Connect with us

Publicystyka filmowa

VAL KILMER. Wspaniały od samego początku

Val Kilmer. Jeden z najciekawszych aktorów swojego pokolenia, dziś świętowałby urodziny.

Published

on

Val Kilmer. Jeden z najciekawszych aktorów swojego pokolenia, do którego należą też Tom Cruise, Kevin Bacon, Matt Dillon, Timothy Hutton, Sean Penn, Ray Liotta i Andy Garcia. Być może faktycznie trochę wbrew własnej woli. Doskonale wykształcony, najmłodszy absolwent renomowanej szkoły aktorskiej Julliard (której absolwentką była również jego partnerka z filmu „Top Gun” – Kelly McGillis), bardziej pasowałby na Broadway niż do slapstickowej komedii „Ściśle tajne!” (1984) tria Zucker-Abrahams-Zucker. Ale aktor przyjmuje ich propozycję i w ten sposób debiutuje na dużym ekranie. I zaiste jest wspaniały od samego początku.

W roli rockandrollowca, który przybywa z trasą do… NRD i wspomaga tamtejszy ruch oporu, bawi do łez. Hollywood po prostu nie mogło przepuścić takiej okazji – musiało uczynić go gwiazdą! Jest przecież taki przystojny i tak utalentowany. I Kilmer wsiada w ten samolot o nazwie „Top Gun” (1986). I choć lata za Tomem Cruise’em, to pod skrzydłami obiecującego Tony’ego Scotta, a ten troszczy się o każdego. I jako Iceman, w teorii niesympatyczny rywal Mavericka, Val jest tak charyzmatyczny, że nie pozwala o sobie zapomnieć. To jego zatrudnia Ron Howard, reżyser wszechstronny, „rosnący” z filmu na film. Do roli bandyty-awanturnika Madmartigana w widowisku fantasy „Willow” (1988). Wybór okazuje się strzałem w dziesiątkę. Kilmer na naszych oczach z łotra staje się rycerzem. Zdobywa serca widzów i partnerki z planu, przyszłej żony, Joanne Whalley. Teraz pozostaje mu udowodnić, że jest nie tylko gwiazdorem. Że jest aktorem. Rola w „The Doors” (1991) reżysera dekady, Olivera Stone’a, rozwiewa wszelkie wątpliwości. Kilmer hołdujący „metodzie” niemalże scala się, stapia z postacią Jima Morrisona. Tańczy, śpiewa, jest. Jeśli film budzi jakieś wątpliwości, Val – żadnych. Rola wartego każdego Oscara (aktor nie otrzymał nawet nominacji).

Advertisement

Na rozkaz serca (w jego żyłach płynie indiańska krew) występuje w ciekawym dramacie sensacyjnym nietuzinkowego twórcy, Michaela Apteda (1992). Jako sam Elvis Presley pojawia się w epizodzie „Prawdziwego romansu” (1993) Tony’ego Scotta i jak nietrudno się domyśleć jest to epizod z gatunku „szach-mat”. Wraz z Kim Basinger zalicza porażkę w marnym filmie rozrywkowym „Niesamowita McCoy” (1993) Russella Mulcahy. Ale nie zwalnia tempa i natychmiast odzyskuje reputację, rolą schorowanego hazardzisty i rewolwerowca, Doca Holidaya w westernie „Tombstone” (1993) wybuchowego George’a Pana Cosmatosa. Grająca u jego boku Joanna Pacuła jeszcze dodaje pikanterii jego brawurowej kreacji! „Gorączka” (1995) nie mija. Pomimo obecności na planie Michaela Manna dwóch legend: Ala Pacino i Roberta De Niro, aktor nie tylko nie jest onieśmielony. Rozkwita! Grając postać ledwie nakreśloną, drugoplanową, jest wprost narkotyczny! Trupio blady, wewnętrznie pusty, wręcz wydrążony, jakby nieobecny. To pozór. Na spotkanie z grożącą mu śmiercią… uśmiecha się! I gdy się „zapala”, jest tak przeszywający, że udziela się to zarówno partnerującej mu (i zlęknionej nim?) Ashley Judd, jak i cokolwiek apatycznemu De Niro.

Teraz to już tylko zostać superbohaterem. Najlepiej Batmanem. W tamtym momencie decyzja skazana na porażkę. Nie można zastąpić Michaela Keatona, ten był przecież w roli Bruce’a Wayne’a niezrównany. I Kilmer nawet nie próbuje. Wymyśla go od nowa. „Batman Forever” (1995) będącego u szczytu formy Joela Schumachera odnosi spektakularny sukces. Zgoda, jest hałaśliwy, razi pstrokacizną, ale jest także energetyczny i pasjonujący. Kilmer wychodzi z niego bez szwanku. Nikt nie kwestionuje jego występu. Ba!, aktor wnosi do rysu postaci coś nowego, jego mroczny rycerz jest… seksowny. I jako jedyny z poczuciem humoru. Czy to Batman na zawsze? Nic bardziej mylnego. Rolę przejmuje George Clooney. I ponosi klęskę.

Advertisement
batman forever val kilmer

Kilmer tymczasem przyjmuje rolę w nowej wersji „Wyspy Doktora Moreau” (1995) legendarnego Johna Frankenheimera. Bez zażenowania przyznaje, że jedynym powodem, dla którego bierze udział w tym źle rokującym od samego początku projekcie, jest obecność idola, Marlona Brando. Obaj „zdobywają” za swe role nominacje do Złotej Maliny dla najgorszego aktora roku (wygrywa Brando. Marlon zawsze wygrywa). Kilmer „dokłada” kolejną nominację do Maliny za udział w dennym filmie przygodowym „Duch i Mrok” (1995) Stephena Hopkinsa u boku wielkiego Michaela Douglasa (obaj aktorzy zachorują później na raka).

Ratunkiem dla nadszarpniętej kariery ma być „Święty” (1997) w reżyserii eksperta od filmów szpiegowskich, Phillipa Noyce’a. I w zasadzie jest, film ten bowiem to udane połączenie dreszczowca z romansem (partneruje mu rozpalona do czerwoności Elisabeth Shue). Nie przekonuje jednak widzów. Nie rozpoznają bohatera. Tytułowy święty, Simon Templar, nie był przecież żadnym dżentelmenem-włamywaczem. Był detektywem! Z upływem lat ta zmiana przestaje razić, a film wciąż zachwyca inteligencją i energią opowiadania.

Advertisement
WYSPA DOKTORA MOREAU. Zblazowany Brando i wściekły Kilmer w BOLEŚNIE nieudanym science fiction

Zła passa nie ustaje. Słodki melodramat „Dotyk miłości” (1999) Irwina Winklera ze śliczną Mirą Sorvino i dawno niewidzianą Kelly McGillis spotyka się z obojętnością widowni. Mars też przywita aktora cokolwiek chłodno („Czerwona planeta” Anthony’ego Hoffmana z 2000 r.). Jak wkroczyć w XXI wiek? Filmem, który ląduje od razu na DVD – kryminałem „Jezioro Salton” (2002) D.J. Caruso. Gwiazda Kilmera gaśnie. Aktor pojawia się w epizodach „Pollocka” (2002) Eda Harrisa, „Zaginionych” (2003) Rona Howarda. Widać, że szuka dla siebie miejsca. Decyduje się nawet zagrać aktora filmów dla dorosłych w niezależnym, kameralnym dramacie na faktach „Wonderland” (2003) Jamesa Coxa. Wciąż obojętność.

Ale starzy mistrzowie kamery przypominają sobie o nim. Oliver Stone daje mu ciekawą rolę drugoplanową w „Aleksandrze” (2004). I grający ojca tytułowego bohatera, króla Filipa II, aktor jest pełen pokory. Nie chce przesłonić Colina Farrella. Co jednak i tak bezwiednie robi na tle bezbarwnego młokosa.

Advertisement
val kilmer

Na rzecz tejże roli Kilmer musi wcześniej zrezygnować z roli w „Zakładniku” (2002) Michaela Manna. Roli pozytywnej dodajmy, policjanta, który ściga… Toma Cruise’a. Jaka szkoda, że do tego nie doszło, byłoby to ciekawe odwrócenie ról z „Top Gun”.

Ceniony scenarzysta David Mamet oferuje aktorowi rolę w dramacie sensacyjnym „Spartan” (2004). Ta okazuje się być jedną z najlepszych w karierze Vala. W istocie stratni są wyłącznie ci widzowie, którzy tej kreacji nie widzieli. Kilmer w zamyśle gra protagonistę, postać pozytywną, bohatera, ani mu jednak w głowie rola harcerzyka. Nie będzie za nikogo nadstawiać karku, a już na pewno ryzykować swoim życiem w imię ocalenia cudzego. I dlatego tak piorunujące wrażenie robi, gdy faktycznie je ocala. A więc bohater. Mimo woli, ale bohater.

Advertisement
SPARTAN. Jakie Wielkie Prawdy objawia film z Valem Kilmerem?

Nie inaczej jest w kolejnym obrazie z jego udziałem, kapitalnej czarnej komedii „Kiss Kiss Bang Bang” (2005), również w reżyserii świetnego scenarzysty, Shane’a Blacka. Ta spełniona satyra na Hollywood reanimuje wiszącą na włosku karierę Roberta Downeya Jr. Ale to Kilmer jako gej-prywatny detektyw błyszczy w tym filmie. Jest wprost rozbrajający, gdy usiłuje uczyć fachu włamywacza-niedojdę i aktora z przypadku (w tej roli Downey). Z szelmowskim uśmiechem nabija się z partnera i uchodzi mu to płazem.

O Kilmerze przypomina sobie Tony Scott (to już ich trzecia wspólna praca) i zatrudnia do widowiska z Denzelem Washingtonem „Deja Vu” (2008). Rola tego „będącego u boku gwiazdy projektu” wydaje się Kilmerowi zupełnie nie przeszkadzać, a jednak dziwnie uwiera. Val jest na to zwyczajnie „za duży”, za wielki. Zbyt rozpoznawalny. Ten scenariusz zacznie się powtarzać. Później partneruje odpowiednio Stephenowi Dorffowi (bidny ale solidny „Skazaniec” Rica Romana Waugha), Nicolasowi Cage’owi („Zły porucznik” Wernera Herzoga), Rupertowi Friendowi („5 dni wojny” Renny’ego Harlina).

Advertisement
kiss kiss bang bang val kilmer robert downey jr.

Gra u mistrzów. Oprócz wspomnianego Herzoga, występuje u samego Francisa Forda Coppoli, w eksperymentalnym horrorze „Twixt” (2011). Następnie u Terrence’a Malicka – „Song to song” (2017). I w całej masie filmów niewartych wzmianki.

Choruje, wydaje się, że wygrywa walkę, ale traci głos. Bez niego pojawia się m.in. w „Pierwszym śniegu” (2017) Thomasa Alfredsona u boku Michaela Fassbendera. Choć dubbingowany, wypada bardzo korzystnie. Jeszcze lepiej w „Top Gun: Maverick” (2022) Josepha Kosinskiego. W pewnym sensie gra samego siebie, schorowanego, umierającego, a jednak trzymającego się życia, jakby miał jeszcze coś do zrobienia na tym świecie. Po drodze sam staje się bohaterem filmu dokumentalnego „Val” (2021), gdzie mierzy się z samym sobą. Nie jest z siebie zadowolony. Czuje niedosyt. Stać go było na więcej. Jego marzenie o zagraniu Marka Twaina w filmie (grał go z powodzeniem na deskach teatru) nigdy się nie ziści. To co dał, musi wystarczyć.

Advertisement

Autorem tekstu jest Szymon Kapela. Dotychczasowe artykuły autora:

DONALD SUTHERLAND. Wybitny warsztat, perfekcyjna dykcja i ekranowa prezencja

JONATHAN DEMME. Mało znany wielki reżyser (film.org.pl)

Advertisement

DRIVE. Jeździec donikąd? (film.org.pl)

MAJ Z RIDLEYEM SCOTTEM: Kto jest Prometeuszem? (film.org.pl)

Advertisement

Pokój z widokiem na złoty członek (film.org.pl)

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *