Connect with us

Publicystyka filmowa

MEDALE ZAMIAST OSCARA? Aktorzy próbujący sił w sporcie

Aktorzy, którzy zamiast Oscarów zdobywają medale, łączą pasję do sportu z miłością do kina. Odkryj ich fascynujące przygody w MEDALACH ZAMIAST OSCARA.

Published

on

MEDALE ZAMIAST OSCARA? Aktorzy próbujący sił w sporcie

Po sportowcach, którzy arenę zmagań zamienili na plan filmowy, przyszła kolej odwrócić role. Bywa bowiem tak, że to znudzeni kinem aktorzy szukają ukojenia w sporcie – i bynajmniej nie chodzi o poranny jogging czy treningi przygotowujące do kolejnego filmu. Raczej o prawdziwą pasję, pielęgnowaną równie mocno, co ekranowy wizerunek. Dla Jamesa Deana i Steve’a McQueena taką pasją były samochody i wyścigi, którym poświęcali się półprofesjonalnie (z oczywistych względów ten drugi osiągnął na tym polu więcej). Poniżej dziesięć innych gwiazd dużego ekranu, które postanowiły spróbować swojego szczęścia w sporcie.

Advertisement


Bill Murray

Bill oczywiście po prawej

Zdziwieni? Cóż, jeszcze pod koniec lat 70., będący wielkim fanem baseballu – ze szczególnym uwzględnieniem Chicago Cubs, których jeden z meczów nawet swego czasu komentował – Bill spędził aktywnie czas na boisku. Przez pięć tygodni grał dla drużyny Grey Harbor Loggers z Aberdeen (należącej co prawda do małej ligi, ale lepsze to niż nic). Jego średnia uderzeń w sezonie wyniosła 500, czyli całkiem przyzwoicie. Poza tym Murray posiada udziały w kilku pomniejszych, półamatorskich i niezależnych drużynach i ma na swoim koncie parę honorowych wyróżnień. I wciąż grywa, acz już bardziej hobbystycznie.

Co ciekawe, w przeszłości naprawdę istniał taki zawodnik, jak Bill Murray – dokładnie William Allenwood Murray, który na początku XX wieku grał między innymi dla Washington Senators. Przypadek?

Dolph Lundgren

Potężny Szwed jeszcze jako młodzik zdobył mistrzostwo Europy w karate (w którym ma czarny pas). Potem przez lata zaangażowany był w fitness, a na dużym ekranie wcielał się między innymi w bezlitosnego boksera. Mniej znanym filmem w jego dorobku jest natomiast Śmiertelny pięciobój. I to właśnie ta dyscyplina zajmuje specjalnie miejsce w sercu aktora, który co prawda poza przygotowaniami do rzeczonej produkcji nigdy nie uczestniczył otwarcie w żadnych zawodach. Ale za to na olimpiadzie w Atlancie był szefem amerykańskiej reprezentacji pięcioboistów i od tego czasu zaangażowany jest w promowanie danego sportu.

Advertisement

Frankie Muniz

Była dziecięca gwiazda komedii na początku obecnego stulecia zwróciła się ku wyścigom samochodowym. Regularnie startuje w zawodach Toyota Pro/Celebrity Race, gdzie, jak do tej pory, zajechał najdalej na miejsce czwarte. Udało mu się także zająć drugą pozycję w zimowych wyścigach na torze w Sebring. Brał też udział w juniorskiej Formule BMW i Atlantic Championship, ale bez większych sukcesów. Był członkiem ekipy Pacific Coast Motorsports, a obecnie jeździ dla US RaceTronics.

Geena Davis

Heroina kina akcji lat 90. zaskoczyła chyba wszystkich, pojawiając się pod koniec stulecia na olimpiadzie w Sydney w amerykańskiej drużynie łuczniczek. Choć na turniej dostała się jedynie za pomocą dzikiej karty, a strzelać z łuku zaczęła dopiero dwa lata wcześniej, to w pewnym momencie była trzynastą najlepszą łuczniczką w USA.

Advertisement

Oczywiście od tego czasu jedynie wyrobiła sobie fach w ręku. Okazjonalnie Geena udziela się także w kobiecej lidze baseballu, którą tak dobrze zna przecież z Ich własnej ligi – filmu prawiącego o początkach tejże.

Hillary Wolf

Pewnie mało kto pamięta Megan – jedną z wielu krewnych Kevina samego w domu. To właśnie Hillary, dla której występy w dwóch częściach przygód McAllisterów były jednymi z ostatnich w aktorskiej karierze. Potem przerzuciła się na… judo. I to w pełni profesjonalnie.

Advertisement

Dyscyplinę, którą ćwiczyła od siódmego roku życia, udoskonaliła na tyle, że po wygraniu mistrzostw juniorów wystartowała na olimpiadzie w Atlancie, a następnie cztery lata później w Sydney. Medalu co prawda nie zdobyła, ale zdołała utrzymać się w pierwszej dziesiątce najlepszych. Obecnie wraz z mężem prowadzi klub wrestlingu w Kolorado.

Lucas Black

Najciekawsze filmy z 2016 roku, które nie weszły do polskich kin

Kolejny dziecięcy aktor oraz jeden z ekipy szybkich i wściekłych od jakiegoś czasu coraz rzadziej pojawia się na dużym ekranie. Wszystko przez… golf, którym ponoć fascynuje się od szkoły średniej (a w której, jak większość amerykańskich chłopców, grał w futbol). Black notorycznie udoskonala swój kunszt w różnorakich turniejach na terenie całych Stanów Zjednoczonych i jest ponoć naprawdę dobry. Na tyle dobry, że w jednym ze swoich filmów – Seven Days in Utopia – własnoręcznie wykonał wszystkie golfowe tricki. Jak wieść niesie, Lucas poważnie rozważa karierę profesjonalisty.

Advertisement

Mickey Rourke

Niesforny Mickey już od czasów młodości udanie romansował z boksem. Wtedy na 30 swoich walk wygrał aż 27, z czego sześć przez nokaut. Potem zasmakował w filmie, który parę razy próbował połączyć ze swoją sportową pasją (Swój chłopak oraz późniejszy Zapaśnik, który podsycił w nim zainteresowanie pokazowymi walkami WWE).

W pewnym momencie zniknął zresztą z ekranów, próbując swoich sił na profesjonalnym ringu. Zrobił to jednak zbyt późno i pomimo aż ośmiu nieprzegranych walk pod rząd nie był już w stanie konkurować z najlepszymi. To właśnie wtedy jego twarz zmieniła się niemal nie do poznania na skutek licznych obrażeń. Co ciekawe, kilka lat temu ponownie zrobiło się głośno o powrocie Rourke’a na ring, kiedy to odbył pokazową walkę ze znacznie młodszym od siebie Rosjaninem – walkę wygraną, ale, jak się potem okazało, ustawioną. Bywa i tak.

Advertisement

Patrick Dempsey

Znany głównie z serialu Chirurdzy aktor już od ponad dekady pasjonuje się wyścigami samochodowymi, które zaczął uskuteczniać profesjonalnie kilka lat temu. Dotychczas z sukcesami brał udział w takich imprezach jak Rolex 24 at Daytona, 24h Le Mans, Baja 1000, American Le Mans Series oraz World Endurance Championship.

Dempsey jest także współwłaścicielem zespołu Vision Racing i od jakiegoś czasu prowadzi własną ekipę o nazwie Dempsey Racing. I choć jako kierowca wcisnął ostatnio hamulec w swojej sportowej karierze, można być pewnym, że w kwestii wyścigów nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Advertisement

Paul Newman

Ta legenda kina mimo bycia daltonistą również uwielbiała rywalizację na torze, z czego była zresztą znana w Hollywood. Co ciekawe, w przeciwieństwie do jego kolegów, sportowa kariera Newmana rozkwitła dopiero u progu pięćdziesiątego roku życia, kiedy to wystartował pod pseudonimem P.L. Newman w zawodach na Thompson International Speedway. W 1979 roku brał udział w 24h Le Mans, do którego powrócił nawet w roku 2000, startując w niższej kategorii Petit Le Mans. Wygrał cztery narodowe mistrzostwa Sports Car Club of America i ścigał się w Trans-Am Series w ekipie Boba Sharpa.

I to tylko wierzchołek jego dokonań. Newman był tak dobry, że Nissan nazwał nawet na jego cześć jeden ze swoich specjalnych modeli aut. Aktor założył także dwie ekipy kierowców – Newman Freeman Racing i Newman Wachs Racing – z którymi związany był już do końca życia. I to dosłownie, bowiem nieodżałowany gwiazdor swój ostatni wyścig odbył zaledwie miesiąc przed śmiercią, w wieku aż 83 lat (dla porównania: ze sceny aktorskiej zszedł trzy lata wcześniej). O jego sportowym obliczu – podobnie jak w przypadku McQueena – powstał nawet dokument, Winning: The Racing Life of Paul Newman.

Advertisement

Will Ferrell

Zataczamy koło. Parę lat temu ten lubiany komik – który swoją drogą ma na swoim koncie kilka udanych parodii filmów sportowych – zdecydował się na krótką, acz osobliwą i intensywną przygodę z baseballem. Zagrał w pięciu różnych meczach dla dziesięciu różnych drużyn – i, co ciekawe, w każdym na innej pozycji. Jego występ odbył się w części przygotowawczej do właściwych rozgrywek (tak zwane spring training) i był jedynie odważną akcją charytatywną, ale Ferrell poradził sobie całkiem nieźle – jak na żółtodzioba. No i przy okazji, jak na aktora przystało, nakręcił film na ten temat (Ferrell Takes the Field).

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *