Connect with us

Publicystyka filmowa

UWIERZ W DUCHA. Miłość jest w nas. 26 lat od premiery

To niezwykłe. Miłość jest w nas. Zabierz ją ze sobą

Published

on

Ależ to był hit… Film wszedł do amerykańskich kin 13 lipca 1990 roku, od razu notując bardzo dobre wyniki frekwencji. Kluczem do tak wielkiego sukcesu było jednak to, że ta frekwencja w kolejnych tygodniach właściwie nie malała.

We wrześniu Uwierz w ducha wciąż utrzymywał się w czołówce najpopularniejszych tytułów. Chętnie oglądany był nawet w okresie świątecznym, pół roku po premierze! Ostatecznie przy budżecie dwudziestu dwóch milionów dolarów film zarobił na całym świecie ponad pięćset, deklasując Kevina samego w domu, Pretty Woman, Tańczącego z wilkami, Pamięć absolutną czy Szklaną pułapkę 2.

Advertisement

Ta historia na papierze brzmiała fatalnie. Gdy agent zaprezentował Demi Moore zarys scenariusza, ta stwierdziła tylko: „Mam mieć romans z nieboszczykiem? Oj, nie wygląda to zachęcająco”. Wystarczyło jednak, że aktorka przeczytała całość, a zakochała się w tym niebanalnym projekcie. Uwierz w ducha intrygował już samym pomysłem wyjściowym, ale na wyjątkowość filmu złożyło się wiele pojedynczych elementów, czasem detale. To jeden z tych przypadków, kiedy wszystko zagrało dokładnie tak, jak powinno. Powstał z tego film, o którym nadal się pamięta, ba!, po dwudziestu sześciu latach od premiery ogląda się go tak samo dobrze.

Advertisement

Płacz scenarzysty

Scenarzysta Bruce Joel Rubin wpadł na pomysł tej historii podczas lektury… Hamleta. Czytając, jak tytułowemu bohaterowi ukazuje się Duch, proszący o pomszczenie śmierci, zaczął się zastanawiać, co by było, gdyby coś podobnego wydarzyło się w Ameryce XX wieku. Stwierdził, że to świetny pomysł na film i zabrał się do pisania. Efekt końcowy był bardzo zadowalający – w środowisku coraz więcej mówiło się o projekcie, a Rubin miał nadzieję na współpracę z najlepszymi nazwiskami branży. Kiedy agentka scenarzysty zadzwoniła do niego i zakomunikowała, że znalazł się reżyser, był przeszczęśliwy.

Advertisement

Pomyślałem: O Boże, moje marzenia się spełniają. Kto będzie reżyserem? Spielberg, Scorsese, Forman? Kiedy agentka odparła, że Jerry Zucker, zamurowało mnie. Spytałem tylko, czy to ten od Czy leci z nami pilot?. Ona potwierdziła, a ja się rozpłakałem.

Zucker po kilku komediach i parodiach miał dość podobnego repertuaru. Stwierdził, że Uwierz w ducha byłby idealną odmianą. Rubin jednak nie wyobrażał sobie, że mieliby współpracować. Po latach scenarzysta wprost przyznawał, że Zucker wydawał mu się najgorszym kandydatem na stanowisko reżysera. W końcu umówili się na obiad i… był to początek wspaniałej przyjaźni między panami. Podczas pierwszego spotkania rozmawiali o wszystkim oprócz filmu, ale Rubin już wtedy wiedział, że z tym człowiekiem uda mu się dogadać. Później Zucker obiecał, że nie będzie sam wprowadzał żadnych zmian. Obaj dopracowywali scenariusz niemal rok i zgodnie zaakceptowali jego ostateczną wersję.

Poszukiwania Sama i Molly

Advertisement

Obsady poszukiwano z różnym skutkiem. Na Demi Moore na przykład zdecydowano się właściwie od razu. Aktorka cieszyła się wtedy całkiem dużą popularnością, przebojem był choćby film Ognie świętego Elma z jej udziałem, ale daleko jej było do miana gwiazdy. Po Uwierz w ducha zmieniło się to raz na zawsze. Świetnie spisała się jako twarda, ale jednocześnie bardzo wrażliwa Molly. Jak mówił reżyser, ona właściwie nie musiała wiele grać, bo była do tej postaci podobna. Sama miała zresztą spory wpływ na to, jaką bohaterkę ostatecznie zobaczyliśmy na ekranie. Zatrudniono ją jako długowłosą piękność, a na plan przyszła obcięta na krótko chłopczyca.

Dostaliśmy jasny przekaz, że Demi ma własną wizję tego, kim jest jej postać. Ta fryzura była strzałem w dziesiątkę. Najistotniejsza była jednak jej emocjonalność. Ona dosłownie produkuje łzy na zawołanie – chwalił aktorkę Rubin.

Z rolą Sama nie było już tak łatwo. Scenariusz wysłano ponoć do wszystkich liczących się hollywoodzkich aktorów, a właściwie nikt nie był zainteresowany. Produkcji bardzo zależało np. na Harrisonie Fordzie, ale stwierdził on tylko: „Czytałem ten tekst trzy razy i nadal nic nie rozumiem, nie czuję tego”.

Advertisement

Rola była wprost masowo odrzucana. Uważano, że granie kogoś, kto nie żyje, będzie automatycznie spychało na dalszy plan. Podczas lektury scenariusza wydawało się, że Sam jest nieobecny, a rola nie daje żadnych możliwości wykazania się. Jedynym, który od razu przekonał się do tej historii, był Patrick Swayze. Jego starania o angaż Zucker skomentował jednak krótko: „Po moim trupie”.

ghost4

Według reżysera Swayze był zbyt wymuskany – blond włosy, niebieskie oczy, poza tym jak na swój wiek (37 lat) miał wciąż dość młodzieńczy wygląd. Zucker nie tak wyobrażał sobie Sama. Aktor jednak był nieugięty. Męczył telefonami ekipę, aż w końcu stwierdził, że przyjdzie na zwykły casting – chce tylko, aby dano mu szansę. Mówił:

Advertisement

Im dłużej to wszystko trwało, tym bardziej myślałem, że to może być rola mojego życia. Miałem gdzieś to, że od lat nie musiałem stawiać się na castingach.

Przesłuchanie poszło bardzo dobrze. Przekonał się nawet Zucker. Problemem był kompletny brak chemii między Swayze’em a Moore. Wyglądali jak brat z siostrą i wydawało się, że nie będą w stanie wiarygodnie oddać uczucia łączącego Sama oraz Molly. Kiedy włączano kamery, wszystko jednak się zmieniało. Twórcy zdali sobie sprawę, że mają do czynienia z profesjonalistami w każdym calu. Chemia wprost zalewała ekran. Nie bez powodu mówi się, że w Uwierz w ducha mamy jedną z najlepszych scen miłosnych w historii kina.

Miłość w glinie – czytaj dalej

Advertisement

Miłość w glinie

Któż mógł przypuszczać, że garncarstwo jest takie seksowne? Przed obejrzeniem filmu pewnie nikt. W scenariuszu nie było zresztą tej sceny. Chcąc podkreślić wewnętrzną siłę Molly, ustalono, że będzie ona rzeźbić w drewnie. Filigranowa Moore z młotkiem i dłutem w dłoni wyglądała jednak dość karykaturalnie i szybko zrezygnowano z tego pomysłu. Niestety, nie wymyślono niczego w zamian. Czas mijał, a producenci byli coraz bardziej sfrustrowani. Rozwiązanie dla tego problemu Zucker odnalazł przez czysty przypadek. Pomagając przy post-produkcji Nagiej broni zauważył, że jedna z montażystek dźwięku ma w torebce magazyn dla ludzi zajmujących się rzeźbieniem w glinie. Zaczął przeglądać obrazki i stwierdził, że mogłoby to być całkiem zmysłowe.

Advertisement

Reżyser zapisał się na lekcje garncarstwa razem z Moore. Ona załapała dość szybko, on zupełnie nie. Gdy Zucker zobaczył wszystko na żywo, nie był już wcale taki pewien, że to dobry pomysł, ale nie było już czasu na zmiany. Aktorka nie miała nawet okazji dokończyć swojego przyspieszonego kursu – na planie przebywali specjaliści, którzy rozpoczynali rzeźbić naczynie, a ona dosiadała się w trakcie.

Advertisement

Nieudana próba wspólnego lepienia garnka ze Swayze’em nie była planowana. To, co widzimy na ekranie, było czystą improwizacją. Wyglądało to jednak tak dobrze, że reżyser kazał aktorom kontynuować. Zauważono wtedy iskrę, której po prostu nie dało się zignorować. Z krótkiej, niezbyt istotnej sceny twórcy postanowili stworzyć kluczową dla atmosfery filmu sekwencję miłosną. Kiedy producentka Lisa Weinstein przyniosła na plan płytę ze starą piosenką Unchained Melody, wszyscy wiedzieli, że to jest to.

Co ciekawe, wcześniej nakręcono już scenę seksu między głównymi bohaterami. Sam i Molly kochali się w niej pod jedną z płacht, jakimi dziewczyna przykrywała swoje rzeźby. Wyglądało to tak, jakby otulał ich wielki spadochron. W końcu zgodnie stwierdzono jednak, że ta scena jest zupełnie niepotrzebna. To, co wydarzyło się między aktorami podczas tworzenia w glinie, wystarczało. Dokręcono, jak para przenosi się do salonu, a w połączeniu ze słynną piosenką dało to wprost niesamowity efekt.

Advertisement

Jedna wielka szczęśliwa rodzina

Uwierz w ducha to jednak nie tylko Moore i Swayze, ale też Whoopi Goldberg, brawurowo wcielająca się w Odę Mae Brown. To szczególna rola, dająca olbrzymie możliwości aktorskie. Na przesłuchaniach pojawiły się tłumy. Goldberg dowiedziała się o tym filmie od koleżanki, która sama brała udział w castingu i opowiadała, że o tę rolę stara się właściwie każda czarnoskóra aktorka. „Mówiła, że kobiety malowały twarz na czarno, aby mieć szansę to zagrać” – wspominała po latach Goldberg. Zaintrygowana, zadzwoniła do swojego agenta i zapytała, dlaczego nic nie wie o takiej produkcji. Ten odpowiedział jej prosto: „Oni ciebie nie chcą”. Twórcy uważali, że aktorka jest zbyt rozpoznawalna i kojarzy się z innymi postaciami.

Advertisement

ghost5

Przesłuchania nic jednak nie przyniosły. Kandydatki popisywały się swoimi umiejętnościami dramatycznymi, ale w ich wykonaniu rola była płaska, nijaka. Tak bardzo charakterystyczny, komediowy rys nadała tej bohaterce dopiero Whoopi. A w jaki sposób się do niej przekonano? Swayze, który od początku uważał, że właśnie ona najlepiej sprawdziłaby się jako Oda Mae, postawił ekipie ultimatum jeśli nie pozwolą mu na choćby jedną próbę z Goldberg, po prostu odejdzie. Szantaż zadziałał, a po pięciu minutach castingu wszystko było jasne. Poszukiwania aktorki można było zakończyć.

Ta rola była niczym napisana specjalnie dla mnie. Oda Mae utrzymuje się ze ściemniania – a co niby ja robiłam przez większość swojej kariery?

Z każdym dniem zdjęć wszyscy byli coraz bardziej przekonani, że biorą udział w czymś niezwykłym. Atmosfera była bardzo pozytywna, członkowie obsady oraz ekipa zachowywali się jak jedna wielka, szczęśliwa rodzina. Goldberg przyznawała, że nigdy nie chodziła do pracy z taką przyjemnością. Wtórował jej Swayze:

Advertisement

Owszem, zdarzały się między nami kłótnie, ale nikt nie urządzał awantur z powodu swojego ego. Każdemu po prostu strasznie zależało na tym, aby zrobić wspaniały film. To prawdziwe błogosławieństwo, że wystąpiłem w Uwierz w ducha, a jeszcze większą radość sprawia mi fakt, że obraz ten miał wpływ na tak wielu ludzi na całym świecie.

Uwierz w ducha zachwycił nie tylko publiczność, ale też krytyków i gremia przyznające branżowe nagrody. Film otrzymał pięć nominacji do Oscara – za najlepszy film, montaż, muzykę, scenariusz oryginalny oraz rolę Whoopi Goldberg. Dwie ostatnie zamieniły się na statuetki.

