Connect with us

Publicystyka filmowa

FRIENDS. Gdzie jesteście „Przyjaciele” moi…

Czas mija, ale „PRZYJACIELE” wciąż w sercach. Ostatni odcinek to koniec epoki, a ich wspólne chwile nadal bawią i wzruszają.

Published

on

 

Advertisement

Czas naprawdę szybko płynie… – od emisji ostatniego odcinka „Przyjaciół” minęło już 10 lat. 6 maja 2004 roku wszyscy bohaterowie położyli na blacie swoje klucze do mieszkania babci Moniki. Zamykali za sobą drzwi i rozpoczynali nowy etap życia. Wiadomo było, że nie będzie już przesiadywania w salonie z wrzosowymi ścianami. To był koniec. Rachel, Monica, Phoebe, Ross, Joey i Chandler szli jeszcze na kawę do Central Perk, ale tego już nie dane nam było zobaczyć. Musieliśmy pogodzić się z tym, że minęła pewna epoka. I choć słowa te być może brzmią patetycznie, nie można powiedzieć, by były one przesadą.

Ja „Przyjaciół” zacząłem oglądać będąc jeszcze w podstawówce, a na ostatnie odcinki finałowej serii pędziłem wracając z uczelni. O ile dobrze pamiętam, 19.40 w TVN7 – kiedy wieczorne zajęcia się przeciągały, spóźniałem się na swój pociąg, a wtedy musiałem naprawdę szybko biec do domu, aby nie przegapić sceny przed czołówką. Ale warto było. Te 20 kilka minut z „Przyjaciółmi” to najlepszy odpoczynek po ciężkim dniu, jaki można było sobie zafundować. Do dziś zresztą często oglądam przypadkowe odcinki na chybił/trafił – gdy mam zły humor, nudzi mi się, gdy jem w samotności, kiedy na coś czekam, a czasami tak po prostu.

Advertisement

.. bo się stęskniłem. Robi tak zresztą wielu moich znajomych właściwie z całego świata. Trzeba przyznać, że fani serialu znają wszystkie odcinki niemal na pamięć. Ja sam każdą serię widziałem już chyba z 10 razy, większość dialogów mógłbym wypowiadać razem z bohaterami, a i tak zdarza się, że „Przyjaciele” śmieszą mnie do łez. Domyślam się, że nie jestem w tym odosobniony. Polskie stacje telewizyjne emitują tę produkcję właściwie bez przerwy, od początku do końca, a potem raz jeszcze – świadczy to o tym, że wciąż cieszy się ona dużą popularnością, a zapewne raz na jakiś czas zdobywa nowych miłośników.

BANALNY PRZEPIS NA SUKCES

Advertisement

Mimo że byłem dużo młodszy niż bohaterowie, w jakiś sposób dojrzewałem razem z nimi. Gdy zaś przypominam sobie poszczególne odcinki teraz, będąc w podobnym wieku, widzę jak bardzo moje życie pokrywa się z tym, co przeżywała wesoła szóstka. Jasne, nie mieszkam w Nowym Jorku, nie jestem aktorem czy kucharzem, nie gram na gitarze, moja mama nie pisze powieści erotycznych, nie interesuję się modą i nie mówię najsmutniejszego „Hej” na świecie. Ale w jakiś sposób mogę identyfikować się właściwie z każdym z bohaterów. To teoretycznie banalny przepis na sukces – kilka postaci, z których każda jest inna i daje widzowi możliwość rozpoznania w nich swoich cech. Jednak trzeba też to umieć wykonać, a różnie z tym bywa. W tym serialu jednak udało się to znakomicie.

friends-2

Bardzo duża wartość „Przyjaciół” polega na tym, że pokazuje życie w momencie, kiedy przyszłość jest wielkim znakiem zapytania. Z jednej strony niekończące się możliwości, z drugiej – na wszystko więcej pytań niż odpowiedzi. No a kto tego nie zna?

Advertisement

Serial opowiada o grupie dwudziesto(kilku)latków z dużego miasta, którzy są na tzw. etapie przejściowym. Wyprowadzili się z rodzinnych domów, ale wciąż nie mają nic swojego – wynajmują przecież mieszkania ze współlokatorami. Nie są już dziećmi, ale nie są też gotowi, aby wychować własne. Mają pracę, ale nie taką, o jakiej by marzyli. I tak dalej, i tym podobnie. Każde z nich jakoś wpisuje się w ten schemat, ale w zupełnie inny sposób – Ross np. miał już przecież ustatkowane życie, ale w pierwszym odcinku dowiadujemy się, że jego żona zostawiła go i odeszła do kobiety; Rachel z kolei nigdy nie powinna być na etapie przejściowym, bo z roli córki miała od razu wejść w rolę żony, ale.

.. uciekła sprzed ołtarza. Wszystkie te postacie z pozoru sprowadzają się do tego samego, znanego nam wszystkim stanu niepewności o przyszłość. Twórcy serialu opowiadają jednak o tym w różnych stylach, barwach i odcieniach – dzięki temu każdy widz może w jakiś sposób identyfikować się z perypetiami Phoebe, Joeya czy Moniki i odnaleźć w nich chociaż małą cząstkę siebie. Niby proste, niby banalne, a jednak w tym wypadku fenomenalne.

Advertisement

friends-4

JEDEN ZA SZEŚCIU, SZEŚCIU ZA JEDNEGO

„To jest o seksie, miłości, związkach, karierze, o okresie życia, kiedy wszystko jest możliwe. Poza tym o przyjaźni, ponieważ kiedy jesteś singlem w wielkim mieście, twoi przyjaciele stają się twoją rodziną” – w takich słowach Marta Kauffman i David Crane opisali swój pomysł na nowy serial, prezentując go stacji NBC. Sami byli wtedy zresztą w podobnym momencie życia. Ich wspólna kariera chyliła się ku upadkowi po tym jak przygotowany przez nich sitcom „Family Album” został zdjęty z anteny po zaledwie sześciu odcinkach. Byli bez pracy i musieli zacząć wszystko od nowa. Zgłosili się wtedy do swojego znajomego producenta Kevina Brighta, z którym przygotowali zarys serialu „Insomnia Cafe” o szóstce młodych ludzi próbujących znaleźć szczęście na Manhattanie.

Advertisement

Pomysł ewoluował, zresztą tak samo jak tytuł serialu – zanim ostatecznie zdecydowano się na prosty „Friends”, próbowano z „Friends like us” oraz „Six of one”. Stacja NBC, która zainteresowała się projektem, początkowo chciała, aby postacie serialu były nieco starsze i by bardziej skupiał się on na rozterkach tzw. „generacji X”. Zamiast kawiarni, w której stale przesiadywaliby bohaterowie, widzieli też raczej niedrogą, typowo amerykańską restaurację. Crane, Kauffman i Bright byli jednak pewni swojego pomysłu. Zdecydowali się napisać pełen scenariusz odcinka pilotażowego i zaprezentować go przedstawicielom stacji. Ci zachwycili się ich wizją i dali projektowi zielone światło. Wystarczyło tylko znaleźć dobrą obsadę.

Dobry scenariusz w przypadku sitcomu to nie wszystko. Jeszcze ważniejsi są przekonujący, wzbudzający natychmiastową sympatię aktorzy. Tacy, którzy dla widzów po prostu byliby Rachel, Chandlerem czy Moniką, a nie jedynie odtwórcami tych ról. Producenci szukali więc osób, które miałyby sporo wspólnego z wykreowanymi przez nich postaciami, ale aby jednocześnie mogły one wnieść w nie coś od siebie. Kauffman i Crane nie są bowiem stereotypowymi scenarzystami, którzy strofują aktorów za zmianę tekstu; wręcz przeciwnie – sami wielokrotnie pytali obsadę o ich opinie, porady, pomysły. Wiadomo też, że wiele z popularnych scen serialu było czystą improwizacją (szczególnie jeśli chodzi o Lisę Kudrow i jej Phoebe).

Advertisement

 

schwimmer

Pierwszym, którego obsadzono był David Schwimmer, czyli serialowy Ross. Twórcy „Przyjaciół” pamiętali go z castingu do ich poprzedniej produkcji. Uważali, że świetnie nadawałby się on na nieco neurotycznego, romantycznego geeka, jakim jest ten bohater. Kauffman po latach przyznała zresztą, że od początku pisała scenariusz z myślą o tym aktorze. Choć o rolę ubiegał się też np. Eric McCormack (znany z serialu „Will i Grace”), chciano Schwimmera. Nie było to jednak takie proste – aktor wcześniej wystąpił w sitcomie „Monty”, który okazał się klapą, i nie zamierzał ponownie grać w tego typu produkcjach.

Advertisement

Gdy dostał propozycję od Kauffman i Crane’a, grał w Chicago w scenicznej adaptacji „Mistrza i Małgorzaty”, będąc zadowolonym z przebiegu kariery. Kolejny sitcom wydawał mu się krokiem wstecz. Zmienił jednak zdanie, kiedy dowiedział się, że „Przyjaciele” będą korzystać z formuły tzw. ensemble cast, czyli takiej, w której każdy z głównych bohaterów dostaje mniej więcej tyle samo czasu antenowego i jest tak samo ważny w fabule. Przypominało to trochę pracę w teatrze, gdzie jest partnerstwo i nie ma żadnej głównej gwiazdy. Spodobała mi się taka forma współpracy – mówił w jednym z wywiadów.

Schwimmer pozostał zresztą wierny tym wartościom i to on był osobą, która namówiła pozostałych członków obsady na wspólne negocjowanie kontraktów i stanowisko na zasadzie „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. W czasie emisji pierwszych sezonów „Przyjaciół” to on dostawał najwięcej propozycji (wystąpił np. w głównej roli w komedii romantycznej „Żałobnik” u boku Gwyneth Paltrow czy „Uczniu szatana” Bryana Singera) i wyrastał na największą gwiazdę show, umożliwiając sobie podbijanie stawki za odcinek. Uważał jednak, że serial jest wspólnym sukcesem wszystkich sześciu aktorów.

Advertisement

Choć producenci rozważali opcję z czterema postaciami, które miałyby utrzymać „Przyjaciół” na powierzchni, dzięki Schwimmerowi nigdy do tego nie doszło. Wszelkie renegocjacje kontraktów odbywały się wspólnie – „Wszyscy albo nikt”. Aktor miał zresztą dobre stosunki z całą ekipą serialu, co zaowocowało powierzeniem mu roli reżysera dziewięciu odcinków. Po zakończeniu produkcji Schwimmer zajął się reżyserią na dobre, kręcąc np. nieźle przyjęty film „Pożegnanie z niewinnością” z Clivem Owenem. Największy rozgłos w ostatnich dziesięciu latach przyniosło mu jednak chyba użyczenie głosu postaci Melmana we wszystkich częściach „Madagaskaru”.

courtney-cox

Courteney Cox przed „Przyjaciółmi” znana była przede wszystkim z reklam. Prawdziwym hitem była reklama podpasek, w której aktorka wypowiadała słowo „okres” – był to pierwszy taki przypadek w historii amerykańskiej telewizji. Fani Bruce’a Springsteena znali ją również z teledysku do piosenki „Dancing In The Dark”. Twórcy serialu z kolei zapamiętali jej rolę w sitcomie „Family Ties”, gdzie przez dwa sezony wcielała się w dziewczynę Michaela J. Foxa. Początkowo aktorka została zaproszona na casting z myślą o roli Rachel, jednak Cox wolała zagrać Monicę. Była bardzo ambitna, wiedziała czego chce i lubiła mieć nad wszystkim kontrolę, tak jak jej bohaterka.

Advertisement

W początkowej wersji scenariusza postać ta nie była jednak tak wesoła i aktywna, jaką ją ostatecznie poznaliśmy. Monica, którą wymyślili Kauffman i Crane, odznaczała się raczej skupieniem, konkretnością w działaniu i seksualną energią. Cox obdarzyła ją jednak swoimi cechami, dzięki czemu stała się bardziej uczuciowa, a jej super-ambicja okazała się jednym z najlepszych komediowych elementów serialu, często ukazując tę postać niczym upojoną napojem energetycznym.

Rola ta pokrywała się z realnym życiem aktorki również w innych, mniej przyjemnych aspektach. W trzech ostatnich sezonach serialu Monica i Chandler bezskutecznie starają się o dziecko, ostatecznie decydując się na adopcję. Cox w tamtym okresie również próbowała zajść w ciążę, jednak za każdym razem kończyło się to poronieniem. Do jednego z nich doszło krótko przed tym, jak aktorka miała nakręcić odcinek o narodzinach dziecka Rachel i Rossa – wewnątrz płakała, a na planie musiała być wesoła i pełna energii, jak to Monica. W jednym z wywiadów ze łzami w oczach opowiadała, jak trudny był to dla niej moment.

Advertisement

Aktorka wraz z mężem Davidem Arquette ciągle starali się jednak o potomka, a po zakończeniu emisji serialu w końcu im się to udało. Cox była już zresztą w ciąży kręcąc ostatnie odcinki finałowej serii. Została mamą tuż po tym, jak udało się to Monice. Choć jej małżeństwo nie przetrwało, z Arquette wciąż wiążą ją pozytywne stosunki przyjacielskie i biznesowe. Oboje są producentami wykonawczymi serialu „Cougar Town: Miasto kocic”, w którym Courteney jest główną gwiazdą.

leblanc

Matt LeBlanc długo ubiegał się o angaż w „Przyjaciołach”. Problemem było to, że nie miał zbyt wiele doświadczenia – producenci kojarzyli go właściwie jedynie z reklamy ketchupu Heinz. Aktor był jednak wprost idealny do roli Joeya. Nawet oglądając wspomnianą reklamę ma się wrażenie, jakby została nakręcona na potrzeby serialu, jako jedno ze zleceń bohatera. Opowiadając o castingu LeBlanc stwierdził tylko: Joey miał być nierozgarniętym przystojniakiem z włoskimi korzeniami, który nieudolnie próbuje swoich sił w aktorstwie i uwielbia wyrywać laski. Pomyślałem «Chyba go znam». Scenarzyści opisali tę postać jako faceta niewielu słów, jeszcze mniejszej ilości myśli, ale za to całych pokładów dobrego serca.

Advertisement

Joey miał być równym kumplem, kimś, kto nie owija w bawełnę i naprawdę wierzy w to, co mówi, nawet jeśli wiemy, że to tylko stek bzdur. LeBlanc ze swoim usposobieniem pasował do tego opisu jak ulał. Ponadto, jego nieudane próby zaistnienia w showbiznesie, bogate relacje z kobietami, a nawet fakt, że jego mama jest z pochodzenia Włoszką, tylko umocnił jego pozycję. Choć twórcy serialu nie byli przekonani, czy poradzi sobie z tak dużą rolą, zaprosili go na próbę z Jennifer Aniston i Courteney Cox. Między całą trójką od razu zaistniała chemia, producenci postanowili mu zaufać i tak LeBlanc rozpoczął nowe aktorskie życie.

Jego postać okazała się też jedyną, która nie przestała istnieć wraz z zamknięciem drzwi do słynnego mieszkania Moniki. LeBlanc został gwiazdą „Joeya”, czyli spin-offu serialu opowiadającym o rozwoju filmowej kariery tej postaci w Los Angeles. Początkowe odcinki, pokazywane w tym samym czasie antenowym co „Przyjaciele”, spotkały się z ogromnym zainteresowaniem widzów. Potem było jednak coraz gorzej i serial ostatecznie został anulowany przed końcem drugiego sezonu. Trudno się temu dziwić – choć jego twórcami były osoby pracujące przy późniejszych seriach „Przyjaciół” (a kilka odcinków wyreżyserował nawet David Schwimmer), zupełnie nie dało się tego odczuć.

Advertisement

Joey po prostu nie wzbudzał już takiej sympatii. Postać ta rozwijała się w inną stronę niż za czasów jego życia w Nowym Jorku. Wielu widzów oglądało kolejne odcinki, licząc na gościnne występy pozostałych aktorów, ale nigdy do tego nie doszło. „Joey” zdejmowany był z anteny przedwcześnie, w atmosferze wielkiej porażki (nie wyemitowano nawet tych odcinków, które były już nakręcone). W 2011 roku LeBlanc zaczął jednak występować w serialu „Episodes”, w którym wciela się w… aktora Matta LeBlanca – pojawiło się w nim wiele nawiązań do „Przyjaciół”, a w jednym z odcinków zagrała Lisa Kudrow. Matt dostał za tę rolę Złoty Glob (jego pierwsza indywidualna nagroda), po raz kolejny dając nowy start swojej aktorskiej karierze.

kudrow

Obecność Lisy Kudrow w serialu związana jest z inną produkcją NBC, „Mad About You”. Aktorka miała tam niedużą rolę Ursuli Buffay, ekscentrycznej kelnerki stale zapominającej zamówień. Brzmi znajomo? No właśnie… Jako że oba seriale rozgrywały się w Nowym Jorku i pokazywane były przez tę samą stację, twórcy postanowili zrobić coś, aby widzowie nie czuli się rozkojarzeni. Postanowili, że Phoebe będzie siostrą bliźniaczką postaci granej przez Kudrow w „Mad About You”. Doszło do swoistego skrzyżowania tych dwóch seriali – Ursula raz na jakiś czas pojawiała się w „Przyjaciołach”, a w jednym z odcinków do Central Perk przychodzą bohaterki „Mad About You” i biorą Phoebe za Ursulę (był to zresztą gag zupełnie niezrozumiały dla widzów, którzy nie mieli styczności z tym serialem). Kudrow przez jakiś czas grała w obu produkcjach równolegle, ale ostatecznie Ursula zaczęła pojawiać się już tylko w „Przyjaciołach”.

Advertisement

Producentom bardzo zależało na Kudrow, takiej, jaką widzieli w tej małej, acz charakterystycznej rólce ze wspomnianego serialu. Casting pokazał bowiem jedynie jak bardzo przerysować można postać Phoebe – aktorki ubiegające się o tę rolę wyglądały ponoć jakby żywcem wyjęto je z lat sześćdziesiątych, a ich interpretacja scenariusza wskazywała na totalne oderwanie od rzeczywistości. Twórcy serialu woleli więc poszukać kogoś „rzeczywistego” i ostatecznie udało im się znaleźć Ursulę Buffay. Phoebe miała być jeszcze bardziej ekscentryczna, nieco postrzelona, ale obdarzona o wiele większą empatią.

Kauffman i Crane byli pewni swojego wyboru, jednak mało brakowało, a Kudrow nie mogłaby się wcielić w tę kultową bohaterkę. Niedługo przed telefonem od producentów „Przyjaciół” dostała bowiem angaż w telewizyjnym hicie „Frasier”. Na szczęście… zwolniono ją przed pierwszym dniem zdjęciowym. Po latach Kudrow przyznała, że słabo spisywała się na próbach i zdawała sobie sprawę z tego, że pomiędzy nią, a resztą obsady brakuje chemii. Nie winiła twórców „Frasiera”, że podziękowano jej za współpracę właściwie w ostatniej chwili. Choć była wtedy bardzo rozczarowana, ostatecznie okazało się to najlepszą rzeczą, jaka mogła ją spotkać.

Advertisement

Dzięki temu, że ją zwolniono, nie było przeszkód, aby wcieliła się w Phoebe Buffay, a to w końcu rola jej życia. Zresztą, nie oszukujmy się, w przypadku pozostałych aktorów z „Przyjaciół” można by napisać tę samą formułkę. Choćby nie wiem czego jeszcze dokonali w showbiznesie, kojarzeni będą z tym właśnie serialem. Kudrow nie widzi w tym jednak żadnego problemu. W jednym z wywiadów tuż przed zakończeniem emisji hitowej produkcji stwierdziła po prostu: Myślę, że do końca życia będą o mnie mówić jako aktorce z „Przyjaciół”. Ale dlaczego by nie? Przecież nie ma się czego wstydzić. To świetna sprawa.

perry

Scenariusz, choć z miejsca został uznany przez NBC za bardzo obiecujący, miał kilka słabych punktów. Jednym z nich była postać Chandlera. W pierwotnej wersji razem z Phoebe mieli oni być zresztą jedynie postaciami drugoplanowymi, zapewniającymi humor i żarty. Twórcy nie mieli do końca pomysłu na Chandlera, a jego specyficzne poczucie humoru wydawało się wymuszone. Zmieniło się to dopiero, gdy rolą zainteresował się Matthew Perry. Znał on Kauffmann i Crane’a z pracy nad jednym z odcinków ich wcześniejszej produkcji „Życie jak sen” i sam poprosił ich o możliwość przyjścia na casting.

Advertisement

Identyfikował się z tą postacią. Tak samo jak on słabo radziłem sobie z kobietami i źle się czułem, kiedy zapadał choćby moment ciszy. Gdy się to dzieje, zawsze palnę coś głupiego – opowiadał. Podobieństw było zresztą więcej. Jego rodzice rozwiedli się, gdy był bardzo mały, a wychowująca go samotnie matka wiele razy się przenosiła, co miało wpływ na trudne dzieciństwo aktora. Choć w serialu ten aspekt prezentowany był głównie w tonie komediowym, był to kolejny argument za obsadzeniem Perry’ego. Gdy zaś zaprezentował swój specyficzny sposób mówienia, obśmiewany w wielu odcinkach, producenci wiedzieli, że znaleźli swojego Chandlera.

Napisane przez nich żarty, które wcześniej wydawały się toporne, w ustach Perry’ego nabierały lekkości. Później to jego zresztą często pytali o zdanie w tej kwestii – kiedy w jakiejś scenie brakowało puenty, można było być pewnym, że on coś na to poradzi. Jak mówiła Kauffman, Perry uratował tę postać i nadał jej odpowiedniej charyzmy.

Advertisement

Twórcy nie mogli jednak od razu zaangażować Perry’ego. Podpisał on bowiem kontrakt na jedną z głównych ról w serialu „LAX 2194” o grupie bagażowych pracujących na lotnisku w odległej przyszłości (sic!). Pilot był już nakręcony i wszystko wskazywało na to, że aktor będzie zbyt zajęty, aby móc grać w obu produkcjach. Choć bardzo nalegał (z emisją „LAX 2194” zwlekano, więc było możliwe, że aktor zostanie z niczym), producenci „Przyjaciół” nie mogli zgodzić się na takie ryzyko. Zaczęto więc poszukiwania innego aktora. Gdy jednak w końcu pokazano pilot tego przedziwnego serialu o bagażowych z końca 22.

wieku, dla Kauffman i Crane’a stało się jasne, że żadna stacja nie zdecyduje się na jego kupno – był tak bardzo słaby. Na tydzień przed sfinalizowaniem etapu castingu, Perry wrócił więc do gry. Dopełniono wszelkich formalności i dostał rolę. Dla wielu osób jego Chandler Bing to ulubiona postać serialu i nie zmieniło tego nawet jego lekkie przeobrażenie w pantoflarza po ślubie z Monicą. Dla mnie ewolucja tego bohatera to wręcz jeden z ciekawszych wątków wszystkich dziesięciu sezonów. Choć w trakcie pracy nad serialem aktor pojawiał się w całkiem popularnych filmach kinowych, tak jego ostatnie próby powrotu przed kamerę spełzły na niczym.

Advertisement

Właściwie wszystkie podejścia do wprowadzenia na antenę serialu z Matthew w roli gwiazdy kończyły się anulowaniem produkcji. Ku zaskoczeniu wszystkich, to on okazał się tym, który najsłabiej poradził sobie z życiem zawodowym po zakończeniu emisji „Przyjaciół”.

aniston

O ile Chandler został obsadzony na tydzień przed rozpoczęciem pracy na planie, tak na Rachel producenci musieli czekać niemal do ostatniej chwili. Mimo że na Jennifer Aniston zdecydowano się niemal od razu (no, prawie… – początkowo myślano o niej jako odtwórczyni roli Moniki), miała ona kontrakt z CBS, który mówił, że żadna z jej ról nie może być większa niż ta, którą miała grać w ich serialu „Muddling Through”. Miał on jednak pojawić się na antenie dopiero kilka miesięcy później i nie wiadomo było, czy spotka się z zainteresowaniem. Problem polegał na tym, że jeśli okazałby się sukcesem, Aniston miałaby zbyt wiele zobowiązań u konkurencji – jej rola w „Przyjaciołach” musiałaby zostać zmniejszona lub trzeba by ją było zwolnić i zastąpić inną aktorką.

Advertisement

Po długich rozważaniach decyzję podjął Walter Littlefield, dyrektor rozrywki w NBC, który znał Aniston już wcześniej. Stwierdził, że „Muddling Through” ma małe szanse na więcej niż jeden sezon, a kilka miesięcy dostosowywania harmonogramu pracy do CBS jest do ogarnięcia. Okazało się, że miał dobrą intuicję – serial ten szybko zdjęto z anteny, a Aniston biegała między dwoma planami tylko przez pewien czas.

Rachel i jej związek z Rossem to właściwie główny, stale powracający wątek serialu, który ciągnie się od pierwszego odcinka, gdy Ross pyta jej, czy wiedziała, że kiedyś się w niej podkochiwał, aż do spektakularnego finału z wyścigową taksówką, wyznaniem miłości na lotnisku, „lewą phalange” i niezwykle przejmującą wiadomością na sekretarce. Między Aniston i Schwimmerem istniała ogromna chemia, którą widać było zwłaszcza w scenach kłótni („We were on a break!” przeszło do historii telewizji i nie dam sobie wmówić, że jest inaczej). Co jednak ciekawe, scenarzyści nie mieli w planach rozbudowy tego wątku.

Advertisement

W zarysie historii mowa była tylko o tym, że Rachel jest szczenięcą miłostką Rossa, a główny romans serialu miał skupiać się na… Monice i Joeyu. Uważano, że ta dwójka jest najbardziej „fizyczna” z wszystkich postaci i jeśli ktoś miał skończyć ze sobą w łóżku, to właśnie oni. Gdy zaczęto kręcić pierwsze odcinki, okazało się jednak, że mało istotny motyw licealnego zauroczenia odgrywany jest przez aktorów z takim wyczuciem, że po prostu trzeba go przekształcić w coś więcej. Nad ich relacją unosiła się pewna magia i siła przeznaczenia, co twórcy postanowili wykorzystać. Takim oto sposobem stworzono jeden z najbardziej rozpoznawalnych telewizyjnych romansów.

friends-3

Gdy serial znikał z anteny, Aniston zdecydowanie była jego największą gwiazdą. Choć w czasie pracy nad „Przyjaciółmi” zagrała w kilku popularnych filmach, nie da się ukryć, że sławę zawdzięczała też w dużej mierze głośnemu małżeństwu z Bradem Pittem. Słabo radziła sobie zresztą z tą podwójną nagonką mediów i fanów. W okolicach siódmego sezonu zastanawiała się nad odejściem z serialu – a raczej nad tym, by po prostu zakończyć jego emisję, ponieważ decyzje były podejmowane wspólnie. Mówiła: Nie wiedziałam, ile jeszcze Rachel mogę z siebie wykrzesać, na ile jeszcze starczy mi kreatywności.

Advertisement

Nie można przecież było ciągnąć tego w nieskończoność. Poza tym uważałam, że lepiej zakończyć to, kiedy ludzie nas kochają, a nie wtedy, kiedy już mają nas dosyć. Kiedy serial ostatecznie zniknął z anteny, była jednak tą, która najbardziej to przeżyła. Płakała ponoć każdego dnia przy kręceniu ostatnich odcinków. Ten okres nie był dla niej łatwy – w tym samym czasie zaczęło się też psuć jej małżeństwo. Pitt przebywał wtedy na planie filmu „Pan i Pani Smith”, gdzie poznał Angelinę Jolie. Nie bywał w domu, nie wspierał Aniston w tym trudnym momencie i powoli zaczynał przygotowywać żonę na swoje odejście.

Choć był to zdecydowanie trudny czas dla tej aktorki, pozbierała się i dziś jest jedną z największych kobiecych gwiazd komedii. Zegar jednak tyka nieubłaganie – teoretycznie mogłaby już grać matki niektórych swoich bohaterek. Niedługo będzie musiała wykonać przejście do innego typu ról, a nie jestem pewien czy uda jej się to tak dobrze jak np. Sandrze Bullock. Ale, póki co, trzyma się przecież świetnie i gdyby się postarać, mogłaby grać nawet (nieco zmęczone) 25-latki. Jej striptiz w zeszłorocznym „Millerowie” jest na to świetnym dowodem. Na listopad planowana jest natomiast premiera drugiej części „Szefowie wrogowie”, gdzie wciela się w dentystkę-nimfomankę. Tam to dopiero będzie się działo!

Advertisement

 

25 MINUT W TOWARZYSTWIE PRZYJACIÓŁ

Advertisement

Choć serial z miejsca zdobył przychylność publiczności (21,5mln widzów pierwszego odcinka), recenzje w prasie były różne – wielu dziennikarzy porównywało „Przyjaciół” do słynnych „Kronik Seinfelda” i zestawienie to nie wypadało dobrze dla nowej produkcji NBC. Wszyscy bez wyjątku chwalili jednak naturalną chemię między głównymi aktorami i to, że rzeczywiście wzbudzają oni sympatię widza jako całość, grupa przyjaciół, a nie każdy z osobna. Rzeczywiście miało się wrażenie, że ci ludzie się nawzajem bardzo lubią. To był klucz do sukcesu. Przecież sitcom to szczególny rodzaj rozrywki telewizyjnej, gdzie fabuła, intryga, aspekty techniczne itd.

odgrywają rolę drugorzędną. Najważniejsze jest to, aby nad serialem unosiła się pewna magia, żeby bohaterowie wzbudzali emocje już samym pojawieniem się na ekranie, i żebyśmy chcieli do nich wracać. Jednak niekoniecznie po to, aby przeżyć z nimi ciekawą przygodę, ale tak zwyczajnie pobyć w ich towarzystwie – by spędzić trochę czasu z… przyjaciółmi (tak, strasznie to trywialne, ale czy któryś fan serialu użyłby innych słów?).

Advertisement

friends-1

„Przyjaciele” nie są jednak fenomenem tylko i wyłącznie z powodu ciekawych, perfekcyjnie obsadzonych postaci. Powiedzmy sobie szczerze – co roku w amerykańskiej telewizji pojawia się cała masa nowych seriali i wiele z nich zapowiada się bardzo dobrze. Niektóre przez dwa-trzy sezony cieszą się nawet ogromną popularnością. Ale żeby stale poprawiać wyniki oglądalności, żeby zbierać coraz lepsze recenzje krytyków i przez 10 lat utrzymywać chemię zaobserwowaną w pierwszych odcinkach… – to zdarza się już niezwykle rzadko. „Przyjaciołom” natomiast udało się to bez problemu.

Oczywiście, serial miał swoje słabsze momenty. Pierwsze dwa sezony to pewne docieranie się bohaterów i szukanie odpowiedniej drogi rozwoju dla każdego z nich – odnoszę wrażenie, że niektóre postaci nie były wtedy odpowiednio wykorzystane i ich serialowa aktywność miała miejsce trochę „z doskoku”, mieszając świetne wątki z kilkuodcinkową stagnacją. Ostatnie serie to z kolei wymuszona zmiana klimatu „Przyjaciół”. Bohaterowie wraz z wiekiem dojrzewali, nie byli już beztroskimi 25-latkami. Przyszłość, która wcześniej była znakiem zapytania, w końcu nadeszła i trzeba było się z nią zmierzyć.

Advertisement

Były śluby, dzieci i rozwody. Brak pracy, czyli motyw, który w pierwszych sezonach był źródłem dużej dawki humoru, w przypadku Chandlera z dziewiątej serii wiązał się z tym, że wraz z Moniką nie mogli pozwolić sobie na dziecko. Świętująca 30. urodziny Rachel, zamiast urządzać imprezę, wyliczała przecież jak mało czasu jej zostało, aby móc założyć szczęśliwą rodzinę. Nawet postrzelona Phoebe zapragnęła stabilizacji, zrywając z Mikem, który stwierdził, że nie chce się nigdy żenić. Nie można było oszukiwać widzów, że czas w „Przyjaciołach” płynie wolniej i dalej są oni w „etapie przejściowym”.

Akcenty serialu stawiane więc były inaczej, bohaterowie się zmieniali, a razem z nimi ich radości i problemy. Choć oglądanie perypetii wesołej szóstki wciąż sprawiało milionom widzów ogromną frajdę, nie był to już ten sam serial, co wcześniej. Śledzenie losów czterdziestoletnich bohaterów wychowujących dzieci mijałoby się z celem – nie takie było założenie „Przyjaciół”. Postanowiono więc zakończyć produkcję serialu na 10. serii.

Advertisement

paul-rudd

Zanim do tego doszło, twórcy próbowali wprowadzić pewne nowe zmienne do lubianego, ale nieco już ogranego schematu. Na takiej zasadzie w serialu zadomowił się np. Paul Rudd jako chłopak, a następnie mąż Phoebe. Podobny cel miał wątek romansu Rachel i Joeya – choć aktorzy nie byli przekonani do tej konfiguracji, scenarzyści przekonywali ich, że tego typu „komplikacja” jest potrzebna, aby widzowie wciąż zainteresowani byli losami Rachel i Rossa. Mówili, że motyw ten był jak igranie z ogniem. Trudno się z tym nie zgodzić – moim zdaniem jednak skończyło się to mocnym poparzeniem. Wtedy chyba po raz pierwszy pomyślałem, że serial zaczął zmierzać w złą stronę i może lepiej zakończyć go w momencie, kiedy rzeczy nie są jeszcze powywracane do góry nogami. Choć fani oczywiście rozpaczali, zakończenie serialu po dziesięciu latach było najlepszą decyzją, jaką można było podjąć.

TO JUŻ JEST KONIEC

Advertisement

Wyemitowany w dwóch częściach finał przyciągnął przed ekrany ponad 50 milionów widzów, stając się jednym z najpopularniejszych programów rozrywkowych w historii amerykańskiej telewizji. Nie ma dużo przesady w stwierdzeniu, że było to wręcz wydarzenie narodowe – ludzie zbierali się w grupach, aby wspólnie przeżywać zakończenie ulubionego serialu. W domach organizowane były imprezy, nocne zmiany w firmach miały przyzwolenie na oglądanie ostatniego odcinka, a na Times Square finał pokazywano na wielkim telebimie, co przyciągnęło ogromne rzesze przechodniów i skutecznie sparaliżowało ruch na ulicach.

To w końcu było pożegnanie z ludźmi, których znaliśmy od 10 lat – to więcej niż trwa szkoła czy studia. Co ważne, było to naprawdę godne pożegnanie. Finał, choć miejscami dramatyczny i sentymentalny, pozostawił po sobie świetne wrażenie, udanie domykając poszczególne wątki i kończąc wszystko w takim momencie, który daje każdej z postaci nadzieję na co prawda inne, ale wciąż bardzo fajne życie.

Advertisement

friends-5

Choć raz na jakiś w mediach pojawiają się newsy o powrocie „Przyjaciół”, trzeba podchodzić do nich z przymrużeniem oka – wszystkie one są bowiem po prostu wyssane z palca. Mówiło się o wznowieniu serialu, specjalnym odcinku z okazji Święta Dziękczynienia, dwóch godzinnych programach telewizyjnych, a po sukcesie kinowej wersji „Seksu w wielkim mieście” zaczęto spekulować o długometrażowym filmie. Wszystkie z tych doniesień spotykały się, rzecz jasna, z ogromnym zainteresowaniem i podnieceniem fanów.

W zeszłym roku temat powrócił – ktoś opublikował plakat odcinka „The One with the Reunion” planowany na koniec 2014 roku, a więc na 20. rocznicę premiery i 10 lat od zakończenia emisji. Był to jednak zwykły żart, który w dobie mediów społecznościowych w ciągu zaledwie kilku godzin zaczął żyć własnym życiem. Lisa Kudrow opowiadając o tej sytuacji w programie Conana O’Briena przyznała, że początkowo nabrała się na ten blef – Ten plakat naprawdę wyglądał profesjonalnie, a potem przeczytałam artykuł, którego nagłówek brzmiał «NBC potwierdza: Pięciu z sześciu głównych aktorów pojawi się w odcinku». Moją pierwszą myślą było: «O rany, dlaczego tylko mnie nie zaprosili?».

Advertisement

To ona zresztą pierwsza publicznie zakomunikowała, że był to jedynie żart, takich planów nie było i… właściwie temat powrotu nigdy nie istniał. Spotkało się to z dość silną reakcją fanów, których marzenie zostało bezpowrotnie zniszczone. Wszyscy członkowie obsady mówią jednak o tej sprawie jednym głosem – to był serial o życiu ludzi przed trzydziestką, a obecnie bohaterowie byliby na zupełnie innym etapie; koniec tematu. Aktorom trudno jest się zresztą razem spotkać nawet na wspominkowy obiad.

friends-6

Żadnego powrotu nie będzie, to jasne jak słońce, ale kilka razy poszczególne gwiazdy spotkały się ponownie na ekranie. Jak wspominałem wcześniej, Lisa Kudrow wystąpiła w serialu Matta LeBlanca, „Episodes”. On z kolei pojawił się w jej produkcji, „Web Therapy”, podobnie jak David Schwimmer. W „Cougar Town: Miasto kocic” u boku Courteney Cox gościnne występy zaliczyli zaś Matthew Perry, Lisa Kudrow i Jennifer Aniston.

Advertisement

Dziś „Przyjaciele” są już prawdziwym telewizyjnym fenomenem. To nie tylko serial, który przez 10 lat utrzymywał stale wysoką widownię i doprowadził do sytuacji, w której aktorzy dostawali milion dolarów za każdy odcinek show. To także zjawisko popkultury. W czasie trwania emisji serialu w salonach fryzjerskich padało proste hasło: Na Rachel poproszę. Teksty „How you doin’”, „We were on a break”, „Joey doesn’t share food” czy wypowiadane w stylu Janis „Oh My God”, przeszły do języka potocznego. Prawdziwą sławę zyskała też serialowa kawiarnia – jej replika została wybudowana jako część muzeum w studiu Warner Bros. Na świecie zaczęły też powstawać knajpki stylizowane na Central Perk ze zdjęciami z „Przyjaciół” na ścianach i menu pełnym odniesień do serialu. Jedna z nich znajduje się w Polsce, w Toruniu.

friends-torun

O tym serialu można by pisać, pisać i pisać… Można by dokonywać analiz, porównywać „Przyjaciół” do innych przebojów telewizyjnych, zastanawiać się co teraz robiliby bohaterowie lub z lupą przyglądać się późniejszym dokonaniom gwiazd show. Ale ja tego robić nie będę. Na koniec po prostu sobie powspominam – moje ulubione odcinki, występy gościnne i… piosenki Phoebe. Was zachęcam do tego samego w komentarzach.

Advertisement

NAJLEPSZE ODCINKI

Każdy z aktorów głównej obsady ma swój ulubiony odcinek „Przyjaciół”. Courteney Cox najlepiej wspomina „The One with the Football” (3×09) o Święcie Dziękczynienia spędzonym na boisku. David Schwimmer najbardziej lubi „The One with All the Poker” (1×18). Lisa Kudrow największym sentymentem darzy „The One with the Embryos” (4×12), a Matt LeBlanc „The One Where Ross and Rachel… You Know” (2×15), ponieważ przez cały odcinek razem z Perrym nie wstawał z wygodnego fotela. Jennifer Aniston uwielbia „The One with the Thanksgiving Flashbacks” (5×08), zaś Matthew Perry „The One with the Blackout” (1×07) – według aktora wtedy właśnie poczuł, że bierze udział w wyjątkowym, magicznym przedsięwzięciu. A to moja lista:

Advertisement

embryos

#1. „The One with the Embryos” (4×12)
Dla mnie zakład między chłopakami, a dziewczynami o to, kto się lepiej nawzajem zna, to po prostu klasyk. Przygotowana przez Rossa gra i jej następstwa to prawdopodobnie 10 najśmieszniejszych minut w historii tego serialu. A na drugim planie Phoebe i jej macica gotowa na urodzenie dziecka bratu. Zakończenie, gdy wszyscy cieszą się z ciąży Phoebe i zapominają o wcześniejszych napięciach, to idealne zwieńczenie tego świetnego odcinka.

finds-out

#2. ”The One Where Everybody Finds Out” (5×14)
Już jedna z początkowych scen, kiedy Phoebe odkrywa, że Monica ma romans z Chandlerem, zapewnia bardzo przyjemny masaż brzucha („Chandler i Monica! Chandler i Monica! Chandler i Monica! Moje oczy, moje oczy!”). A potem jest jeszcze lepiej – uwodzicielska gra, której założeniem jest „oni nie wiedzą, że my wiemy, że oni wiedzą, że my wiemy” to mistrzostwo komedii. Kudrow i Perry są naprawdę znakomici w tej potyczce o to, kto pierwszy się złamie. No i to w końcu w tym odcinku mamy wielki wybuch Rossa, który słyszał cały Nowy Jork.

