Publicystyka filmowa
SEBASTIAN FABIJAŃSKI. Portret aktora
Kim będzie, co osiągnie, jaką drogą pójdzie?
Autorką tekstu jest Kasia Magiera.
Podobno Cukier szkodzi zdrowiu… a po seansie Pitbull. Niebezpieczne kobiety mogę śmiało powiedzieć: oj nieprawda, oj nieprawda – im więcej, tym lepiej.
Osobiście jestem fanką kryminalnych filmów Patryka Vegi i jego sposób opowiadania tych policyjnych historii. Oczywiście pierwszy Pitbull (zwłaszcza w wersji serialowej) jest tym, co mogłabym oglądać wiele razy i zawsze odkrywam coś nowego. Nowe filmy (Nowe porządki i Niebezpieczne kobiety) mają w sobie sporo przerysowania, ale w wypadku filmów Patryka Vegi mi to nie przeszkadza. Tu jest swoisty, charakterystyczny rys, taka konwencja, że albo udaje się, że się w nią wierzy i ma się wyborną zabawę, albo traktuje się to jako bzdurę i wytyka się błąd za błędem. Ja wolę oglądać takiego Pitbulla w polskim wykonaniu niż 95% romantycznych polskich komedii.
W filmach/serialach zawsze najważniejszym kreatorem fabuły jest dla mnie aktor i jego wkład w obraz, dlatego też i w tym zakresie Pitbull stanowi źródło mojego wewnętrznego zachwytu. Patryk Vega daje aktorom szansę na coś, co w Polsce jest rzadkie, czyli kompletną metamorfozę. Dzięki Pitbullowi pokochałam jako aktora Marcina Dorocińskiego, odkryłam Piotra Stramowskiego (choć Piotr Stramowski nie korzysta ze swojej szansy tak fenomenalnie, jak Marcin Dorociński, raczej idzie w stronę przypuszczeń, że Pitbull to może być jego thats all).
Pitbull udowodnił po raz kolejny, że Maja Ostaszewska to prawdziwy aktorski kameleon i umie zagrać wszystko. Osobny rozdział wypadałoby poświecić na opis ról takich aktorów jak Andrzej Grabowski, Krzysztof Czeczot, Krzysztof Stroiński, Bogusław Linda czy stworzona dla tego filmu/serialu Weronika Rosati. Filmy Patryka Vegi są filmami aktorskimi. Ten reżyser jest jak Quentin Tarantino: nawet z nogi stołowej wydobywa potencjał aktorski.
Pitbull. Niebezpieczne kobiety, mimo że ma być o kobietach, to jednak ponownie mocno uwypuklił kolejnego męskiego bohatera i dał widzom “świeżego” aktora, który jeśli będzie mądry (a obecnie wykazuje więcej rozwagi i roztropności niż błędnych zawodowo decyzji) może być szybko kimś takim jak wspomniany Marcin Dorociński, czyli aktorem, którego dorobek jest ambitnie urozmaicony. W kontekście “słodkiego” objawienia mogę powiedzieć z satysfakcją, że moje zachwyty nad tym aktorem od dwóch lat nie były daremne i z radością dziś mówię – A NIE MÓWIŁAM.
A mówiłam rzecz jasna o Sebastianie Fabijańskim – pod względem aktorskim i stworzonego sobie publicznego wizerunku jest wart uwagi.
Jak na młodego, już rozpoznawalnego aktora jest inteligentny, elokwentny, w wypowiedziach prezentuje bogate słownictwo i nie bełkocze (wielu młodych aktorów nie wie chyba czym jest dykcja, co jest zaskakujące w kontekście tego, że większość z nich kończyło akademie teatralne).
Dzięki takim aktorom i ich wbijających w fotel rolach mogę bez końca podziwiać aktorstwo jako zawód, ponieważ gdy wydaje mi się, że już nikt mnie nie zaskoczy, nie zadziwi i nie wprawi w osłupienie swoją ekranową pracą, to otrzymuję taką perełkę, jaką stworzył Sebastian Fabijański w filmie Pitbull. Niebezpieczne kobiety.
Rolę “Cukra” pod względem trudności i przemiany jaką musi przejść aktor, może ewentualnie przebić we współczesnym kinie polskim tylko rola Dawida Ogrodnika z filmu Chce się żyć. Dawid Ogrodnik, tak jak Sebastian Fabijański osiągnął aktorstwo na światowym poziomie, wśród najtrudniejszych ról, angażujących aktora fizycznie i psychicznie.

Tancerze
Sebastiana Fabijańskiego znam już „od serialu” Tancerze (taka polska wersja Fame), ale dopiero rola w świetnym Jezioraku sprawiła, że z chęcią zaczęłam czekać na jego kolejne ciekawe role (pomijam wpadkę z koszmarnym serialem Strażacy – ten serial dla dobra wielu aktorów powinien zostać zniszczony co do ostatniej kopii). Jeziorak jest niezwykłym tworem w kinie polskim – niby czuć inspirację braćmi Coen, a jednak jest bardzo mocno osadzony w polskim kolorycie. Bohaterowie Jezioraka gdzieś już byli widziani przez widza, a jednak wnoszą coś nowego (to zasługa oczywiście aktorów).
W Jezioraku Sebastian Fabijański stworzył postać młodego policjanta, który zostaje przydzielony do rozwiązania zagadkowej śmierci młodej Ukrainki. Postać przez aktora zbudowana została mądrze, gdyż widać, że aktor bacznie obserwował stworzonych wcześniej w kinie podobnych bohaterów. Jego rola w tym filmie wiele razy przenosiła mnie myślami do serialu The Killing i jednego z głównych bohaterów tej produkcji – Stephena Holdera. Dostrzegałam w postaci Fabijańskiego podobieństwo w ruchach, w sposobie bycia, a nawet ubrania do wspomnianego Holdera. Kto nie oglądał Jezioraka, a lubi kino polskie to jest to film wręcz konieczny do nadrobienia – wielokrotnie do niego wracałam.

Jeziorak
Natomiast film Panie Dulskie mimo umiarkowanych recenzji, mi osobiście dobrze się go oglądało, dzięki czemu ponownie przyglądałam się Sebastianowi Fabijańskiemu, kolejnemu wcieleniu, odkrywając w jego grze nutę zadziorności i łobuzerii, co często bywa też połączone z ekranową charyzmą. Charyzma u aktora to, poza talentem, druga istotna kwestia, dzięki charyzmie można zawładnąć wyobraźnią publiczności.
Jednakże to rok 2016 Sebastian Fabijański będzie mógł zaliczyć do kluczowego w swojej karierze, ponieważ dał mu szansę na wszechstronność zawodową w takich produkcjach jak: #WSZYSTKO GRA – musical, który fabularnie jest miałki oraz naiwny, ale muzycznie wyborny. Jest też rzadkim gatunkowo produktem na polskim rynku, więc można to zaliczyć na plus dla aktora, że chciał w nim zagrać, szukając czegoś oryginalnego. 2016 rok to też oczywiście doskonały serial Belfer. Sebastian Fabijański z kreacją Adriana Kusia trochę przyćmił nawet Macieja Stuhra grającego w tym serialu głównego bohatera.
Sebastian Fabijański ma dobry czas – może grać postacie trafione w swoje emploi. To podstawa, aby aktor synchronizował się ze swoim bohaterem, aby tak go sobie wymyślił, żeby na czas grania stać się nim. To daje widzom łatwość zaakceptowania go, ponieważ wtedy bohater nabiera realnego kształtu. Adrian Kuś na papierze, jako postać w scenariuszu mógłby się wydać schematyczny i oklepany, ale to, że Kuś okazał się jednym z najbardziej lubionych oraz tym któremu się mocno kibicowało mimo jego czynów, jest zasługą już samego aktora. To, jak aktor ożywi z kart scenariusza swojego bohatera, wpłynie na to, jak go będzie publiczność odbierać.
Sebastian Fabijański miał dobry pomysł, dobrze wyważył Adriana, jego zachowanie, postępowanie i osobowość. Fabijański musiał odnaleźć z tym bohaterem płaszczyznę “porozumienia”, dlatego też jest w tej kreacji wdzięcznie naturalny. To jest właśnie rolą aktora, żeby z prostej postaci uczynić przyciągającą i skupiającą uwagę publiczności. Sam aktor ma w sobie coś, co daje mu pierwszeństwo w patrzeniu na niego, kiedy pojawia się na ekranie. Adrian Kuś jest drugoplanową postacią, ale to nie ma żadnego znaczenia, bowiem czasem drugoplanowe, a nawet epizodyczne role zostają w pamięci widza dłużej niż główni bohaterowie, ponieważ wnoszą ze sobą albo świeżość, albo oryginalność, albo niepokój połączony z ekscytacją.
U aktora liczy się całokształt w kreowanej postaci – jak mówi, jak chodzi, jak wygląda, jakich gestów używa – jeśli w którymś z tych elementów pojawia się sztuczność, coś, co aktorowi nie odpowiada, z czym się wewnętrznie nie zgadza, to w jego grze pojawia się wymuszenie, ujawnia się faza grania, a nie bycie postacią. W kreowaniu takiego bohatera jak Kuś znaczenie ma każdy szczegół i dlatego ważne są detale, z jakich konstruował tego bohatera Sebastian Fabijański. Gesty (palenie, okulary, spojrzenia pod “zawadiackim” kątem), świetnie zaobserwowane i wygrane są przez aktora przynależne do takich typków “przyruchy”(niby dla aktorów przyruchy nie są wskazane, ale jednak czasem przy budowaniu charakterystycznej postaci okazują się idealnym rozwiązaniem), rzecz jasna styl ubrania też się liczy i oczywiście muszą być tatuaże. O wyjątkowości bohatera filmowego przesądza charyzma grającego go aktora. Postać i wykonawca, wygląd i osobowość, kreacja i życie łączą się ze sobą.

#Wszystko gra
Z tego, co się zorientowałam po kilku wywiadach, Sebastian Fabijański nie jest fanem mówienia o swoim wyglądzie, bowiem słusznie uważa, że nie to jest najważniejsze dla aktora, ale czy tego chce, czy nie jego dobra fizyczność też stanowi o atrakcyjności jego postaci. Dobry aktor nie musi się obawiać tego, że będzie postrzegany przez pryzmat urody – umie ją przekuć na swoją korzyść, jako kolejny element do wykorzystania w kreowaniu postaci. Jasne, że rankingi na najprzystojniejszego czy najbardziej pożądanego to pustka łechcząca tylko ego, ale to nieodłączna część bycia popularnym, a to tylko od aktora zależy, jak bardzo te rankingi przesłonią mu świat.
Zwieńczeniem 2016 roku w karierze Sebastiana Fabiańskiego jest bez dwóch zdań Pitbull. Niebezpieczne kobiety, w którym stworzył smakowitą rolę czarnego charakteru -można by w tym wypadku zapytać – uwielbiacie Jokera? To będziecie uwielbiać Remka vel. Cukier.
Zawsze w kinie bardziej ceniłam czarne charaktery niż pozytywne postaci, gdyż:
- są ciekawsze i fascynujące.
- trudniejsze zwykle do zagrania dla aktora (tacy bohaterowie bywają zwykle bardzo złożeni psychologicznie)
- dla mnie osobiście chyba stanowią ujście tkwiącego we mnie mroku. Wszelkiego rodzaju filmowi psychopaci, czy socjopaci są źródłem obserwacji. Są takie typy osobowości, które pociągają – niezależnie od płci. Wielokrotnie jest tak, że patrzę na jakąś postać i myślę, że coś jest w niej intrygującego, że mam w sobie to coś, co mi się podoba i przyciąga mnie do niej – taki trudny do zdefiniowania magnetyzm.
I tak też jest z takimi typami, jak Sebastian Fabijański gra w Belfrze i w Pitbullu. Ci bohaterowie są uosobieniem skrywanych pragnień i kobiet i mężczyzn – mężczyzn w innym względzie niż kobiet, ale zapewne większość, która ogląda serial czy film fascynuje się tymi postaciami. Do tego, aby taka postać osiągnęła sukces (w sensie, aby publiczność ją uczyniła swoim priorytetem) liczy się dobrze dobrany aktor, wtedy zwłaszcza czarny charakter nabiera w oczach widzów czegoś frapującego.
Zagrać taką rolę jak Sebastian Fabijański w Pitbullu chciałby każdy aktor (co prawda czytałam w różnych recenzjach, że były i takie osoby, które w jego grze widziały sztuczność, przerysowanie, czy manieryzm).
Przyglądając się tej postaci dobrze jest posłuchać/poczytać wywiadów z aktorem o tym, jak się przygotowywał do roli i jak budował swoją postać, to pomaga we właściwym odbiorze tej kreacji. Bez odpowiedniej wiedzy (czy to medycznej, czy zaczerpniętej od aktora) “Cukier”może wydać się bohaterem wydumanym, zblazowanym, po prostu zaspanym psychopatą. Kluczem do odpowiedniego odebrania tego bohatera jest wiedza o chorobie, jaką ma Remek. Jednak ta wiedza nie jest oczywista dla przeciętnego widza, nie jest czymś dobrze znanym, dlatego, jeśli nie rozumie się konstrukcji tej postaci, warto sięgnąć po dopełniające informację (zdaję sobie z tego sprawę, że jest to moją mrzonką, że może 5 % widzów zrobiło to po seansie i to tylko wtedy, jeśli bohater ich zaintrygował).
“Film jest tym lepszy, im lepiej pomyślany jest jego bohater negatywny”
Alfred Hitchcock
Kreując czarny charakter łatwo go zepsuć, uczynić go tandetnym i śmiesznym, więc aktor musi umieć wyważyć jakie cechy, sposób bycia, czy elementy wyglądu uczynić atutem, a co dopełnieniem. To nieustanne balansowanie na granicy, która jest cienka i delikatna. Większość psychopatów czy socjopatów w kinie i w telewizji ciekawi, dlatego, że aktorzy, którzy ich grali “weszli w nich” w pełni. Kto nie podziwia Heatha Ledgera jako Jokera, Jareda Leto jak Jokera, Benedicta Cumberbatcha jako Sherlocka, Anthony Hopkinsa jako Hannibala Lectera, Christiana Bale’a jako Patricka Batemana, czy Kevina Spacey jako Johna Doe?
Tak samo jest z Sebastianem Fabijańskim w Pitbullu. “Cukier” to postać oszałamiająca – trudne są do przewidzenia jego działania, jest nieobliczalny, logiczny tylko dla siebie (a może i nawet dla siebie nie). To typ osobowości groźniej i morderczej, ale jednocześnie wyrafinowanie niebanalnej, budzącej podziw. Ma perwersyjny wdzięk, któremu trudno się oprzeć. Hipnotyzująca interpretacja tej postaci w wykonaniu Fabijańskiego porywa – im więcej razy ogląda się film, tym bardziej widz zatapia się w jego świecie. Nie chciałoby się z nim mieć na co dzień kontaktu, ale jako “bezpieczna” dla widza postać ekranowa jest poezją i esencją tego dynamicznego filmu.
W tym czarnym charakterze jest wiele uroku, gdyż aktor swoją grą uwypuklił najbardziej dramatyczne cechy filmowego bohatera, które w widzu budzą współczucie, smutek oraz sympatię. Czy komuś się to podoba, czy nie Pitbull.Niebezpieczne kobiety to film Sebastiana Fabijańskiego. “Cukier” to trudna, wyczerpująca rola, a tak konsekwentnie zagrana przez aktora, że aż do bólu. Aby zagrać taką rolą trzeba umieć grać. Ekscytujący, eteryczny oraz enigmatyczny bohater, trudny do odgadnięcia i rozszyfrowania. Aktor poprzez zręcznie dobrane rekwizyty czy umiejętnie wygrane gesty stworzył postać niepokojącą, ale równocześnie wzbudzającą fascynację.
Sam aktor w jednym z wywiadów zaznaczył: „ta rola to skok na bungee bez liny… Mam nadzieję, że z happy endem, bo bardzo chciałbym, aby to, co robimy, zostało w widzach na dłużej„. Sądzę, że efekt został osiągnięty. “Cukier” to postać, która rozsadza system aktorski w Polsce. Spokojnie można byłoby go postawić obok takich postaci jak Joker (Mroczny Rycerz), Jack Torrance (Lśnienie), Anton Chigurh (To nie jest kraj dla starych ludzi), czy Mickey Knox (Urodzeni Mordercy). Oglądając taką postać w rodzimym kinie widza rozpiera radość i duma, że można, że da się pisać oraz kreować tak intensywnego bohatera.
W tej kreacji Sebastian Fabijański idealnie wpisał się w tzw. Metodę Stanisławskiego. Metoda ta opiera się na realizmie psychologicznym postaci. W mniemaniu Stanisławskiego emocjonalne zaangażowanie aktora w kreowanego bohatera miało przybierać formę przeistoczenia się w niego, należało rozmyć własne „ja” w odtwarzanej roli. Stanisławski mówił również o angażowaniu w grę całego organizmu, co niewątpliwe uczynił Fabijański. Aktor osiągnął prawdę emocjonalną i psychologiczny realizm. Czuć, że w pełni zrozumiał bohatera i „wypełnił” go. Myślę, że Sebastian Fabijański po zakończeniu zdjęć potrzebował chwili w życiu prywatnym, aby pozbyć się “z głowy” „Cukra”. Taka postać lubi owładnąć aktorem, nie pozwala mu się uwolnić, a czasem przejmuje nad nim kontrolę.
Patrząc z kobiecego punktu widzenia – choć przez chwilę – trzeba przyznać, że Sebastian Fabijański jako mężczyzna jest atrakcyjny (jak każdy porządny mężczyzna z wiekiem staje się charakterny wizualnie:)), a to pomaga w kreowaniu czarnego charakteru. Przystojny bad guy uruchamia podświadome marzenie każdej kobiety, aby choć raz w życiu spotkać kogoś takiego na swojej drodze. W Pitbullu aktor miał tę trudność, że jego wygląd zdominowała letargiczność, czy też ospałość wypisana na twarzy wynikająca z choroby postaci. To jak się porusza, jak chodzi, jak mówi, jak układa ręce, jaką ma fryzurę czy strój zdecydowanie zmienia sposób patrzenia na niego.
Sylwetkę aktorowi udało się wyrzeźbić, jednak przez wzgląd na chorobę bohatera nie jest on typowym modelem. Jest drobny, szczupły, jak to aktor mówi “suchy”. Ciągle jest zgarbiony, pokurczony – jakby nieustannie cierpiał z bólu. Adrian z Belfra jest w 100% atrakcyjny pod każdym względem (cwaniak, kozak, ale walczy o swoje i ma dwie poruszające “wady”, które czynią go “ludzkim”, czyli miłość do brata i Julki. Jest typem bad boysa, który gdzieś głęboko w sobie ma swój cel w byciu takim bezwzględnym).
Natomiast w Pitbullu jest inaczej. Są chwile, kiedy się ma ochotę postać graną przez Sebastiana Fabijańskiego przytulić i mu współczuć, ale są i takie gdzie strach przejmuje pełną kontrolę nad widzem, ponieważ “Cukier“ szaleje, ale często w wyciszony sposób. Taki rodzaj szaleństwa przeraża bardziej niż gwałtowny wybuch. Spokój połączony z socjopatycznym umysłem pozostawia napięcie. Mętny wzrok, “dziwne” słowa jakby oderwane od rzeczywistych sytuacji (postać cytuje Schopenhauer). Mam nerwowe tiki np. zdarza mu się nagle krzyczeć przekleństwa. Jakby “Cukier” był schizofrenikiem. Zmienność, niepewność, a przy tym tylko jedno (?) prawdziwe uczucie do Drabiny i dziecka.
Niby jest nieobliczalny, skłonny do wszystkiego, ale ma właśnie tę “wadę” co Adrian w Belfrze, kogoś kocha i to sprawia, że nie może być bohaterem nie do złamania (tu Joker wygrywa, bowiem nie ma już nikogo i nic, na czym by mu zależało). “Cukier” pasuje do twierdzenia, jakie wygłasza Joker w komiksie Zabójczy żart, czyli że wystarczy jeden „zły dzień” by stać się szalonym. “Cukier” może i jest postacią przerażającą czy złą. To pewne. Ale nikt taki się nie rodzi. To splot niekorzystnych okoliczności doprowadza do tego, kim musi się stać.
Choć z drugiej strony, jeszcze na samym początku, już wiemy, że Remek niewiniątkiem nie jest, ponieważ należy do gangu motocyklowego, a kto oglądał serial Synowie Anarchii doskonale wie, że nie są to organizacje pacyfistyczne pomagające sierotom.
“Cukier” jest też strażakiem, gdyż jak sam mówi lubi podpalać, a potem gasić. Ma to na celu zaprezentować dwoistość tej postaci. Uświadomić widzowi jak niebezpieczny i nieprzewidywalny ten bohater może być. Z jednej strony rzuca pniakiem w ciężarówkę, potem ratuje pobitego psa, a na końcu przebiera się za Batmana i idzie do szpitala rozweselić chore dzieci. Często bywa tak, że u socjopatów empatia lokuje się w innych punktach niż u normalnego człowieka. Często jest to w kinie/TV portretowane – największy psychopata mięknie w zetknięciu z małym, bezbronnym zwierzątkiem.
Motyw maski, którą Cukier wkłada, nie zostaje wprowadzony jedynie na poziomie metaforycznym. Wyraża ona chęć zmiany tożsamości, ucieczki przed rzeczywistością i oczywiście pozostania nierozpoznawalnym.
Wspaniale wygrana jest scena, w której “Cukier” sporządza “listę śmierci” i nagle musi zaaplikować sobie insulinę, tej czynności towarzyszy w kontekście całej fabuły dwuznaczne odliczanie. Wtedy też rusza jego plan. Sceny, w których widzimy jak musi wstrzykiwać insulinę, są pełne bólu i napięcia (doskonalone zostaje tu użyta mimika aktora).
Koronkowo zagrana i rozplanowana rola. W filmie prawie każda scena, w której pojawia się “Cukier” jest warta przyglądania się.
Każda zawiera w sobie duży ładunek emocji, które są zmienne tak samo jak jest zmienny “Cukier”.
Graniczą ze sobą sceny tragiczne, dramatyczne z komicznymi, przeplatają się, czasem nawet tak płynnie, że musi się zareagować raczej śmiechem niż przerażeniem, gdyż jest to lepszy rodzaj ucieczki – taki odruch obronny. Intensywność i nasycenie jest tym, co dobrze opisuje tego bohatera.
Aktor wiele razy opowiadał o tym, jak przygotowywał się do tej roli, jak trenował, jak poznawał ludzi. Tych z zaawansowaną cukrzycą, czy swój pierwowzór. Mówił, jak zastanawiał się i rozmyślał, jak wykreować takiego bohatera, który nie będzie kliszą w stosunku do już istniejących bohaterów. Ciekawa jest historia, w której wypróbowywał publicznie wizerunek, który budował. W środku nocy szedł bez żadnych oporów środkiem jezdni, ubrany w kostium oraz przybrał stylizację już przypominającą „Cukra”. Reakcje otoczenia upewniły go, że w dobrą stronę zmierza.
To idealna sytuacja dla aktora, gdy ma czas, aby zaplanować swoją postać, umieścić ją w jakimś kontekście oraz sprawdzić, czy jego pomysł ma sens. W polskich produkcjach aktorzy mają mało czasu na wnikliwe przygotowanie się do roli. Mało jest takich produkcji, gdzie aktor dostaje czas (3-6 miesięcy) i może zagłębiać się w postać – nie ma na to czasu, ani pieniędzy. To wielka strata dla wielu projektów. W Pitbullu Sebastian Fabijański dostał trochę czasu, ale szczęśliwie efekty są trafiające w punkt.
Relacja “Cukra” z Zuzą jest bardziej niż pokręcona, nie wiem, czy po jednym seansie filmu widz jest w stanie realnie ocenić, czy “Cukier” faktycznie miał jakieś pozytywne uczucia do Zuzy, czy była ona tylko chwilowym zapomnieniem. Sekwencja, w której otrzymuje telefon, że Drabina z Alanem wychodzą z więzienia i za chwilę będą u niego w domu jest dokładnym odzwierciedleniem umysłu Remka. Nim rozpocznie całą awanturę z wyrzuceniem Zuzy z domu, siada na łóżku i do śpiącej Zuzy mówi “już za tobą tęsknię”, po czym zaczyna ją obrażać i wyzywać. Gdy Zuza zaczyna się pakować, nagle zmienia ton i pyta, czy ma jej zrobić śniadanie.
