Publicystyka filmowa
Sztuczne światy – GANDAHAR
W GANDAHAR odkrywamy utopijny świat, gdzie spełnienie i marginalizacja zderzają się w walce o przetrwanie. Zjawiskowa animacja i głębokie przesłanie.
Utopijna kraina obserwowana z dwóch punktów widzenia – opływających w dobrobyt i zepchniętych na margines – oraz ich starcie to jeden z motywów przewodnich w twórczości Renégo Laloux. Z zaledwie trzech jego pełnometrażowych animacji największy rozgłos zdobyła Dzika planeta z 1973 roku. Zachwycający jest pokazany tam fantastyczny świat, pełen dziwnych stworzeń i roślin, gdzie dominuje kosmiczna rasa Draagów, a ludzie (nazywani Omami) są zdegradowani do roli szkodników, w najlepszym wypadku zwierząt domowych. Ponadczasowe przesłanie i sugestywna wizja świata oraz pierwszorzędna animacja i rysunki Rolanda Topora złożyły się na nietuzinkową produkcję, która przeszła do historii kina.
Potem Laloux współpracował z francuskim rysownikiem Jeanem Giraudem (znanym lepiej pod pseudonimem Mœbius), z którym zrealizował w 1982 roku animację Panowie czasu. Trzecią, ostatnią pełnometrażową produkcją Laloux był Gandahar z 1987 roku.
Tym razem głównym artystą plastykiem pracującym z reżyserem był autor komiksów Philippe Cazaumayou (znany jako Caza). Panowie mieli dużo pomysłów, a ostatecznie wybór padł na opowiadanie Jeana-Pierre’a Andravona pt.: Ferroidy przeciwko Gandaharianom. Wizja idyllicznej krainy żyjącej w zgodzie z przyrodą w starciu z armią metalowych ludzi była bardzo w stylu Laloux, a przewijające się w tle motywy eksperymentów genetycznych i podróży w czasie stanowiły o ambicji tego projektu. Prace odkładano w czasie ze względu na inne zobowiązania reżysera, a kiedy już znalazł się czas, zaczęły być potrzebne nakłady ludzi i pieniędzy.
Oba problemy rozwiązała oferta… Korei Północnej, która zaoferowała stu pięćdziesięciu swoich animatorów i grafików za bezcen. Laloux, który wcześniej współpracował z Czechosłowakami (przy Dzikiej planecie) i z Węgrami (przy Panach czasu) przyjął hojną ofertę i prace nad Gandaharem przeniosły się do Pjongjangu.
Współpraca dwóch Francuzów z kompanią Azjatów nie należała do najłatwiejszych, co odzwierciedlają barwne anegdoty z tego okresu. Podobno Koreańczycy z północy byli tak hermetycznym społeczeństwem, że ich świadomość różnorodności kultur na świecie była dość ograniczona. Do tego stopnia, że mówiąc o określonych stylach, jak choćby o orientalnym, Laloux i Caza musieli najpierw pokazywać na przykładach, co mają na myśli. Równie osobliwa była inna techniczna kwestia. W filmie prawie wszystkie kobiety nie zakrywały swoich pełnych, kształtnych piersi, które nie mieszczą się w północnokoreańskim kanonie.
Chodzą słuchy, że trzeba było przemycić do Pjongjangu kilka francuskich magazynów dla dorosłych, żeby koreańscy animatorzy opatrzyli się i wiedzieli dokładnie, jakie kształty mają mieć Gandaharianki i przenieść je na taśmę.
Prace nad Gandaharem ukończono, francuska premiera się odbyła, a film zdobył w kraju popularność. Jednak problemy związane z dystrybucją uniemożliwiły rozpowszechnienie filmu na świecie z odpowiednią kampanią promocyjną, choć w powstanie wersji anglojęzycznej zaangażowali się sam Isaac Asimov (którzy przetłumaczył scenariusz) i Harvey Weinstein, który przyczynił się do rozpowszechnienia Gandaharu, choć kazał go ocenzurować i nieco skrócić.
Współpraca Laloux, Cazy i kompanii animatorów z Korei Północnej zakończyła się sukcesem artystycznym. Utopijna rzeczywistość Gandaharu jest bardzo złożona i wizjonerska. Rolnicza społeczność kosmicznych ludzi uprawia ziemię, dba o nią i żywi się jej owocami. Wszystkie zwierzęta pomagają mieszkańcom i służą im za przedłużenie zmysłów, jak choćby jednookie ptaki-zwiadowcy, które patrolują teren i alarmują o ewentualnym zagrożeniu. Istnieje wręcz rodzaj symbiozy między Gandaharianami a resztą stworzeń, czego przykładem może być scena w prologu, gdzie kobieta karmi piersią zwierzę, które chwilę wcześniej wyszło z kokonu zwisającego z dużej rośliny.
Związki między fauną, florą i ludźmi przenikają się wzajemnie i uzupełniają. Stolicą jest Jaspera, nad którą góruje potężna rzeźba-pałac w kształcie nagiej kobiety. To siedziba królowej Ambisextry, która wraz z Radą Kobiet i doradcą Blaminhoem rządzą Gandaharem i pielęgnują zaprowadzoną równowagę. Idyllę przerywają makabryczne ataki tajemniczych intruzów, którzy zamieniają ludzi w kamienie i wywożą w nieznane miejsce. Królowa w porozumieniu z Radą Kobiet wysyła najlepszego ze strażników – Sylvaina – by dowiedział się, co jest źródłem zagrożenia.
Okazuje się, że to armia Ferroidów – czarnych, metalowych istot uzbrojonych w laserową broń. Ponieważ Gandaharianie to pacyfiści, są przez nich szybko dziesiątkowani, ładowani na transportery i zwożeni do obozu. Po co? Tego nikt nie wie, ale wygląda to na dobrze zaplanowaną, masową eksterminację. Strażnik Sylvain wyrusza z Jaspery poznać zagrożenie i w miarę możliwości wyeliminować je. Po drodze ma jednak przymusowe lądowanie na pozornie bezludnym terytorium poza stolicą. Znajduje go grupa zdeformowanych mutantów – transformerów – którzy nie tylko nie są wrogo nastawieni, lecz także wtajemniczają Sylvaina w mroczną przeszłość Gandaharu.
Z czasem okaże się, że życie w pokoju i w zgodzie z przyrodą to tylko jedna strona tej utopijnej krainy. Druga strona ma bezpośredni związek z inwazją Ferroidów i przepowiednią, którą Sylvain słyszy od jednego z transformerów:
Za tysiąc lat Gandahar zniszczono, a mieszkańców zamordowano, a przed tysiącem lat Gandahar będzie uratowany i uniknie tego, co nieuniknione.
Mimo różnorodności świata przedstawionego i oryginalnych zwrotów akcji ostatni film Renégo Laloux jest dość nierówny i ostatecznie seans wymaga dodatkowej porcji cierpliwości. Przede wszystkim uciążliwa jest toporna i sztywna animacja postaci i ruchomych elementów filmu. W dialogach i spokojniejszych scenach nie ma tego problemu, ale wszystkie sceny akcji wyglądają tak, jakby działy się w spowolnieniu. Biorąc pod uwagę, że jednym z głównych wątków jest tu konflikt zbrojny na masową skalę, trudno przemilczeć ten mankament. W Dzikiej planecie też nie było zbyt dynamicznie, ale tam sceny były inaczej zaprojektowane i nie było to takie rażące.
Poza tym tamten film w ogóle miał inny klimat i był bardziej stonowany. W Gandaharze dzieje się dużo, a jeśli główny bohater ma być najlepszy w tym, co robi, to musi być przekonujące. Niestety mozolnie poruszające się, jakby walczące z powietrzem postacie, odciągają uwagę od śledzenia kolejnych wydarzeń.
Mimo wszystko Gandahar jest godny uwagi i wart seansu. Choć czuć niewykorzystany potencjał świata przedstawionego, Laloux i Caza i tak pokazali sporą różnorodność zarówno fauny i flory, jak i rozwoju technologicznego. Film został dostrzeżony również przez polskiego dystrybutora i doczekał się profesjonalnego dubbingu (w wykonaniu m.in. Adama Ferencego i Leszka Teleszyńskiego). Gandahar to z jednej strony zaskakująco udany eksperyment filmowy, którego proces realizacji jest równie ciekawy jak fabuła. Z drugiej strony to fantastyczny świat, w którym czuć świeżość mimo upływu lat i postępu sztuki filmowej.
