Publicystyka filmowa
RICHARD LINKLATER. Oceniamy WSZYSTKIE FILMY reżysera
Richard Linklater to reżyser, który mistrzowsko oddaje emocje współczesnej młodzieży. Odkryj jego wszystkie filmy w naszym zestawieniu!
Richard Linklater to bez wątpienia jedna z najważniejszych postaci amerykańskiego kina niezależnego ostatnich trzech dekad. Niegdyś czołowy kronikarz przemyśleń amerykańskiej młodzieży, później eksperymentator na pograniczu kina aktorskiego i animowanego, dziś przede wszystkim znawca emocji nas, współczesnych. Mało kto opowiada o Stanach Zjednoczonych Ameryki z takim wyczuciem, jak czyni to Richard Linklater.
Już wkrótce na ekrany trafi nowy film reżysera, Gdzie jesteś, Bernadette?. W tytułową rolę wciela się tu Cate Blanchett – jej bohaterka to ekscentryczna kobieta, która nie stroni od konfliktów z otoczeniem. Pewnego dnia Bernadette znika. Starając się ją odnaleźć, jej córka odkrywa niespodziewane fakty z życia matki.
W oczekiwaniu na zbliżającą się premierę (16 sierpnia w polskich kinach) przygotowaliśmy zestawienie opinii na temat wszystkich pełnometrażowych filmów fabularnych Linklatera.
It’s Impossible to Learn to Plow by Reading Books (1988)
Filip Jalowski: Pierwsza fabuła Linklatera nigdy nie doczekała się oficjalnej dystrybucji. Od zapomnienia uratował ją nieoceniony Criterion, który umieścił film jako dodatek do specjalnego wydania Slackera. Na tym samym krążku odnaleźć można było również zaledwie siedmiominutowy Woodshock, czyli króciutki dokumencik przyglądający się tytułowemu festiwalowi muzycznemu. O ile debiutancka krótka forma Linklatera jest swojego rodzaju zabawą w małpowanie (reżyser kopiuje charakterystyczny styl legendarnego woodstockowego reportażu popełnionego przez Michaela Wadleigha), to It’s Impossible to Learn…opatrzone jest już wyraźnym autorskim podpisem, który uwypukli się w kolejnych filmach reżysera. [fragment artykułu]
⑦
Dawid Myśliwiec: Traktuję to bardziej jako wprawkę do później wykształconego stylu Linklatera, a sam film określiłbym mianem „pre-slackerskiego slow cinema”. Dominuje tu nuda, dialogi są śladowe, ale – o ironio! – w tej zwyczajności jest coś szczególnego. Najbardziej „organiczny” z filmów Linklatera, na którym reżyser zbudował swoją estetykę, rozbudowując ją o precyzyjnie przemyślane i napisane dialogi.
➅
Slacker (1990)
Tomasz Raczkowski: Śmieszny, poruszający i dający sporo do myślenia portret Pokolenia X, chaotycznie poruszającego się między popkulturą, prozą życia a poszukiwaniem jego sensu w najróżniejszych miejscach. To film może niepozorny, ale prosta formuła płynnie połączonych, pozbawionych przewodniej myśli i historii epizodów jest równie wciągająca, co trafna jako społeczny komentarz Linklatera. Atutem tej kalejdoskopowej wizji jest cały gąszcz znakomitych dialogów na niemalże każdy temat – od polityki, przez uczucia, na teoriach spiskowych kończąc. Film prosty, przemyślany i celny.
⑦
Dawid Myśliwiec: Slacker to ktoś, kto unika odpowiedzialności i zaangażowania, poświęcając czas na rzeczy niemające większego znaczenia. Tacy są bohaterowie pierwszej fabuły Linklatera, która weszła do dystrybucji – przepędzają dnie i noce na rozmowach o mniej lub bardziej ważnych rzeczach, snując się po ulicach Austin i szukając swojego miejsca w świecie. Slacker to film, który zdefiniował pierwsze lata kariery Linklatera, choć na szczęście nie na długo – reżyser nie pozostał kolejną ofiarą udanego debiutu. Ten film to także bardzo interesująca kontrpropozycja dla Metropolitan (1990) Whita Stillmana, także opowiadającego o młodych i zagubionych ludziach, ale ze znacznie wyższych, nowojorskich sfer.
⑦
Uczniowska balanga (1993)
Dawid Myśliwiec: Niesamowicie energetyczna, zabawna i refleksyjna opowieść o młodych ludziach, którzy stoją u progu dorosłości, nie mając pewności czy rzeczywiście chcą ten próg przekroczyć. Historii o młodzieży niedojrzałej do odpowiedzialności było w kinie sporo, ale tylko Linklater umie opowiadać o tym w sposób inteligentny, zabawny i empatyczny zarazem. Wczesne role Afflecka, McConaugheya czy Milli Jovovich stanowią tu jedynie wisienkę na torcie.
⑨
Łukasz Budnik: Nie skłamię jeśli powiem, że to mój ulubiony film o młodzieży. Z wielkim zaangażowaniem śledzę losy bohaterów, cieszę się dialogami i doceniam wrażliwość Linklatera. Uczniowska balanga ma też potężny atut w postaci kapitalnej ścieżki dźwiękowej – ileż tam jest hitów! Dodatkową atrakcję stanowią dzisiejsze gwiazdy ekranu (Ben Affleck, Matthew McConaughey) w jednych ze swoich pierwszych ról – szczególnie ten drugi jest tu rozbrajający.
⑧
Przed wschodem słońca (1995)
Dawid Myśliwiec: Jeden z najbardziej romantycznych filmów, jakie widziałem. Miałem ten komfort, że oglądałem go w double feature z Przed zachodem słońca, a oba te dzieła komponują się ze sobą w sposób rzadko w kinie spotykany. Jesse i Celine to para, za którą ściskam kciuki do dziś – pokochałem ich niemal tak mocno, jak oni siebie nawzajem.
⑩
Łukasz Budnik: Tak oto po raz kolejny piszę o tym filmie na łamach tej strony. Jeden z moich absolutnie ulubionych, wyjątkowy, romantyczny, doskonale napisany i zagrany. Nigdy nie wyjdę z podziwu, jak pięknie Hawke i Delpy odnaleźli się w swoich rolach, jak wielka jest między nimi chemia i jak wspaniale między nimi iskrzy. Scena ze słuchaniem Come Here to czołówka moich ukochanych kinowych momentów. Polecam przy okazji spacer po Wiedniu śladami Jessego i Celine!
⑨
Na przedmieściach (1996)
Filip Jalowski: Mimo tego, że scenariusz filmu wydostał się spod pióra Erica Bogosiana, który miał oprzeć go zresztą o własne doświadczenia związane z dorastaniem na obrzeżach Bostonu, Na przedmieściach można nazwać gorzkim spin-offem Uczniowskiej balangi. W obu obrazach pojawia się sklep, w którym zazwyczaj kupuje się niedrogi alkohol, w obu bohaterowie opierają się o jego ścianę i toczą ze sobą trwające całe noce rozmowy. Jedyną różnicą jest fakt, że w filmie z roku 1993 wszyscy rozmawiają o przyszłości, snują plany – aż chciałoby się zanucić Dylana, bo w trakcie tej letniej, ciepłej nocy czuć, że czasy się zmieniają, że nadchodzi coś nowego.
W Na przedmieściach Bob szarpnął już ostatni akord i, mimo ekscytacji i wielkich nadziei, nic się nie zmieniło. Jest ciemno, wciąż mieszkamy na obskurnych przedmieściach, wciąż mamy swoje problemy i co noc podpieramy plecami ścianę sklepu, pod którym marzyliśmy o wielkich karierach. [fragment artykułu]
⑦
Dawid Myśliwiec: Linklater jak mało kto potrafi opowiadać o młodych ludziach – zwłaszcza o ich nadziejach, tych świeżo zrodzonych i tych zawiedzionych. W Na przedmieściach mowa o tych drugich – o tym momencie, gdy wciąż jeszcze młodzi ludzie zdają sobie sprawę, że przespali najlepsze chwile swojego życia i nie czeka ich już nic lepszego. Smutne to, ale w niektórych sytuacjach wyjątkowo prawdziwe.
⑦
Bracia Newton (1998)
Dawid Myśliwiec: Nie będę się nad Richardem znęcał, gdyż za bardzo go lubię, ale ta próba zmierzenia się z kinem gatunkowym po prostu mu nie wyszła. Filmy gangsterskie powinien cechować pewien rodzaj dynamiki, który Linklaterowi był i chyba wciąż jest zupełnie obcy. Dlatego fajnie było zobaczyć w tej konwencji kilka znajomych twarzy (Hawke, McConaughey), ale Braciom Newton daleko do choćby dobrych filmów gangsterskich, o arcydziełach tej kategorii nie wspominając.
➄
Filip Jalowski: (…) Po filmie poruszającym się po takiej tematyce można spodziewać się pościgów, wystrzałów oraz akcji prącej do przodu z prędkością kuli wystrzelonej z pistoletu rabusia. Linklater gra jednak na przekór przyzwyczajeniom widza. Jego bandyci traktują pracę tak, jak urzędnicy, którzy co rano wstają, aby zasiąść za niegdyś dębowymi, a dzisiaj przytachanymi z Ikei, biurkami. W ich wielkich skokach nie ma nic ekscytującego – ot, rutyna. Większość czasu spędzają panowie na nieustających rozmowach dotykających wszelkich możliwych aspektów sztuki obrabiania państwowych sejfów.
Na początku to nawet zabawne, z czasem zaczyna jednak nudzić niczym przeciągająca się wizyta w urzędzie. [fragment artykułu]
➄
Życie świadome (2001)
Dawid Myśliwiec: Ponoć Życie świadome powstało na podstawie wspomnień z narkotycznych tripów. I rzeczywiście – zarówno w warstwie wizualnej, jak i tekstualnej film Richarda Linklatera wydaje się odklejony od rzeczywistości. Sam bohater niejednokrotnie przemieszcza się z jednej lokalizacji do drugiej tak, jak osiem lat później robił to Oscar we Wkraczając w pustkę Gaspara Noé. Jednak mimo onirycznej formy i pozornie abstrakcyjnej fabuły Życie świadome oferuje całe mnóstwo niezwykle trafnie sformułowanych spostrzeżeń na temat egzystencji człowieka współczesnego. Warto zażyć tej intelektualnej kąpieli i wydobyć z niej coś dla siebie. [fragment recenzji]
⑦
Filip Jalowski: Życie świadome pełne jest filozoficznych rozważań, które sięgają swoimi mackami daleko poza zagadnienia związane ze strukturą snu. Doświadczenie płynące z seansu pierwszej animacji Linklatera porównać można do dryfowania. Chaotyczny nurt odbija nas od brzegu do brzegu, od osoby do osoby, od teorii do teorii. Spotkanie macek oraz dryfowania skutkuje jednak tym, że z powierzchni ciężko sięgnąć dna lub chociażby solidnej głębokości. Reżyser, poruszając ogrom zagadnień, jedynie delikatnie ich dotyka, prześlizguje się po nich nie unikając banału.
Oczywiście, można zrzucić to na karb mechaniki snu, który również zmusza nas do dryfowania i zaczepiania się o losowo napotykane elementy wydobyte z głębin podświadomości. Nie przeczę, że takie były intencje samego reżysera. Nie zmienia to jednak faktu, że momentami nieco przefilozofowana gadanina kolejnych osób stających na drodze Wigginsa może męczyć. Może, ale nie musi. [fragment artykułu]
➅
Taśma (2001)
Filip Jalowski: Linklater wraz ze swoimi aktorami oraz operatorem (Maryse Alberti) wyciąga ze sztuki Belbera dosłownie wszystko, co można w niej odnaleźć. W przeciągu niespełna półtorej godziny widz staje się świadkiem niezwykle przekonującej psychodramy. W pokojowym hotelu przeszłość powraca do dawnych znajomych ze zdwojoną siłą, brutalnie wyważa drzwi, które oni jedynie delikatnie uchylali. Linklater, jak to na niego przystało, nie próbuje nikogo oceniać. Żadna z postaci nie jest tu bohaterem pozytywnym, nikt nie zasługuje również na miano czarnego charakteru.
Taśma jest opowieścią o ludziach uwikłanych w przeszłość, próbujących oswoić się z nią, przekabacić na swoją stronę. Właśnie dlatego film staje się wojną punktów widzenia. To właśnie ich zderzenie jest najbardziej interesującą częścią spektaklu. Jeśli ktoś nie potrafi przekonać się do kina teatralnego, Taśma jest najlepszą drogą do tego, aby się przełamać i rozpocząć poszukiwanie kolejnych tytułów (choć o rzecz tak dobrą wcale nie jest w tym gatunku zbyt łatwo). [fragment artykułu]
⑨
Dawid Myśliwiec: Jeden z wielu dowodów na to, że Ethan Hawke to znakomity aktor. Wraz z Umą Thurman, ówczesną małżonką, oraz Robertem Seanem Leonardem, z którym 12 lat wcześniej spotkał się na planie Stowarzyszenia Umarłych Poetów, wznoszą się tutaj na wyżyny aktorstwa. Linklater udowadnia zaś, że potrafi odnaleźć się także poza światem luźniejszych filmowych form. W Taśmie chodzi o przepracowywanie emocji, o rozliczanie się z przeszłością i mierzenie się z poczuciem winy. To niepozorny, ale szalenie wart uwagi film.
⑧
Szkoła rocka (2003)
Filip Jalowski: Opierając się o scenariusz Mike’a White’a, Linklater tworzy pełne wigoru kino familijne, które wyrywa się ogranym schematom, szanując inteligencję zarówno widzów dorosłych, jak i dzieci. Szkoła rocka to takie Stowarzyszenie Umarłych Poetów w wersji light. Dużo mniej w tym wszystkim goryczy, aczkolwiek Black (podobnie jak niegdyś Williams) tworzy postać uciekającą od wyświechtanego wzorca „od zera do bohatera”. W Szkole rocka nie mamy do czynienia z sytuacją, w której odgryzający głowy nietoperzom świr zamienia się w pełnego ciepła, powszechnie akceptowanego „fajnego kolesia” – postać zupełnie nijaką i niestety charakterystyczną dla kina familijnego.
Black to od początku do końca ten sam bohater, ktoś, kto żyje według własnych zasad, ktoś, kogo napędza pasja. Nic dziwnego, że po latach aktor odegrał niezwykle podobną rolę na potrzeby kultowej już gry video – Brütal Legend. Takich postaci się nie zapomina. [fragment artykułu]
⑦
Przemysław Mudlaff: Szkoła rocka to najprawdopodobniej jeden z najbardziej niedocenianych filmów familijnych wszech czasów. Tymczasem, za dość sztampowym plakatem i wydawać mogłoby się niewiele obiecującą twarzą Jacka Blacka, kryje się jedno z najbardziej energicznych i inspirujących dzieł Linklatera. Szkoła rocka uwodzi humorem i bijącą z filmu miłością do muzyki. Nie wiem czy postać Deweya Finna została napisana specjalnie dla Blacka, ale aktor idealnie do niej pasuje. Amerykański artysta ma w sobie więcej życia, niż niejedna współczesna kapela rockowa. Film, który łączy pokolenia, zupełnie jak muzyka, którą można podczas jego seansu usłyszeć.
⑧
Przed zachodem słońca (2004)
Dawid Myśliwiec: Drugi akt trylogii Przed… Linklatera jest niemal równie dobry, jak jego poprzednik – nie ma tu może takiej samej dawki uroku (bohaterowie są przecież starsi, bardziej cyniczni), ale wciąż doskonale widać w nich wzajemną fascynację i chęć całkowitego zatracenia się w rozmowie. Rzadko zdarzają się sequele tak udane, jak Przed zachodem słońca.
⑧
Łukasz Budnik: Znakomity sequel, który stanowi piękne uzupełnienie poprzednika, a przy tym naturalnie rozwija tak jego, jak również postaci Jessego i Celine. Forma jednego wielkiego dialogu nadal działa bezbłędnie, szczególnie, że para podejmuje inne, nieco dojrzalsze tematy niż w Przed wschodem słońca. Hawke i Delpy po raz kolejny są tak naturalni, jakby improwizowali rozmowy na bieżąco – to sama przyjemność oglądać ich na ekranie. Końcówka filmu na długo – a może i zawsze – zostaje w pamięci.
⑧
Drużyna specjalnej troski (2005)
Filip Jalowski: Drużyna specjalnej troski to drugi, po Szkole rocka, film familijny sygnowany podpisem Linklatera. Historia byłej gwiazdy baseballu, która na stare lata zbyt często zaczęła zaglądać do kieliszka, to remake filmu Straszne misie (1976) z Walterem Matthau w roli głównej. W wersji z roku 2005 na stanowisku patologicznego trenera drużyny amerykańskiej Małej Ligi Matthau zastępuje Billy Bob Thornton, odwzorowujący w zasadzie swą rolę z o dwa lata wcześniejszego Złego Mikołaja. Delikatne dostosowanie scenariusza do czasów współczesnych wiele nie zmienia.
