Publicystyka filmowa
Scena na dziś #2
W SCENIE NA DZIŚ #2 zagłębiamy się w brutalny świat STRAŻNIKÓW, gdzie efekciarskie slow-motion łączy się z nieprzyjemną prawdą o przemocy.
Jednak oprócz używania szybkiej kamery Zack S. ma jeszcze jedną charakterystyczną przypadłość – epatowanie brutalnością.
Warto zaznaczyć, że w żaden sposób nie można obecnej w jego filmach brutalności porównać do tej serwowanej na ekranie przez Cronenberga albo Verhoevena.
Obaj panowie są przeważnie dosadni, a prowadzona przez nich kamera wcale nie ucieka w bok, gdy z jakąś postacią dzieje się coś niedobrego. Z jednej strony szokują, ale z drugiej zawsze mają w tym jakiś cel. Zack Snyder przemocą się bawi, trywializuje ją, „upiększa”, bierze w nawias konwencji. Jego” przemoc jest celem samym w sobie i o ile w 300 faktycznie takie podejście się sprawdza (a oglądanie Leonidasa szlachtującego Persów w morderczym „tańcu” sprawia ogromną przyjemność) to w Strażnikach już razi w oczy. Można odnieść wrażenie, że Snyder nachalnie mówi: „Patrzcie jaki mój film jest mroczny i na serio”, przez co uzyskuje efekt odwrotny: robi się niedojrzale i niepoważnie.
Dla Ostermana ludzie i ich uczucia nie mają już żadnego znaczenia, więc postronni zostają obryzgani z bliskiej odległości krwią i wnętrznościami, a gorzkie słowa padające w narracji (w obu „wariantach”) tylko dodają tej scenie mocy. I właśnie za to jedno ujęcie kobiety najpierw zasłaniającej twarz, a następnie w osłupieniu przyglądającej się rozsmarowanemu po suficie oprychowi chylę głowę przed reżyserem. Może było to zamierzone, może wyszło mu to przez przypadek. Dla mnie nie ma to znaczenia.
