Recenzje

22 LIPCA. Ten gorszy film o masakrze na wyspie Utoya

Raczej nie o taką reakcję Greengrassowi chodziło.

Autor: Janek Brzozowski
opublikowano

Dwudziesty drugi lipca to dla Norwegów od 2011 roku data szczególna. To właśnie wtedy 32-letni wówczas Anders Behring Breivik dokonał dwóch ataków terrorystycznych, w których razem zginęło aż 77 osób. Gros z nich zostało zamordowanych na wyspie Utoya, gdzie akurat odbywał się zjazd młodzieżówki Partii Pracy. Od tych tragicznych wydarzeń nie minęło nawet 10 lat, a przedstawiciele dziesiątej muzy już postanowili zrobić z nich użytek i przenieść na ekran w formie filmu fabularnego. Pierwszy dokonał tego Erik Poppe, którego Utoya, 22 lipca zadebiutowała w lutym tego roku na festiwalu w Berlinie. Mniej więcej w tym samym czasie pracę nad swoim obrazem poświęconym tej krwawej rzezi zakończył Paul Greengrass – hollywoodzki reżyser, autor takich dzieł jak Lot 93 czy Kapitan Phillips. Jego produkcja była prezentowana we wrześniu podczas festiwalu w Wenecji, a wczoraj trafiła do polskiej oferty Netfliksa. Czy film Amerykanina jest lepszy, bardziej spełniony artystycznie od dzieła Norwega? A może to rodak Breivika oraz większości ofiar z Utoyi nakręcił dzieło kompletne, z którym obraz Greengrassa nie wytrzymuje porównania? Jak już zapewne zdążyliście się domyślić po tytule tego tekstu, zdecydowanie bliżej mi do odpowiedzenia twierdząco na drugie z zadanych pytań.

Amerykańską wersję tragedii, która rozegrała się 22 lipca 2011 roku, rozpoczyna montaż równoległy. Naprzemiennie prezentowani są nam Anders Breivik (Anders Danielsen Lie) oraz liczna grupa nastolatków wspólnie spędzających czas na wyspie Utoya. Młodzi ludzie dyskutują, grają w piłkę, razem śpiewają. Beztroską sielankę przerywa informacja o wybuchu w Oslo. Każdy szybko chwyta po komórkę i obdzwania swoich bliskich, wypytując, czy wszystko u nich w porządku. Żaden z uczestników obozu jeszcze nie wie, że prawdziwe niebezpieczeństwo dopiero nadejdzie.

Ambicje

Z inscenizacją samej strzelaniny znacznie lepiej poradził sobie Poppe, który wpadł na genialny w swej prostocie pomysł zrealizowania całości wydarzeń za pomocą zaledwie jednego ujęcia.

Tam, gdzie Erik Poppe powiedział stop i odłożył kamerę na bok, tam Amerykanin dopiero się rozkręca. Twórca Krwawej niedzieli nie chciał jedynie wiarygodnie sportretować masakry, jego ambicją było przede wszystkim pokazać, jak te wydarzenia wpłynęły w dłuższej perspektywie na ocalonych oraz ich rodziny. Przy okazji zobrazował cały proces sądowy, a także osoby ściśle z nim związane – prawników i samego Andersa Breivika. Efektem owych ambicji Greengrassa jest zbyt duża liczba wątków, z których żaden nie doczekał się satysfakcjonującego rozwinięcia. Z inscenizacją samej strzelaniny znacznie lepiej poradził sobie Poppe, który wpadł na genialny w swej prostocie pomysł zrealizowania całości wydarzeń za pomocą zaledwie jednego ujęcia. W wersji amerykańskiej analogiczna sekwencja została nakręcona w sposób klasyczny, przy użyciu dużej liczby cięć, co z pewnością nie daje tak piorunującego efektu jak jeden imponujący mastershot. Rehabilitacja fizyczna oraz psychiczna, jaką przechodzi jedna z ofiar, również nie wypada na ekranie wystarczająco wiarygodnie. Ogranicza się zaledwie do kilku scen rozgrywających się na ogromnej hali sportowej oraz potwornie irytujących flashabacków z masakry, które wracają do bohatera niczym bumerang. Lepszym pomysłem byłoby poświęcić tak złożonemu zagadnieniu cały film, co uczynił np. David Gordon Green w Niezwyciężonym, gdzie przedstawił losy Jeffa Baumana – ofiary zamachu, do którego doszło w 2013 roku podczas bostońskiego maratonu.

Bohaterowie

Niestety, ale są oni w 22 lipca kompletnie nijacy. Dwójki braci, którzy pozują na głównych bohaterów filmu Greengrassa, nie mamy nawet okazji poznać. Trudno więc przejmować się ich losami zarówno podczas strzelaniny na Utoyi, jak i w późniejszej fazie filmu. Postacią-symbolem niejako staje się Viljar, czyli starszy z nich. Jego powolny powrót do zdrowia oraz próby przezwyciężenia traum i lęków związanych z masakrą mają reprezentować losy wszystkich ocalonych z zamachu 22 lipca. Fatalnym pomysłem było jednak pozbawienie tego bohatera jakichkolwiek cech indywidualnych. W tym miejscu chciałbym po raz kolejny powrócić do filmu Poppego, który miał znacznie lepszy, ciekawszy pomysł na protagonistę. Tę niezwykle odpowiedzialną funkcję w obrazie Norwega pełni młodziutka Kaja. Od początku znamy jej plany na przyszłość oraz zainteresowania, a także doskonale wiemy, co napędza ją do działania w czasie trwania rzezi – poszukiwania młodszej siostry. Z tego właśnie powodu już od pierwszego strzału kibicujemy jej w brutalnej walce o przetrwanie i drżymy ze strachu, kiedy morderca znajduje się nieopodal.

Breivik

Film Amerykanina oraz Norwega diametralnie różni również podejście do sportretowania sprawcy tragicznych wydarzeń. W Utoyi, 22 lipca morderca pojawia się jedynie na ułamki sekund, majacząc gdzieś daleko na horyzoncie w postaci ciemnej sylwetki dzierżącej karabin. Swoją decyzję Poppe tłumaczy względami moralnymi, chciał on za wszelką cenę uniknąć promocji Andersa Breivika, z tego też powodu w filmie Norwega ani razu nie pada to nazwisko. Podobnych oporów nie miał Greengrass, który wątek tego potwora w ludzkiej skórze uczynił jednym z najważniejszych w 22 lipca. Na dodatek obsadził w tej roli niesamowicie utalentowanego Andersa Danielsena Liego, który swoją kreacją zdecydowanie przyćmił pozostałą część obsady. Efekt tego zabiegu jest kuriozalny – na każde pojawienie się Breivika na ekranie czekamy z wypiekami na twarzy, a wątek powolnej rehabilitacji Viljara schodzi w naszej percepcji na dalszy plan. Raczej nie o taką reakcję Greengrassowi chodziło.

Jeżeli więc poszukujecie dobrego filmu, który koncentruje się wokół tragedii na wyspie Utoya, to z ręką na sercu polecam wam obraz Erika Poppego. Bije on produkcję amerykańską pod praktycznie każdym względem, co zważając na fakt, że reżyserem wersji zza oceanu jest twórca tak uznany i wielokrotnie nagradzany jak Paul Greengrass, wydaje się niemałym zaskoczeniem.

Ostatnio dodane