Zestawienie

5 NAJLEPSZYCH ról EMILY BLUNT. Wciąż na skraju sławy

Autor: Odys Korczyński
opublikowano
Trudno dzisiaj spekulować, jak wyglądałaby jej kariera, gdyby zdecydowała się jednak zagrać Czarną Wdowę. Imperium Marvela to przecież niesamowita trampolina finansowa dla aktorów, ale również szufladkowanie ich jako artystów. Tego losu, na razie, Emily Blunt uniknęła. Jest jeszcze młodą aktorką wciąż na dorobku, chociaż już nie w lidze ról drugoplanowych i tańszych. Jej portfolio zadowoli wszystkich, od miłośników dramatu psychologicznego po fantastyczne kino akcji. I pomyśleć, że na samym początku kariery aktorka miała tak doskonałe recenzje za występy na scenie teatralnej.

Rachel, Dziewczyna z pociągu (2016), reż. Tate Taylor

Rozbiegane oczy, szczątkowy makijaż, czerwony nos i policzki, blade usta, drżące ręce, nerwowe tiki, zataczający się chód, bełkotliwy głos i tak przez większą część filmu. Emily Blunt miała nie lada zadanie do wykonania, zwłaszcza że kamera śledziła każdy jej emocjonalny grymas na twarzy. Taki sposób filmowania miał za zadanie jeszcze pogłębić ciężki nastrój całej produkcji, aż do wstrząsającego końca, który okazał się paradoksalnie najsłabszy w całym filmie. Tak niestety często bywa, że ten napompowany suspensem balon pęka i okazuje się, że niewiele w nim jest ponad to, co już się wydarzyło. To jednak marginalne dla oceny kreacji Blunt jako Rachel, ponieważ aktorka dopracowała owo napięcie do perfekcji, a także obroniła swoją postać przed emocjonalną dekonstrukcją w finale opowieści. Niektórym z nas wydaje się, że zagranie pijaka czy alkoholika jest najprostsze – wystarczy chwiać się, bełkotać i przewracać oczami. Nic bardziej mylnego. Emily Blunt odtworzyła tak wiele skomplikowanych, dwuznacznych i kontrowersyjnych emocji, że nie można obok nich przejść obojętnie. Jeszcze długo po seansie zostają głęboko w środku, gryzą jak niechciany robak, niezależnie od ogólnie pojętej jakości filmu Tate Taylor.

Mary Poppins, Mary Poppins powraca (2018), reż. Rob Marshall

Pod wieloma względami film Roba Marshalla jest dzieckiem naszych ni to liberalnych, ni to tchórzliwych, neokapitalistycznych czasów. A więc przedstawiciel banku jest czarny i oczywiście dobry, dzieci kąpią się w bieliźnie, a parszywi bankierzy dręczą samotnych i biednych artystów. W tym całym śpiewanym i po trosze animowanym sosie kręconym w typowym, nieco archaicznym disnejowskich stylu, Emily Blunt odnalazła się jako sprawnie tańcząca aktorka śpiewająca. Mam wrażenie, że dla niej osobiście występ w tego typu produkcji był postawieniem niejako kropki nad i w jej różnorodnej filmografii. Udowodniła, że jest elastyczna, i ciągle jeszcze nie pozwoliła na zaszufladkowanie w którymś z gatunków wypowiedzi filmowej. To jeszcze przed nią. Z pozycji niegdysiejszej aktorki drugoplanowej wykrzyczała wszystkim poprzez postać Mary, że to już dawno za nią. Naturalne i pełne magii wyśpiewanie roli Poppins może zachwycić również dorosłych – pomimo wspomnianych na początku osobliwości wynikających z liberalnej histerii, żeby na siłę dogodzić wszystkim uciśnionym. Podczas seansu można poczuć się dosłownie jak w latach 40., i to w tym najbardziej pozytywnym sensie. Wytwórnia Disneya nie zapomniała, jaki magiczny klimat potrafiła kiedyś tworzyć, chociaż dzisiaj zawładnęła nią racjonalna buchalteria. Prawo czasów, stwierdzą niektórzy. Nie do końca, skoro ten nawiązujący do przeszłości klimat filmu nadal potrafi uwodzić widza z nieocenioną pomocą Emily Blunt.

Sierżant Rita Vrataski, Na skraju jutra (2014), reż. Doug Liman

Siłą tego filmu jest powtarzalność – brzmi paradoksalnie? Z początku sądziłem, że to produkcja science fiction z rodzaju tych, które powstały jako pokłosie Żołnierzy kosmosu, a więc nic dobrego, chociaż kultowego. Żeby nie zrazić się do produkcji, trzeba jakoś przetrwać pierwsze dwadzieścia minut. Potem już zaczyna robić się lepiej, dlatego że do akcji wkracza Emily Blunt. Pojawia się jako silna kobieta, nie oficer, lecz sierżant, a przecież wiemy, jakie mityczne znaczenie przykleiło się to tego stopnia wojskowego w kinie akcji. Nominalnie w filmie jest partnerką Toma Cruise’a, ale w praktyce jest niezależną i równoprawną mu bohaterką, chociaż to on jest niekwestionowaną gwiazdą. Skradła mu widownię swoją determinacją, męskością i umiejętnością walki, a tak się zarzekała, że nigdy nie zagra z nim pomniejszej roli w żadnym filmie. Twierdziła, że do końca życia wolałaby grać mniej ważne role w teatrze. Przyszłość jednak wielokrotnie zweryfikowała jej oczekiwania. Srodze musiała wytłumaczyć się przed samą sobą ze swoich życiowych celów. Rola w Na skraju jutra wcale pomniejsza nie jest, a skoro obok pojawił się Tom, to automatycznie Blunt w jakimś sensie wyszła obronną ręką ze swoich przeszłych wypowiedzi na jego temat.

Ostatnio dodane