advertisement

…i tym sposobem dochodzimy do gwoździa dzisiejszego programu. Pierwsza kinowa Naga broń kończy dzisiaj trzydzieści lat. Nie ma więc lepszej okazji do przypomnienia sobie o tym tytule. W związku z tym proponuję trochę przekrojowej historii. Jak się rzekło, postać Franka Drebina powstała już sześć lat wcześniej, przy okazji sześcioodcinkowej Brygady specjalnej (zmienionej w podtytule Nagiej broni na Wydział Specjalny). Pomimo słabego przyjęcia tamtej produkcji Zuckerowie i Abrahams nie stracili wiary w jej potencjał ani w potencjał jej odtwórcy.

Po raz kolejny spróbowali więc połączyć siły. Udało im się przekonać producentów do zainwestowania 12 milionów dolarów. Studio naciskało jednak, by w filmie pojawił się zdobywca Oscara. George Kennedy, nagrodzony statuetką za rolę drugoplanową w Nieugiętym Luke’u (więzienny dramat z 1967 z Paulem Newmanem), od kilku miesięcy ubiegał się o rolę przyjaciela Franka Drebina – Eda Hockena. Aktor był na siebie bardzo zły, bo przed ośmioma laty odrzucił rolę w debiucie ZAZ. Scenariusz stworzyli Zuckerowie i Abrahams z pomocą Pata Profta, natomiast za reżyserię odpowiadał tym razem tylko David Zucker.

Advertisement

Jak się okazało, była to znakomita decyzja – Naga broń jest najspójniejszym filmem z ich wszystkich produkcji, z odpowiednią dramaturgią, świetnym wyczuciem tempa i dawkowaniem humoru przy wielkiej liczbie żartów. Klasycznie rozpisana historia nawiązuje ponownie do schematów kina policyjnego, ale także do innych sztandarowych produkcji, takich jak przygody Jamesa Bonda, filmy noir (Casablanca, Podwójne ubezpieczenie), paranoiczne thrillery ery zimnej wojny (Kandydat, Telefon) i pół tuzina innych. Co istotne, nie trzeba wyłapać wszystkich referencji, by znakomicie bawić się podczas seansu.

Film dostał też wątek miłosny z prawdziwego zdarzenia – chemia między Lesliem Nielsenem i Priscillą Presley jest autentyczna i wiarygodna. Aktorska obsada błyszczy. Dramatyczna intonacja i poważny wygląd Nielsena (oraz George’a Kennedy’ego) sprawiają, że absurdalne wydarzenia i dialogi śmieszą podwójnie. Żarty są wielorazowego użytku – po raz kolejny nie da się zauważyć wszystkiego podczas jednego seansu, a połowa zabawy polega na znajomości puenty przed skończeniem żartu. Filmowi towarzyszą niezapomniane numery muzyczne: motyw przewodni Iry Newborna, I Love LA Randy’ego Newmana oraz I’m into Something Good Petera Noone’a (do nabycia na płytach CD i winylach ze ścieżką dźwiękową z filmu).

Advertisement

Naga broń przyniosła prawie 80 milionów dolarów zysków i choć nie doczekała się żadnych wyróżnień i nagród, to zajmuje stałe miejsce wśród najlepszych komedii wszech czasów i nie wygląda na to, żeby w najbliższym czasie coś się miało w tej kwestii zmienić.

Po Nagiej broni

Zuckerowie i Abrahams nigdy więcej nie współpracowali wszyscy razem. Ich wspólne dziedzictwo zawiera więc sześć produkcji – są to jednak produkcje, do których można wracać w nieskończoność. Naga broń doczekała się dwóch sequeli (nad którymi pracowali David Zucker i Pat Proft), które, choć nie dorównują części pierwszej, nadal są udanymi komediami.

Advertisement

Powstała również kontynuacja Czy leci z nami pilot?, zatytułowana Spokojnie, to tylko awaria, z którą ZAZ nie mają nic wspólnego. David Zucker związał się z franczyzą Straszny film, którego kolejne części wyznaczały coraz niższy poziom filmowej parodii. Jerry Zucker odniósł największy sukces artystyczny, kręcąc w 1990 roku nominowany do Oscara w kategorii najlepszy film melodramat Uwierz w ducha. Potem nakręcił jeszcze dwa średnio udane obrazy – Rycerz króla Artura i Wyścig szczurów.

Jim Abrahams również pozostał na polu parodii i zrealizował zupełnie niezłe dwie części Hot Shots! i momentami śmieszną, ale w większości niesmaczną Mafię. Od jakiegoś czasu mówi się o powrocie postaci Franka Drebina w postaci nowej odsłony Nagiej broni. W rolę policjanta miałby wcielić się Ed Helms (znany z sitcomu Biuro i cyklu Kac Vegas). Nigdy i nigdzie nie wspominano natomiast o szansie ponownej współpracy Zuckerów i Abrahamsa. Trudno stwierdzić, czy to dobrze, czy źle. Pozostaje wracać do ich wcześniejszych filmów po raz kolejny… i kolejny.

Advertisement

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *