search
REKLAMA
Seriale TV

DICKINSON – SEZON DRUGI. Ahistoryczna biografia, sitcom i dramat wielkiej amerykańskiej poetki

Marcin Kempisty

3 marca 2021

REKLAMA

Widzowie uwielbiają biografie sławnych osób. Możliwość spojrzenia za kotarę dziejów, by podejrzeć od innej strony życie popularnej osobistości, stanowi nie lada atrakcję, więc nie powinno dziwić, że twórcy filmowi i serialowi często sięgają po tego typu tematykę. A co w przypadku, gdy zaprezentowana widzom biografia jest na poły zmyśloną fantazją?

Nie znoszę biografii. Czymś idiotycznym jest roszczenie sobie praw do “zrozumienia” jednostki funkcjonującej wiele lat przed narodzinami twórcy. Najczęściej tego typu produkcje służą przetransportowaniu nowoczesnych koncepcji do realiów kompletnie innej epoki, ale nikomu nie przychodzi do głowy, że takie przekłamania li tylko szkodzą i nie powinny być poważnie traktowane. Nie dość, że obrana forma opowieści wymusza korzystanie ze skrótów, to na dodatek z zasady człowiek stanowi tak skomplikowaną konstrukcję, że bez uproszczeń nie da się o nim stworzyć konsekwentnej narracji. Z tego względu historie ważnych postaci zawsze są pisane pod konkretną tezę, a przecież ludzkiego doświadczenia nie da się sprowadzić do jednej podstawowej zasady. To właśnie z wyżej wymienionych powodów alergicznie reaguję na wszelkiego typu próby wskrzeszania zmarłych i pisane na nowo hagiografie osób, z którymi powinno się obcować co najwyżej poprzez stworzone przez nich dzieła.

Dickinson

Na szczęście na platformie Apple TV+ pojawiły się już dwa sezony serialu Dickinson, którego twórczyni Alena Smith z nawiązką spełnia moje marzenia. Prowadzonemu przez nią projektowi daleko do typowej biografii. Historia jednej z najważniejszych amerykańskich poetek została opowiedziana współczesnym językiem, aczkolwiek daleko jej do uwspółcześniania losów Emily Dickinson. Podejmowane tematy są niezwykle aktualne dla ludzi z XXI wieku, ale tylko dlatego, że żywot poetki utkany był nie tylko z drobnostek codzienności, ale także z Wielkich Wydarzeń wytyczających szlaki nurtowi jankeskiej historii.

Wprawdzie Madeleine Olnek trzy lata temu w filmie Szalone noce z Emily również próbowała odbrązowić biografię Dickinson, przede wszystkim oddając jej nieheteronormatywność, niemniej jednak osiągnięty efekt był daleki od zadowalającego. Podczas gdy propozycja Olnek trąciła feministycznym akademizmem, Smith oddała poetce prawdziwe życie. Choć brzmi to paradoksalnie, to nie da się ukryć, że wcielająca się w artystkę Hailee Steinfeld otrzymała przestrzeń, w ramach której mogła rozwijać wewnętrzne przymioty odgrywanej postaci. Innymi słowy, twórczyni wyszła od podstawowych biograficznych faktów na temat Dickinson, by później pozwolić ekranowej personie na wykształcenie własnej skóry, odnalezienie odpowiedniego oddechu, wytyczenie własnych ścieżek.

Serial Apple bywa żartem, gdy nagle w XIX-wiecznym entourage’u, niczym przypadkowi tragarze, pojawiają się elementy kompletnie nieprzystające do tej rzeczywistości. A to ktoś zacznie mówić o influencerach, a to ktoś zacznie snuć feministyczne rozważania, a to ojciec bohaterki zacznie z socjologicznym sznytem, niczym u Sorkina, debatować na temat preferencji wyborczych mieszkańców Amherst. Gdyby tego było mało – językowego miszmaszu – to Smith dorzuca jeszcze elementy fantastyczne: Śmierć o twarzy rapera Wiza Khalify oraz ducha o nieznanym statusie ontologicznym, Pana Nikogo, profetycznie nawiedzającego rozstrojoną psychicznie bohaterkę.

Dickinson

W Dickinson toczy się wiele bitew, ale bodaj najważniejsza dotyczy samej duszy Emily. Mówiąc inaczej, showrunnerka walczy z mitologią narosłą wokół postaci tajemniczej poetki. Doskonale zna jej biografię, czym dzieli się w wywiadach, ale jednocześnie nie chce, by jej serial stał się rekonstrukcyjną zabawą, wypełnianiem białych plam w życiorysie Dickinson. Smith daje wyraz obranej strategii już w pierwszym sezonie, gdy Emily spotyka swojego idola – Henry’ego Thoreau. Narosła wokół niego legenda pęka w starciu z rzeczywistością. Podróż pociągiem bohaterki do pustelni słynnego pisarza, jak się okazuje, codziennie nawiedzanej przez rzesze turystów, poznanie jego warunków mieszkaniowych – na pierwszy rzut oka ubogich, a po wnikliwym wejrzeniu bardzo wygodnych, bo blisko chuchającej na niego bogatej rodziny – to wszystko składa się na tezę o biografizmie jako fałszującym rzeczywistość mitotwórstwie, którego należy się pozbyć, gdy chce się mówić o słynnych osobach.

Gdy tego rodzaju strategia zostaje przez Smith odrzucona, pojawia się przestrzeń do szczerej, wyimaginowanej (czyli nie zawsze opartej na faktach) opowieści o Emily Dickinson. W tym kontekście można sobie pozwolić na pokazanie poetki nie tylko przez pryzmat jej wierszy uzyskujących “cielesność” w formie pojawiających się na ekranie złotych wyrazów, ale także poprzez ukazanie jej w sytuacjach dalece wykraczających poza ugładzoną opowieść o uciśnionej duszy zamkniętej na poddaszu i skazanej na pisanie wierszy do kufra. Protagonistce dane jest przeżyć pełnię ludzkich doświadczeń: cierpi, gdy ojciec okropnie reaguje na jej walkę o publikację twórczości, cieszy się, gdy na horyzoncie pojawia się mężczyzna rozumiejący jej poezję, tęskni, gdy spogląda przez okno na ukochaną Sue, która oddała swą rękę bratu Emily. Charakterystyczny dla epoki kostium często zostaje rozdarty, zarówno podczas swawoli ukrywających miłość “przyjaciółek”, jak i podczas dzikich harców Emily w rytm piosenki Gon Blow Cakes da Killi, gdy wydaje jej się, że jest niewidzialna dla innych.

Dickinson

Transgresji seksualnej i psychicznej dokonywanej przez Dickinson towarzyszy formalne przekroczenie w postaci sięgnięcia po matrycę sitcomu. Alena Smith uniknęła powtarzania błędów poprzedników i wybrała taką formę opowiadania, dzięki której można jednocześnie osiągnąć dwa cele: pokazać skostniałą społeczną strukturę, przeciwko której walczy bohaterka, a także w czysto rozrywkowy sposób porwać widzów. Emily bywa neurotyczna, lecz owa neurotyczność pomaga jej unikać patriarchalnych sideł zastawionych przez ojca. Ojciec czasami ma twardą rękę, ale bywa uroczo nieporadny w próbach sprawowania kontroli nad kobietami jego domu. Matka szaleńczo pragnie być Perfekcyjną Panią Domu, by w tym samym czasie poszukiwać okruchów miłosnych uniesień w ramionach chłodnego małżonka. A najlepsza w tej iście gombrowiczowskiej batalii z formą jest siostra bohaterki, Lavinia. Podczas gdy kandydat do zamążpójścia próbuje siłą zmusić ją do bycia przykładną żoną i matką, dziewczyna woli eksperymentować w łóżku, odstawiając przed kochankiem “pajęczy taniec”, z którego słynie znana w pewnych kręgach Lola. Dzięki Smith oraz twórcom WandaVision formuła sitcomu ulega przekształceniu, przez co ów gatunek wreszcie przestaje służyć konserwowaniu pewnych postaw, lecz pomaga w ich rozbijaniu i propagowaniu innego rodzaju modelowania życia rodzinnego oraz społecznego. Warto zresztą przy tej okazji wspomnieć znakomity artykuł “New Yorkera” na temat showrunnerki i jej serialu, w którym wspomniano słowa Smith wypowiedziane w trakcie przedstawiania projektu przed odpowiednimi gremiami w Apple. To właśnie wtedy miało paść zdanie, że jej produkcja to “Louie, tylko że z Dickinson w roli głównej”.

Dickinson to niezwykły powiew świeżości w serialowym świecie przeciętniactwa i schlebiania powszechnym gustom. Wielu widzów zapewne odbije się od propozycji Apple TV+, ale nie ma w tym nic złego. Alena Smith wraz z resztą załogi nie bierze jeńców, dzięki czemu powstało coś do bólu szczerego, zabawnego, lecz jednocześnie nie zawsze łatwego do przyswojenia.

Marcin Kempisty

Marcin Kempisty

Serialoholik poszukujący prawdy w kulturze. Ceni odwagę, bezkompromisowość, ale także otwartość na poglądy innych ludzi. Gdyby nie filmy Michelangelo Antonioniego, nie byłoby go tutaj.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA