Publicystyka filmowa
Seksbomba czy idiotka? NAJSŁYNNIEJSZE filmowe BLONDYNKI
NAJSŁYNNIEJSZE filmowe BLONDYNKI to podróż przez historie i stereotypy, które łączą urodę z głupotą, seksem i niewinnością.
„Nie myśl, że jestem głupia, tylko dlatego, że jestem blondynką” – śpiewała Dolly Parton w swoim pierwszym singlu country „Dumb Blonde” w 1967 roku. „Tam, skąd pochodzę, blondynki lepiej się bawią” – śpiewał z kolei Rod Stewart 11 lat później. Te dwa wersy doskonale obrazują to, jak dwojako postrzega się powszechnie blondwłose kobiety.
Jednak jasne włosy u kobiet już dużo wcześniej łączono z konkretnymi cechami charakteru, takimi jak głupota, rozrywkowość czy rozwiązłość. W czasach Cesarstwa Rzymskiego prostytutki farbowały sobie włosy na blond lub nosiły jasnowłose peruki. W sztuce średniowiecznej i renesansowej artyści bardzo często z takim kolorem włosów przedstawiali Marię Magdalenę, z drugiej jednak strony złocisty blond oznaczający szlachetność i niewinność to także kolor włosów Marii, matki Chrystusa. Stereotyp o „głupiej blondynce” pojawił się za to dopiero w XVIII-wiecznej Francji. W jednoaktowej satyrze Les Curiosités de la Foire, opartej na poczynaniach znanej blondwłosej kurtyzany Rosalie Duthé, wyśmiewano głupotę bohaterki obrazowaną poprzez zwyczaj „zawieszania się” podczas mówienia, co dało początek popularnym żartom o głupich blondynkach. Od stuleci włosy koloru blond u kobiet wiązano więc albo z seksem i rozwiązłością, albo z głupotą, albo z anielską szlachetnością i niewinnością.
Wszystkie te odmienne stereotypy na temat blondynek zostały ukształtowane i ugruntowane przez kinematografię, w szczególności amerykańską. Powód, dla którego blond włosy zdobyły taką popularność we wczesnym Hollywood, jest prozaiczny – jasnowłosa fryzura doskonale odznaczała się na ekranie w czarno-białym filmie, jednak blondwłose bohaterki zadomowiły się na ekranie na wiele lat. Chociaż ekranowe blondynki to nie zawsze jednowymiarowe, chodzące stereotypy, Annette Kuhn, brytyjska profesorka i filmoznawczyni, zebrała najczęściej powtarzające się stereotypy, dzieląc typowe bohaterki-blondynki na trzy kategorie: „dumb blonde”, czyli głupią blondynkę, „blonde bombshell”, czyli blondynkę niezwykle atrakcyjną, oraz „ice-cold blonde” – jasnowłosą, chłodną, szlachetną piękność z iskierką w oku[1].
Pierwszy, najpopularniejszy typ Kuhn definiuje jako połączenie „nieskrępowanej, naturalnej seksualności z głęboką ignorancją i naiwnością manifestowaną poprzez całkowitą niezdolność do zrozumienia elementarnych faktów życiowych”[2]. Za uosobienie stereotypu głupiej blondynki Kuhn uważa większość bohaterek granych przez Marilyn Monroe. „Blonde bombshell”, blondwłosa seksbomba, to w definicji filmoznawczyni postać, której „seksualność jest wybuchowa i dostępna dla mężczyzn, jednak często za odpowiednią ceną”[3].
Przykładem mogą być bohaterki, w które wielokrotnie wcielały się Jean Harlow, Brigitte Bardot, Mae West czy Diana Dors. Typ trzeci, blondwłosa królowa lodu, to bohaterka, za której chłodną fasadą kryje się wewnętrzny ogień[4]. Większość postaci wykreowanych w Hollywood w latach 30., 40., 50. czy 60. bardzo łatwo wpada w te ogólne kategorie i dopiero w latach późniejszych postać blondynki w popkulturze doczekała się rehabilitacji, chociaż wciąż żywy do dziś jest stereotyp „głupiej blondynki”, na którym wiele aktorek czy piosenkarek świadomie budowało swoją markę (Paris Hilton, Jessica Simpson).
Anne Schuyler (Jean Harlow): Platynowa blondynka (1931)
Zanim pojawiła się Marilyn Monroe, była Jean Harlow. To właśnie ją możemy nazwać pierwszym filmowym ucieleśnieniem stereotypowej głupiutkiej blondynki i seksbomby jednocześnie. Jean Harlow była symbolem seksu lat 30., a na jej wizerunku zaważyły właśnie włosy o srebrzystym odcieniu, zupełnie wówczas niepopularnym i trudnym do osiągnięcia ówczesnymi metodami.
Naturalne włosy Harlow miały typowy jasnopopielaty kolor, a o przemienieniu jej w platynową blondynkę zadecydował reżyser i producent Howard Hughes (Człowiek z blizną, 1932). Przekonany o tym, że Harlow może wzbić się na szczyt popularności i aktorskiej kariery, jeśli tylko odpowiednio się ją wypromuje, postanowił zaangażować ją do głównej roli kobiecej w jego filmie Aniołowie piekła (1930) i podpisać z nią pięcioletni kontrakt. To on wpadł ponoć na pomysł rozjaśnienia włosów aktorki, którego z pomocą amoniaku, chlorowego wybielacza i płatków mydlanych firmy Lux dokonał Alfred Pagano, fryzjer Harlow.
Ten inwazyjny proces, który musiał być regularnie powtarzany, bardzo osłabił naturalne włosy aktorki. Hughes za to z sukcesem promował Harlow, nadając jej przezwisko „platynowa blondynka” i ogłaszając ogólnokrajowy konkurs, gdzie zaoferował 10 tysięcy dolarów fryzjerowi, który będzie w stanie odtworzyć odcień aktorki. Kiedy z kolei Jean obsadzono w filmie Franka Capry oryginalnie zatytułowanym Gallagher, tytuł szybko zmieniono na… Platynowa blondynka.
Lorelei Lee (Marilyn Monroe): Mężczyźni wolą blondynki (1953)
Film Howarda Hawksa powstał na podstawie książki Anity Loos z 1925 roku o tym samym tytule. Wykreowana na ekranie przez Marilyn Monroe Lorelei Lee to podręcznikowy obraz tzw. „głupiej blondynki”, którą później odgrywała w swojej karierze jeszcze wielokrotnie, czy to wcielając się w dziewczynę w Słomianym wdowcu (1955), Elsie Marinę w Księciu i aktoreczce (1957), czy Sugar Kane Kowalczyk w Pół żartem, pół serio (1959). Łatka „głupiej blondynki” przytknęła do niej także poza ekranem, mimo że Monroe w rzeczywistości odznaczała się nieprzeciętną inteligencją. U Hawkesa partneruje jej na ekranie Jane Russell. Aktorki wcielają się w dwie przyjaciółki, estradowe tancerki, blondynkę Lorelei Lee i brunetkę Dorothy Shaw.
Rzecz jasna, nie tylko kolor włosów różni dwie przyjaciółki, ale przede wszystkim podejście do życia i miłości. Blondwłosa Lorelei jest lekkomyślną trzpiotką, uwielbia diamenty (to w tym filmie w kultowej scenie Monroe w różowej sukni zaśpiewa, że „diamenty są najlepszym przyjacielem dziewczyny”) i zamożnych mężczyzn, a raczej ich pieniądze, podczas gdy ciemnowłosa Dorothy jest sportretowana jako całkowite przeciwieństwo Lorelei. Jest rozsądna, mądrzejsza, nie polega na swoich wdziękach i poszukujące prawdziwej miłości, a nie zamożnych milionerów.
Jak słusznie jednak zauważa Anette Kuhn, stereotypowa głupia blondynka często charakteryzuje się wrodzoną bystrością, dzięki której ujawnia społeczną hipokryzję. Kiedy w filmie Lorelei jej przyszły teść stwierdza, że wcale nie jest taka głupia, jak mu się wydawało, ta z rozbrajającą szczerością odpowiada: „Mogę być mądra, jeśli trzeba. Ale większości mężczyzn się to nie podoba”.
Juliette Hardy (Brigitte Bardot): I Bóg stworzył kobietę (1956)
Amerykanie mieli Marilyn Monroe, Francuzi – Brigitte Bardot. Obydwie aktorki, zanim zostały ubóstwianymi przez tłumy blondwłosymi ikonami seksu o pełnych kształtach, były.
.. naturalnymi brunetkami. Bardot stała się blondynką na potrzeby filmu Rogera Vadima, a dzięki roli w I Bóg stworzył kobietę łatka klasycznej „blonde bombshell” przylgnęła do niej na kolejne lata. W jednym z wywiadów przyznała, że zmiana koloru włosów była punktem zwrotnym w jej rozwoju i karierze, a wspólnie z Vadimem (który pisząc scenariusz do filmu, luźno inspirował się Marilyn Monroe) uznali, że zmiana koloru włosów na blond głównej bohaterki będzie strategicznym ruchem, który pomoże filmowi wejść na rynek amerykański (gdzie taki wizerunek był uznawany za zbyt odważny). W filmie Vadima Brigitte Bardot wciela się w 18-letnią Juliette, sierotę wychowywaną przez starzejące się, bezdzietne małżeństwo.
Dziewczyna jest otwarta i pełna naturalnej, nieskrępowanej seksualnej energii. Chętnie opala się nago w ogrodzie, chodzi boso i zmysłowo tańczy, za nic mając sobie społeczne zasady i konwenanse. Podobny rodzaj seksapilu, który chyba moglibyśmy nazwać europejskim, prezentowała Anita Ekberg jako pluskająca się w fontannie Sylvia w Słodkim życiu (1960) Felliniego.
Madeleine Elster/Judy Barton (Kim Novak): Zawrót głowy (1958)
Środowisko filmowe doskonale zdawało sobie sprawę z niezdrowej obsesji Alfreda Hitchcocka na punkcie blondynek. To jeden z powodów, dla którego w głównych rolach tak często obsadzał jasnowłose piękności – Grace Kelly, Kim Novak, Tippi Hedren, Ingrid Bergman, Janet Leigh, Joan Fontaine czy Eve Marie Saint – do tego stopnia, że zwyczajowo nazywa się je „Hitchcock blondes”.
Swoją preferencję tłumaczył względami formalnymi, mawiając, że „blondynki są najlepszymi ofiarami. Są jak dziewiczy śnieg, na którym widać ślady stóp”. Hitchcock umiejętnie pogrywał sobie ze stereotypem blondynki, jako kobiety, która jest czysta i niewinna, a więc nikt nie będzie jej podejrzewał o żadne niecne uczynki. Jego bohaterkom daleko do stereotypowej głupiej blondynki czy też blondwłosej seksbomby. Hitchcockowskie bohaterki były eleganckie i wyrafinowane. Ich życie było owiane tajemnicą, a one same często zmagały się z własnymi problemami, jednak nigdy nie brakowało im niezależności i inteligencji, kiedy z determinacją dążyły do swoich celów. Emanowały seksapilem, ale w sposób zawoalowany, skrytym pod doskonale skrojonymi strojami i perfekcyjnie ułożonymi włosami, tak jak Kim Novak w Zawrocie głowy.
Catherine Trammel (Sharon Stone): Nagi instynkt (1992)
Dopiero w latach 70., 80. i 90. popkulturowy wizerunek blondynki został zredefiniowany, a jasny kolor włosów stał się jednoznacznym symbolem kobiecej siły, tak jak w słynnej trzeciej trasie koncertowej Blond Ambition Madonny, gdzie odgrywała zresztą scenę z filmu Mężczyźni wolą blondynki.
Tak jak Nagi instynkt to ukłon w stronę filmu noir z lat 40., tak postać Catherine Trammel grana przez Sharon Stone nawiązuje do hitchcockowskiej blondynki. Podobnie jak bohaterki grywane przez Kim Novak czy Janet Leigh, Catherine skrywa tajemnicę, jest dystyngowana i elegancka, a jednocześnie nie brak jej inteligencji, aby umiejętnie pogrywać sobie z policjantami próbującymi rozwiązać zagadkę zabójstwa jej byłego kochanka. Ikoniczna scena przesłuchania na posterunku policji, kiedy bohaterka ubrana w nienagannie białą sukienkę i żakiet krzyżuje nogi, odsłaniając przed zdenerwowanymi detektywami swoje krocze, to manifestacja tej kobiecej siły i pewności siebie (choć trzeba pamiętać, że Verhoeven nie poinformował wcześniej Stone, że na ekranie będzie przez chwilę widać jej genitalia). Catherine Trammel to połączenie dwóch kulturowych tropów – zimnej blondynki i seksbomby zarazem.
Elle Woods (Reese Witherspoon): Legalna blondynka (2001)
To stereotyp głupiej blondynki jest w centrum fabuły kultowej już komedii w reżyserii Roberta Luketica na podstawie powieści Amandy Brown. Grana przez Reese Witherspoon słodka, przyjazna Elle Woods jest dyskryminowana i niedoceniana przez swoje otoczenie z powodu koloru swoich włosów, zainteresowania modą i upodobania do koloru różowego.
„Jeśli chcę zostać senatorem, muszę poślubić Jackie, nie Marilyn” – argumentuje jej chłopak Warner (Matthew Davis), uzasadniając rozstanie z bohaterką przy pomocy dychotomicznej analogii: „rozsądna, poważna brunetka” kontra „głupiutka, rozrywkowa blondynka”. Chcąc odzyskać chłopaka, Elle będzie próbowała udowodnić światu, że jest kimś o wiele więcej niż tylko głupią blondynką. Postanawia aplikować na studia prawnicze na Harvardzie. Choć w jej sukces nie wierzy nikt, Elle zdaje wszystkie egzaminy, dostaje się na studia i osiąga sukcesy, praktykując prawo. Legalna blondynka w bardzo błyskotliwy sposób rozprawia się z krzywdzącym, mizoginicznym stereotypem głupiej blondynki, udowadniając, że zamiłowanie do różu, mody i dbania o swój wygląd nie wyklucza inteligencji.
Jakie inne słynne filmowe blondynki dodalibyście do tej listy? Czy któraś z nich wpisuje się w jeden z trzech stereotypów?
Przypisy:
[1] The Women’s Companion to International Film, red. A. Kuhn, S. Radstone, Los Angeles 1994, s. 47.
[2] Ibid.
[3] Ibid.
[4] Ibid.
