Publicystyka filmowa
Scenarzyści wrogami postaci. NAJGORSZE wątki serialu GRA O TRON
W NAJGORSZE wątki serialu GRA O TRON krytyka ujawnia rozczarowania fabularne, które zrujnowały potencjał postaci i ich historie.
Niedawno koleżanka z redakcji pisała o najlepszych wątkach, jakie mogliśmy znaleźć w Grze o tron. Tym razem w ramach kontrastu podejmę przeciwny temat – podam swoje typy najgorzej poprowadzonych wątków w historii serialu. Pod uwagę biorę wszystkie sezony, toteż możecie spodziewać się w tekście licznych spoilerów – z tego względu odradzam jego czytanie bez znajomości wydarzeń. Jeśli jednak długie godziny spędzone na zaznajomieniu się z serią macie już za sobą, to serdecznie zapraszam! Sprawdzimy, czy wy również uważacie te odnogi fabuły za wyjątkowo rozczarowujące!
Żmijowe Bękarcice
Co ciekawe, nie tylko ten wątek uważam za zmarnowany, jeśli chodzi o południe Westeros. W późniejszej części tekstu znajdziecie też moje żale wobec całego rodu Martellów, jednak tutaj postaram się skupić na postaciach nieślubnych córek Oberyna. Kiedy te po raz pierwszy pojawiły się na ekranie, to trudno mi było uciec od wrażenia oglądania… fan-fiction. Podobieństwa były widoczne na pierwszy rzut oka – młode, zbuntowane dziewczyny wyszkolone w użyciu ekscentrycznych broni, skłonne do intryg, ale i wyzwolone seksualnie, jeśli tylko jest na to czas i miejsce (lub nawet nie ma).
W połączeniu z nieudolnie nakręconymi scenami walk efekt okazał się komiczny, zwłaszcza że ich historia sama w sobie nie należała do interesujących. Koniec końców los nie był dla nich łaskawy – dokonały żywotów w niewoli, brutalnych pojedynkach czy w wyniku jeszcze innych okrucieństw, cały czas będąc bohaterkami ciągniętymi naprzód równie jednowymiarowo jak na początku.
Ros
Skoro już jesteśmy przy postaciach, których wątek prowadził donikąd – nie możemy zapomnieć o Ros! Albo właściwie możemy, bo bodaj nikt nie pamięta o niej od momentu jej śmierci, a być może nawet i wcześniej. Powstała na potrzeby serialu bohaterka była traktowana iście instrumentalnie – jako eye candy dla męskiej części widowni i możliwość ukazania paru scen seksu więcej. I choć próbowano jej dopisać własną linię fabularną, czego przykładem było szpiegowanie dla Varysa, to jednocześnie scenarzyści nie potrafili lub nie chcieli uciec od łatki, jaka szybko została jej przypięta.
O Ros naprawdę aż trudno napisać coś więcej. Ot, po prostu sobie była, a później jej nie było. Do dzisiaj stanowi doskonały antyprzykład tego, w jaki sposób nie powinno się przedstawiać ekspozycji w utworach filmowych.
Biali Wędrowcy
Rasa owiana wielką tajemnicą już od pierwszych scen pierwszego odcinka serialu. Stopniowo odkrywane karty, które jednak do ostatniej chwili nie zdradzały ich motywacji. Potężne istoty będące w stanie przezwyciężyć barierę starzenia się i mające potrzebę podboju reszty świata z przyczyn… no właśnie, jakich? Z chęci siania zniszczenia i śmierci? I tyle? Od lat mówi się o produkcji spin-offu opowiadającego o genezie tych postaci, tyle że to będzie już retroaktywnym dopisywaniem im historii, a nie konkretną odpowiedzią na nurtujące nas pytania. Jest to o tyle irytujące, że kreowani od samego początku na największe zagrożenie, przed jakim kiedykolwiek stało Westeros, ostatecznie okazali się burzą w szklance wody. Największym przeciwnikiem operującej odcieniami szarości Gry o tron są nastawione wyłącznie na destrukcję potwory? Rozczarowujące.
Szaleństwo Daenerys
Znakomity pomysł na rozwinięcie tej postaci, na który liczyłem od początku – tyle że nie w takim wykonaniu. Możliwość stopniowego popychania kobiety ku szaleństwu (co zresztą na przestrzeni lat małymi kroczkami robiono, np. kiedy w drugim sezonie władczyni nakazała ukrzyżować swoich przeciwników) zaprzepaszczono na rzecz nagłego zwrotu w stronę radosnego ludobójstwa. Zachowanie Daenerys w ostatnim sezonie to zarówno niekonsekwencja w kreowaniu postaci, jak i splunięcie w twarz jej największym fanom.
Podejmowane przez nią w ostatnich odcinkach decyzje nie wynikały bowiem z wydarzeń z przeszłości czy zmiany w charakterze, lecz po prostu z kaprysu scenarzystów. Przepełniona żądzą krwi pani smoków? Czemu nie, ale może najpierw trochę fabularnej podbudowy i punktów przejściowych? A nie od razu palenie miasta, którego zdobycie planowało się od kilku lat?
Euron Greyjoy
W książkach Euron Greyjoy do tej pory stanowi zagadkę. Mający vibe voodoo pirata nowo koronowany król Żelaznych Wysp pomimo swojego okrucieństwa jest intrygującą personą. Nie znaczy to jednak, że twórcy serialu musieli podążyć tą samą drogą. Jako autorzy adaptacji mają bowiem prawo do zmiany zawartości oryginału, jeśli uważają, że przysłuży się to narracji. To powiedziawszy, nie mogę przestać postrzegać Eurona jako Ramsaya 2.
0. Jeszcze bardziej wojowniczego, jeszcze bardziej złowrogiego, po prostu – jeszcze bardziej. Co paradoksalnie nie tylko czyni go o wiele mniej ciekawą postacią, ale i wręcz karykaturą archetypowego sadysty. Niemalże pozbawiony własnych celów bohater – jeśli za życiowy cel nie uznamy bycia aroganckim dupkiem – ostatecznie ginie równie bezbarwnie, jak żył. W bezsensownym, wszczętym bez powodu pojedynku z okaleczonym i zmęczonym Jaimem Lannisterem.
Ród Martellów
Wraz z pojawieniem się Oberyna, który właściwie z miejsca stał się jedną z bardziej rozpoznawalnych postaci hitu HBO, oczekiwania wobec reszty członków rodziny Martellów były spore. I powiedzieć, że nie zostały zaspokojone, to jak nic nie powiedzieć. Największe rozczarowanie budzi bowiem fakt, że pozaekranowy konflikt Oberyna z Doranem mógłby się rozegrać na poziomie podejścia do zemsty. Wtedy dostalibyśmy porywczego Oberyna i roztropnego, działającego po cichu Dorana. Zamiast tego jednak Doran preferował brak działania. Poruszający na wózku władca okazał się więc nieciekawą, używającą mądrych słów, ale nie robiącą niczego mądrego postacią, która niedługo po przedstawieniu padła ofiarą zamachu Żmijowych Bękarcic i Ellarii – które to znowu zafiksowały się na bezpośrednim działaniu do takiego stopnia, że szybko stały się denerwujące. Tym samym trzymany przez kilka sezonów w ukryciu ród Martellów błyskawicznie wygasł, uprzednio gasząc wszelkie płomyczki nadziei na dobrze poprowadzony wątek.
Rickon Stark
Na początek uzgodnijmy jedno – Rickon od zawsze był tym najmniej ciekawym z rodzeństwa Starków. Pomijając fakt, że w momencie rozpoczęcia historii był zbyt młody, by mieć jakikolwiek wpływ na rozwój fabuły, to wkrótce później zniknął z ekranu i przyszło mu powrócić dopiero po kilku sezonach. Wciąż jednak należał do potomków bodaj najważniejszego rodu w serialu, toteż wykorzystanie go wyłącznie w celu wywarcia presji na Jonie Snow było chwytem poniżej pasa.
Wszyscy ci, którzy zdążyli o nim zapomnieć przez te wszystkie lata, przypomnieli sobie tylko po to, by chwilę później zobaczyć jego tragiczną śmierć. To niemal książkowa definicja fabularnego narzędzia.
Zgadzacie się z moim zdaniem? Jeśli nie, to jakie wątki wy uważacie za najgorsze?
