search
REKLAMA
Zestawienie

W tym SZALEŃSTWIE jest METODA. Najciekawsze postaci z ZABURZENIAMI PSYCHICZNYMI

Karolina Michalska

23 grudnia 2020

REKLAMA

Dziś chciałabym zaproponować czytelnikom listę najbardziej – według mnie oczywiście – realistycznych i frapujących filmowych postaci i ról, przedstawiających osobowości dotknięte zaburzeniami psychicznymi (niezależnie od tego jakimi – a jest z czego wybierać). Znajdą się tutaj zarówno filmy znane wszystkim, tzw. klasyki, jak i te mniej znane szerszej publiczności, choć równie zajmujące. Być może moje krótkie analizy zachęcą was do sięgnięcia po te, na które jeszcze nie trafiliście, albo do refleksji na temat znanych już wam obrazów.

Z góry zaznaczam (i proszę jednak wziąć to pod uwagę), iż nie jestem lekarzem i moja subiektywna ocena filmowych ról opartych na poszczególnych zaburzeniach (mimo że kierowałam się dostępnymi mi materiałami z zakresu psychologii czy psychiatrii, a także kilkoma artykułami na ww. temat) jest analizą amatorską i definitywnie nie wyczerpującą tematu. Tytuł zestawienia jest oczywiście również swego rodzaju uproszczeniem, wszelkie zaburzenia psychiczne to poważna choroba, którą należy traktować z należytą powagą (i uwagą!).

Uwaga na spoilery!

Psychoza

Filmem, od którego chciałabym rozpocząć swoją listę, jest niewątpliwy klasyk pod tytułem Psychoza wyreżyserowany przez, znanego pewnie każdemu, wybitnego mistrza suspensu Alfreda Hitchcocka. W thrillerze tym spotykamy się z postacią Normana Batesa (Anthony Perkins) wzorowanej na rzeczywistym seryjnym mordercy Edzie Geinie. Norman Bates to osoba poważnie zaburzona. Mężczyzna cierpi na psychozę, czyli zaburzenie psychiczne, które polega na tym, że człowiek ma silne zaburzenia w postrzeganiu i pojmowaniu rzeczywistości. Ma on także osobowość dysocjacyjną. Objawia się ona przez znikomy poziom empatii i współodczuwania, dystans emocjonalny, agresję oraz instrumentalne traktowanie innych osób. W przypadka Normana występują też omamy wzrokowe i słuchowe oraz rozdwojenie jaźni, mamy także do czynienia z kompleksem Edypa. Aby jednak zrozumieć, skąd wzięła się powyższa diagnoza, przeanalizujmy film Hitchcocka nieco bardziej dokładnie i przyjrzyjmy się tej fascynującej postaci oraz objawom, które dobitnie wskazują jego zaburzenia.

Zacznę jednak niestandardowo od zakończenia filmu, z którego dowiadujemy się, że Norman przetrzymywał zwłoki matki w swoim mieszkaniu. Finał filmu odkrywa przed nami prawdę, iż mężczyzna był człowiekiem głęboko zaburzonym psychicznie, cierpiącym na rozdwojenie jaźni. Jego umysł wykreował postać matki, w której imieniu mordował. Kiedy Marion (Janet Leigh), uciekając ze skradzionymi pieniędzmi, trafia do motelu prowadzonego przez Normana, ten początkowo jawi się jako miły, uczynny i gościnny mężczyzna. Kobieta przypadkowo słyszy jego kłótnie z „matką”. My, znając zakończenie filmu, wiemy już, że owa waśń była tak na prawdę rozmową Normana z samym sobą. Norman przemawiający w imieniu matki zabrania sobie spotykania się z kobietami. Jest surowy i nieznający sprzeciwu. Norman jako on sam nie potrafi przeciwstawić się matce. Osobowość ta przejęła kontrolę nad jego życiem. W późniejszej rozmowie z Marion podczas kolacji jest bardzo spięty. Co znaczące dla dalszego rozwoju filmu, wyznaje, że fascynuje go taksydermia. Ale najistotniejsze jest to, co mówi na temat matki. Zapytany o przyjaciół wyznaje, że najlepszym przyjacielem mężczyzny jest jego matka. Norman opowiada o niej jak o żywej osobie, z którą łączy go niesamowita więź. Kiedy Marion po wysłuchaniu historii choroby matki sugeruje Normanowi, że być może powinien umieścić matkę w szpitalu psychiatrycznym, ten reaguje agresją. Mówi też o tym, że każdy z nas jest zamknięty w pułapce, z której nie możemy się wydostać. Podczas tej sceny, nie licząc krótkiego impulsywnego gniewu, będącego reakcją na wspomnienie o szpitalu, Norman wydaje się całkiem zwyczajnym człowiekiem.

Po słynnej scenie morderstwa pod prysznicem (w którym to morderca, jak się później dowiadujemy, jest Norman przebrany za swoją matkę) mężczyzna wraca na miejsce zbrodni i wydaje się zszokowany widokiem, jaki zastaje. Dziwna jest natomiast jego późniejsza reakcja, zaczyna bowiem jak gdyby nigdy nic sprzątać miejsce zbrodni. Z jednej strony więc niby morduje jako „matka” i jako on sam niczego z tych wydarzeń nie pamięta, z drugiej strony jest w nim coś z psychopaty, który nie odczuwa empatii i współczucia.

Pytany o Marion przez detektywa zaczyna odczuwać lęk. Próbuje też nieudolnie kłamać. Nie mylmy jednak jego lęku z poczuciem winy i wyrzutami sumienia. Po tym, jak detektyw odjeżdża, na twarzy mężczyzny pojawia się szyderczy uśmiech.

W jednej z kolejnych bardzo ważnych scen, kiedy Lila Crane (Vera Miles) odkrywa zwłoki matki w piwniczce, Norman wbiega do pomieszczenia przebrany w damskie ubrania i z peruką na głowie. Zdaje się być w amoku, a jego jedynym celem jest zamordowanie osoby, która może odkryć jego tajemnice.

Na koniec filmu psychiatra (Simon Oakland) wyjaśnia, że „matka” Normana całkowicie przejęła nad nim kontrolę, a on sam już nie istnieje. Ujawnia też sekret o tym, że to Norman zabił własną matkę i jej kochanka i już wtedy był człowiekiem z zaburzeniami. Pamiętając o tym, że film Hitchcocka powstał w roku 1960, muszę przyznać, że przedstawienie osoby chorej jest bardzo ciekawe, a Norman Bates jest bohaterem, którego zaburzenia osobowości są omawiane do dnia dzisiejszego.

Musimy porozmawiać o Kevinie

Drugim filmem na mojej liście jest wyreżyserowany przez Lynne Ramsay dramat psychologiczny pod tytułem Musimy porozmawiać o Kevinie.

Jeśli ktoś jeszcze nie oglądał tego bardzo dobrego filmu, pokrótce go tu teraz streszczę. W dramacie tym mamy do czynienia z wieloma płaszczyznami czasowymi. Z jednej strony widzimy przeszłość podróżniczki Evy (Tilda Swinton), która po urodzeniu syna choruje na depresję poporodową i kompletnie nie radzi sobie z jego wychowaniem. Fakt, że dziecko jest niczym mały diabełek, nie pomaga jej w tej sytuacji. Z drugiej strony oglądamy Evę teraźniejszą, która wciąż przypomina sobie okres dzieciństwa swojego syna Kevina (jako dziecko Rock Duer/Jasper Newell), ale także dramatyczne wydarzenia z jego dorosłego życia, w wyniku których została znienawidzona przez lokalną społeczność. Eva odwiedza też swojego syna w więzieniu. Ale między nią a jej dzieckiem nie ma kompletnie żadnych więzi ani emocji. Kiedy siedzą ze sobą w milczeniu, a czas wydaje się upływać im koszmarnie powoli, są sobie tak okrutnie obcy. Kevin (Ezra Miller) wydaje się wyprany z emocji i zupełnie nieodczuwający żadnych wyrzutów sumienia, ona jest zobojętniała i przygnębiona, sprawa wrażenie, jak gdyby chciała, aby ta wizyta w więzieniu trwała jak najkrócej.

I tak jak sam Kevin z pewnością nieprzypadkowo stał się postacią tytułową tego filmu, tak ja chciałabym skupić się na innym problemie, a mianowicie na tym, czym jest depresja poporodowa i czy zachowanie głównej bohaterki może świadczyć o tym, że na nią zapadła. Depresja poporodowa to rodzaj depresji, na który zapada kobieta po urodzeniu dziecka. Stan ten może utrzymywać się kilka dni, miesięcy, a nieleczony nawet kilka lat. Kobieta cierpiąca na tę dolegliwość odczuwa nieuzasadniony smutek, boi się o zdrowie i prawidłowy rozwój dziecka, jest sfrustrowana, drażliwa, może nie kontrolować swoich zachowań, jest też wciąż zmęczona i osłabiona. To oczywiście tylko krótki zarys objawów tej choroby.

Prześledźmy zatem, jak wyglądało to w przypadku Evy. Zacznijmy już od pierwszej istotnej sceny, pokazującej chwile po narodzinach Kevina. Eva pozbawiona jakichkolwiek emocji, zobojętniała, leży na szpitalnym łóżku. To jej mąż Franklin (John C. Reilly) trzyma dziecko na rękach i zdaje się radosny i szczęśliwy z jego narodzin. Zazwyczaj matki w takich sytuacjach odczuwają pełnię szczęścia i trudno im choć na moment wypuścić swoje wyczekiwane dziecko z ramion. Po wyjściu ze szpitala też nie jest lepiej. Eva snuje się jak cień i zaczyna przypominać żywego trupa. Zupełnie nie radzi sobie z codziennymi obowiązkami. Wciąż nie ma w niej żadnej radości z dziecka. Scena, w której trzyma z daleka od siebie płaczącego niemowlaka i robi wszystko, aby tylko go nie przytulić, dobitnie pokazuje, że trudno tu mówić o matczynej miłości. Aczkolwiek nie można też jasno ocenić, czy Eva nie kocha swojego syna, czy też zmaga się z depresją poporodową i nie potrafi odnaleźć się w sytuacji, w jakiej się znalazła. Wiemy natomiast tyle, że jest skrajnie wykończona. Ale im więcej czasu mija, tym jest gorzej. Mały Kevin zaczyna sprawiać coraz więcej problemów. Po pierwsze Eva zaczyna podejrzewać, że jest on dzieckiem autystycznym, ponieważ bardzo długo nie mówi i nie reaguje na proste polecenia. Patrząc na nieco demonicznego malca, trudno nam stwierdzić, czy faktycznie ma jakieś zaburzenia, czy wręcz przeciwnie, wszystko doskonale rozumie, ale celowo milczy i nie wykonuje poleceń. Trudno też rozstrzygnąć, czy faktycznie tak małe dziecko może być aż tak złośliwe, czy to tylko Eva odbiera go w ten sposób, bo nie umie poradzić sobie z jego wychowaniem. Kwestia złośliwości Kevina jest tematem na osobną dyskusje, jak już napisałam, chciałabym skupić się na Evie. Kobieta jest zamknięta w sobie i powściągliwa, zdarzają się jednak momenty, że jej rozdrażnienie zachowaniem Kevina dochodzi do punktu kulminacyjnego i Eva wybucha. Raz nie wytrzymuje i mówi synowi, że kiedyś była szczęśliwa, ale przestała być, odkąd on się pojawił. W innej scenie zdenerwowana i sfrustrowana, że jej syn wciąż załatwia się w pieluchy, rzuca nim o ścianę, łamiąc mu rękę. Depresja Evy jest jeszcze silniejsza z powodu zachowania Franklina. Kevin to przebiegły spryciarz, atencyjny manipulator. Dla swojego tatusia jest niczym aniołek, tym samym Franklin zupełnie nie pojmuje, skąd zły nastrój u Evy i jej niechęć do tak uroczego dziecka. Niezależnie, czy Kevin jest uroczy, czy złośliwy, reżyserka zwraca tu uwagę na bardzo poważny problem niezrozumienia kobiet cierpiących na depresję poporodową. Rodzina i otoczenie odbiera tę chorobę jako zwykły wymysł, a od kobiet oczekuje się bycia idealnymi, gotowymi na trudy macierzyństwa matkami. Może dlatego Eva topi wieczorami smutki w czerwonym winie.

I choć depresja poporodowa pokazana jest w filmie Musimy porozmawiać o Kevinie bardzo dobrze, to przy okazji skłania nas on do wielu refleksji. Chociażby tego, czy nieleczona depresja nie zamieniła się tu w totalne odrzucenie i niechęć do Kevina i czy jego późniejsze wybory życiowe nie są konsekwencją tego, jak wyglądało jego dzieciństwo i brak akceptacji ze strony matki.

Karolina Michalska

Karolina Michalska

Absolwentka Filologii Polskiej ze specjalizacją Filmoznawstwo i Teatrologia. Kocha zwierzęta i podróże - ale przede wszystkim nietuzinkowe kino z wszelkich (nawet tych najbardziej abstrakcyjnych) stron świata. Święta Filmowa Trójca: Pasolini, Bałabanow, Kubrick.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA