Connect with us

Publicystyka filmowa

THE MIDNIGHT GOSPEL. Nie to, czego się spodziewaliście

W THE MIDNIGHT GOSPEL Clancy, hodowca symulacji, wyrusza w surrealistyczne podróże po galaktyce, odkrywając absurdy życia i śmierci.

Published

on

THE MIDNIGHT GOSPEL. Nie to, czego się spodziewaliście

Nie łudźcie się – to zupełnie nie to, czego się spodziewaliście. Skojarzenia z Pora na przygodę! lub Rickiem i Mortym są co prawda zasadne, ale to zupełnie nie ta para kaloszy. To, co zapoda wam Pendleton Ward w swoim absurdalnie psychodelicznym The Midnight Gospel, albo pozytywnie was zaskoczy i wciągnie bez reszty, albo odrzuci już na samym starcie.

Advertisement

Netflix osadził ten serial w kategoriach „zagmatwany”, „o nietypowej tematyce”, „intelektualny”, ale to jedynie wierzchołek góry lodowej. Wierzcie mi, że jeśli zechcecie zmierzyć się z The Midnight Gospel, musicie być świadomi tego, że ten serial może zmieść was z planszy. 

„Cześć, chcesz wziąć udział w moim kosmocaście?”. Clancy to nierozgarnięty czterdziestoletni Ziemianin, który kupił tanio działkę w sieci i osiadł na niej, by wieść nieskalane troskami sielankowe życie hodowcy symulacji. Co dzień uprzejmy głos komputera zaprasza go do eksplorowania nowych, coraz to bardziej fantazyjnie przedziwnych planet. I tutaj się zatrzymajmy na sekundę. Myśl, że The Midnight Gospel to absurdalnie komiczny serial o podróżach po galaktyce z punktu widzenia osoby na solidnej dawce kwasu, jest niezwykle zwodnicza.

Advertisement

Każdy odcinek to kolejna autonomiczna podróż głównego bohatera, niosąca za sobą inny bagaż doświadczeń, obfitująca w przeżycia i rozmowy o solidnych intelektualnych podłożach. Bo to na rozmowach opiera się ten serial. Clancy w każdym odcinku znajduje niezwykle interesującego rozmówcę do swojego podcastu, a właściwie kosmocastu, który ten wytrwale nagrywa dla swojego jednego wiernego subskrybenta. Nagrywanie rozmów do podcastu staje się osią fabularną serialu. 

Ale i rozmówcy Clancy’ego nie są przypadkowi. Na tym opiera się największa siła The Midnight Gospel – w każdym pojedynczym odcinku występują gościnnie znane osobistości podszywające się pod fantastycznie groteskowych bohaterów animacji. Gośćmi są między innymi dr Drew Pinsky, terapeuta, specjalista od medycyny uzależnień, który pod przykrywką karłowatego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki walczącego z apokalipsą zombie prezentuje swoje poglądy na temat zażywania narkotyków. Jest również Anne Lamott, amerykańska pisarka, która w czuły sposób opowiada o doświadczeniach alkoholizmu, śmierci i Chrystusowej miłości, ubrana w kostium piesopodobnego rogatego zwierza.

Advertisement

A także Trudy Goodman, nauczycielka buddyjskich technik medytacji jako wojowniczka chcąca pomścić śmierć ukochanego. Albo Caitlin Doughty – youtuberka, pisarka, przedsiębiorczyni pogrzebowa, opowiadająca o śmierci i pośmiertnych rytuałach w stroju mało ponurej kostuchy. Każdy odcinek krąży więc wokół innej osoby, innego tematu, innego wywiadu-rzeki. Każdy kolejny jest również swoistą namiastką, zgrabnym streszczeniem filozoficzno-egzystencjalnych poglądów występującego gościa.

Mimo wszystko postaram się to podkreślić jeszcze dobitniej i wyraźniej – The Midnight Gospel nie jest przyjemnym wypełniaczem czasu, nie jest przystępnym serialem do obiadu czy kilkudziesięciominutową sesją wieczornego relaksu. Każdy pojedynczy odcinek serialu Pandletona Warda to jakby osobna absorbująca maksimum uwagi sesja czy wykład wypełniony po brzegi filozofią, metafizyką i egzystencjalizmem. Dlatego podejrzewam, że jeszcze nie raz do niego wrócę, by przyswoić sobie te bogate w treść, emocje i znaczenia rozmowy. To serial, który trzeba sobie dawkować – jest angażujący pod względem psychicznym oraz emocjonalnym, ale jest tego cholernie wart.

Advertisement

Szczególnie, jeśli ma się na uwadze ostatni odcinek. Srebrna mysz, bo taki nosi tytuł, jest nieco dłuższy i przybiera jeszcze bardziej psychodeliczną, narkotyczną formę niż poprzednie odcinki. Odcinek płynie z nurtem rozmowy głównego bohatera, Clancy’ego, z jego zmarłą matką, która opowiada mu o doświadczeniu macierzyństwa, matczynej miłości, w końcu strachu przed śmiercią oraz samej śmierci. Cały odcinek to jedna wielka piękna metafora kręgu życia – dwójka bohaterów starzeje się lub młodnieje w trakcie tej przejmującej, emocjonalnej rozmowy. Emocje, które niesie za sobą Srebrna mysz, są tak duże dlatego, że rozmowa Clancy’ego i jego mamy jest zbudowana na podwalinach rzeczywistej rozmowy umierającej matki z synem.

Duncan Trussell, aktor podkładający głos pod głównego bohatera, Clancy’ego, nagrał rozmowę ze swoją umierającą matką Deneen Fendig, której prawdziwe słowa rozbrzmiewają w odcinku. W Srebrnej myszy wykorzystano prawdziwe nagrania rozmowy Trussella i jego matki. Fakt ten sprawia, że odcinek nabiera nowego, rozdzierającego serce znaczenia. Oto fragment wypowiedzi Duncana Trussela na temat ostatniego odcinka:

Advertisement

Nie chciałem rozmawiać, nie mogłem po prostu poradzić sobie z faktem, że będzie to prawdopodobnie jedna z ostatnich naszych rozmów. Było to dla mnie czymś zdumiewającym. Umierała i powiedziała: „Dlaczego mielibyśmy tego nie robić? Zróbmy to, nagrajmy podcast”. Więc nagraliśmy, ale wtedy nie miałem oczywiście pojęcia, że to nagranie koniec końców zostanie zanimowane w serialu Netfliksa i trafi do wielu, wielu ludzi. 

Srebrna mysz jest moim zdaniem pięknym i rozdzierająco szczerym studium oswajania się ze śmiercią. Bez grama sztuczności i patosu. Co więcej, wierzę, że może być kojącą serce terapią dla osoby borykającej się ze stratą kogoś bliskiego. Być może nie będzie to czynnik wyjątkowo zachęcający, ale przyznam, że ostatni odcinek serialu wycisnął ze mnie szczere łzy smutku i wzruszenia, co naprawdę nie dzieje się często. Warto obejrzeć The Midnight Gospel chociażby dla ostatniego odcinka, który udowadnia, że to trochę więcej niż zwykły serial.  

Na koniec warto także wspomnieć o tym, co jako pierwsze rzuca się w oczy. Animacja The Midnight Gospel to element najbardziej zwodniczy – sugeruje zaś, że serial będzie czymś beztrosko absurdalnym, zdystansowanym do poważnych ambitnych treści. W rzeczywistości jednak ta prawdziwie fever dreamowa animacja w połączeniu z filozoficzną tematyką tworzy efekt przypominający narkotyczne majaki kogoś, kto właśnie osiąga kolejny etap wtajemniczenia kosmicznej świadomości. Animacja swą elastycznością przywodzi na myśl Pora na przygodę!, wcześniejszy serial Pendletona Warda.

Advertisement

Jednak w przypadku The Midnight Gospel szata graficzna jest jeszcze bardziej wybujała. To słodko-kwaśna, rozlazła, zawiła epileptyczno-bagnista psychodelia. Feeria barw i kształtów z najgłębszych pozaziemskich narkotycznych wizji, pod płaszczykiem których przemycane zostają poważne filozoficzno-egzystencjalne rozkminy przeplatane zgrabnie absurdalnym humorem.

Tematyka religii, duchologii, buddyzmu i medytacji, jak również narkotyków oraz psychodelików – wszystko to przewija się praktycznie w każdym odcinku. Już pierwsza rozmowa z pierwszego odcinka Smak króla naprowadza nas na to, że narkotyczna stylistyka będzie tu odgrywać kluczową rolę. Ta swoista narkotyczność dostrzegalna jest nawet w tej warstwie animacji, która sprawia, że ruch obiektów i postaci nie przepływa w sposób płynny – jest jakby spowolniony, zacinający się, co ma zapewne przywodzić na myśl odbieranie rzeczywistości przez osobę na tripie.

Advertisement

Widzowie trzymający chłodny dystans do tematu narkotyków mogą więc szybko się zniechęcić, co rozumiem – sama miałam na początku pewne obawy, które na szczęście szybko rozpłynęły się w wielobarwnej chmurze nasiąkniętej kwasem. Sama jednak przyznam, nie zachęcając do złego, że The Midnight Gospel jest nieco lepiej przyswajalnym serialem, gdy ogląda się go pod wpływem alkoholu, co przetestowałam, oglądając drugą połowę w towarzystwie kilku butelek piwa. 

The Midnight Gospel nie spełnił moich oczekiwań. I bardzo dobrze, bo wynagrodził to z nawiązką. Mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że takiego serialu animowanego jeszcze nie było i nawet o tym nie wiedząc, wszyscy na taki skrycie czekaliśmy. Jest to jednak serial wymagający dużego skupienia, uwagi oraz pilnego słuchania. Każdy odcinek rodzi nowe głębokie tematy do poważnych angażujących rozmów o życiu i śmierci. O nadziejach, stratach, lękach, o bólu i płaczu nim spowodowanym. Może być trochę jak medytacja, a jak głosi jedna z kwestii z serialu: „Medytacja to przygotowanie do śmierci”.  

Advertisement

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *