search
REKLAMA
Anime

MUSHISHI. Piękny i specyficzny serial anime

Michał Włodarczyk

29 stycznia 2018

REKLAMA

Poetyka anime nikomu nie jest obca. Jeśli ktoś nawet przegapił Daimosa czy Tygrysią maskę w czasach świetności Polonii 1, nie pędził do domu na kolejny odcinek Dragon Balla i Slayers emitowanych w RTL 7, to z całą pewnością widział Pszczółkę Maję oraz Muminki… Kiedy zaczynałem swój żywot recenzenta na portalu, postawiłem sobie za cel, aby w jak najbardziej przystępny sposób przybliżyć czytelnikom najlepsze moim zdaniem animowane produkcje z Kraju Kwitnącej Wiśni. I mimo że dział anime odwiedza wielu stałych odbiorców, musiałem pójść na pewne kompromisy. Do czego zmierzam… Lwia część pozycji, o których piszę, odwołuje się w większym lub mniejszym stopniu do gatunków, które nie są widzom obce. Wciągający thriller (Monster), porywająca sensacja (Death Note), science fiction (filmy i serial Ghost in the Shell) czy romans (Elfen Lied) – wprawdzie wszystkie te tytuły są na swój sposób oryginalne, oferują przy tym oglądającemu wcale nie obcą egzotykę. Mówiąc prościej, są to anime atrakcyjne nie tylko dla fanów gatunku, lecz także dla osób postronnych. Myślę zatem, że oto nadszedł czas, aby przedstawić szerszej widowni dzieło bardzo specyficzne. Obraz, który mógł powstać tylko w Japonii. Anime zaiste piękne, zarówno pod względem treści, jak i cudownej oprawy. Ale także serial, który z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu… 

Mushi to istoty wymykające się jednoznacznej definicji. Żyją, co jako jedyne łączy je z roślinami czy zwierzętami. Nie posiadają jednolitej formy, nie są w żaden sposób strukturalnie uporządkowane – przyjmują zróżnicowany wygląd, różnią się od siebie także właściwościami oraz “specyfikacją”. Są niedostrzegalne dla zwykłych ludzi, a zamieszkać mogą wszędzie: w lesie, w morzu, w poduszce, a nawet w ludzkim oku… Ludzie przypisują im wywoływanie negatywnych zjawisk, takich jak choroby, powodzie czy inne kataklizmy. Tam, gdzie możliwości pojmowania przez szarego zjadacza chleba się kończą, pojawiają się tzw. mushishi. Osoby te są badaczami mushi, a w pewnym sensie także lekarzami. Mushishi reprezentują trzy odmienne od siebie szkoły. Jedni postrzegają mushi jako szkodniki, drudzy czczą je niczym bóstwa, natomiast ci ostatni wierzą, że te żywe twory mogą w spokoju koegzystować z ludźmi.

Do ostatniej grupy zalicza się Ginko, główny bohater anime Mushishi. Na samym początku niewiele o nim wiemy. Zmuszony jest prowadzić wędrowny styl życia, gdyż pozostając zbyt długo w jednym miejscu przyciąga mushi. Na tle innych ludzi wyróżnia się niecodziennym kolorem włosów, jednego oka, a także brakiem drugiego. Stopniowo będziemy zgłębiać swoją widzę na temat samych mushi oraz głównego bohatera, który towarzyszyć nam będzie od pierwszego do ostatniego, dwudziestego szóstego odcinka. Jednak głównym tematem Mushishi wcale nie będą niezwykłe żyjątka funkcjonujące jakby na uboczu ekosystemu, lecz istoty nie mniej fascynujące – ludzie.



Fabuła Mushishi jest całkowicie epizodyczna. Nie licząc dwóch odcinków mniej więcej w środku serialu, które opowiadają przejmującą historię dzieciństwa Ginko, wszystkie inne epizody są od siebie całkowicie niezależne, a spaja je jedynie osoba głównego bohatera. Przy czym wszystkie prawią na ten sam temat – oddziaływaniu mushi na ludzi oraz na temat zawiłych relacji między samymi homo sapiens. W większości historyjek zawiera się zupełnie inny morał, przy którym warto zatrzymać się na chwilę i poważnie zastanowić. Na przykład, co determinuje uczucia na linii rodzic – dziecko? Co je definiuje? Czy istnieje coś takiego jak dobra śmierć? Jaka jest w końcu natura człowieka: dobra czy zła? A może podążanie przez całe życie za źródłem tęczy nie jest wcale takie głupie? Na te i wiele więcej pytań anime jednoznacznie nie odpowiada, sugerując nam jedynie, co w zależności od sytuacji warto czasem przedsięwziąć. W tym punkcie muszę zgłosić moje jedyne zastrzeżenie do całego tytułu. Anime bowiem nie puentuje całości żadną wyraźną myślą, przesłaniem. W dodatku epizodyczność Mushishi nie ma w pewnym sensie precedensu, będąc nie tylko w świecie anime zjawiskiem prawie niespotykanym. Wygląda to bowiem tak, że można śmiało sięgać po kolejne odcinki zupełnie wybiórczo, a i tak nie będzie to miało najmniejszego przełożenia na ogólny wydźwięk historii Ginko. Jedyna postać, z którą prócz sympatycznego Ginko spotkamy się więcej niż raz, to Adashino, przyjaciel głównego bohatera. W przypadku innych bohaterów obowiązuje schemat: jedna-dwie postaci – jedna historia. Miejscem akcji jest feudalna Japonia, nie sprecyzowano jednak, w jakim okresie się rozgrywa. Tłem dla podróży mushishi są prowincje i nietknięta przez człowieka natura, nie zaś miasta i dwory. Podobnie jest z napotykanymi postaciami – są to w większości wieśniacy i ludzie prości.

Oprawa wizualna w Mushishi to mistrzostwo świata. Dotąd nie powstał jeszcze serial telewizyjny, który mógłby się równać z jakością wykonania oraz artyzmem tego elementu, jaki w swoim anime zaprezentowało studio Artland. To, co zachwyca oko w pierwszej kolejności, jest fenomenalne wykonanie tła. Fakt, iż fabuła serialu rozgrywa się z każdym kolejnym epizodem w innym miejscu i o innej porze roku, daje grafikom dodatkowe pole do popisu. Bambusowe lasy, zaśnieżone góry, bagna, złocista jesień – wszystkie scenerie, w jakich rozgrywa się akcja, to wykonane z obłędną dokładnością, przecudnie nasycone kolorami akwarelowe krajobrazy, z których poziomem wykonania rywalizować mogą chyba jedynie rysowane “miękką” kreską kinowe (!) produkcje studia Ghibli. W anime użyto także obróbki komputerowej, choć zrobiono to z niezwykłym wyczuciem – głównie do stworzenia przepięknie wyglądających mushi. Więcej na temat oprawy wizualnej powiedzieć nie mogę, pozostaje popatrzeć na obrazki w recenzji, a następnie przekonać się, jak to wszystko wygląda w ruchu, także dzięki nienagannej animacji. Muzyka w Mushishi to przykład ilustracji, która współgra z obrazem w stopniu idealnym. Delikatne, liryczne motywy, wspomagane gdzieniegdzie syntezatorem, doskonale uzupełniają tę spokojną, melancholijną opowieść, dzięki czemu nie tylko przyjemnie się ją ogląda, ale także słucha. Podobnie jak i świetnych, bardzo licznych seiyuu, z których najlepiej wypada Yuto Nakano, podkładający głos Ginko.


Mushishi to, bez owijania w bawełnę, pozycja skierowana do świadomych i dojrzałych odbiorców. Zagorzali fani dynamicznych akcyjniaków, naparzanek z mechami czy napakowanych golizną produkcji nie mają czego szukać w historiach z udziałem Ginko. Twórcy, pod płaszczykiem opowieści o nadprzyrodzonych istotach, snują spokojną i mądrą historię o ludziach, ich ułomnej naturze, słabościach, kompleksach, ale także o tej jaśniejszej stronie naszego rodzaju. W dodatku wykonane jest to na niebotycznym poziomie. Mushishi to anime pod każdym względem wybitne.

PS Serial Mushishi jest adaptacją mangi Yuki Urushibary pod tym samym tytułem.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Avatar

Michał Włodarczyk

REKLAMA