Po latach

Advertisement

Goldberg była pierwszą czarnoskórą aktorką, która zdobyła tę nagrodę od czasów Hattie McDaniel. Przeskoczyła do wyższej ligi, zostając w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych prawdziwą królową komedii. Czterokrotnie prowadziła też ceremonię wręczenia Oscarów. W 2001 roku ponownie wystąpiła u Zuckera w filmie Wyścig szczurów i był to tak właściwie jej ostatni głośny film. Od tamtej pory w kinie oglądamy ją rzadko. Aktorka została jedną z prowadzących program The View, zajęła się też produkcją musicali. Dwa lata temu błysnęła chwaloną rolą w telewizyjnym filmie O dzień za późno, o dolara za mało, ale wygląda na to, że nie był to zwiastun żadnego spektakularnego powrotu. Szkoda, że ten talent się marnuje.

ghost2

Demi Moore po premierze Uwierz w ducha była już gwiazdą pierwszego formatu. Niemoralna propozycja, Ludzie honoru, W sieci, Striptiz czy G.I. Jane to tylko kilka przykładów głośnych tytułów z jej udziałem. Do ostatniego z tych filmów aktorka ogoliła głowę, co odbiło się szerokim echem na całym świecie. Niestety, równie dużo mówiło się o wygórowanych żądaniach finansowych Moore – coraz częściej traciła ona role, gdyż wymagała zbyt wiele pieniędzy. Na planie ponoć regularnie zachowywała się jak diva, co nie poprawiło jej reputacji. Najpierw ona odrzucała role, potem zaczęło tych ról dla niej brakować. Obecnie Moore gra rzadko, a media skupiają się głównie na jej życiu prywatnym.

Advertisement

Wreszcie Patrick Swayze. Aktor miał szczęście zagrać w kilku świetnie przyjętych filmach, ale trzy z nich to dziś produkcje kultowe. Przed Uwierz w ducha był Dirty Dancing. W 1991 roku zagrał zaś w Point Break, który ugruntował jego pozycję jako hollywoodzkiego gwiazdora. Dwa tak wielkie sukcesy w tak krótkim czasie spowodowały, że jego kariera osiągnęła szczyt. Niestety, potem był już raczej tylko spadek w dół. Aktor zaliczył jeszcze pojedyncze udane produkcje, ale nigdy nie zbliżył się do popularności, jaką cieszył się na początku lat dziewięćdziesiątych.

Świat przypomniał sobie o nim dopiero, gdy w 2008 roku wykryto u niego nowotwór trzustki. Aktor sprawiał wrażenie silnego, kilka razy do mediów docierały informacje, że wygrywa walkę z chorobą, ale były to raczej PR-owe zagrywki mające uspokoić fanów. We wrześniu 2009 roku, zaledwie kilkanaście miesięcy po diagnozie, Swayze zmarł. Gdy dziś ogląda się jego występ w Uwierz w ducha, nabiera on jeszcze bardziej szczególnego znaczenia.

Advertisement

*

Scenarzysta uważa, że sukces filmu polegał na prostym pomyśle – nieżyjący mężczyzna dostaje szansę powiedzenia „Kocham cię” osobie, której nie mówił tego, gdy miał okazję.

Advertisement

Wielu ludzi marzy przecież o takiej sytuacji – że zmarły bliski jakoś przedostanie się do nas z tamtej strony. Ten film pokazuje świat, w którym miłość trwa nawet po śmierci.

Mimo pewnej patetyczności historia ta obroniła się przed nadmierną sentymentalnością i kiczem. Wzniosłe sceny czy gesty często znajdują tutaj przeciwwagę, i nie mam tu na myśli jedynie ekscentrycznej Ody Mae. W końcowej scenie filmu, gdy Molly wreszcie widzi Sama i całuje go po raz ostatni, żegna się z nim przecież poprzez krótkie See ya (w wolnym tłumaczeniu Na razie).

Ten film mógł być wielką katastrofą – pomysł, zwłaszcza jak na czasy powstania, był dość ryzykowny. Ponadto mieliśmy tu połączenie kilku zupełnie różnych gatunków. Trochę w tym melodramatu, trochę fantasy, trochę komedii, trochę thrillera. Takie osobliwe miksy rzadko kończą się dobrze. W Uwierz w ducha jednak się udało. To, co mogło być fatalną pomyłką, tutaj okazało się ogromną zaletą. Ten film jest jednym z tych nielicznych przypadków, kiedy wszystko zagrało. Jasne, oglądając go dzisiaj, można czepiać się kilku rzeczy. Podobnych historii powstało od tamtej pory co najmniej kilka i jest z czym porównywać, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że to jedynie sprawnie zrealizowane podróbki.

Advertisement

Co z tego, że niektóre efekty specjalne Uwierz w ducha mogą śmieszyć – najważniejsze, że ten obraz ma duszę. Porusza widzów na całym świecie, bez względu na szerokość geograficzną. Tego nie kupi się za żadne pieniądze, nie załatwią tego żadne najnowsze technologie.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *