Publicystyka filmowa
Zakaz lub prawo do wyboru, czyli ABORCJA na EKRANIE
ABORCJA na EKRANIE odkrywa, jak filmy odważnie podejmują temat aborcji, pokazując jej dramatyczny potencjał w kontekście społecznym i osobistym.
Pisząc tekst o filmowych przedstawieniach aborcji, nie sposób nie odnieść się do tego, co właśnie dzieje się za naszymi oknami. Obowiązujące od 1993 roku prawo zwane kompromisem aborcyjnym stanowiło jedno z najbardziej restrykcyjnych praw aborcyjnych w Europie, gdzie w większości państw istnieje możliwość przerwania ciąży na życzenie do 12. tygodnia. Do 22 października 2020 roku w Polsce można było dokonać legalnej aborcji tylko w trzech przypadkach: kiedy ciąża zagrażała życiu lub zdrowiu kobiety, kiedy powstała w wyniku czynu zabronionego (tj.
gwałtu lub czynu kazirodczego) lub kiedy płód był ciężko lub nieodwracalnie uszkodzony. Decyzją Trybunału Konstytucyjnego prawo do przerwania ciąży w tym ostatnim przypadku Polkom odebrano, a prawa człowieka po raz kolejny zostały naruszone. W kraju na nowo rozgorzała dyskusja na temat aborcji, wyciągając na ulice setki tysięcy obywateli sprzeciwiających się zaostrzaniu prawa aborcyjnego i odbieraniu kobietom prawa do decydowania o sobie.
Choć aborcja w wielu społeczeństwach jest postrzegana jako temat tabu, medium filmowe bardzo często mówi o niej zupełnie otwarcie, wykorzystując jej dramatyczny potencjał na ekranie. Zabieg przerwania ciąży bywa elementem przemiany lub dojrzewania bohaterki, przedmiotem filozoficznych dywagacji czy po prostu wątkiem pobocznym dodającym dramatyzmu filmowej fabule. Z tego względu gatunkiem najczęściej podejmującym wątek aborcji jest dramat, jednak z każdym rokiem twórcy coraz częściej sięgają po inne sposoby opowiadania takich historii. Nie brak horrorów, melodramatów, oper mydlanych i filmów science fiction, a w ostatnich latach także komedii poruszających temat aborcji[1].
Kadr z filmu Gdzie są moje dzieci? (1916)Pierwsze filmy na ten temat pełniły raczej funkcję bajki z morałem, opowieści ku przestrodze, tak jak niemy film w reżyserii Lois Weber i Phillipsa Smalleya Gdzie są moje dzieci? (Where Are My Children?) z 1916 roku. Opowiada on o ważkich ówcześnie problemach – metodach planowaniu rodziny, antykoncepcji i przerywaniu ciąży, będąc jednocześnie filmem zdecydowanie antyaborcyjnym.
Historie bohaterek amerykańskich filmów z lat 20., 30., 40. i 50., które decydują się na nielegalną wówczas aborcję, rzadko kończą się happy endem, tak jak w Ludziach w bieli (1934) z Clarkiem Gable’em i Myrną Loy, Lekarzu i dziewczynie (1949), Za lasem (1949) z Bette Davis czy w nagrodzonym Złotą Palmą filmie Williama Wylera Opowieści o detektywie (1951) z Kirkiem Douglasem. Bohaterki w tych filmach najczęściej umierają w wyniku źle przeprowadzonego zabiegu, popełniają samobójstwo, popadają w obłęd lub są potępiane przez społeczeństwo. Aborcja jako temat kategorycznie zakazany pojawiła się w Kodeksie Haysa dopiero w 1951 roku[2], po 20 latach od jego wprowadzenia. Od tego momentu aż do lat 60., kiedy kodeks przestał obowiązywać, nie pojawiały się nowe produkcje poruszające temat aborcji. Liczba filmów o tej tematyce – głównie dramatów sądowych i oper mydlanych – zaczęła rosnąć w latach 60. i 70. i znacznie zwiększyła się w latach 80. i 90., gdzie widać ogrom produkcji starających się w rzetelny sposób przybliżyć doświadczenia kobiet poddających się aborcji.

Kadr z filmu Vera Drake (2004)
Tak jak i w życiu przesłanki, dla których bohaterki decydują się na aborcję, bywają różne. Robią to z powodu trudnej sytuacji materialnej czy finansowej, braku wsparcia ze strony partnera lub rodziny, braku gotowości do macierzyństwa czy niechęci do wychowywania dzieci w ogóle. Najczęstszym motywem tego typu filmów z lat 80.
, 90. i pierwszej dekady XXI wieku jest nielegalna aborcja – wykonywana po kryjomu, w warunkach dalekich od sterylności medycznej placówki, za pomocą leków czy niebezpiecznych narzędzi. Restrykcyjne prawo aborcyjne nie ogranicza liczby zabiegów przerywania ciąży, doprowadza jedynie do tego, że są mniej bezpieczne. Ogromne niebezpieczeństwo, jakie niesie za sobą nielegalna aborcja, ukazuje wiele filmów opowiadających historie z różnych okresów, w różnych częściach świata. O Francji lat 40. XX wieku opowiada Sprawa kobiet (1988), o Anglii lat 50. – Vera Drake (2004), o sytuacji w Stanach Zjednoczonych na przestrzeni lat – Dirty Dancing (1987), Gdyby ściany mogły mówić (1996) i Droga do szczęścia (2008).
Sprawa kobiet, film Claude’a Chabrola, jednego z twórców francuskiej Nowej Fali, oparty jest na losach autentycznej postaci – Marie-Louise Giraud (świetna Isabelle Hupert, która za tę rolę otrzymała nagrodę dla najlepszej aktorki na 45. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji), gospodyni domowej i praczki, która w latach 40. XX wieku pomagała kobietom w przerywaniu niechcianej ciąży, nie pobierając za to żadnego wynagrodzenia. Marie została stracona poprzez zgilotynowanie za przeprowadzenie 27 zabiegów przerwania ciąży – we Francji aborcja była wówczas nielegalna.
Podobnie jak Marie-Louise Gerard, także Vera Drake (Imelda Staunton), sprzątaczka, kochająca żona i matka z filmu Mike’a Leigh, osadzonego tym razem w robotniczym Londynie lat 50., bezinteresownie niesie pomoc ubogim kobietom, przeprowadzając po godzinach normalnej pracy nielegalne aborcje. Podobnie jak Marie-Louise, zostaje za swoje czyny oskarżona i skazana na dwa i pół roku więzienia.

Kadr z filmu Dirty Dancing (1987)
W Stanach Zjednoczonych aborcję zalegalizowano w latach 70. dzięki wyrokowi Sądu Najwyższego w sprawie Roe versus Wade, w której Norma McCorvey złożyła pozew przeciwko lekarzowi Henry’emu Wade’owi, stwierdzając, że przepisy ograniczające aborcję są niezgodne z konstytucją. Wygrała, a legalność aborcji doprowadziła w kolejnych latach do zmniejszenia liczby zgonów wśród kobiet w wyniku pokątnie wykonywanych zabiegów.
Prawo dotyczące przerwania ciąży różni się do dziś w poszczególnych stanach. O czasach przed wyrokiem Roe vs. Wade opowiada wiele filmów, w tym chociażby znane i lubiane Dirty Dancing, którego akcja rozgrywa się w 1963 roku. Penny Johnson (Cynhtia Rhodes), taneczna partnerka Johnny’ego (Patrick Swyaze), zachodzi w ciążę z nieodpowiedzialnym, zdradzającym ją Robbiem (Max Cantor). Baby (Jennifer Grey) pożycza od ojca pieniądze i daje je Penny na przerwanie ciąży, a potem zastępuje ją na tanecznym konkursie. Niestety, aborcja nie zostaje bezpiecznie wykonana, a stan zdrowia Penny jest poważny.
Na pomoc przybywa ojciec Baby, lekarz z zawodu, który ratuje życie dziewczyny. April Wheeler (Kate Winslet), stateczna gospodyni domowa, żona Franka (Leonardo DiCaprio) i matka dwójki dzieci w Drodze do szczęścia nie ma niestety tyle szczęścia co Penny. Film Sama Mendesa, reżysera American Beauty, to poruszająca, bolesna i tragiczna opowieść o życiowym niespełnieniu i poszukiwaniu szczęścia. Wheelerowie prowadzą typowe dla lat 50. i 60. życie – mieszkają na amerykańskich przedmieściach, z których on codziennie dojeżdża do miasta do pracy, a ona opiekuje się domem i dziećmi. Obydwoje nie są usatysfakcjonowani swoim życiem i wspólnie decydują, aby zerwać z monotonną egzystencją i przeprowadzić się do Paryża. Plany krzyżuje im niespodziewany awans Franka i ciąża April. Zawiedziona, ocierająca się o stan depresyjny kobieta decyduje się na samodzielną aborcję w warunkach domowych, w wyniku której traci dużo krwi i umiera w szpitalu.

Kadr z filmu Droga do szczęścia (2008)
O tym ciężkim okresie dla chcących decydować o sobie kobiet opowiada także podzielony na trzy segmenty, bardzo zniuansowany film telewizyjny Gdyby ściany mogły mówić. Bohaterka każdej z części, które dzieją się w jednym domu, ale w innym momencie historii – kolejno w 1952, 1974 i 1996 roku – staje przed tym samym problemem: odkrywa, że jest w nieplanowanej ciąży.
Bohaterka pierwszego segmentu, Claire (Demi Moore), jest owdowiałą pielęgniarką, która zachodzi w ciążę z bratem swojego zmarłego na wojnie męża. Nie chcąc kontynuować relacji ani ranić rodziny, decyduje się na fatalną w skutkach aborcję. Po przeprowadzonym przez lekarza zabiegu na kuchennym stole Claire wykrwawia się na śmierć we własnym domu, zanim zdąży zadzwonić na pogotowie. Żyjąca w tym samym domu 22 lata później Barbara (Sissy Spacek) jest szczęśliwą mężatką w średnim wieku, matką czwórki dzieci. Ciąża jest dla niej zaskoczeniem i Barbara bardzo długo waha się, jak postąpić. Jednak w przeciwieństwie do Claire bohaterka grana przez Sissy Spacek ma wolny wybór – możliwość bezpiecznego przerwania ciąży lub urodzenia dziecka. Sama podejmuje decyzję, którą uznaje za najlepszą dla siebie i swojej rodziny, i ostatecznie decyduje się urodzić. Kinematografia często pokazuje dylematy towarzyszące kobietom myślącym o aborcji, które jednak się na nią nie decydują. Tak jest też w świetnym Blue Valentine (2010), gdzie Cindy (Michelle Williams) w ostatniej chwili, leżąc już na fotelu w klinice, sekundy przed zabiegiem, dochodzi do wniosku, że nie może usunąć ciąży.
Trudności z podjęciem decyzji ma także bohaterka trzeciego segmentu Gdyby ściany mogły mówić, Christine (Anne Heche), studentka, która zaszła w ciążę z żonatym profesorem. Ten jednak nie chce angażować się w związek z dziewczyną i oferuje jej pieniądze na przerwanie ciąży. Christine bardzo długo się waha, jest rozczarowana swoim związkiem oraz postawą partnera i doskonale wie, że to nie jest dobry moment na dziecko. Ostatecznie decyduje się na aborcję i umawia się na zabieg z doktor Beth Thompson (Cher). Film kończy wstrząsająca scena ataku na klinikę.
Lata 90. to czas intensywnych protestów ruchów pro-life, które czatują pod klinikami aborcyjnymi, próbując przekonać wchodzące do niej kobiety do urodzenia dziecka. W filmie jeden z agresywnych ekstremistów pro-life wdziera się do kliniki i kilkukrotnie strzela do doktor Thompson, uśmiercając ją. To nawiązanie do wydarzeń z 1994 roku (dwa lata przed premierą filmu), kiedy John Salvi zaatakował dwie kliniki Planned Parenthood – amerykańskiej organizacji non-profit działającej na rzecz zdrowia seksualnego i praw reprodukcyjnych – zabijając dwie osoby i raniąc pięć.
Jednak to chyba zwycięzca Złotej Palmy w Cannes w 2007 roku, rumuński dramat Cristiana Mungiu 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni, jest najbardziej wstrząsającym świadectwem tragicznej w skutkach prawnej delegalizacji aborcji, chociaż żadna kobieta w nim nie umiera.
Akcja filmu rozgrywa się w 1987 roku, u schyłku komunistycznej dyktatury Nicolae Ceaușescu. W celu podniesienia dzietności w 1966 roku wprowadził dekret 770, który zdelegalizował antykoncepcję, a na aborcję zezwalał tylko w kilku wyjątkowych przypadkach. Ginekolodzy byli zmuszeni do stałego monitorowania ciężarnych pacjentek, w czym pomagały tajne służby. Wykonanie nielegalnej aborcji niosło i dla kobiety, i dla lekarza drastyczne konsekwencje i było zagrożone więzieniem. Choć początkowo wprowadzenie dekretu zwiększyło w kraju dzietność, w latach 70. zaczęła ona drastycznie spadać. Wzrosła także śmiertelność kobiet, które umierały po nielegalnych aborcjach przeprowadzanych w podziemiu.
Szacuje się, że około 11000 kobiet zmarło w wyniku dekretu, a w kraju jak grzyby po deszczu wyrastały sierocińce. Domy dziecka stały się przepełnionymi molochami niezdolnymi do zapewnienia najmłodszym odpowiednich warunków do rozwoju. O tym dramatycznym fragmencie rumuńskiej historii opowiada także dokument Dzieci z dekretu (2004) Florina Iepana.

Kadr z filmu 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni (2007)
4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni to kompletny portret szaroburego świata komunistycznej Rumunii, świata, w którym rządzi koszmarna bieda i papierosy przemycane z Zachodu. Na tym tle Mungiu kreuje historię o dramacie jednostki żyjącej w zamordystycznej dyktaturze – bardzo mocny i autentyczny dramat o dwóch studentkach, z których jedna decyduje się na nielegalną aborcję.
Otilia (Anamaria Marinca) pomaga Gabicie (Laura Vasiliu) – pożycza pieniądze, umawia się na spotkanie z lekarzem, panem Bebe (Vlad Ivanov), przez pół dnia krąży od hotelu do hotelu, aby znaleźć pokój, w którym będzie można przeprowadzić zabieg. Długie ujęcia przedłużają chwile napięcia do granicy emocjonalnej wytrzymałości widza. Świat w filmie jest pełen naturalizmu i autentyczności, a jednocześnie reżyser nie pokazuje wszystkiego wprost, zostawiając pole dla wyobraźni widza. 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni to film mocny i bardzo autentyczny, pokazujący dramat jednostki żyjącej w nieludzkim systemie, a przede wszystkim – piekło kobiet w kraju, w którym aborcja jest praktycznie nielegalna. Pomagająca Gabicie Otilia jest wstrząśnięta do reszty podłością lekarza i warunkami, w których Gabita zmuszona jest dokonać aborcji, odzierającymi kobietę z godności i człowieczeństwa.
Przerwanie ciąży bywa więc dla wielu kobiet trudne, chociaż psychologia zgadza się co do tego, że nie istnieje coś takiego jak syndrom poaborcyjny[3]. Negatywne psychicznie skutki przerwania ciąży należą do rzadkości, a jeśli już występują, są związane z okolicznościami towarzyszącymi aborcji, a więc – brakiem wsparcia partnera lub rodziny, religijnością czy brakiem pewności co do własnej decyzji[4]. Aborcja jest trudna dla Lily (Vivien Merchant), bohaterki Alfiego (1966).
Po przerwaniu ciąży przez lekarza w warunkach domowych Lily cierpi, lecz zamiast wsparcia otrzymuje od partnera, z którym zaszła w ciążę, Alfiego (Michael Caine), uderzenie w twarz, mające ją przywołać do porządku. Kobiety znacznie częściej mierzą się ze stygmatyzacją swojej decyzji o aborcji i poczuciem winy wynikającym z obawy o bycie postrzeganą jako ta zła. Pokazują to współczesne filmy o aborcji, takie jak Półsłodki ciężar (2014), Babka (2015) czy Święta Frances (2019).
Nie wszystkie filmy jednak rzetelnie podchodzą do sprawy aborcji, a filmy antyaborcyjne, będące po prostu filmową agitką, grają na emocjach widza, uciekając się do przedstawiania na ekranie faktów niezgodnych z obowiązującą wiedzą medyczną. Tak jest chociażby w Niemym krzyku (1984), klasyku kina antyaborcyjnego, chętnie puszczanym w Polsce podczas lekcji szkolnych. Tak jest także w Nieplanowanych (2019), filmie, o którym głośno było w zeszłym roku.
Oparty jest on na prawdziwej historii Abby Johnson (Ashley Bratcher), kobiety, która zrezygnowała z pozycji dyrektorskiej w klinice Planned Parenthood i stała się zagorzałą aktywistką pro-life. Punktem zwrotnym miał być dla Abby moment, w którym zobaczyła na USG 13-tygodniowy płód broniący się przed ginekologicznymi narzędziami podczas zabiegu aborcji próżniowej. Poza tym, że ciężko uwierzyć, że dyrektorka kliniki przez osiem lat nie miała pojęcia, jak wygląda zabieg aborcji regularnie przeprowadzany w placówce, którą zarządza, ta scena jest niezgodna z wiedzą medyczną. Płód na USG przypomina raczej w pełni rozwiniętego noworodka, a ponadto lekarze są zgodni co do tego, że płód nie ma świadomości ani nie odczuwa bólu aż do trzeciego trymestru, czyli do 28 tygodnia ciąży (w krajach, gdzie aborcja jest legalna, zazwyczaj można ją wykonać do 14.
tygodnia). Nie ma więc absolutnie żadnej możliwości, aby płód mógł postrzegać zagrożenie i świadomie unikać kaniuli, którą lekarz wprowadza do macicy pacjentki. Taka scena może mieć rację bytu tylko i wyłącznie w filmie fantasy lub horrorze klasy B Rogera Cormana, a nie w filmie aspirującym do bycia poważnym głosem w dyskusji o aborcji.

Kadr z filmu Nieplanowane (2019)
Reżyserzy Cary Solomon i Chuck Konzelman nie kryją się zupełnie z tym, że ich film ma być przede wszystkim dziełem propagandowym, bo zupełnie ignorują formalne i artystyczne aspekty swojej produkcji – nie zadają sobie trudu pogłębienia postaci, załatania nieścisłości przyczynowo-skutkowych czy luk fabularnych.
W Nieplanowanych czarne jest czarne, a białe jest białe – szefowa Abby jest więc wyrachowaną złą do szpiku kości kobietą, która chcąc pławić się w mamonie, wspiera „mordowanie dzieci nienarodzonych”; dobry jest za to ciepły, kochający mąż Abby, jej czuła matka i miły ojciec, wszyscy przeciwni aborcji. W czarnym świetle przedstawione są w filmie kliniki Planned Parenthood – organizacji non-profit – które nie tylko przeprowadzają w Stanach zabiegi przerwania ciąży, ale są dedykowane ogólnopojętemu zdrowiu seksualnemu i reprodukcyjnemu. W takiej klinice można wykonać test ciążowy, zrobić badania prenatalne, badania piersi, badania na choroby weneryczne, wykonać test na HIV, dobrać odpowiednią antykoncepcję, kupić tabletkę dzień po, prowadzić ciążę, leczyć niepłodność, zaburzenia erekcji czy inne dysfunkcje seksualne.
Tymczasem film przedstawia kliniki Planned Parenthood jako wyrachowany biznes zarabiający kokosy na usuwaniu zarodków i płodów; miejsca, gdzie pracują nieczuli lekarze, a kobiety praktycznie zmusza się do przeprowadzania aborcji, byle tylko zarobić.
Na szczęście współcześni twórcy filmowi obalają mity dotyczące aborcji i próbują oswajać ją na ekranie, rezygnując z przedstawiania związanych z nią dramatycznych, tragicznych wydarzeń. Koncentrują się na doświadczeniach bohaterki i w realistyczny pokazują przebieg aborcji farmakologicznej lub chirurgicznej wykonanej w klinice, gdzie zabieg trwa zaledwie kilka minut, jest przeprowadzany przy znieczuleniu i nie jest dla kobiety bolesny. Chociaż dawniejsze filmy straszą widzów śmierciami bohaterek po źle przeprowadzonych aborcjach, w rzeczywistości legalnie przeprowadzona aborcja to jeden z najbezpieczniejszych zabiegów medycznych, a ryzyko śmierci w jej wyniku jest w zasadzie zerowe.
Współcześni twórcy traktują swoje bohaterki z empatią i pokazują, że aborcja to nie tylko sprawa ciężarnej kobiety, ale także partnera, który się do ciąży przyczynił. We współczesnych filmach o aborcji partnerzy bohaterek są wspierający, często towarzyszą im podczas wizyty w klinice, a potem troskliwie się nimi opiekują.
W zagranicznej krytyce filmowej coraz częściej pojawia się gatunek określany jako abortion comedy – komedia aborcyjna. Pierwszym filmem z tego nurtu był Półsłodki ciężar (2014) ze studia A24 w reżyserii Gillian Robespierre, której główna bohaterka, stand-uperka Donna (Jenny Slate), chce dokonać aborcji po tym, jak zaszła w ciążę po jednorazowej nocy spędzonej z Maxem (Jake Lacy), poznanym w barze chłopakiem. Donna jest pewna, że nie chce zostać matką i umawia się w klinice na zabieg – jedyne dwie daty, jakie ma do wyboru, to urodziny jej matki lub Walentynki.
Wybiera oczywiście to drugie. W dalszej części filmu nie brakuje elementów komediowych, jednak opowieść utrzymana jest raczej w tonacji słodko-gorzkiej – Donna straciła pracę, nie ma własnego mieszkania ani warunków do wychowania dziecka. Ma dwadzieścia parę lat i jest typowym przedstawicielem pokolenia millenialsów próbującego się odnaleźć we współczesnym świecie. Perypetie Donny kończą się w klinice aborcyjnej. Nie jest jej łatwo – czuje się zagubiona w życiu i boi się społecznego ostracyzmu. Ma jednak wsparcie ze strony matki, przyjaciół, a nawet Maxa, który towarzyszy jej w klinice aborcyjnej. Na spotkanie przynosi kwiaty, a po wszystkim wracają razem do domu – Max parzy Donnie herbatę, opatula ją kocem na kanapie, a potem wspólnie oglądają Przeminęło z wiatrem.

Kadr z filmu Półsłodki ciężar (2014)
O tym, jak ważne jest wsparcie drugiej osoby przy podejmowaniu decyzji o terminacji ciąży, opowiada także Babka (2015) Paula Weitza. 18-letnia Sage (Julia Garner) zaszła w ciążę i wie, że jedyną osobą, do której się może zwrócić o pomoc, jest jej babcia, poetka i lesbijka Elle (Lily Tomlin).
Dziewczyna nie ma pieniędzy na aborcję, której koszt w klinice to zawrotna suma 600 dolarów. Niestety tych pieniędzy nie ma też jej babcia i wspólnie wyruszają na ich poszukiwanie, odwiedzając dawnych znajomych Elle. Sage jest młoda i nie czuje się gotowa, aby zostać matką. Chciałaby skończyć szkołę, pójść na studia, a chłopak, z którym zaszła w ciążę, zupełnie umywa ręce od tego, co się stało. „To jest właśnie ten pieprzony problem, nie? To nie on jest w ciąży. Srałby w gacie, gdyby był” – słusznie stwierdza Elle i rusza do domu partnera wnuczki, aby wymusić na chłopaku wzięcie jakiejkolwiek odpowiedzialności za ciążę, chociażby dokładając się do zabiegu.
To kolejny ważny problem, który ignorują starsze filmy, a który podejmuje większość współczesnych filmów o aborcji – odpowiedzialność mężczyzny. Do ciąży trzeba dwojga, jednak powszechny dyskurs skupia się wyłącznie na odpowiedzialności kobiety, poniżając ją i oskarżając o rozwiązłość seksualną. Kontrola nad kobiecym ciałem, ale nie nad męskim, którą uzurpują sobie politycy, religijni patriarchowie i aktywiści anti-choice, to ważny element dyskusji o aborcji. Sam reżyser filmu Paul Weitz tak skomentował swoją decyzję o realizacji Babki: „W przeszłości było mnóstwo filmów, które bały się użyć tego słowa [aborcja – przyp. red.], pomimo tego, że miliony kobiet na całym świecie przeprowadzają aborcje… Chciałem, żeby ten film był prawdziwy[5]„.

Kadr z filmu Babka (2015)
Do bólu prawdziwa, autentyczna i realistyczna jest także Święta Frances (2019). Po wspólnej nocy z poznanym na imprezie chłopakiem 34-letnia Bridget (Kelly O’Sullivan) odkrywa, że w nocy dostała okresu, a na pościeli, twarzy swojej i partnera dostrzega krew.
Nieco zmieszani kochankowie traktują sytuację jako coś normalnego, coś, co się po prostu zdarza, i bez cienia wstydu zabierają się do wspólnego sprzątania. Tak zaczyna się film Alexa Thompsona, prawdziwa filmowa perełka, zwycięzca w sekcji Spectrum na zeszłorocznym wrocławskim American Film Festival. Ten początek wyznaczy pełen szczerości i autentyczności ton dla dalszej części filmu, bo w Świętej Frances nie ma tematów tabu, jeśli chodzi o doświadczenie kobiecości czy macierzyństwa. Kiedy Bridget odkrywa, że jest w ciąży, informuje o tym Jace’a (Max Lipchitz), partnera, z którym przeżyła krwawy one night stand – i stanowczo zaznacza, że planuje usunąć ciążę.
Dostaje od niego pełne wsparcie, a kosztami aborcji dzielą się po połowie. Święta Frances nie stygmatyzuje terminacji ciąży, wręcz przeciwnie – ukazuje ją jako coś zupełnie normalnego. To jeden z niewielu filmów ukazujących przebieg aborcji farmakologicznej, podczas której kobieta w zaciszu własnego domu, ale pod kontrolą lekarza, przyjmuje tabletki wywołujące poronienie. Ponieważ cała procedura trwa ponad dobę, w tym czasie Bridget i Jace rozmawiają, oglądają seriale i czytają wspólnie Harry’ego Pottera. Nie uświadczymy dramatycznych obrazów, którymi tak uwielbiają raczyć społeczeństwo aktywiści pro-life na furgonetkach jeżdżących po polskich drogach – żadnych krwawych płodów czy rozrywanych szczypcami rączek i nóżek. Fragmenty tkanek płodu nie są w 12. tygodniu większe niż moneta pięciozłotowa. Po wszystkim Bridget czuje się dobrze i choć odczuwa pewne skutki uboczne w postaci obfitego krwawienia, towarzyszy jej przede wszystkim uczucie ulgi i odzyskania kontroli nad swoim życiem. Kelly O’Sullivan, odtwórczyni głównej roli i scenarzystka filmu, chciała w filmie zawrzeć autentyczne doświadczenia z własnej aborcji: „Kiedy przechodziłam przez ten proces, który był bardzo prosty i nie taki straszny, zrozumiałam, że wyrosłam na nieprawdziwym przedstawieniu aborcji w filmach i telewizji[6]”.
Dla O’Sullivan była to szansa na przedstawienie aborcji w sposób, w jaki jej doświadczyła – bez traumy. Jak sama mówi: „Towarzyszyły mi skomplikowane uczucia. Ale nie poczucie winy czy żal[7]”.
Najbardziej dosłownym przykładem abortion comedy jest chyba Test na przyjaźń (2020). Kiedy 17-letnia Veronica (Haley Lu Richardson) odkrywa, że jest w ciąży, od razu wie, że dokona aborcji. Problem w tym, że prawo w jej stanie nie pozwala na przerwanie ciąży osoby nieletniej bez zgody rodziców. Veronica nie chce informować o wszystkim swojej katolickiej rodziny, decyduje się więc na podróż do najbliższego stanu, który umożliwi jej dokonanie aborcji, niestety oddalonego od jej miejsca zamieszkania o…
1600 kilometrów. Veronica wie, że nie może liczyć na swoje koleżanki, zwraca się więc do dawnej przyjaciółki Bailey (świetna, znana z Euforii Barbie Ferreira) z prośbą o pomoc. Dziewczyny wyruszają w długą, pełną niespodzianek podróż, podczas której ich przyjaźń odrodzi się na nowo. Choć centralnym elementem napędzającym fabułę jest temat aborcji, Test na przyjaźń to przede wszystkim kino drogi i gal pal movie (wyrażenie stworzone od słów „gal” – dziewczyna i „pal” – kumpel, czyli buddy movie w wersji żeńskiej). Najważniejszym wątkiem fabuły jest relacja między głównymi bohaterkami i nieograniczone wsparcie, jakie jedna daje drugiej. To Veronica otrzymuje także w końcu od swojej mamy, którą zmuszona jest poinformować o tym, co się stało. Jej matka, choć uczciwie mówi, że ona sama nigdy by nie dokonała aborcji, kocha swoją córkę i nie zamierza jej potępiać.

Kadr z filmu Test na przyjaźń (2020)
17-letnia Autumn (Sidney Flanigan) z filmu Nigdy, rzadko, czasami, zawsze (2020) staje przed podobnym dylematem co Veronica z Testu na przyjaźń – jest nieletnia i bez zgody rodziców nie może dokonać aborcji w klinice w Pensylwanii. Razem z kuzynką Skylar (Talia Ryder) wyrusza więc w podróż i jedzie do Nowego Jorku na zabieg.
Fabularny punkt wyjścia obydwu opowieści to jednak jedyne podobieństwo pomiędzy dwoma filmami. Nigdy, rzadko, czasami, zawsze – tegoroczny zdobywca Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinale – to nie komedia, lecz wstrząsający dramat, któremu momentami niedaleko do thrillera. Reżyserkę filmu, Elizę Hittman, zainspirowała tragiczna historia Savity Halappanavar, obywatelki Irlandii, której w 2012 roku odmówiono aborcji, gdy roniła, ponieważ płód był jeszcze żywy. Lekarze, świadomi tego, że dziecko urodzi się martwe, mieli związane ręce z powodu restrykcyjnego prawa aborcyjnego. Savita urodziła martwą córkę i zmarła w wyniku sepsy. To dramatyczne wydarzenie doprowadziło do liberalizacji prawa aborcyjnego w Irlandii, gdzie obecnie można przeprowadzić aborcję bez ograniczeń do 12. tygodnia ciąży, a także w każdej sytuacji, gdy zagrożone jest życie lub zdrowie matki lub gdy płód ma wady letalne. Czytając o Irlandkach, które w jeden dzień przeprawiały się do Londynu, aby wykonać aborcję i szybko wrócić z powrotem do kraju, Hittman miała gotowy pomysł na scenariusz. To kolejny po chociażby 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni film o aborcji zrealizowany w naturalistycznym stylu cinéma-vérité. Chociaż podczas podróży bohaterki niewiele ze sobą rozmawiają, między Autumn i Skylar jest niewypowiedziana nić porozumienia.
W Nigdy, rzadko, czasami, zawsze bardzo dużo jest intymnych momentów, podczas których widz poznaje trudną historię Autumn (szczególnie w poruszającej scenie wywiadu w klinice aborcyjnej), a także jej zmagania z niesprawiedliwą, bezduszną patriarchalną rzeczywistością.

Kadr z filmu Nigdy, rzadko, czasami, zawsze (2020)
W Niedosycie (2020), filmie, który jeszcze niedawno można było oglądać na ekranach kin dzięki dystrybutorowi Velvet Spoon, główna bohaterka jest nieustannie kontrolowana przez swojego aroganckiego męża oraz teściów i traktowana jak chodzący inkubator.
Hunter (Haley Bennett) mieszka w pięknym, luksusowym domu i ma wszystkiego pod dostatkiem – jedynym jej zadaniem jest dbanie o siebie i donoszenie ciąży do szczęśliwego rozwiązania. Mimo to czuje się nieszczęśliwa, pozbawiona sprawczości, a każdy dzień przynosi jej cierpienie. Próbując odzyskać kontrolę nad swoim ciałem, zaczyna połykać niebezpieczne, ostre przedmioty. Kiedy z tego powodu mąż i jego rodzina próbują umieścić ją w zakładzie psychiatrycznym, Hunter ucieka i wreszcie zyskuje siłę, aby żyć swoim życiem. Decyduje, że nie urodzi dziecka, i dokonuje aborcji farmakologicznej, połykając tabletki podczas wizyty w fast foodzie w galerii handlowej.

Kadr z filmu Niedosyt (2020)
Aborcja w kinie, tak jak i w życiu, ma różne przyczyny i skutki. Dla niektórych bohaterek jest jedyną możliwą decyzją, dla innych – dylematem; dla jednych bywa traumą, dla reszty – sposobem na odzyskanie kontroli nad własnym życiem i ciałem. I podczas gdy filmy antyaborcyjne z całą mocą piętnują przerwanie ciąży, większość filmów o aborcji ani jej nie potępia, ani nie gloryfikuje, lecz podkreśla wolność wyboru.
Kino ukazuje różnorodne doświadczenia kobiet, afirmując ich odmienne decyzje, postawy czy światopoglądy. I za to właśnie można kino pokochać – za otwartość na świat i ludzi, której brakuje niejednemu politykowi czy duchownemu w koloratce.
Przypisy:
[1] G. Sisson, “From humor to horror: genre and narrative purpose in abortion stories on American television”, w: Feminist Media Studies t. 19, 2019.
[2] D. A. Kirby, “Regulating cinematic stories about reproduction: pregnancy, childbirth, abortion and movie censorship in the US, 1930-1958“, w: The British Journal for the History of Science t. 50, 2017.
[3] „Syndrom poaborcyjny”, w: Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, https://federa.org.pl/syndrom-poaborcyjny/, 7 września 2017.
[4] Ibid.
[5] L. Coffin, Wywiad z Paulem Weitzem, reżyserem i scenarzystą Babki, w: The Mary Sue, https://www.themarysue.com/interview-grandma-writer-director-paul-weitz/, 22 sierpnia 2015.
[6] S. Haynes, “How a Crop of New Movies Is Changin the Narrative About Abortion“, w: TIME, https://time.com/5799385/abortion-onscreen-representation/, 13 marca 2020.
[7] A. Han, “How two recent films are changing the conversation around abortion“, w: Mashable, https://mashable.com/article/never-rarely-sometimes-always-saint-frances-abortion-movies/?europe=true, 6 maja 2020.
