Seriale TV

OSTRE PRZEDMIOTY. Recenzja pierwszego odcinka nowego serialu HBO

Ten serial to klimat, klimat i jeszcze raz klimat - duszny, męczący, dla niektórych pewnie niełatwy w odbiorze. To nie jest lekka wakacyjna rozrywka

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

Małe miasteczka kryją wielkie tajemnice

To jedna z najgłośniejszych premier telewizyjnych tego roku. Dlaczego? Po pierwsze, HBO nie schodzi poniżej pewnego poziomu, mają na swoim koncie produkcje wprost wybitne i zawsze można spodziewać się od nich kolejnej perełki. Po drugie, Ostre przedmioty są ekranizacją bestsellerowej powieści Gillian Flynn, czyli autorki Zaginionej dziewczyny. Każdy, komu podobał się film Davida Finchera, z pewnością powinien zainteresować się również tym tytułem, zwłaszcza że Flynn na liście płac figuruje też jako scenarzystka i producent wykonawczy. Po trzecie, za reżyserię wziął się Jean-Marc Vallée, odpowiedzialny za sukces Wielkich kłamstewek. Po czwarte, w głównej roli możemy oglądać pięciokrotnie nominowaną do Oscara Amy Adams, jedną z najciekawszych współczesnych aktorek. Mało? Jest i piąty powód – Ostre przedmioty idealnie wpisują się w obecne hollywoodzkie nastroje, na pierwszym planie prezentując nam złożone portrety kobiet. 

Główną bohaterką tej historii jest Camille Preaker, trzydziesto-, może czterdziestoletnia dziennikarka. Kobieta ewidentnie nie może poradzić sobie z przeszłością, a znieczula się, sięgając po wódkę i samookaleczając. W pracy, choć talent ma, również sobie nie radzi – wszystko robi bowiem na pół gwizdka. Wyjazd do rodzinnego miasteczka na Południu, by zbadać temat zamordowanej nastolatki oraz jej koleżanki, która zaginęła niedługo później, może być dla niej szansą odbudowania swojego życia. Redaktor naczelny, traktujący Camille niemal jak córkę, wysyła ją tam nie tylko po to, aby jej kariera wreszcie ruszyła z miejsca, ale również po to, by Camille zmierzyła się z dręczącą ją traumą.

Przeszłość bohaterki pokazywana jest w formie krótkich wspomnień, sennych majaków

O tym, co stało się wiele lat wcześniej w maleńkim Wind Gap, nie wiemy wiele. Camille postanowiła stamtąd uciec i przez ten czas prawie nie utrzymywała kontaktu z matką. Młodszej przybranej siostry właściwie nie zna. Przeszłość bohaterki pokazywana jest nam na ekranie w formie krótkich wspomnień, migawek, sennych majaków (ciekawostka: w młodszą wersję tej postaci wciela się znana z To Sophia Lillis – dobry wybór, prawda?). Być może nawet sama Camille nie wie do końca, co się tam kiedyś wydarzyło. Odkrywanie tej historii będzie prawdopodobnie równie ważne, jak zagadka związana ze śmiercią i zaginięciem nastolatek. Z tych rozrzuconych puzzli z każdym odcinkiem powinien układać się coraz wyraźniejszy obrazek.

Po pierwszym odcinku można stwierdzić jedno: ten serial to klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Podobnie jak to było w Wielkich kłamstewkach, mamy do czynienia z oryginalnym sposobem narracji. Teoretycznie historia snuje się, tempo jest wolne, może chwilami aż za bardzo. Ale to wszystko jest zamierzone. Ten południowy upał i brud czuje się przez ekran. Ostre przedmioty są duszne, męczące, dla niektórych pewnie niełatwe w odbiorze. Camille nie chce być w Wind Gap, nie chce mieć kontaktu z tamtymi ludźmi, i widz doskonale to rozumie. Jak mówi sama bohaterka w jednej ze scen, tam nie ma małomiasteczkowego uroku, a raczej prowincjonalny zaduch. Trudno o lepsze podsumowanie.

Camille to bohaterka, którą trudno polubić

Na plus wyróżnia się też oczywiście obsada. Nagrody Emmy i Złote Globy posypią się w przyszłym roku, bez dwóch zdań. Amy Adams jest aktorką wybitną, właściwie każda jej kreacja niesie ze sobą coś wyjątkowego i ten serial nie stanowi tu żadnego wyjątku. Wręcz przeciwnie – to może być rola kultowa. Mało mieliśmy w telewizji takich nieoczywistych bohaterek. Bo Camille tak naprawdę trudno polubić – jest nieczuła, skupiona na sobie, wydaje się, że za łatwo się poddała. A jednak, wraz z kolejnymi tajemniczymi retrospekcjami, zaczynamy jej coraz bardziej współczuć i kibicować, by w końcu udało jej się ujarzmić demony z przeszłości. Te demony mają zapewne wiele wspólnego ze śmiercią jej młodszej siostry Marian oraz matką Adorą, która nigdy się z tym nie pogodziła i od tamtej pory żyje niczym w bańce. Dystyngowana, chłodna, stworzyła swój dom na wzór idealnego domku dla lalek. Camille nie chciała w nim mieszkać, a jej przybrana siostra Amma (to może być bardzo, bardzo ciekawa postać) ma dwa oblicza. W domu jest idealną, ułożoną córeczką z kokardami we włosach, poza domem… lepiej sami to zobaczcie. W Adorę wcieliła się Patricia Clarkson, prawdziwa mistrzyni charakterystycznych ról drugoplanowych, i wszystko wskazuje na to, że będzie to kolejny ważny punkt w jej filmografii.

Przyznam szczerze, że Ostre przedmioty w wersji książkowej nie urzekły mnie. Owszem, Flynn stworzyła ciekawą bohaterkę i bardzo dobrze odmalowała miejsce, w którym rozgrywa się akcja, ale sama fabuła była mocno rozczarowująca, zwłaszcza w porównaniu z Zaginioną dziewczyną i Mrocznym zakątkiem. Jestem ciekaw, jak twórcy podeszli do tego tematu. Na razie zapowiada się na dość wierną ekranizację, ale już widać, że to, co było w tej powieści najlepsze, w serialu HBO zostało podniesione do potęgi. Nie będzie to lekka wakacyjna rozrywka z zagadką kryminalną – tego się po tej produkcji nie spodziewajcie. Ale jeśli lubicie mroczne, duszne, wypełnione klimatem seriale, pokazujące poturbowanych przez życie ludzi, Ostre przedmioty są pozycją dla was.

Ostatnio dodane