Advertisement

prom

#3. „The One with the Prom Video” (2×14)
W tym odcinku po raz pierwszy mamy okazję oglądać grubą Monikę, Rachel z wielkim nochalem oraz Rossa z wąsikiem i afro. Świetny pomysł na pokazanie ich życia w przeszłości, który z dystansem zrealizowany został przez wszystkich aktorów. Później ten motyw powracał zresztą w formie retrospekcji. No i najważniejsze – konsekwencje pokazania tego starego filmu, czyli Rachel całująca Rossa i Phoebe komentująca to swoim słynnym zdaniem „It’s her lobster”.

NAJLEPSZE WYSTĘPY GOŚCINNE

Advertisement

Na przestrzeni lat w serialu pojawiło się mnóstwo znanych aktorów w gościnnych rolach. Sean Penn, Susan Sarandon, Charlie Sheen, Gary Oldman, Julia Roberts, Jean-Claude Van Damme, Reese Witherspoon, Alec Baldwin, Bruce Willis, Danny DeVito… Wymieniać można by długo. I choć każdy z nich wyraźnie zaznacza swoją obecność na ekranie (w końcu takie było ich zadanie), kilka występów to prawdziwe perełki.

applegate-friends

#1. Christina Applegate
Applegate jako Amy, „zła siostra” Rachel to zdecydowanie mój ulubiony gościnny występ w „Przyjaciołach”. Aktorka nie jest tylko ładnym dodatkiem do fabuły, jakąś ciekawostką czy ubarwiaczem – ten odcinek (9×08) to po prostu Amy w całej swej okazałości. Głupia, egocentryczna, pozbawiona taktu postać to właściwie ciągle balansowanie na granicy absurdu, ale Applegate nigdy jej nie przekracza. Daje tu popis swoich umiejętności i charyzmy, za który została nagrodzona nagrodą Emmy. Widzowie tak ją polubili, że pojawiła się w serialu jeszcze raz, w ostatnim sezonie.

Advertisement

pitt-friends

#2. Brad Pitt
Tak jak Applegate, Pitt pojawił się w odcinku z okazji Święta Dziękczynienia (8×09). Gra tu dawnego kolegę Moniki, niegdyś grubasa, który wskutek drakońskiej diety i ćwiczeń stał się super przystojniakiem. Korzysta z zaproszenia koleżanki na świąteczny obiad, a tam spotyka… swoją nemezis z ogólniaka, czyli Rachel Green, graną oczywiście przez ówczesną żonę Pitta. Jasne, cały ten motyw smakuje dużo lepiej, gdy widz wie o związku tych aktorów w prawdziwym życiu, ale nawet bez tego gościnny występ Pitta zapewnia jeden z najlepszych i przede wszystkim najśmieszniejszych odcinków późniejszych sezonów. Wszystkie sekrety, które wychodzą wtedy na jaw są świetnie komentowane przez aktora, który z pewnością miał na planie duży ubaw.

ryder-friends

#3. Winona Ryder
Ryder wystąpiła w serialu już po tym, jak jej kariera obrała kurs w dół. Zagrała koleżankę Rachel ze studiów, z którą ta miała kiedyś przeżyć swój jedyny żeńsko-żeński pocałunek. Phoebe jej jednak nie wierzy i wszystkie trzy umawiają się na kolację. To, co potem z tego wynika, po prostu śmieszy do łez. To mała rólka, ale Ryder jest w niej naprawdę świetna i pokazuje nowe oblicza swojego (niewykorzystanego) talentu. Kto by bowiem pomyślał, że może mieć takie wyczucie do sitcomowej komedii (odc. 7×20).

Advertisement

NAJLEPSZE PIOSENKI PHOEBE

Oczywiście, jeśli chodzi o piosenki z serialu to żadna nie może się równać z kultowym „I’ll be There For You” zespołu The Rembrandts. Oglądając serial, dopiero niedawno zacząłem przewijać czołówkę. Wcześniej oglądałem ją choćby dla samej tej piosenki. Co ciekawe, choć wiele osób uważa The Rembrandts za typowy przykład zespołu jednego przeboju, nie jest to prawdą. Cztery lata przed premierą „Przyjaciół” zaliczyli na swoim koncie niemały hit „Just The Way It Is, Baby”. Jeśli odnajdziecie ten kawałek na youtube, od razu go rozpoznacie.

Advertisement

phoebe-song

A wracając do rzeczy, Phoebe ze swoimi piosenkami to dla wielu osób jeden z najlepszych elementów serialu. Aktorka początkowo przeraziła się, gdy przeczytała w scenariuszu, że jej postać gra na gitarze. Wzięła lekcje, ale wtedy okazało się, że gra… zbyt dobrze, i po prostu nie jest to już śmieszne. Odstawiła więc gitarę aż do rozpoczęcia zdjęć, pozapominała prawie wszystkie akordy i stworzyła swój niepowtarzalny styl, który pamięta się przez te wszystkie lata. Lisa Kudrow najbardziej lubi piosenkę „The Barnyard Song”, którą Phoebe śpiewa dla dzieci w przedszkolu. Dowiadujemy się z niej, że krowa robi muuuu, a potem farmer uderza ją w głowę, zabija i w taki sposób powstają hamburgery. To też chyba moja ulubiona piosenka, ale… tak naprawdę kocham je wszystkie. Oto one:

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *