search
REKLAMA
Archiwum

Ekranizacje twórczości STANISŁAWA LEMA, geniusza SCIENCE FICTION

Adrian Szczypiński

16 kwietnia 2020

REKLAMA

Tekst z archiwum Film.org.pl (2006)

Stanisław Lem urodził się 12 września 1921 roku we Lwowie. Tam też, w 1944 rozpoczął studia medyczne, które ukończył w cztery lata później w Krakowie. Jego twórczość literacka, zapoczątkowana wierszami i opowiadaniami o tematyce okupacyjnej, niemal równocześnie przeniosła się w rejony fantastyki naukowej. W 1946 roku Lem pisze swe pierwsze opowiadanie SF “Obcy”, oraz powieść “Człowiek z Marsa”. W 1951 roku debiutuje na rynku wydawniczym powieścią SF “Astronauci”. W 1954 r. ukazuje się jego kolejna powieść “Obłok Magellana”. Przez następne 15 lat, Stanisław Lem ugruntowuje swą pozycję najlepszego polskiego pisarza science fiction i jednego z najwybitniejszych twórców SF świata, choć za każdym razem stanowczo podkreśla, jak bardzo nie lubi fantastyki naukowej, miażdżąco krytykując większość pomysłów gatunku.

Nazwisko Lema było w latach 50-tych szeroko znane w Polsce i zagranicą. Pisarz święcił triumfy z przygodami Ijona Tichego w “Dziennikach gwiazdowych”, miał już za sobą także “Obłok Magellana” i “Eden”, a “Powrót z gwiazd” i “Solaris” miały ujrzeć światło dzienne już za kilka lat. Tymczasem dźwigające się z wojennych zgliszcz, biedne kinematografie państw socjalistycznych, nieśmiało rozpoczynały próby realizacji własnych filmów science fiction, w odróżnieniu od dynamicznie rozwijającego się po wojnie kina SF w Stanach Zjednoczonych. Kilka filmów, eksploatujących najbardziej klasyczne motywy literatury SF, powstało w Związku Radzieckim już w latach 50-tych. Kinematografie pozostałych demoludów, rozpoczęły flirt z science fiction dopiero od następnej dekady. Jako jedni z pierwszych, na taką próbę porwali się bratni artyści z Polski i NRD. Zaś za materiał scenariuszowy tej prestiżowej koprodukcji, posłużyła pierwsza opublikowana powieść SF Stanisława Lema, “Astronauci” z 1951 roku.

Milcząca gwiazda (1960)

Rok 1970. Na Syberii odnaleziono kawałek metalu, całkowicie nieznany ludzkości, będący pozostałością meteorytu tunguskiego w 1908 roku. Naukowcy, po obliczeniu domniemanej trajektorii lotu meteorytu, doszli do wniosku, że kawałek metalu to pozostałość statku kosmicznego z Wenus, który rozbił się na naszej planecie. Ziemianie pod światłym przewodnictwem państw socjalistycznych, decydują się na pierwszy, międzyplanetarny, załogowy lot na Wenus. Załoga statku kosmicznego Kosmokrator, spodziewając się ujrzeć pod powłoką chmur zaawansowaną, kwitnącą cywilizację Wenusjan, zobaczyli czerniejące, radioaktywne zgliszcza wenusjańskiej technologii, obrócone w perzynę. Wniosek nasunął się sam – mieszkańcy Wenus planowali inwazję na Ziemię, lecz pieczołowicie gromadzony arsenał wykorzystali w bratobójczej walce…

“Dzięki Bogu nikt już o tym filmie nie pamięta. Milcząca gwiazda była okropną chałą, bełkotliwym socrealistycznym pasztetem. Dla mnie to bardzo smutne doświadczenie. Jedynym pożytkiem wynikającym z faktu realizacji tego knota była możliwość obejrzenia zachodniej strony Berlina. Mur dzielący Berlin na dwie części jeszcze nie istniał, zatem w przerwach pomiędzy ciągłym awanturowaniem się z reżyserem wymykałem się na stronę zachodnią.” (*) – jak widać, Lem nie przebiera w słowach, określających próby ekranizacji jego twórczości, choć z drugiej strony on sam sprzedawał prawa do ekranizacji ludziom, którzy raczej nie powinni tego robić. Czołowy NRD-owski reżyser tamtych lat Kurt Maetzig, prezentował jakość, wprost proporcjonalną do osiągnięć kinematografii tego sztucznie stworzonego po II wojnie kraju. Zamiast pokierować aktorami jak należy, Maetzig poustawiał przed kamerą figurki, ulepione z samych wzniosłych idei, polane gęstym, niezdatnym do przełknięcia, moralitetowym sosem. Postaci na ekranie są pozbawione życia i energii, nie mówiąc już o dowcipie czy autoironii. Skutkiem takiej reżyserii (lub raczej jej braku) jest właściwie całkowita obojętność widza na to, czy nasi bohaterowie wrócą cało z Wenus, czy też nie.

Strona wizualna filmu to najprawdziwsze muzeum wyobraźni SF. Dla współczesnego widza widok wnętrza Kosmokratora to ramotka, nad którą trudno przejść do porządku dziennego bez uśmieszku na twarzy. Mózg elektronowy statku, noszący nazwę Marax, może wykonać zawrotną ilość 5 mln operacji na sekundę. Urządzenia pokładowe to obowiązkowe zestawy mrygających światełek, bądź ekranów, wyświetlających abstrakcyjne wzory. Ale pamiętać należy, że Milcząca gwiazda była właściwie prekursorskim widowiskiem SF w naszej kinematografii. Z ówczesnego punktu widzenia trzeba jasno powiedzieć, że wizja wspaniałego polskiego scenografa Anatola Radzinowicza (oraz Niemca Alfreda Hirschmeiera), musiała robić wrażenie i to niemałe. Wenusjańskie plenery, dziwaczne konstrukcje, pokrywające powierzchnię zniszczonej planety, jak na ówczesne czasy stanowiły wybitne osiągnięcie, podobnie rzecz miała się z wnętrzami Kosmokratora. Takiego wyobrażenia o dekoracjach do filmu SF nie ma już nikt, ale do tego fantastyka kosmiczna musiała dojrzeć, dzięki właśnie takim próbom artystów ekranu z lat minionych. Efekty specjalne w Milczącej gwieździe, były jak na tamte lata (i możliwości techniczne) dość zaawansowane. Optyczne łączenie zdjęć miniatur z żywą akcją, zostało wykonane bez zarzutu, jedynie samo użycie miniaturowych dekoracji kosmodromu, aż krzyczy naiwnością i brakiem wiarygodności. Kilku amerykańskich krytyków napisało nawet, że “Milcząca gwiazda” to najlepiej wyglądający kosmiczny film SF tamtych lat, wyprodukowany poza Hollywood.


Ikaria XB 1 (1963)

Na początku lat 60-tych, Stanisław Lem napisał scenariusze do dwóch krótkometrażowych filmów animowanych Krzysztofa Dębowskiego “Wycieczka w kosmos” (1961), oraz “Bezludna planeta” (1962). Rok później czechosłowacki reżyser Jindrich Polák, zaprezentował znakomity, szerokoekranowy film SF Ikaria XB 1. Pod tym tajemniczym tytułem kryje się opowieść o załodze statku kosmicznego dalekiego zasięgu, podróżującej w celu osiedlenia się na zdatnej do tego planecie. W czasie podróży ekspedycja odnajduje wrak obcego statku, lecz to nie koniec wielu niespodziewanych i budzących grozę wydarzeń…

Każdemu miłośnikowi SF, powyższe streszczenie jako żywo przypomina fabuły filmów i seriali z serii Star Trek, kłania się również Obcy – ósmy pasażer Nostromo Ridleya Scotta (1979). Mamy jednak do czynienia z filmem, powstałym znacznie wcześniej po naszej stronie żelaznej kurtyny. A jaki jest związek tego filmu z Lemem? Otóż nasi południowi sąsiedzi nie raczyli o tym wspomnieć w napisach początkowych, ale scenariusz został oparty na “Obłoku Magellana”, drugiej opublikowanej powieści Stanisława Lema (powtarzam – opublikowanej, gdyż powieść “Człowiek z Marsa” doczekała się wydania książkowego dopiero w 1994 roku; pierwszym wydawnictwem powieściowym Lema byli dopiero “Astronauci”, “Obłok Magellana” był zatem jego drugą wydaną powieścią).

Film Jindricha Poláka można uznać za prekursorski wobec amerykańskich produkcji, biorących na warsztat temat pozaukładowych, osiedleńczych misji kosmicznych (nie licząc widowiskowej Zakazanej planety Freda MacLeoda Wilcoxa z 1956 roku). Nie jest to jednakże typowa space opera. Zamiast herosów przestrzeni, w typie kapitana Kirka, widzimy po prostu zwykłych ludzi, wraz z ich życiem codziennym. Andrzej Kołodyński w książce “Dziedzictwo wyobraźni. Historia filmu SF” napisał: “bodaj po raz pierwszy w kinie SF ludzie myją się, urządzają przyjęcia, zastanawiają nad spędzeniem wolnego czasu. (…) Film przedstawia proces psychologicznej interakcji polegającej na przekształcaniu się reakcji indywidualnych w zbiorowe. Po czterech miesiącach podróży u ludzi pojawiają się oznaki znużenia, lęku przed kosmiczną pustką i dramatyczny konflikt dotyczy właśnie sposobów ich przezwyciężania. Technologia ustępuje na plan dalszy, najważniejszy okazuje się człowiek”. Na przykładzie Ikarii XB 1 najbardziej widać różnicę w podejściu do tak, wydawałoby się, jednoznacznego tematu, jakim jest kosmiczny lot. Twórca zza oceanu skroiłby z takiego materiału porządny kosmiczny horror, tudzież batalistyczne widowisko, obliczone na efekt. Dla Stanisława Lema klasyczne motywy SF były natomiast jedynie pretekstem do pogłębionego wizerunku człowieka wobec zagadnień, do których wiarygodnego nakreślenia zdolna była jedynie fantastyka naukowa.

Stanisław Lem

Jak widać, już pierwsze kinowe adaptacje raczej nie nastrajały Lema pozytywnie. Milcząca gwiazda była wg niego kompletnym dnem, a Czesi nawet się nie zająknęli o zerżnięciu fabuły z “Obłoku Magellana”. Sytuacja zgoła odwrotna panowała w świecie czytelniczym, wychwalającym Lema pod niebiosa za jego kolejne powieści “Powrót z gwiazd” (1961), “Solaris” (1961), “Pamiętnik znaleziony w wannie” (1961), “Niezwyciężony” (1964), czy zbiory opowiadań “Dzienniki gwiazdowe” (1957) i “Bajki robotów” (1964). W tych dwóch ostatnich Lem dał się poznać jako niezrównany prześmiewca klasycznych motywów SF, tryskający genialną językową erudycją błazen, który w formie groteskowych, niemal dziecinnych przypowiastek, potrafił skutecznie przemycać niezwykle istotne zagadnienia. W “Dziennikach gwiazdowych” ten cudownie lekki ton, ulega znaczącej przemianie, wraz z kończącymi ów zbiór kosmicznych przygód Ijona Tichego opowiadaniami, opatrzonymi wspólnym tytułem “Ze wspomnień Ijona Tichego”. Tu do głosu dochodzą niemal rewolucyjne dla całej SF problemy, związane z budzącymi moralne wątpliwości zastosowaniami zaawansowanej technologii. Dość wspomnieć, że pierwsze opowiadanie (nazywane nieoficjalnie “Skrzynie prof. Corcorana”), można z powodzeniem uznać za pierwowzór fabularnych założeń samego Matrixa  Wachowskich.

Avatar

Adrian Szczypiński

REKLAMA