Drużyna specjalnej troski to zgrabna kalka filmu poprzedzającego ją o niemal trzydzieści lat. [fragment artykułu]
➅
Łukasz Budnik: Cóż, Linklatera wolę jednak w tym bardziej wrażliwym wydaniu. Drużyna specjalnej troski to film do bardzo szybkiego zapomnienia, który broni się nieco rolą Bill’ego Bob Thorntona, ale poza tym nie reprezentuje sobą nic, co mogłoby przyciągnąć przed ekran. Dziwaczny dysonans pomiędzy żartami celującymi w dorosłego widza, a tymi adekwatnymi bardziej dla młodzieży.
➄
Fast Food Nation (2006)
Filip Jalowski: Można zaryzykować stwierdzenie, wedle którego Przed zachodem słońca wyssało z Linklatera zbyt wiele twórczej energii. O ile na wcześniejszych etapach swojej kariery reżyser w zasadzie nie chybiał (pomijając przeciętnych Braci Newton), to po roku 2005 i Drużynie specjalnej troski nadszedł czas na rok 2006 i Fast Food Nation. Adaptując powieść Erica Schlossera Linklater po raz pierwszy raz w karierze zdecydował się zarzucić zasadę przyświecającą wszystkim jego produkcjom, zaczął oceniać. Nie tylko swoich bohaterów, ale i rzeczywistość społeczno-kulturową, która popycha ich do pewnych zachowań.
Oskarżycielski ton w żadnej mierze do Linklatera nie pasuje, dlatego Fast Food Nation szybko zaczyna przybierać kształty nieco przeciągniętej tyrady na temat okropieństw współczesnej Ameryki. Jej symbolem, a jakże, staje się tytułowa knajpa z marnym żarciem, które doprowadza do otyłości miliony ludzi salutujących do gwiaździstego sztandaru. [fragment artykułu]
➄
Łukasz Budnik: W Fast Food Nation Linklater dobrze radzi sobie ze spektrum poruszanych tematów, a jako wsparcie ma świetną obsadę i znakomitą stronę techniczną (montaż). Ze względu na podejmowane zagadnienia nie jest to film prosty w odbiorze, ale warto zapoznać się z nim chociażby po to, żeby wyrobić sobie własną opinię. To też ciekawy przykład na to, jak Linklater próbuje swoich sił w różnych stylach, nawet jeśli nie z idealnym rezultatem.
➅
Przez ciemne zwierciadło (2006)
Dawid Myśliwiec: Dzięki nałożeniu warstwy animowanej na materiał aktorski, a zwłaszcza dzięki owemu dynamicznemu kombinezonowi, Richardowi Linklaterowi udało się wywołać wrażenie permanentnego odrealnienia przy jednoczesnym zakorzenieniu tej opowieści w świecie zrozumiałym dla widzów. Zamiast stworzyć wysokobudżetowy, gwiazdorsko obsadzony thriller science fiction (co zresztą, musicie przyznać, byłoby bardzo nie w jego stylu), Linklater zrealizował oniryczny, odpowiednio mroczny dramat kryminalny o autodestrukcyjnych skłonnościach ludzkości. A przy tym sprawił, że Przez ciemne zwierciadło wygląda obłędnie. [fragment recenzji]
⑦
Tomasz Raczkowski: Mierząc się z adaptacją powieści Philipa K. Dicka, Linklater w przypływie realizatorskiego geniuszu na pierwszy plan wyciągnął największy bodaj atut ekranizowanego materiału – surrealistyczne poczucie paradoksalności i dziwaczności świata, który pozornie wydawać się może całkiem zwyczajny. Aktorsko-animowana forma wizualna Przez ciemne zwierciadło przywodzi na myśl cut-scenki z gier komputerowych, przez co doskonale oddaje mroczny klimat niedalekiej przyszłości, w której osadzona jest kryminalna intryga. Ten świetny pomysł pomógł Linklaterowi stworzyć bardzo dobrze oglądający się film, przekazujący w atrakcyjnej formie egzystencjalno-filozoficzny ciężar opowiadanej historii, nie popadający przy tym w banał.
⑦
Ja i Orson Welles (2008)
Filip Jalowski: (…) Drugi (po nieudanych Braciach Newton) film biograficzny w karierze Linklatera jest połowicznym sukcesem. Z jednej strony potwierdza linklaterowską maksymę, wedle której nie trzeba pisać opasłych biografii, aby poznać jakim ktoś jest człowiekiem. Wystarczy odpowiedni moment, ta magiczna chwila napięcia towarzysząca oczekiwaniu na wielki zmiany. Jest to również całkiem zgrabny, pełen niuansów oraz odwołań, ukłon w stronę człowieka, który już w rok po swoim Juliuszu Cezarze miał przestraszyć Amerykę inwazją Marsjan, a cztery lata później wpisał się w historię kina swoim Obywatelem Kanem.
Pomijając jednak te wszystkie wellesowskie konteksty i skupiając się na, jakby nie patrzeć, wiodącym wątku przyśpieszonej lekcji z dorastania odbieranej przez bohatera Efrona, nie sposób nie zauważyć, że jest to opowieść dość banalna. Komu jak komu, ale Linklaterowi schematyczne podejście do dorastania zdecydowanie nie przystoi. Tradycje zobowiązują. [fragment artykułu]
➅
Mamy tutaj znakomite reżyserskie prowadzenie Zaca Efrona, który po raz pierwszy ma okazję oddychać naprawdę wielkim aktorstwem, zestawionego z szalejącym Christianem McKayem w roli twórcy Obywatela Kane’a, który znakomicie kumuluje w sobie jego bezsprzeczny talent, megalomanię, ale i te momenty, gdy na chwilę uchyla tarczę. To życie teatrem, laurka Linklatera dla całego procesu tworzenia – pewne wyzwanie formalne i ten troszkę spielbergowski moment, gdy bezczelny twórca, zawsze płynący pod prąd, zaczyna stawać się mentorem dla nowych pokoleń, czego znakomitym dopięciem będzie Boyhood. Ale to przede wszystkim celna autorska próba uchwycenia charakteru wielkiego artysty, gdzie Linklater jest też trochę tym młodym Efronem – zachwyconym rzeczami, szukającym swego miejsca.
Nie jest to największe osiągnięcie tego reżysera, w żadnym wypadku, ale stanowi naprawdę zaskakującą próbę rozwinięcia tematów, które przewijają się przez jego filmografię.
➅
Bernie (2011)
Dawid Myśliwiec: Jeden z tych filmów Linklatera, które bardzo dobrze się ogląda, ale których nie poleciłbyś kumplowi słowami: „Stary, musisz to obejrzeć!”. Historia tytułowego bohatera (wracający do współpracy z Linklaterem Jack Black) i jego przyjaźni z 80-latką (Shirley McLaine) oparta została na faktach i zawiera sporo komediowego dobra, ale też nie wyróżnia się niczym, co mogłoby sprawić, byśmy zapamiętali ten film na dłużej. Jeśli szukacie dobrej komedii na weekendowy wieczór, Bernie powinien zdać egzamin.
➅
Filip Jalowski: Bernie utrzymany jest w lekkim duchu, bo mimo powagi sprawy historia Tiedego mimowolnie wywołuje delikatny uśmiech na twarzy. To czarna komedia mająca w sobie wiele z patologicznych, acz na pewien sposób dziwnie przyciągających światów Todda Solondza, czyli reżysera wywodzącego się z tego samego pokolenia filmowców, co Richard Linklater. Film świetnie zagrany i sympatyczny w odbiorze. Tylko tyle i aż tyle. [fragment artykułu]
⑦
Przed północą (2013)
Dawid Myśliwiec: Długo kazał nam czekać Linklater na zakończenie najpiękniejszej miłosnej trylogii w historii. Warto było jednak wykazać się cierpliwością, by otrzymać znakomity, choć bardziej gorzki niż słodki finał historii Celine i Jesse’ego. Tym razem to już dojrzali ludzie, rodzice i kochankowie, których płomienny romans i wzajemna fascynacja mocno wyblakły, ustępując szarej codzienności i nieustannym wątpliwościom. Przed północą nieustannie trzyma widza w obawie, że ta wspaniała relacja wreszcie się rozpadnie, a jedna z najbardziej uwielbianych par w historii kina przejdzie do historii. Jednocześnie jednak Linklater daje nam do zrozumienia, że w pewnym wieku miłość to już nie tylko pełne pasji rozmowy i słuchanie winyli, ale też ciężka praca nad zachowaniem kruchej równowagi.
⑧
Łukasz Budnik: W porównaniu do poprzednich części jest to film znacznie bardziej gorzki, ale cóż – to naturalna kolej rzeczy. Linklater, Hawke i Delpy nie próbują na siłę wywrócić do góry nogami relacji Celine i Jessego, a raczej, jak zauważył Dawid, portretują to, jak płomienny romans ustępuje miejsca gorzkiej rzeczywistości. To kolejny udany powrót, znów wypełniony mnóstwem celnych, wciągających dialogów i piękne zakończenie trylogii.
⑧
Boyhood (2014)
Dawid Myśliwiec: Gdyby kiedyś powstała definicja filmu kompletnego, Boyhood bez wątpienia spełniałoby większość wprowadzonych przez nią kryteriów. Richard Linklater jak mało który reżyser potrafi w swoich dziełach uchwycić coś na pozór banalnego, ale wyjątkowo trudnego do sportretowania – codzienne życie.
⑩
Łukasz Budnik: Niesamowita sprawa, kręcić film przez kilkanaście lat i ani razu nie stracić kontroli nad tym, co dzieje się na planie. Ta wspomniana przez Dawida codzienność jest tu bardzo angażująca – po trzech godzinach seansu widz może poczuć się nie tylko jak uczestnik, lecz także jak świadek wydarzeń. Myślę, że każdy odnajdzie w Boyhood cząstkę własnych doświadczeń i to jest w tym filmie piękne.
⑧
Każdy by chciał!! (2016)
Dawid Myśliwiec: Każdy by chciał!! to kolejna fantastyczna filmowa impreza w dorobku Richarda Linklatera, po której nie grozi wam kac. Wręcz przeciwnie – pojawia się niepohamowany apetyt na kolejne „melanże”, które zostawiają uczestnika w poczuciu maksymalnie wykorzystanego czasu z najlepszymi ludźmi na świecie. I tylko szkoda, że – jak po każdej imprezie – wychodząc z kina, musimy skonfrontować się z rzeczywistością dalece mniej pozytywną niż świat kreowany przez Linklatera. [fragment recenzji]
⑧
Łukasz Budnik: Linklaterowi dobrze zrobił powrót do tematyki z Uczniowskiej balangi. Każdy by chciał to przyjemna, nostalgiczna podróż do lat 80., a reżyser świetnie odnajduje się w kreśleniu portretu ówczesnych nastolatków, w przekonujący sposób ukazując radości i trudy wynikające ze wskoczenia w dorosłość.
⑦
Last Flag Flying (2017)
Dawid Myśliwiec: Po imprezowym, choć w pewnym sensie także refleksyjnym Każdy by chciał!!, Linklater postanowił opowiedzieć dużo głębszą historią, nacechowaną znacznie poważniejszymi i silniejszymi emocjami. I okazało się, że tu także radzi sobie bardzo dobrze – Last Flag Flying jest może trochę zbyt patriotyczno-amerykańskie, ale jeśli już miałbym oglądać filmy sławiące gwieździsty sztandar, wolałbym, by wychodziły spod ręki Linklatera niż Clinta Eastwooda. Świetne kreacje trzech uznanych aktorów: Steve’a Carrella, Bryana Cranstona i Laurence’a Fishburne’a i duże wyczucie w opowiadaniu o radzeniu sobie ze stratą.
⑦
Olek Młyński: Richard Linklater, po duchowym powrocie do początków swojej twórczości w Każdy by chciał!!, zaserwował fanom kino wojenne w niecodziennym wydaniu. Last Flag Flying to sequel Ostatniego zadania Hala Ashby’ego, opowiadającego o trzech amerykańskich marynarzach walczących na wojnie w Wietnamie. Linklater bierze na warsztat tych samych bohaterów, i przygląda im się kilka dekad później: walka z Wietkongiem się zakończyła, wieże World Trade Center w Nowym Jorku zostały zniszczone, a amerykańskie wojska uwikłane są w odległy i mało zrozumiały dla nich konflikt w Iraku.
Twórca Boyhood spogląda na te przepełnione traumą i wątpliwościami czasy z perspektywy trzech stetryczałych i nękanych przez grzechy młodości facetów. Dzięki konwencji buddy movie ta mocno nacechowana politycznie historia nie nabiera jednak tak dosłownej i niezgrabnej formy jak choćby Fast Food Nation z 2006 roku. [fragment recenzji]
⑦
