NIEDOCENIANI aktorzy i aktorki, którzy powinni grać w PIERWSZEJ LIDZE

Golshifteh Farahani
Aktorka o imieniu, co do którego zapisu upewniałem się kilkukrotnie, żeby tylko nie popełnić błędu, nie jest wcale znana wyłącznie z kina niszowego. W jej filmografii znajdziemy także role w produkcji Exodus: Bogowie i królowie, najnowszych Piratach z Karaibów czy hicie Netfliksa – Tylerze Rake’u. Niestety – prawdopodobnie ze względu na jej nieskazitelną urodę – w Hollywood zatrudnia się ją przede wszystkim do drugo-, nawet trzecioplanowych ról uroczych obiektów westchnień protagonistów. I chociaż zawsze z zadania wywiązuje się wzorowo, to przyglądając się występom aktorki w filmach niezależnych, trudno nie stwierdzić, że przez powierzchowność branża filmowa bagatelizuje jej umiejętności. A szkoda, bo wierzę, że mogłaby bez problemu robić coś więcej niż być opcją romansową dla głównego bohatera.
Justin Theroux
Kolejna na tej liście gwiazda serialu Pozostawieni. Tym razem ubolewam nad małą popularnością rewelacyjnego Theroux, który odnalazł się zarówno w emocjonalnej roli Kevina Garveya we wspomnianej serii, jak i w zupełnie innej kreacji w Mulholland Drive. Za ostateczny dowód umiejętności uznaję zaś występ w Bez słowa, bowiem nawet w tak kiepskim, rozczłonkowanym fabularnie przeroście formy nad treścią potrafił tchnąć życie w osobę odpychającego pedofila. Aż żal patrzeć, że po zakończeniu emisji serialu jest o tym aktorze stosunkowo cicho i do tej pory nie doczekał się okazji do zaprezentowania swojego talentu. Mam nadzieję, że największe osiągnięcia jeszcze przed nim.
Andrea Riseborough
Tutaj mamy ciekawy przypadek, gdyż charakterystyczna uroda aktorki stanowi zarówno jej błogosławieństwo, jak i przekleństwo. To pierwsze zważywszy na to, że angażu w Mandy czy Possessorze doczekała się zapewne ze względu na warunki fizyczne. To drugie, ponieważ Hollywood nieprzychylnym okiem spogląda na tych, którzy wybijają się z obowiązującego obecnie kanonu piękna. Aparycja i ekranowy magnetyzm wciąż jednak stanowią dla niej przepustkę do dowolnej pozycji z kina grozy, co zresztą skrzętnie wykorzystuje, biorąc pod uwagę choćby wspomniane występy. Liczę na to, że prędzej czy później o jej talent upomną się także mainstreamowe projekty.
Billy Crudup
Na koniec zostawiam aktora, którego bez wątpienia kojarzy każdy miłośnik kina – nawet jeśli niekoniecznie zna jego imię i nazwisko. Niezwykle biegły w swoim fachu, wiarygodnie obrazujący zarówno rockmańską brawurę w U progu sławy, emocjonalne zagubienie w Kobietach i XX wieku, jak i biznesową dwulicowość w The Morning Show. W trakcie kariery miał okazję grać najróżniejsze kreacje i niemal za każdym razem wychodził z tego obronną ręką – choć czasami pojawiał się na ekranie dosłownie na kilka minut. Mimo to dopiero w poprzednim roku doczekał się ważnej aktorskiej nagrody (statuetka Emmy dla najlepszego aktora drugoplanowego w serialu dramatycznym). Wątpliwym jest, by stanowiło to przepustkę do bardziej „rozbuchanych” projektów, aczkolwiek nie sądzę, aby w jego przypadku należało nad tym rozpaczać. To aktor o wyrobionej w branży renomie, o czym świadczy liczba projektów na koncie, i raczej na brak kolejnych propozycji nie narzeka. Po prostu tak się złożyło, że nigdy nie zdecydował się na coś, co wykraczałoby poza świadomość „wtajemniczonych”.
Zgadzacie się z powyższą listą? Kogo byście do niej dodali?