Zaskoczenie, zadziwienie, niezrozumienie, które towarzyszy Zuzie w tej scenie jest też uczuciem, które towarzyszy widzowi. Od tego momentu tak już zostaje w związku z tą dwójką. “Cukier” darzy Zuzę uczuciem, gdyż odnalazł w niej pokrewieństwo dusz i więź, której nie miał z Drabiną, on to ujmuje, że są zawieszeni w ciszy. Nie można szukać logiki w jego postępowaniu wobec Zuzy, nie trzeba dumać nad tym, czy i dlaczego raz chce być z nią blisko, a za chwilę organizuje “utylizację” jej. Jest skrajnym i chorym człowiekiem – nie może być w nim racjonalnego myślenia. Sebastian Fabijański rewelacyjne w tym chaosie bohatera się zatopił, świetnie oddał obłęd jaki jest w głowie Remka.
To bardzo skrajna postać, rozchwiana emocjonalnie przez chorobę, raz dostaje ataku histerycznego śmiechu (gdy dzwoni do wspólnika z informacją, że niby to dzwoni pyton, aby powiedzieć, że ugryzł go “Cukier”), innym razem jak rozwścieczony szaleniec biega z piłą mechaniczną po ulicy, a jeszcze w innej chwili w bajkowy sposób opowiada Drabinie przez telefon o ich pierwszym spotkaniu, aby podnieść ją na duchu, gdy ona nie radzi sobie z pobytem w więzieniu.
„Cukier” tak dobiera słowa do okoliczności, że w każdej sytuacji jest górą ze względu na opanowanie oraz zimny przekaz informacji. W jego głosie słychać mrok i bezwzględność. Opanowanie i spokój to jego domena, nawet gdy pozbawia kogoś życia, nie robi to na nim żadnego ważenia. Należy do tej grupy gangsterów, którzy imponują intelektem. “Cukier” jest ponadprzeciętnie inteligentny i to nie, dlatego że czyta Schopenhauera i kieruje się jego filozofią. Tylko ze względu na to, jak udało mu się opracować cały plan szybkiego wzbogacenia się. Jak również to jak zjednał sobie prcowników, daje mu dodatkową sympatię widza.
Śmieszna jest scena, gdy “Cukier” zostaje zatrzymany przez Policje, w tym Majamiego i oczekując na przesłuchanie, układa całą kostkę Rubika, nad której ułożeniem wcześniej mozolił się Majami i mu się to nie udało.
Zabawne jest również to, jak się patrzy na jego “zebranie” z pracownikami zorganizowane przed planowanym “nalotem” policji. W tej scenie zawarta jest prawda życia, czyli jeśli chcesz mieć lojalnych pracowników, musisz im dać poczucie bezpieczeństwa i niezależności finansowej. Wtedy pójdą za takim szefem nawet do piekła.
https://www.youtube.com/watch?v=PIW6mITIWjM
Z Pitbulla Sebastian Fabijański wysuwa się na plan pierwszy, bowiem reszta to normalna szatkownica. Tak szybko wszystko się dzieje, tak dużo jest rewelacyjnych postaci, że człowiek nie jest w stanie cały czas być w tak intensywnym skupieniu. Ten film powinien być serialem dla Artura Żmijewskiego, który rolą w tym filmie pozwala widzowi na sentymentalną podróż do jego kreacji z Psów czy Ekstradycji. Artur Żmijewski w tym filmie został tylko widzom zaznaczony, nie miał szansy w pełni pokazać chorego charakteru swojego bohatera.
Ten film powinien być serialem dla Anny Dereszowskiej, dla wspaniałej (można by powiedzieć na równi doskonałej co Sebastian Fabijański) Joanny Kulig, Magdaleny Cieleckiej oraz Alicji Bachledy-Curuś – ona pierwszy raz od filmu Trade pokazała coś, co można nazwać namiastką aktorstwa; po raz pierwszy na ekranie pokazuje, że mogłaby grać silne i bezwzględne bohaterki (nawet takie w stylu Sharon Stone z Nagiego instyntku). To ona jest jedną postacią, która przejmuje pełną władzę nad “Cukrem”. Ich wielka miłość (niestety wiemy o niej najwięcej z dialogów, gdyż na ekranie nie widać jej aż tak bardzo) jest tym, co gubi Remka.
Jego żadne życiowe doświadczenia nie dystansują do tej miłości, ponieważ on wszystko, co zrobił i robi w filmie, robi z myślą o Drabinie i dziecku. Drabina natomiast jest silniejsza od niego, a to, co ją spotyka w życiu sprawia, że staje się twarda, może nawet za twarda-nawet dla Remka. Plus tej ekranowej pary jest taki, że dzięki nim zobaczyłam jedną z najładniejszych/poetyckich romantyczno-erotycznych scen (scena pod prysznicem, gdy Drabina jest jeszcze w ciąży), choć przez cały film chemii między nimi nie ma za wiele (ich ekranowe emocje zdecydowanie pokrywają się z opisem relacji poza filmowych – dystans i kontur).
Sebastian Fabijański znacznie bardziej wizualnie zgrał się z Joanną Kulig niż z Alicją Bachledą – Curuś. Ona ma w sobie dużo sztywności, jest mało naturalna i wydaje się nieprzystępna (taka księżniczka z lodu), dlatego też zapewne trudno z nią na ekranie stworzyć chemię. Joanna Kulig i Sebastian Fabijański są bardziej spójni ze sobą, dlatego stanowią bardziej wiarygodną ekranową parę.
Nie wiem, na jakiej zasadzie dobiera się aktorów mających zagrać wspólnie parę kochanków, czy jest w Polsce taki zwyczaj, że wybrana, potencjalna dwójka aktorów ma wspólnie jakieś próby przed reżyserem, scenarzystą i producentami w celu sprawdzenia ich wzajemnego „iskrzenia”? Tak jak w Nowych porządkach para Maja Ostaszewska i Piotr Stramowski to strzał w dziesiątkę – są idealni oraz naturalni we wzajemnych relacjach. Natomiast w Niebezpiecznych kobietach nie jest dane widzowi poczuć wzajemny magnetyzm pary “Cukier” – Drabina. Sebastian Fabijański idealnie zgrał się ze swoją ekranową partnerką w filmie Panie Dulskie.
Również w serialu Belfer z Aleksandrą Grabowską prezentowali się elektryzująco (choć przed Aleksandrą Grabowską jeszcze trochę pracy nad naturalnością w grze). Nawet lepiej mi się patrzyło na absurdalne zestawienie Fabijański – Preis w filmie #WSZYSTKO GRA, niż na beznamiętną relację “Cukier”-Drabina.

źródło: pudelek.pl
Obawiam się, co dalej Sebastian Fabijański zawodowo pocznie ze sobą po tej roli – może okazać się, że na jakiś czas przed nim nie ma już nic, ściana. Kto dalej w filmie polskim mu da wyzwanie? Kto napisze dla niego rozwalającą rolę, jaką niewątpliwie jest “Cukier”? Patryk Vega zrobił mu przysługę, gdyż pozwolił pokazać tkwiący w nim od dawna potencjał, ale mógł równocześnie też zrobić mu zawodowe tzw. kuku.
Karolina Korwin Piotrowska napisała w swojej recenzji “…Od czasów Franza Maurera i Despera nie było w polskim kinie akcji tak wyrazistej roli…” można to uznać za komplement oraz wyróżnienie, ale jednak jest różnica czy Sebastian Fabijański “stanie się” Maurerem czy Despero. Albowiem fakt jest taki, że Maurer stał się nieśmiertelnym bohaterem w polskim kinie, ale w warstwie aktorskiej na lata uśmiercił Bogusława Lindę. Odebrał mu to, co wypracował Linda do czasu współpracy z Władysławem Pasikowskim. Despero jest znacznie lepszym kierunkiem, ponieważ wybijającym w górę. “Cukier” to duża szansa, duża kreacja, która uświadomi istnienie Sebastiana Fabijańskiego jeszcze tym, którzy go nie poznali i oby był to początek wielkiego wybuchu.
Brak w Polsce młodych aktorów na miarę Janusza Gajosa, Marka Kondrata czy Piotra Fronczewskiego.
Aktorów, których twarze nie “walają się” po wszystkich programach rozrywkowych, czy na licznych imprezach promujących każdy istniejący produkt. Brak aktorów, którzy mają szacunek do swojej pracy, twarzy, ciała i warsztatu. Cholerna współczesność papek mózgowych w TV sprawia, że w wielu wypadkach aktorzy “zmuszeni” są do mizernych kompromisów, których zwykle cofnąć się nie da.

Na okładce Men’s Health
Polskie warunki w branży telewizyjnej i filmowej doprowadzają do sytuacji pt. zagłaskać kotka na śmierć. W każdym roku zostaje wybrana jedna osoba (aktor/aktorka) i jest ona absolutnie wszędzie – gra wszędzie, bierze udział we wszystkim, wypowiada się na każdy temat. Aż w pewnym momencie jest jej takie przesycenie, że publiczność ma już jej dość, zaczyna takiego artystę negować, a co za tym idzie “odrzucać” projekty, w których bierze udział. Jestem ciekawa czy Sebastian Fabijański po roli “rozwalającej system” skusi się na to, na co się kiedyś skusił Borys Szyc, Paweł Małaszyński, czy teraz Piotr Głowacki, czyli bycie obecnym w każdym medium. Między aktorstwem a „gwiazdorstwem” istnieje długi proces kariery. Nigdy nie można sobie pozwolić na to, aby aktorstwo stało się celem gwiazdorstwa na początku swojej kariery.
Pozostając na poziomie filozofii Schopenhauera, warto zaznaczyć, że “szybko zdobyta sława jeszcze szybciej więdnie.”
Mam kilku współczesnych polskich “idoli”, których droga kariery mi się podoba – jest roztropna, konsekwentna, odpowiedzialna i przemyślana. Aktorstwo to zawód, który ma się wykonywać przez całe życie, więc warto unikać brukowej popularności, gdyż ona nic nie daje (no oczywiście poza pieniędzmi, ale cytując tytuł polskiego filmu sprzed lat Pieniądze to nie wszystko):)
Mam wiarę w Sebastiana Fabijańskiego i jego zdolności aktorskie, ale niestety nie jestem pewna jego dalszej drogi zawodowej. Wielu było w polskim kinie, których podziwiałam za to, jak udało im się zagrać jedną z pierwszych powierzonych im ról (Borys Szyc – Symetria, Paweł Małaszyński – Oficer, Antek Pawlicki – Z odzysku, Wojtek Zieliński, Piotr Głowacki), a nagle ambicje zawodowe zlały się z opłacalnym finansowo byciem celebrytą i coś, co można było przekuć w złoto, na ekranie przekuli w żyłę złota płynącą z byle jakich propozycji serialowych i filmowych.
Ich twarz stała się tak przeciętna, tak nudna, tak zwykła, że ludzie szybko zapomnieli lub nie odkryli realnego potencjału.

promocja Belfra, źródło: pudelek.pl
Doskonale wiem, że aktorstwo jest zawodem, czymś, na czym każdy chce też zarobić, ale wielu młodych aktorów zachowuje się tak, jakby musiało wykorzystać wszystko, co im dał początkowy sukces już od razu, jakby bycie wybiórczym miało sprawić, że wrócą do punktu zero. Po pierwszym sukcesie zaczynają odcinać kupony popularności stając się tylko “gadającymi głowami” opowiadającymi w telewizji śniadaniowej jakie diety stosują lub w jakich porach dnia najchętniej sprzątają. Dlaczego tacy aktorzy czy aktorki jak Maja Ostaszewska, Marcin Dorociński, Andrzej Chyra, King Preis, czy Maciek Stuhr umieją być cierpliwi? Cierpliwość i ambicja to coś, co powinien aktor brać pod uwagę, bowiem jak się “spali” na wstępie to do końca pozostanie przysłowiowym Hansem Klosem.
Z wysokiego konia upadek boli znacznie bardziej, więc jak “zaczyna się” od wykopu to trzeba udowodnić, że nie był to jedyne osiągniecie, łut szczęścia, który może zdarzyć się każdemu, nawet zwykłemu przeciętniakowi (tak sytuacja wygląda np. z Jamie Dornanem, który jeden jedyny raz, jak do tej pory, zagrał wybornie w serialu The Fall, a potem mizerna szarzyzna).
W aktorstwie liczy się złoty strzał, jedna dobra rola, trafiona w czas, miejsce i oczekiwania publiczności. Taka jedna rola może zmienić wszystko.
Na tej fali można długo płynąć, ale gdy się jej nie “podsyca” nowym uderzeniami kiedyś osłabnie, ustoi się i odsłoni płyciznę.
Tego, czego jeszcze brakuje w Polsce to wykształconych, rzetelnych tzw. celebrity publicist. Ludzi, który będą umieli kierować rozkwitem kariery aktora, a potem karierą pod względem zawodowym. Ludzi, których będzie interesować autentycznie dobro aktora, kogoś, kto zadba o jego trafność wyborów, będzie umiał iść za ciosem i potencjałem aktora, a nie tylko za zapachem pieniędzy. Aktorzy sami umieją oceniać projekty, które otrzymują, ale gdy pojawia się nadmiar propozycji następuje “szum komunikacyjny”.
Oczywiście Polska to nie Ameryka i nawet dobry czy wypromowany aktor nie otrzymuje stu propozycji w ciągu roku, ale gdy następuje nasilenie ofert, ktoś racjonalny powinien stać przy młodym aktorze i podpowiadać co może spowodować upadek, a co jest warte uwagi. Nie wierzę w to, że ktokolwiek z branży filmowej uważa, że serial np. Na noże jest dobry, ciekawy czy innowacyjny, a jednak “ktoś” Piotra Stramowskiego, Piotra Głowackiego czy Wojciech Zielińskiego w to wkręcił.
Może jestem naiwna, nawet mimo swojego wieku, ale przemawia przez ze mnie nieustanna miłość do kina i ciągle wierzę, że aktorstwo to zawód dla wybranych, dla najzdolniejszych, a gdy wie się, że się ma talent, nie można czuć satysfakcji z grania w telenowelach czy serialach, które można oglądać myjąc gary, sprzątając mieszkanie, czy bawiąc się z dziećmi.
Polski show-biznes zabija, więc dobrze by było, aby aktor, który kocha swój zawód, traktował to środowisko na dystans – tak jak robi to np. Jakub Gierszał, Marcin Kowalczyk, Mateusz Kościukiewicz i jak na razie Sebastian Fabijański.
Na Sebastiana Fabijańskiego stawiam, liczę na emocje, które mam nadzieję, jeszcze popłyną z ekranu za jego sprawą. Trzymam kciuki, aby nie wybrał po Belfrze i Pitbullu drogi uwsteczniającej, czyli np. jakiejś super produkcji TVN-u lub POLSAT-u (o TVP nawet boję się myśleć).
A na zakończenie ponownie sięgam po Schopenhauera, ponieważ jego słowami mogę dać „radę” Sebastianowi Fabijańskiemu “nie masz żadnej szansy, ale ją wykorzystaj.” Dlatego niech wygra w aktorze determinacja “Cukra” i niech świat filmu będzie jego wyobrażeniem.

