Connect with us

Publicystyka filmowa

Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Kairze. PIĘĆ ZASAD NOWOCZESNEGO KINA według Alberto Barbery

Na MIĘDZYNARODOWYM FESTIWALU FILMOWYM W KAIRZE dyskutuje się o tożsamości kina w erze cyfrowej i wpływie festiwali na branżę filmową.

Published

on

Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Kairze. PIĘĆ ZASAD NOWOCZESNEGO KINA według Alberto Barbery

Autorką tekstu jest Anna Tatarska.

Advertisement

Tegoroczny, 40. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Kairze przyciągnął nie tylko aktorów formatu Ralpha Fiennesa, ale też wielu prominentnych reprezentantów branży filmowej. W ramach Industry Days debatowali oni między innymi nad dystrybucją, festiwalami, dofinansowaniami, równouprawnieniem w świecie filmu. Jednym z niezmiennie gorących tematów był kształt kina, pytanie o to, jak film ma zachować swoją tożsamość w dobie cyfrowej rewolucji.

Mój kolega po fachu, Kaleem Aftab z magazynu „Screen”, długo rozmawiał z Nicolasem Seydoux. Wpływowy szef jednej z najstarszych firm z branży filmowej, Gaumont, wycelował oskarżycielski palec w Alberto Barberę, dyrektora artystycznego festiwalu w Wenecji. „Wenecki festiwal przyznał nagrodę filmowi, który nie trafi do kin. To nie jest film, nieważne, kto go wyreżyserował! Definicja filmu mówi, że to coś, co jest pokazywane w kinach, koniec, kropka”.

Advertisement

Gdy po jednorocznym romansie z Netfliksem Cannes – pod wielką presją kiniarzy i w wyniku lokalnych regulacji prawnych – odwróciło się od filmów produkowanych przez internetowe media strumieniowe, fabularne produkcje m.in. wspomnianej platformy znalazły swoją przystań na weneckim Lido. Tegoroczną edycję festiwalu wygrała firmowana przez popularny serwis Roma Alfonso Cuaróna, która ostatecznie będzie w ograniczonym wymiarze pokazywana w kinach, jednak jednocześnie trafi do Netfliksa.

Oprócz tego w selekcji znalazł się jeszcze udostępniany podobnym systemem 22 lipca Paula Greengrassa czy dwa pierwsze odcinki serialu telewizyjnego HBO Genialna przyjaciółka.

Advertisement

Barberę uznaje się za odnowiciela weneckiego święta kina, które po kilku latach impasu wróciło do szczytowej formy i znowu przyciąga najważniejsze nazwiska i tytuły. Dlaczego Włoch nie boi się Internetu i czym według niego jest dziś kino? Czy na festiwalach formatu Wenecji, Cannes czy Toronto jest miejsca dla filmów wyprodukowanych z myślą o małym ekranie?

Po pierwsze: żegnaj, tradycjo

Przyzwyczailiśmy się do mówienia, że jesteśmy w okresie przejściowym. Że rewolucja cyfrowa zmieniła nie tylko kino, ale i całe społeczeństwo, system produkcji dzieł kultury. Odnoszę jednak wrażenie, że nie wszyscy rozumieją, iż cyfrowa rewolucja nie dotyczy tylko techniki powstawania dzieł czy ich dystrybucji. To jest rewolucja w sensie antropologicznym, która zmienia naszą relację z rzeczywistością, nasz sposób życia. Jest tak głęboka, że można ją porównać jedynie z definiującymi epoki wydarzeniami z przeszłości. Pojawiają się głosy, że festiwale nie mają sensu, bo po co, skoro filmy są teraz na wyciągnięcie ręki. Ja uważam, że festiwale mają przyszłość, jak najbardziej, choć nie wiem, jak długą. Ale staje się jasne, że ich tradycyjny kształt traci rację bytu.

Advertisement

Po drugie: Dzisiejsze kino to nowa jakość

Mam wrażenie, że niektórzy przegapili fakt, że kino od stu lat nieustannie ewoluuje. Wypracowało przez ten czas swój język, własną estetykę, potem nauczyło się wykorzystywać dźwięk, nabrało koloru… Wytworzyło mocną tożsamość. Dorastaliśmy właśnie z takim kinem, powojennym, kinem autorów, klasycznym amerykańskim. Dla nas kino, to to, co powstawało w XX wieku. Ale dziś kino jest już czymś innym. Do wszystkich, którzy twierdzą, że kino umarło – robicie wielki błąd! Kino się ogromnie zmieniło, ale żyje, tylko w innym kształcie. I my musimy o nim inaczej myśleć. Musimy odrzucić utrwalone w dwudziestym wieku schematy. Oczywiście nie chodzi o to, żeby jednym ruchem wyrzucić do kosza sto lat. Ale trzeba dopasować model festiwalowy do tego, czym kino się staje. Ta misja zaprząta najwięcej mojej uwagi.

Po trzecie: potrzeba mądrych regulacji prawnych

Wszystkie decyzje podejmujemy wspólnie z zespołem selekcjonerów. I podejmujemy je samodzielnie, nie oglądając się na to, co robią inne festiwale. Wiem, co u nich słychać, przyjaźnię się z innymi dyrektorami, na przykład z Thierrym Frémaux. Dużo rozmawiamy, jest niezwykle inteligentnym człowiekiem. Thierry zdaje sobie sprawę, że problem z Netfliksem jest wynikiem specyficznie skonstruowanego francuskiego prawa, które zakłada, że między kinową premierą a „wpuszczeniem” filmu do Internetu muszą minąć aż trzy lata. We Włoszech nie mamy takich ograniczeń, a sam wenecki festiwal jest całkowicie autonomicznym wydarzeniem.

Advertisement

Nie reprezentujemy dystrybutorów czy producentów. Mamy wolność w podejmowaniu decyzji. Myślę, że Thierry, gdyby mógł, postąpiłby tak jak ja, czyli dopuścił filmy Netfliksa do konkursu głównego. Ale nie może.

Po czwarte: streaming i dystrybucja nie są wrogami

Doskonale rozumiem lęk, jaki odczuwają przed platformami streamingowymi kiniarze. Ale przed tym się nie da uciec, to jest nieuniknione. Ja sama też uważam, że filmy najwspanialej ogląda się na dużym ekranie, w sali kinowej. To dopiero kompletne doświadczenie. Ale uważam, że dwa systemy mogą funkcjonować wspólnie. Nawet się uzupełniać! Przecież mp3 nie zabiły kreatywności kompozytorów czy opery. Ludzie wciąż ich słuchają, a nawet oglądają retransmisje, przy czym wciąż chodzą do opery osobiście. I, co być może jest najważniejsze, streaming pozwala zasypać przepaść ekonomiczną pomiędzy widzami o różnej zasobności portfela.

Advertisement

Dzięki niemu kino jest bardziej dostępne. I to nieprawda, że przez platformy internetowe widzów jest coraz mniej. Może mniej chodzą do kina, bo parking, bo wydatki na picie, czas. Kiedyś po prostu otwierało się drzwi kina o 14 i zaczynało sprzedawać bilety. Dziś trzeba zachęcić widza, żeby chciał wyjść z domu. Zaproponować coś ekstra. Poza tym bardzo często ludzie idą do kina na film, który najpierw obejrzeli online. Albo najpierw oglądają film w kinie, a potem jeszcze w domu.

Po piąte: Kino ma wiele twarzy

Wenecja nie jest łatwym do zorganizowania festiwalem. Odbywa się pod koniec lata, po innych dużych festiwalach, takich jak Berlinale czy Cannes. Borykamy się z problemami logistycznymi. Lido jest odcięte od świata, a infrastruktura – przestarzała. Staramy się je odnawiać, zainwestowaliśmy ogromne środki w renowację sal, niekiedy całkowitą, oczywiście także pod względem technicznym, bo musimy iść i chcemy iść z duchem czasu. Zmieniliśmy podejście do programu. Burzymy istniejące mury. Słysząc hasło „kino autorów”, myślimy o Godardzie, Truffaucie, Francuskiej Nowej Fali, Bergmanie, Fellinim. Ale ich już nie ma. Za to pojawiły się nowe, mocne głosy, autorzy na miarę współczesności, jak tegoroczny zwycięzca, Alfonso Cuarón. Są tacy twórcy jak on i jest rzeczywistość wirtualna. Kino ma dziś wiele twarzy, wiele tożsamości, bardzo od siebie różnych. My chcemy patrzeć przed siebie, a nie za siebie. Wyczuwać nowe tendencje. Te dyskusje, że filmy Netfliksa to nie jest prawdziwe kino, bo zrealizowano je dla telewizji, są bez sensu.

Advertisement

W ogóle cała dyskusja o tym, co jest kinem, a co nie, wydaje mi się bardzo akademicka, teoretyczna. Streaming jest formą dystrybucji! Oczywiście, nie taką samą jak kino. Ale Netflix, tak jak choćby Warner, to producent. Do tego taki, który broni kina autorów i hojnie finansuje ambitne, niesztampowe produkcje. Kto dziś daje reżyserom taką wolność jak oni czy HBO? Dają pieniądze i nie wtykają nosa w nie swoje sprawy. To najlepsza ze strategii.

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *