search
REKLAMA
Zestawienie

Seriale, które powinny już zostać ZAKOŃCZONE

Anna Jantar słusznie śpiewała, że nic nie może przecież wiecznie trwać. Szkoda, że twórcy seriali nie zawsze o tym pamiętają.

Marcin Kempisty

20 sierpnia 2021

REKLAMA

Ileż to razy widownia narzekała na to, że dany serial trwa stanowczo za długo. W historii tego medium, niezależnie od czasu, w którym powstawała dana produkcja, często się zdarzało, że pierwsze sezony prezentowały fantastyczny poziom, a im dłużej później trwały, tym głębsze dno osiągały. 

Również w chwili obecnej na platformach streamingowych i ekranach telewizorów emitowanych jest wiele tytułów, z którymi powinniśmy się już dawno pożegnać. Kontynuowanie ich produkcji w nieskończoność sprawia, że z czasem zapomina się o dobrych początkach, lecz pamięta o fatalnym zakończeniu. Dłużej nie zawsze bowiem znaczy lepiej. Które seriale powinny już teraz zostać zakończone dla ich własnego dobra?

Riverdale

Szczerze powiedziawszy, nie wiem, po co ten serial stacji CW jest dalej produkowany. W zasadzie wszystko w nim zostało powiedziane i oprócz tradycyjnej teen dramy nie ma tam nic, co mogłoby jeszcze uratować poziom fabuły przed osiągnięciem dna. Jestem szczerym obrońcą pierwszego sezonu. Uważam, że bez cienia przesady można mówić o początkach Riverdale w kategoriach „młodzieżowej wersji Twin Peaks”. W pierwszych 13 odcinkach wielokrotnie nawiązywano do dzieła Davida Lyncha. Później jednak serial przerodził się w tasiemca i tak się ciągnie już piąty sezon. W Internecie mnóstwo ludzi kpi sobie z tego, co się w tym serialu dzieje, a mimo to nie wydaje się, by scenarzyści jakkolwiek brali sobie te żarty do serca. Trudno ocenić, czy mają jakiekolwiek wyrzuty sumienia z powodu tego, jakim fatalnym produktem karmią widownię, skoro brną w to dalej. Konia z rzędem temu, kto trafnie wskaże, gdzie znajduje się granica żenady w Riverdale.

Cień i kość

Jakimś cudem ten serial Netfliksa został ciepło przyjęty przez rzesze ludzi na całym świecie, mimo że roiło się w nim od scenariuszowych głupotek. Przez pół pierwszego sezonu nie było wiadomo, czego pragną i dokąd dążą bohaterowie, scenarzyści nie potrafili w odpowiedni sposób zbudować świata przedstawionego, narracja była prowadzona w chaotyczny sposób, akcja często grzęzła na mieliznach, jednym słowem – taki tytuł nie powinien dostać zielonego światła na kontynuację. Ale skoro słupki oglądalności się zgadzały, to włodarze platformy streamingowej zezwolili na dalszą produkcję. Czasami wielkie projekty upadają, zaś takie scenariuszowe potworki są z nieznanych przyczyn hołubione. Cóż, dziwny jest ten świat.

Walker

Ten serial nie powinien w ogóle powstać, ale skoro już tak się stało, to powinien jak najszybciej zniknąć z anteny stacji CW. Lubię Jareda Padaleckiego za udział w Supernatural, mam pewne mgliste wspomnienia związane ze Strażnikiem Teksasu oglądanym za małego dzieciaka, niemniej jednak byłem całkowicie przekonany, że Walker nie ma prawa się udać. I tak się właśnie stało. Chyba minęły już czasy dla herosów małego ekranu pokroju Chucka Norrisa, a w zasadzie to głównie jego kreacja sprawiała, że amerykańską produkcję dało się jakkolwiek oglądać. Padalecki nie ma niestety tej charyzmy, ale co ważniejsze – scenarzyści nie mieli pojęcia, jak unowocześnić historię. Mariaż współczesności z powiewem nostalgii zdecydowanie się nie udał.

American Horror Story

Jestem niepoprawnym fanem produkcji sygnowanych nazwiskiem Ryana Murphy’ego, więc z dziecięcą naiwnością czekam na kolejne seriale, w których choćby w niewielkim stopniu maczał palce, niemniej jednak bądźmy uczciwi – formuła American Horror Story już dawno się wyczerpała. Pierwsze sezony były zaskakujące i otworzyły nowy rozdział w popkulturze, jeżeli chodzi o sposób mówienia o trudnych, często politycznych tematach przy wykorzystaniu kiczowatej estetyki nadmiaru. Prym w tym wiódł zwłaszcza drugi sezon, gdzie był demoniczny eksnazista, kosmici, seryjny morderca, szpital psychiatryczny i zakonnice opętane przez diabła. Murphy jest rozproszony przez liczne produkcje – niebawem w telewizji wyląduje kolejny sezon na razie lepiej sobie radzącego American Crime Story – dlatego dobrze by się stało, gdyby odpuścił jakikolwiek projekt. Pozostańmy przy dobrych wspomnieniach związanych z początkiem tej antologii, zamiast brnąć dalej w coraz bardziej powtarzające się historie, z których Murphy nie jest w stanie wykrzesać choćby odrobiny oryginalności.

The Morning Show

Flagowa produkcja platformy Apple TV+ na papierze zawiera wszystkie elementy, dzięki którym mogłaby się stać niezwykle popularna, a przede wszystkim ceniona. Znani aktorzy, gigantyczny budżet, temat na czasie – czego chcieć więcej? Gdy jednak spróbuje się ten serial poskrobać po jego powierzchni, odgiąć kolorową tapetę, jak pisał Herbert, spojrzeć na to, co pod freskiem, okazuje się, że wcale nie jest tak kolorowo. Budżet pochłaniają ogromne apanaże dla trójki głównych bohaterów grających na autopilocie – Jennifer Aniston, Reese Witherspoon i Steve’a Carella – zaś i sam podejmowany temat dotyczący molestowania seksualnego w miejscu pracy wcale nie jest zaprezentowany w pogłębiony sposób. Na dodatek Amerykanie mają tendencję do tworzenia jednowymiarowych historii o zgniliźnie toczącej współczesne dziennikarstwo, udekorowanych pompatycznymi przemowami o tym, co tak naprawdę powinno się robić, by być dumnym przedstawicielem czwartej władzy. Apple TV+ oferuje znacznie lepsze, a przy tym mniej rozbuchane seriale, na które zdecydowanie bardziej warto przeznaczyć fundusze aniżeli na spotkanie trzech suto opłacanych gwiazd. PS Jestem w stanie cofnąć słowa o chęci anulowania The Morning Show, jeżeli w drugim sezonie twórcy skupią się głównie na postaci granej przez Billy’ego Crudupa, ponieważ aktor jest w tej roli genialny.

Stranger Things

Nigdy nie byłem przesadnym fanem Stranger Things, jednak doskonale rozumiałem, co tak bardzo urzekło fanów tej produkcji na całym świecie. Bracia Duffer idealnie trafili swoim dziełem w unoszący się klimat naszych czasów, przedstawiając historię o dzieciakach z małego miasteczka walczących z potworami z innego świata w neonowych barwach, z posmakiem nieodżałowanej nostalgii za „lepszymi” czasami, niewinnością, a przede wszystkim – młodością. Stranger Things było pocztówką z czasów, które nigdy nie istniały, niemniej jednak do pewnego momentu taki rodzaj opowieści miał sens. Niestety, bracia Duffer zaczęli się powtarzać. W kolejnych sezonach wszystkiego jest więcej, jednak to nie zmienia faktu, że fabuła idzie do przodu, lecz oprócz tego twórcy nie mają widowni nic więcej do zaoferowania. W serialu Netfliksa próżno szukać nowych sposobów odczytania czasów, w których żyli bohaterowie, nie da się również odnaleźć klucza do zrozumienia, z jakiego powodu w naszych czasach aż tak głęboko zakorzeniła się potrzeba wspominek i westchnień za latami 80. XX wieku. Dufferowie snują swoją opowieść, tworząc już nawet epickie starcia dobra ze złem, ale cóż z tego, skoro ogląda się to tylko dla samego oglądania, a nie dla czegoś nowego, do tej pory w Stranger Things nieodkrytego. W przypadku tego tytułu również przegapiono szansę na szybsze zakończenie.

Marcin Kempisty

Marcin Kempisty

Serialoholik poszukujący prawdy w kulturze. Ceni odwagę, bezkompromisowość, ale także otwartość na poglądy innych ludzi. Gdyby nie filmy Michelangelo Antonioniego, nie byłoby go tutaj.

zobacz inne artykuły autora >>>

REKLAMA