Publicystyka filmowa
KLAUN, który naprawdę ZABIJAŁ. Zbrodnie prawdziwego PENNYWISE’A
KLAUN, KTÓRY NAPRAWDĘ ZABIJAŁ to przerażająca opowieść o mrocznych obliczach klaunów, które skrywają się za uśmiechem.
Clown – to taka sympatyczna postać. Prawda? Cóż… Dla wielu osób – w tym dla mnie – klauni to raczej uosobienie bycia creepy. Już jako dziecko wyczuwałam, że coś mocno niepokojącego kryje się w tym sztucznym, namalowanym uśmiechu, histerycznej wesołości, krzykliwym makijażu i dziwacznym stroju, który pasowałby raczej do małego dziecka niż do dorosłego człowieka. Groteskowość tej postaci z premedytacją wykorzystują twórcy horrorów, w pełni świadomi, że lęk przed klaunami to zjawisko tak powszechne, iż doczekało się własnej nazwy – koulrofobia.
Najsłynniejszym utworem, w którym straszy klaun, jest bez wątpienia To Stephena Kinga. Ta około tysiącstronicowa, skomplikowana powieść doczekała się głośnych filmowych adaptacji. Najpierw grozę siał umalowany Tim Curry (w 1990), a w późniejszym filmie (To z 2017) – Bill Skarsgård. Ten drugi ponownie występuje jako Pennywise w kontynuacji hitu, To: Rozdział 2, która w ten weekend wkroczyła na wielkie ekrany. Mam jednak złą informację dla wszystkich tych, którzy zostawili strach na sali kinowej, zbywając fantastyczną grozę wzruszeniem ramion, pocieszając się, że „to niemożliwe, klauni nie zabijają, to sympatyczni ludzie…”.
„Hi hi hi” – mógłby roześmiać się w odpowiedzi Pennywise. Tak się bowiem składa, że pewien zawodowy klaun – John Wayne Gacy – zalicza się do niesławnego grona najgorszych seryjnych morderców Ameryki. A seryjnych morderców, jak wiemy, w Ameryce nie brakuje, dlatego nie tak łatwo do tego grona trafić. Jakich odrażających czynów dopuścił się Gacy? Jakie filmy zainspirowała jego postać? O tym i o tym w poniższym artykule.
John Wayne Gacy pod makijażem klauna
Urodził się w rodzinie polskich imigrantów (nazwisko dziadków: Gaca) 17 marca 1940 r. w Chicago, które wiele lat później miało stać się świadkiem wszystkich jego zbrodni. Jego ojciec był alkoholikiem, mechanikiem samochodowym z obsesją na punkcie „bycia męskim”, który za punkt honoru postawił sobie wychowanie jedynego syna na „prawdziwego mężczyznę”. Mały John na swoje nieszczęście był jednak chłopcem ze skłonnościami do tycia, z wrodzoną wadą serca, a także słabym fizycznie i płaczliwym.
Ojciec uznał, że najlepszą metodą wychowawczą będzie bicie i upokarzanie – czyniąc go tylko bardziej lękliwym, zakompleksionym i znerwicowanym. Na szczęście John miał oparcie w osobach dwóch sióstr i matki. W ogóle lepiej dogadywał się z dziewczynkami, za co ojciec wyzywał go od „zniewieściałych pedałów”. Obawa, że jego syn mógłby wyrosnąć na homoseksualistę, spędzała mu sen z powiek. Nie wiedział, że jeden z jego kolegów, kierowca ciężarówki, zgwałcił Johna, gdy ten miał zaledwie 9 lat.
John kiepsko radził sobie w szkole i miał raczej złe oceny. Niektórzy lekarze i nauczyciele podejrzewali nawet, że jest opóźniony w rozwoju. Później okazało się jednak, że chłopiec przez pięć lat miał w mózgu dużego krwiaka. Między 14 a 18 rokiem życia większość czasu spędził w szpitalach, ale ojciec i tak twierdził, że jego omdlenia są symulowane. Po serii operacji jego procesy myślowe usprawniły się; mało tego, w dorosłym życiu Gacy mógł poszczycić się 118 punktami IQ, co plasowało go znacznie powyżej przeciętnej. Jako młody chłopak zainteresował się polityką i zaraz po osiągnięciu pełnoletniości wstąpił do partii demokratów.
Podjął też pierwszą próbę usamodzielnienia się – wyprowadził się z domu i zaczął pracować jako asystent ratownika medycznego. W tamtym czasie, często obcując z martwymi ciałami, Gacy zaczął zauważać u siebie dziwne żądze. Kiedy pewnego razu został w ambulansie sam na sam z nagimi zwłokami nastolatka, „coś kazało” mu pieścić i tulić chłopca. Po fakcie Gacy był tak zaszokowany swoim własnym zachowaniem, że natychmiast rzucił pracę i wrócił do rodziców.
Mimo nieukończenia liceum udało mu się dostać do college’u, gdzie kontynuował naukę na wydziale biznesu. Miał zdolności managerskie i żyłkę do interesów, dzięki czemu stosunkowo szybko został szefem kilku restauracji KFC w Waterloo, dokąd przeprowadził się za swoją pierwszą żoną. Mimo małżeństwa z kobietą Gacy miewał sporadyczne, wpędzające go we wstyd i poczucie winy kontakty homoseksualne. Te zdarzenia były pilnie strzeżoną tajemnicą Johna, który dbał, by na zewnątrz sprawiać wrażenie jak najbardziej heteronormatywnego – zupełnie, jakby w dalszym ciągu znajdował się pod oceniającym wzrokiem ojca, którego uznania nigdy nie udało mu się zaskarbić.
Gacy miał w zwyczaju m. in. proponować ładnym, młodym chłopakom pracującym w jego restauracjach wspólną grę w bilard i picie alkoholu w piwnicy jego domu. Po pewnym czasie, kiedy gość był już pijany, składał mu niedwuznaczną propozycję, a gdy spotykał się z odrzuceniem, udawał, że tylko żartował albo testował jego moralność. Inne grzechy Gacy’ego obejmowały np. zaangażowanie w przemysł pornograficzny i lokalne agencje towarzyskie. Regularnie zdradzał też swoją partnerkę z prostytutkami. Żona wychowywała dwójkę jego dzieci i zajmowała się domem, podczas gdy on wiódł życie społecznika udzielającego się na czołowych stanowiskach wielu organizacji. Znajomi opisywali go jako zwalistego, jowialnego, nieco aroganckiego mężczyznę, który jednocześnie imponował otoczeniu swoją energią i żywotnością.

John Wayne Gacy w wieku trzech lat
Po rozpadzie pierwszego małżeństwa Gacy wrócił do Chicago i ożenił się z rozwódką, Carole Hoff, z którą spotykał się w liceum. Kobieta wprowadziła się do jego domu wraz z dwójką córek. Gacy założył nowy biznes, tym razem w branży budowlanej, i szybko zaczął prosperować. Oprócz tego angażował się w działalność partii demokratów i… w aktywizację Polonii w Chicago.
Przez kilka lat był nawet dyrektorem nadzorującym doroczny polski marsz na ulicach tego miasta. Jednocześnie jego drugie małżeństwo nie miało się najlepiej i po kilku latach zakończyło się rozwodem. Żona odkryła jego kolekcję gejowskiej pornografii, a Gacy przyznał się jej do biseksualizmu i oświadczył, że nie będzie więcej uprawiał z nią seksu. Kobieta widziała, że jej mąż sprowadza do swojego garażu podejrzanie młodych chłopców. Nigdy nie interweniowała i nie wnikała w sprawę.
Choć Gacy przeniknął do popkultury jako „klaun zabójca”, a jego zdjęcia w charakterystycznym stroju należą do najlepiej rozpoznawalnych wizerunków seryjnych morderców, to nigdy nie był on zawodowym klaunem. Zajęcie to stanowiło margines jego aktywności i wykonywał je charytatywnie. Jako klaun o pseudonimie Pogo odwiedzał dzieci w szpitalach i hospicjach, występował na wielu dobroczynnych akcjach. Miał również w zwyczaju chodzić do ulubionego baru w przebraniu, co otoczenie poczytywało za niegroźne dziwactwo. Czasem tylko zawodowi klauni zwracali uwagę, że makijaż Gacy’ego jest źle wykonany, bo składał się ze zbyt wielu ostrych kątów, które nadawały jego twarzy agresywny wyraz.
Już po aresztowaniu Gacy wielokrotnie mówił o swojej fascynacji klaunami. Te postaci stanowiły dla niego symbol beztroski, szczęścia i dzieciństwa, które zostało mu odebrane przez toksycznego ojca. Gacy określał też klauna jako jedną z trzech osobowości, które zamieszkiwały jego ciało (tylko metaforycznie – nie stwierdzono u niego osobowości mnogiej) – tę, która reprezentowała jego najlepsze, głęboko ukryte cechy. Jego drugą wewnętrzną personą był „biznesmen” – czyli twarz, którą pokazywał na zewnątrz społeczeństwu; a trzecią „morderca”, którego poznamy bliżej na następnej stronie.
Mordercze Pogo
Pierwsze symptomy osobowości dysfunkcyjnej Gacy zdradzał już w dzieciństwie. Miał 6 lat, kiedy dokonał pierwszej kradzieży, a 9, gdy ojciec przyłapał go na molestowaniu koleżanki. Jego pierwsze małżeństwo rozpadło się z bardzo konkretnego powodu – w 1968 r. Gacy został oskarżony o molestowanie seksualne 15-letniego chłopca, którego dopuścił się rok wcześniej w piwnicy swojego domu w Waterloo. Ofiarą był syn jego znajomych, zwabiony do domu Gacy’ego obietnicą obejrzenia „filmu dla dorosłych”. Nastolatek został upojony dużą dawką alkoholu, a następnie szantażem zmuszony do seksu oralnego.
Po tym zdarzeniu Gacy krzywdził kolejnych chłopców, coraz bieglej nimi manipulując. Wmawiał im m.in. że przeprowadza badania na temat homoseksualizmu, za które dostaną od niego 50 dolarów. Postawiony przed sądem Gacy nie przyznawał się do przestępstwa i twierdził, że pomówienia są polityczną zemstą ludzi, którym nie podobał się jego zamiar kandydowania na stanowisko prezydenta Waterloo. Dowody winy były jednak jednoznaczne, a wpływowy ojciec pokrzywdzonego chłopca doprowadził do skazania gwałciciela na 10 lat – mimo iż za Gacym wstawiali się jego nie mniej wpływowi znajomi. A także pomimo prób zastraszenia zeznającego 15-latka poprzez nasłanie na niego zbira (chłopcu udało się uciec i zgłosić sprawę policji).
Gacy został przebadany przez więziennych psychiatrów, którzy zdiagnozowali u niego osobowość dyssocjalną (według innych terminologii dzieloną na socjopatię i psychopatię). Lekarze podkreślali, że więzień nie wykazuje żadnej skruchy i że wypuszczony na wolność najpewniej wróci do dawanych praktyk. Pomimo tego Gacy został zwolniony warunkowo po zaledwie 18 miesiącach „za dobre sprawowanie”. Już kilka miesięcy po wyjściu z więzienia próbował zgwałcić kolejnego nastolatka, a zarzuty zostały oddalone tylko dlatego, że chłopak nie stawił się w sądzie na rozprawę. Niedługo potem, podszywając się za policjanta, zmusił do seksu oralnego kolejnego chłopca pod pretekstem łapówki za wlepienie mu mandatu za przechodzenie na czerwonym świetle.
Tym razem także nie został skazany, bo przekupił ofiarę, by wycofała zarzuty. Trzeciego nastolatka zgwałcił w hotelowym pokoju podczas wyjazdu w interesach. Ten jednak nie chciał zgłaszać sprawy policji, zamiast tego próbował pobić swojego oprawcę w geście rozpaczy.

Trzy z trzydziestu trzech znanych ofiar Gacy’ego
Kiedy samo gwałcenie przestało mu wystarczać? 2 lutego 1972 r. zaoferował podwózkę i nocleg podróżującemu samotnie 16-latkowi, Timothy’emu Jackowi McCoyowi. Według słów Gacy’ego, które trudno potwierdzić wobec braku innych świadków, nie tknął chłopaka tamtej nocy. Kiedy następnego dnia rano się obudził, zobaczył nastolatka w drzwiach swojej sypialni z nożem kuchennym w ręku.
Bez zastanowienia rzucił się na chłopaka, przygniótł swoim ważącym ponad 100 kilogramów ciałem i zadźgał wyrwanym mu z ręki nożem. Kiedy zszedł na dół, zobaczył stół zastawiony dla dwóch osób – Timothy przygotował dla nich śniadanie, na które wcześniej chciał zawołać gospodarza, zapominając o kuchennym nożu w dłoni… Gacy zakopał jego ciało we wnęce pod piwnicą (tzw. „crawl space”, budowane czasem w amerykańskich domach), gdzie już niedługo miały spocząć kolejne zwłoki. „Nigdy wcześniej nie miałem takiego orgazmu, jak zabijając tamtego chłopaka” – opowiadał Gacy już po aresztowaniu. – „Zrozumiałem, że nic nie daje większej rozkoszy niż czyjaś śmierć”.

Zdjęcie więzienne Gacy’ego
Gacy według oficjalnych danych zabił 33 chłopców i młodych mężczyzn. Faktyczna liczba ofiar jest jednak zapewne większa, po prostu szczątki tylu właśnie osób udało się odnaleźć na terenie jego posiadłości. Sam Gacy utrzymywał, że zabił ponad 45 osób. Do większości tych morderstw doszło w latach 1976-1978, kiedy to po rozwodzie z drugą żoną Gacy miał do własnej dyspozycji cały dom.
Należał do tych seryjnych morderców, których bohaterowie Mindhuntera określiliby mianem „zorganizowanych” – działał według wypracowanych schematów i starannie przygotowywał się do zbrodni. Na ofiary wybierał najczęściej delikatnych chłopców o subtelnej, niemal dziewczęcej urodzie i dłuższych włosach. Psychiatrzy określali go jako efebofila – czyli osobę odczuwającą popęd seksualny do chłopców tuż po wkroczeniu w okres dojrzewania, jeszcze nie w pełni rozwiniętych fizycznie, ale niebędących już dziećmi (co odróżnia efebofilię od pedofilii). Sporo zabitych nastolatków i młodych mężczyzn pracowało na budowach należących do Gacy’ego, innych poznawał, występując jako klaun albo oferując podwiezienie gdzieś autem. Najmłodsza z rozpoznanych ofiar miała 14 lat, najstarsza – 26. Wielu ciał do dzisiaj nie udało się zidentyfikować.
Początkowo Gacy nie łączył morderstw z gwałceniem. Samo zabijanie dostarczało mu chorej podniety. W końcu jednak wypracował sobie własne modus operandi, z każdą kolejną ofiarą udoskonalając swój schemat działania. Zaczynał od zaskarbienia sobie sympatii chłopca, na co potrafił poświęcić całe tygodnie, jeśli chłopak wyjątkowo mu się podobał. Starszym proponował zazwyczaj wspólne picie alkoholu, młodszym obiecywał, że nauczy ich swoich popisowych sztuczek, które wykonywał jako klaun. W jednym i drugim przypadku dążył do tego, by skłonić ofiary do założenia kajdanek na ręce, np.
pod pretekstem, że pokaże im, jak się z nich wyswobodzić, gdyby kiedyś złapała ich policja. Gdy chłopiec był już skuty, zaczynał się nad nim pastwić. Na początku tortury i gwałty trwały kilka godzin. Później – dni, a nawet tygodnie. Z każdą kolejną ofiarą stawał się coraz okrutniejszy i bardziej bestialski. Lubił mordować przebrany za swoje alter ego, klauna Pogo. Kiedy ofiara już mu się znudziła, zabijał ją poprzez uduszenie, najczęściej sznurem. Przed duszeniem wpychał młodym mężczyznom ich własną bieliznę w gardło – jak sam twierdził, robił to, ponieważ jednej z jego pierwszych ofiar wyciekła z ust „jakaś śmierdząca ciecz” i nie chciał, by „kolejny chłopak zafajdał mu dywan”. Zdarzało mu się gwałcić też zwłoki.
Koniec cyrku

Portret klauna autorstwa Gacy’ego
Trzeba przyznać, że Gacy był wyjątkowo nieostrożny i aż dziwne, że do jego złapania doszło tak późno. Wiele ofiar było z nim powiązanych poprzez pracę, a kilku młodych mężczyzn zdołało uciec, nim ich zabił. Co najmniej jednego chłopca uwolnił po kilkunastu godzinach tortur, stwierdzając, że jednak nie ma ochoty go zabijać.
Robert Donnelly – bo tak nazywał się „ocalony” – zgłosił jednak gwałt policji: tylko po to, by funkcjonariusze przychylili się do wersji jego oprawcy, utrzymującego, że Donnelly dobrowolnie zgodził się na rolę seksualnego niewolnika w ramach sadomasochistycznej gry. Mimo lekkomyślności i często wypływających zarzutów o molestowanie seksualne Gacy miał wyjątkowego farta. Zachowywał się z typową dla psychopaty butą, wiarą we własną omnipotencję i nieomylność, nie myślał także o konsekwencjach i ewentualnej karze. Stawał się coraz bardziej arogancki z każdym kolejnym morderstwem. Czuł się do tego stopnia bezkarny, że nie pozbywał się samochodów swoich ofiar, a je sprzedawał, co w końcu naprowadziło policję na jego trop, kiedy to jeden z pracowników komisu rozpoznał auto Gacy’ego jako należące do uznanego za zaginionego Johna Szyca.
Policja powoli zaczęła łączyć elementy tej układanki, choć jednak kryminalna przeszłość i dziwne powiązania z poszukiwanymi młodymi mężczyznami budziły podejrzenia, to w dalszym ciągu brakowało dowodów na skazanie czy choćby wydanie nakazu aresztowania.
W 1978 r. Gacy’emu brakowało już miejsca na ciała w domu, dlatego zaczął porzucać zwłoki ofiar w odludnych miejscach. Dzięki temu policja zaczęła odnajdywać zabitych i zyskała pewność, że chłopcy uznani za zaginionych wcale nie uciekali z domów, a padali ofiarą seryjnego mordercy. Jedna z porzuconych przy drodze ofiar przeżyła, ponieważ w porę zauważono ją i udzielono szpitalnej pomocy. 26-letni Jeffrey Rignall, bo to on miał owo szczęście w nieszczęściu, zgłosił na policji gwałt ze szczególnym okrucieństwem i usiłowanie morderstwa. Poznał Gacy’ego pod klubem gejowskim, palili wspólnie jointa, kiedy nowy znajomy przycisnął mu chusteczkę z chloroformem do ust (dawka tej substancji była tak duża, że trwale uszkodziła mu wątrobę).
Rignall ocknął się w prawdziwej sali tortur. Leżał unieruchomiony i rozciągnięty na konstrukcji podobnej do krzyża, a Gacy zaczął od pokazania mu wszystkich narzędzi, którymi chwilę później go torturował, i wibratorów, którymi go gwałcił… Zeznania Rignalla zbiegły się w czasie z porwaniem i zabójstwem 15-letniego Roberta Piesta. W feralny dzień chłopiec powiedział rodzicom, że idzie do pana Gacy’ego, bo ten obiecał mu dorywczą pracę – nigdy już nie wrócił. Pastwo Piest szybko zgłosili zaginięcie i donieśli policji, że ostatnią osobą, z jaką widział się ich syn, mógł być właśnie Gacy. W końcu, po tylu latach, wydano nakaz przeszukania jego posiadłości.

Autoportret Gacy’ego
Pierwszą rzeczą, jaka uderzyła funkcjonariuszy w domu Gacy’ego, był wszechobecny smród. Policjanci nie mogli jeszcze wtedy wiedzieć, że w tym budynku zakopano, pochowano lub zamurowano kilkadziesiąt ludzkich zwłok w różnej fazie rozkładu. Gacy plątał się w zeznaniach. Zaprzeczał, jakoby wiedział cokolwiek na ten temat, próbował zaprzyjaźniać się z detektywami i dawać im łapówki.
Na szczęście nic to nie dało: policja przetrząsała jego kartotekę, pełną oskarżeń o molestowanie. W domu znaleziono wiele podejrzanych przedmiotów: ostre narzędzia, męskie ubrania zbyt małe na Gacy’ego, rzeczy należące do osób uznawanych za zaginione. W końcu odkryto także i zwłoki. Kiedy Gacy odkrył, że nie uniknie kary, przyznał się do winy. W czasie procesu bardziej bał się tego, że ludzie dowiedzą się o jego homoseksualizmie niż o tym, że zabijał ludzi.
W 1980 r. skazano go na karę śmierci i uznano winnym 33 morderstw. W więzieniu zainteresował się sztuką i namalował wiele obrazów, niektóre z nich mogliście oglądać podczas czytania tego tekstu. Większość tych niby to rysowanych niewprawną ręką dziecka, a jednak podszytych agresją dzieł, budzi w odbiorcy niekłamany niepokój. Malował groteskową erotykę, portrety innych morderców, no i przede wszystkim klaunów… W celi śmierci spędził aż 14 lat, ponieważ wyrok wykonano dopiero w 1994 r. Egzekucja odbyła się poprzez wstrzyknięcie trucizny. Ostatnie słowa mordercy? „Pocałujcie mnie w dupę”.
Po śmierci wycięto Gacy’emu mózg i oddano do badań. Naukowcy chcieli sprawdzić, jakie nieprawidłowości w jego budowie wpłynęły na chore potrzeby denata. Podejrzewano, że przebyty w dzieciństwie krwiak i obrzęk mózgu oraz związana z nim hospitalizacja mogły doprowadzić do zaburzeń. Wyniki badań nie potwierdziły jednak tych tez. Mózg Johna Wayne’a Gacy’ego niczym nie różnił się od mózgu przeciętnego człowieka.

Rysunek Gacy’ego pt. Sex Skull
Zło nie jest jedyną tajemnicą, którą Gacy zabrał do grobu. Nie udało się także ustalić, czy aby na pewno… działał sam. Hipoteza, jakoby „morderczy klaun” miał wspólników, poparta jest mocnymi argumentami. Jedną z pierwszych rzeczy, które Gacy powiedział po aresztowaniu, było zapytanie, czy policja ma także jego wspólników.
Przyciskany nie chciał jednak powiedzieć, kogo dokładnie ma na myśli. Wiadomo, że w czasie krwawej passy Gacy’ego pomieszkiwała u niego dwójka młodych mężczyzn, budowlańców, którzy ledwie osiągnęli pełnoletniość i pracowali w jego firmie. Jednym z nich był Michael Rossi, główny informator policji w czasie śledztwa, który wiedział o poczynaniach Gacy’ego zaskakująco dużo jak na osobę postronną. Wiele osób podejrzewało, że dwójka ta raiła zboczeńcowi swoich kolegów, ale niczego nie udało im się udowodnić. Dalej: daty śmierci trzech ofiar z domu Gacy’ego przypadają na czas, kiedy nie było go w Chicago.
Osoby, które przeżyły gwałty, wspominały, że gdzieś pod oparami alkoholu, którym otumaniał ich Gacy, kryje się wspomnienie o innych mężczyznach siedzących w samochodzie lub przyglądających się zdarzeniu.
Jeffrey Rignall był pewien, że w sali tortur Gacy’ego był ktoś jeszcze, ktoś, kto znajdował się poza zasięgiem jego wzroku. Innym razem Rignall opisywał swój sen, w którym po raz enty przeżywał koszmar gwałtu. W pewnym momencie snu odkleił się od swojego ciała i z lotu ptaka obserwował całe pomieszczenie, w tym tę trzecią osobę, której obecność nie dawała mu spokoju, a która okazała się nie człowiekiem, lecz szatanem, kierującym poczynaniami mordercy… Abstrahując od paranormalnych teorii spiskowych: czy Gacy został kozłem ofiarnym szajki gwałcicieli? Czy realizował fantazje któregoś ze swoich wysoko postawionych znajomych, a potem zgodził się wziąć całą winę na siebie w ramach jakiegoś podejrzanego układu? Odkryto powiązania kilku ofiar Gacy’ego z Johnem Normanem, przestępcą, który nadzorował handel żywym towarem na terytorium wokół Chicago.
Czy Gacy był zamieszany w zorganizowane struktury przestępcze? To mogłoby wytłumaczyć, czemu pomimo tak dużej niefrasobliwości w działaniu został ujęty tak późno. Chyba nigdy nie dowiemy się prawdy. Jeśli historie seryjnych morderców czegokolwiek nas uczą, to tego, że na niektóre pytania nie ma odpowiedzi, a ostatnią zasadą, według której działa świat, jest logika.
Filmy i seriale zainspirowane Gacym
Złapać mordercę (1992, reż. E. Till)
Ten trzygodzinny film telewizyjny, który na początku lat 90. zadebiutował na antenie stacji FOX jako miniseria, do dzisiaj pozostaje najbardziej rzetelną produkcją poświęconą Gacy’emu. Fabuła skupia się na śledztwie, które doprowadziło do ujęcia mordercy. Porządny scenariusz i umiejętnie budowanie napięcia zostały dopełnione świetną kreacją Briana Dennehy’ego, który wcielił się w Gacy’ego. Jeśli zastanawiacie się, który z filmów o tym mordercy obejrzeć przede wszystkim, to właśnie ten.
Gacy (2003, reż. C. Saunders)
Ten niskobudżetowy film trafił od razu na kasety. Reklamowano go jako horror, ale to określenie trochę na wyrost. Gacy został niemal jednogłośnie zjechany przez krytykę, choć byli i tacy, którzy film chwalili. Doceniono m.in. sugestywną grę aktorską Marka Holtona w tytułowej roli. Nie jest to w pełni udane dzieło, ale na pewno Gacy stanowi dobrą przebieżkę po życiu i zbrodniach „Pogo”. Biografia z dreszczykiem na samotny wieczór.
Gacy House (2010, reż. A. Fankhauser)
Ten niskobudżetowy horror stanowi nieoficjalny prequel do Paranormal Entity. Nakręcony w konwencji found footage ewidentnie próbował podpiąć się pod sukces serii Paranormal Activity. Powszechnie uznaje się go jednak za twór wyjątkowo nieudany, a szkoda, bo potencjał tej historii był spory. Film opowiada o grupie poszukiwaczy zjawisk paranormalnych, którzy badają opuszczony dom Gacy’ego, uznawszy, że budynek, który był świadkiem tak wielu okrutnych zbrodni, musi być nawiedzony. Co tam znajdują? No niestety niewiele, za to widz z całą pewnością znajdzie rozczarowanie.
Dahmer vs. Gacy (2010, reż. F. Austin)
Ten film to z kolei pozycja obowiązkowa dla fanów kiczu, przegięcia i złego gustu. Jeśli jesteście fanami naszego działu „Kino klasy Z”, to sięgnijcie po Dahmer vs. Gacy, który na najpopularniejszym polskim portalu ratingowym może się poszczycić (w chwili, gdy to piszę) oceną 2/10 na 19 oddanych głosów – co zawsze jest dobrym symptomem dla miłośników nietypowych, niedobrych smaków. Fabuła? Tajny plan USA, by stworzyć idealnego mordercę poprzez połączenie DNA Gacy’ego i Jeffreya Dahmera idzie w łeb, kiedy to dwaj maniacy uciekają spod kurateli rządu i wyruszają na killing spree. Film zdobył nagrodę publiczności na niezależnym festiwalu Bare Bones International i cieszy się uznaniem w pewnych kręgach.
Szanowny Panie Gacy (2010, reż. S. Ristovsky)
Rok 2010 przyniósł w sumie aż trzy filmy o morderczym klaunie z Chicago, z których najpopularniejszy jest Szanowny Panie Gacy. Bazę dla tej telewizyjnej produkcji stanowiła wspomnieniowa książka The Last Victim autorstwa Jasona Mossa – studenta kryminalistyki, który w ramach pracy badawczej korespondował z seryjnymi mordercami. Film skupia się na jego skomplikowanej relacji z Gacym. Moss kreował się w listach na typową ofiarę „Pogo”, czyli młodego, naiwnego chłopaka – po to, by zbliżyć się do mordercy i możliwie najlepiej poznać jego psychikę. Ten intrygujący pomysł wyjściowy nie został w pełni wykorzystany, ale film i tak jest wart obejrzenia.
American Horror Story
Popularna antologia nawiązywała do Gacy’ego w sumie dwa razy. Najpierw w sezonie Freak Show pojawił się klaun Twisty, wyraźnie inspirowany Gacym. Natomiast w Hotelu pojawił się sam John Wayne Gacy. Obie postaci zagrał John Carroll Lynch, dołączając tym samym do grona aktorów, którzy w różnych wcieleniach pojawiali się w poszczególnych odsłonach American Horror Story.
Być może też Gacy’ego zobaczymy w trzecim sezonie Mindhuntera. Jego występ został niejako zapowiedziany w odcinku pierwszym sezonu drugiego. Jak zauważyli spostrzegawczy fani, w scenie, kiedy Wendy opowiada o kolejnych mordercach, których mogliby przebadać, kamera zatrzymuje się na wypełnionej aktami kopercie z napisem „Gacy, J. W.”.
