Publicystyka filmowa
ŚWIETNE SCENY w KIEPSKICH filmach MARVELA
ŚWIETNE SCENY w KIEPSKICH filmach MARVELA to podróż przez komiksowe nieudane produkcje, które jednak oferują niezapomniane momenty.
Dziś Marvel kojarzy się już dość jednoznacznie z kinowym uniwersum zarządzanym przez Disneya, ale jeszcze niedawno ekranizacje komiksów tego amerykańskiego giganta powstawały w sposób dużo bardziej przypadkowy, co skutkowało powstaniem przynajmniej kilku kiepskich filmów. Nie oznacza to jednak, że produkcje te nie potrafiły dostarczyć widzom naprawdę udanych scen.
O kilku z nich poniżej.
Daredevil – Matt idzie spać
https://www.youtube.com/watch?v=AEP-h13j9ns
Daredevil z Benem Affleckiem był filmem dalekim od perfekcji i dziś postać ta kojarzona jest raczej z serialem Netflixa o tym samym tytule, ale zawsze będę bronił przynajmniej kilku scen i rozwiązań zaproponowanych w produkcji z 2003 roku. Za bardzo ciekawy – chociaż raczej niezbyt mądry – uważam m.in. pomysł, by Matt spał w czymś na kształt wypełnionej wodą trumny, która oddziela go od dźwięków miasta. W bardzo mrocznej i gorzkiej scenie zobaczyć możemy, jak słyszy odgłosy popełnianej na kobiecie zbrodni, ale – zdając sobie zapewne sprawę, że nie jest w stanie uratować wszystkich – ignoruje swoje zmysły i idzie spać.
X-Men: Ostatni bastion – Logan zabija Jean
Zwieńczenie pierwszej serii filmowych X-Men to produkcja z wieloma wadami i mimo przynajmniej kilku jasnych punktów, uznawany jest słusznie za film nieudany. Trudno mi jednak nie zauważyć, że w Ostatnim bastionie znalazło się miejsce dla jednej z najlepszych scen całej serii – tej, w której Logan zabija Jean. To nie tylko bardzo efektowny, wizualnie dopieszczony moment z naprawdę znakomitym podkładem muzycznym, ale przede wszystkim istny emocjonalny pocisk.
Logan mimo trudności zbliża się do swojej ukochanej. Ta, nie potrafiąc zapanować nad swoimi mocami i umysłem, prosi go, aby ją uratował. Rosomak wyznaje jej miłość i wbija swoje pazury w jej brzuch. Tragiczny finał niespełnionej miłości i naprawdę przekonujący Hugh Jackman.
Spider-Man 3 – Flint staje się Sandmanem
Kolejny finał superbohaterskiej trylogii i kolejny film wątpliwej jakości. Praca nad Spider-Manem 3 przebiegała w tak niekomfortowych warunkach, że nawet reżyser otwarcie nazywa go dziś filmem nieudanym. W ferworze pokracznych dialogów, telenowelowych wątków i tańców (ten film ma DWIE, niezależne od siebie sceny tańca) udało się jednak przemycić scenę może nie do końca logiczną, ale wciąż bardzo udaną. Mowa tu o scenie narodzin jednego z antagonistów filmu, czyli poruszającym (świetny motyw muzyczny!) powstaniu Sandmana, której dramatyzm wpisuje się w cały wątek Flinta Marko – złych decyzji podejmowanych z miłości do córki.
Punisher: Strefa wojny – Frank przerywa urodziny
https://www.youtube.com/watch?v=RWaVz2wVQCc
Punisher: Strefa wojny miał być w założeniu – a może w ramach pobożnych życzeń fanów – filmem, który w końcu odda sprawiedliwość kultowej postaci Franka Castle’a. Ostatecznie skończyło się na filmie niesamowicie kampowym, przesadnie brutalnym i przedziwnie opartym na rozwiązaniach fabularnych Batmana z 1989 roku. Nie można mu jednak odmówić jednego – niezwykle efektownych scen akcji, z których szczególne wrażenie robi ta otwierająca film.
Bohater grany przez Raya Stevensona brutalnie przerywa urodzinową kolację jednego z mafijnych bossów i w swoim ulubionym stylu (urządzając krwawą rzeź) pozbawia życia wszystkich biorących w niej udział.
X-Men Geneza: Wolverine – Victor zabija Johna
https://www.youtube.com/watch?v=alIknfQsg3Q
Jeśli X-Men: Ostatni bastion rozczarował fanów, to X-Men Geneza: Wolverine trudno nazwać inaczej niż kompletną porażką. Poza jednym może elementem, czyli świetnie sportretowaną przez Lieva Schreibera postacią Victora, starszego brata tytułowego bohatera. Jedną z najlepszych scen (chociaż nie jedyną) z jego udziałem jest ta, w której zabija postać graną przez Will.i.ama, brutalnie – i dosłownie! – chwytając kręgosłup teleportera. Niepokojąca i mroczna scena. Mocno w opozycji do większości filmu.
Niesamowity Spider-Man 2 – Peter spotyka się z Gwen
O ile Niesamowitego Spider-Mana polubiłem, mimo kilku niedociągnięć, od razu, o tyle jego sequel zupełnie mi nie podszedł. Widać było tu wyraźnie niepotrzebne przekierowanie klimatu w rejony próbującego naśladować Kinowe Uniwersum Marvela oraz kompletny scenariuszowy chaos. To, czego jednak twórcom nie udało się zniszczyć, to naturalna chemia między Adrew Garfieldem a Emmą Stone. Szczególnie dobrze wypada to w scenach dalekich od trykociarskich standardów – na przykład tej, gdy para spotyka się po rozstaniu i w bardzo naturalny sposób „wypomina” sobie swoje najbardziej urocze cechy. Widać tu rękę reżysera, który zasłynął niezwykle udaną komedią romantyczną (500 dni miłości).
X-Men: Mroczna Phoenix – Eric podsumowuje Charlesa
Na koniec przykład dość świeży, i to nie do końca naprawdę udanej sceny. W wieńczącym główną serię X-Men filmie po raz kolejny (który to już?) oglądamy starcie idei Erica i Charlesa.
Ten pierwszy w końcu wygarnia dawnemu przyjacielowi: „Zawsze jest ci przykro, Charles. I zawsze wygłaszasz mowę. I nikogo już to nie obchodzi”. Cóż za wspaniałe metaodniesienie do sytuacji, w którą zapędzili scenarzyści tę markę!
Dodalibyście jakieś sceny od siebie?
