Connect with us

Publicystyka filmowa

SERIALE, które warto obejrzeć w oczekiwaniu na nowy sezon WIEDŹMINA

Sześć seriali, które umilą wam czas oczekiwania na nowy sezon „Wiedźmina”. Nie tylko w duchu fantasy.

Published

on

SERIALE, które warto obejrzeć w oczekiwaniu na nowy sezon WIEDŹMINA

Jeśli tak jak ja nie możecie doczekać się nowego sezonu Wiedźmina, bo grę komputerową dawno już przeszliście, a książkowy Miecz przeznaczenia znacie od deski do deski, możecie umilić sobie ten czas seansem serialu realizującego podobne założenia. Niekoniecznie w duchu fantasy, choć z pewnością opowiadającego o wielkim bohaterstwie.

Advertisement

Spartakus

Patrząc pod kątem akcji i posiłkując się profilem głównego bohatera, zachodzi wiele zbieżności między Spartakusem a Wiedźminem.

Rosły wojownik o oczach żarzących się gniewem niemal na każdym kroku musi udowadniać światu swą wartość, by cena, jaką się za niego płaci, ani trochę nie zmalała. Te kilka sezonów przygody ze Spartakusem to przede wszystkim dość intensywna przygoda w duchu kina eksploatacji, która swoim znakiem rozpoznawczym uczyniła brutalność i seks. Wiedźmin póki co aż tak mocno w te rejony nie skręcił, ale jak dobrze wiemy, nie jest to też historyjka dla dzieci. W drugim sezonie liczę na jeszcze więcej emocjonujących pojedynków przywodzących na myśl krwawe arenowe batalie ze Spartakusa.

Advertisement

Wikingowie

Jeśli rzecz tyczy się bohaterstwa i honoru, to najciekawszymi rycerzami współczesnej telewizji, o dziwo, okazują się być Wikingowie. To, co w sposób bezpośredni łączy ich z postacią wiedźmina, to wola życia na własnych warunkach. Wbrew konwencjom i upodobaniom. Wiedźmin, niczym rasowy wiking, wierny jest tylko jednemu – własnemu sumieniu.

To przemierzający świat nonkonformista, który za garść dolarów więcej włoży głowę tam, gdzie inni boją się włożyć nogę. Dokładnie za takich wojowników uchodzili serialowi Wikingowie, których główna siła polegała na odwadze, sprawności i wręcz szaleńczej determinacji. Takim to tylko z drogi schodzono, by uniknąć krwawego podboju. Serialowa saga może i zakończyła się w sposób rozczarowujący, ale na zawsze pozostanie w moim sercu jako kapitalny przykład opowieści o facetach, którzy potrafią bijącą od siebie aurą niszczyć każdą napotkaną przeszkodę.

Advertisement

Herkules

Schemat, na którym została zbudowana książkowa i serialowa historia Wiedźmina, to żadna nowość. Zagubiona dusza odcięta od rodziców szuka swego miejsca w świecie, starając się czynić trochę dobra i przyjmując przeróżne zlecenia.

Wykorzystuje do tego swoją siłę, spryt i… względy bogów. Herkules był serialem przygodowym, który przez lata emitowała stacja Polsat. Mam wrażenie, że śmiało można powiedzieć, iż produkcja wypracowała sobie w latach 90. status serialu kultowego. Trochę dziwi mnie, że potencjał, jaki tkwi zarówno w postaci Herkulesa, jak i samej mitologii greckiej, stanowiącej literackie źródło tych historii, wciąż został przez kino tak słabo wykorzystany. Nostalgiczne wspomnienie, w którym prym wiedzie Kevin Sorbo, wciąż jednak zawiera w sobie silny ładunek emocjonalny, gdyż przypomina nam czasy bohaterstwa serwowanego w wyjątkowo przystępny, bezpretensjonalny, wręcz jawnie kiczowaty sposób.

Advertisement

Castlevania

To, co przyciąga nas do postaci Geralta z Rivii, wiąże się nie tylko z jego męstwem, ale też rodzajem zagrożenia, z jakim się mierzy. Wiedźmin jest bowiem facetem od brudnej roboty za sprawą swoich umiejętności eliminowania z tego świata najgorszych kreatur. Blisko mu zatem do Trevora Belmota, łowcy wampirów, dla którego walka z piekielnymi pomiotami jest jak spacer po parku.

Muszę przyznać, że oglądając Castlevanię, podziwiam przede wszystkim kunszt realizacyjny i konsekwencję twórców w jego utrzymywaniu. Jeszcze nie miałem okazji zapoznać się z najnowszym, czwartym sezonem tej produkcji, ale tego, że poziomem nie odstaje od reszty, jestem pewien jak księżyca nocą i słońca za dnia. Ta produkcja przyzwyczaiła mnie bowiem do tego, że z gotyckiego mroku robi sztukę, a brutalnością i ciekawymi dialogami buduje wciągający klimat. I uwaga – jest to pewnie jedna z najciekawszych, jeśli nie najlepszych serialowych adaptacji gier komputerowych wszech czasów. Zacieram ręce, czekając na animowanego Diabloktóry, mam nadzieję, zrobiony zostanie w podobnym duchu.

Advertisement

Robin z Sherwood

Robin Hood to jeden z moich ulubionych bohaterów popkultury. Miał on kilka momentów świetności w kinie, ale jak się okazuje, to produkcja telewizyjna najlepiej oddała przesłanie, które uosabia ta postać. Nie chodzi tylko o odbieranie bogatym tego, co zostało zabrane biednym.

Mam na myśli raczej – wspomniane tu już przy okazji Wikingów – życie na własnych warunkach. W tym wypadku jednak mamy tu do czynienia wręcz z antysystemowcami, którzy postanawiają założyć leśną komunę z dala od jurysdykcji Nottingham. Urzeka mnie dogłębnie ta perspektywa, gdyż sam częstokroć wystawiam środkowy palec w kierunku tych, którzy dyktują mi, na jakich warunkach mam żyć. Ale Robin Hood to także etos elementarnej potrzeby walki o sprawiedliwość, bez względu na to, jak bardzo bezsensowna ta walka się w rezultacie okazuje. Głowa hydry odrasta po ścięciu, o czym boleśnie przekonują się wymienieni w tym zestawieniu bohaterowie. Na czele z Geraltem, który co prawda żyje poza wspólnotą, acz któremu nieobce są więzi.

Advertisement

The Mandalorian

25 najlepszych horrorów nieanglojęzycznych według portalu Playlist

Gdy po raz pierwszy zapoznałem się z tą święcącą triumfy produkcją platformy Disney+, uderzyło mnie, jak bardzo podobna jest ona do serialowego Wiedźmina. Nie od dziś wiadomo, że historie opowiadane w ramach Gwiezdnych wojen stoją bardzo blisko typowego dla fantasy schematu fabularnego zwanego podróżą bohatera.

W obydwu przypadkach seriali mamy bowiem do czynienia z ewolucją postaci, która przechodzi przez różne etapy wtajemniczenia, od opuszczenia swych pierwocin, przez mierzenie się z odwiecznym zagrożeniem, aż do wewnętrznej przemiany. Dodajmy do tego strukturę fabularną Wiedźmina i The Mandalorian, która z racji profesji głównych bohaterów opiera się w dużym uproszczeniu na wykonywaniu konkretnych zleceń, by zrozumieć tę silną i dość zaskakującą analogię. Analogię, która dostarcza podobnych wrażeń, choć serwuje przygodę w dwóch całkowicie różnych światach. Bohater musi mieć też siłę napędową swych działań, która dba o to, by na końcu wojaży zawsze liczyło się dobro, dlatego Geralt ma swoją Ciri, a Din Djarin ma swojego Baby Yodę.

Advertisement

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *