Connect with us

Publicystyka filmowa

Jak wypada książkowy LABIRYNT FAUNA w porównaniu z filmem Guillermo del Toro

W porównaniu do filmu GUILLERMO DEL TORO, książkowy LABIRYNT FAUNA zaskakuje głębią i mrocznymi aluzjami, które zachwycają czytelników.

Published

on

Jak wypada książkowy LABIRYNT FAUNA w porównaniu z filmem Guillermo del Toro

Serce labiryntu wciąż wyglądało tak samo – od dawna zapomniane miejsce na dnie świata.

Rok 1944.

Ofelia, jedenastoletnia półsierota, wprowadza się wraz z matką w zaawansowanej ciąży do domu ojczyma – okrutnego kapitana Vidala. Dziewczynka nienawidzi mężczyzny, z niechęcią myśli o mającym narodzin się bracie, który sprawia, że ukochana matka źle się czuje, boi się domostwa urządzonego w starym młynie stojącym w ciemnym, gęstym lesie. Lesie, który skrywa wrogie kapitanowi Vidalowi oddziały partyzantów.

Advertisement

Jeszcze w drodze do nowego miejsca dziewczynkę spotyka coś dziwnego – podczas kolejnego postoju w męczącej matkę trasie, Ofelia znajduje w leśnym poszyciu kamień z wizerunkiem oka. Kamień pasuje do znajdującej się nieopodal, porośniętej mchem figury fauna z szeroko otwartymi ustami. KiedyOfelia umieszcza kamień na właściwym miejscu w twarzy fauna, z ust figury wychodzi dziwny stawonóg, którego dziewczynka z miejsca uznaje za wróżkę. I to jest początek okrutnej, dziwacznej baśni, którą dla swoich widzów wymyślił urodzony w Meksyku artysta o niezwykłej wyobraźni.

Rok 2006.

Do kin wchodzi film Guillermo del Toro. Niektórzy widzowie znają to nazwisko z wcześniejszej o dwa lata ekranizacji Hellboya z rewelacyjnym Ronem Perlmanem w roli głównej.

Advertisement

Niektórzy słyszeli coś o znakomitym horrorze z 2001 roku – Kręgosłup diabła. Większość słyszy to nazwisko po raz pierwszy, ale już go nie zapomni. Labirynt fauna bowiem, najnowsze dzieło del Toro, to film, który mocno zapada w pamięć. Opowieść o dziewczynce, która przed grozą rzeczywistości ucieka bez chwili wahania do podziemnego królestwa pełnego obrzydliwych i groźnych potworów to jedna wielka aluzja, subtelne niedomówienie, sugestia.

Przedstawiona historia jest niezwykła nie tylko pod względem oryginalnej fabuły. Jest poprowadzona tak, że widz do końca nie wie, jak ją interpretować (czyż to nie cecha genialnych dzieł?). Czy labirynt i jego mieszkańcy to tylko wyobraźnia Ofelii? Reakcja małej dziewczynki na nie mieszczące się w jej pojęciu okrucieństwa wojny, na chorobę i śmierć matki, na ciągłe poczucie zagrożenia ze strony wszystkich i wszystkiego, co ją otacza? Co naprawdę kryło się w lesie – partyzanci i tylko partyzanci, czy potwory, wróżki i starodawne moce? Kim była dziewczynka – ofiarą wojny, czy księżniczką podziemnego królestwa? I wreszcie – czy to był, czy nie był happy end?

Advertisement

Nie bez znaczenia jest tutaj forma obrazu. Całość nakręcona jest tak, że podczas wizyt Ofelii w podziemnym królestwie nie sposób uciec od skojarzeń z baśniami dla dzieci – gigantyczna ropucha, sala z suto zastawionym stołem, otwierające się w ścianie magiczne drzwi, to wszystko elementy z Alicji w Krainie Czarów, z Niekończącej się opowieści. I sposób realizacji jest podobny – dorosły widz nie raz podczas seansu łapie się na tym, że scenografia filmu jest tak przerysowana, tak przesadzona, że aż sztuczna. Patrząc na olbrzymią ropuchę, tak naprawdę trudno czuć lęk; widząc w ramionach dziewczynki sztywny tobołek, trudno jest przekonać samego siebie, że tuli ona niemowlę.

Mam jednak wrażenie, że są to celowe zabiegi del Toro, które mają podkreślić nierzeczywistość wydarzeń, stale o niej przypominać. Z drugiej strony jednak czai się podstęp – podobnie bowiem, choć nie tak wyraźnie, kręcone są sceny z udziałem Vidala i partyzantów. Scena, w której kapitan zabija dwóch mężczyzn, którzy polowali na króliki, niesie ze sobą, owszem, absurd i bezsens wojny, ale i ona jest zrealizowana tak, że natrętnie nasuwa się skojarzenie z teatralną sceną. Czyżby zatem i sam kapitan był elementem baśni? Czy tak samo jego losy są nierzeczywiste? Czy są tylko nie do pojęcia, a my oglądamy je niedowierzającymi oczami jedenastoletniej dziewczynki?

Advertisement

Krytyka przyjęła film del Toro jednomyślnym zachwytem. Obraz zdobył wiele nagród, w tym trzy nagrody Akademii – za najlepszą charakteryzację, najlepszą scenografię i najlepsze zdjęcia. Scenariusz del Toro był nominowany do Oscara, nagrody BAFTA i Saturna. Film osiągnął niebywały sukces, a jego twórca światową renomę. Od tego czasu jego produkcje cieszą się niesłabnącym powodzeniem i zainteresowaniem, i chociaż Oscar dla najlepszego filmu za Kształt wody został przez publikę przyjęty z mocno mieszanymi uczuciami, Guillermo del Toro to dziś nazwisko z pierwszego szeregu.

Rok 2019.

Cornelia Funke, autorka powieści dla młodzieży (m.in. świetnie przyjętej, wydanej także w Polsce serii Atramentowy świat) wydaje książkę pod tytułem Labirynt fauna. Przypadek? Nie, powieść powstała na podstawie filmu, przy współudziale jego reżysera. Del Toro ma już za sobą podobne doświadczenia – kilka lat wstecz ukazała się powieść dla młodzieży Trollhunters.

Advertisement

Łowcy trolli, napisana na podstawie stworzonego przez reżysera serialu animowanego we współpracy z Danielem Krausem. Nieco zmieniona fabularnie, stanowi świetny przykład inteligentnej i zabawnej przygodówki dla nieco starszej dzieciarni.

Labirynt fauna to osobny temat. Z pewnością napisanie baśni dla dorosłych – bo trudno taką literaturę dać do ręki dziecku – było dla Funke wyzwaniem. Jak sama wspomina w posłowiu, nie chciała, żeby powieść była typowym produktem tego typu – najczęściej takie książki to zaledwie rozbudowane scenariusze, i miłośnicy słowa pisanego omijają je szerokim łukiem. Funke spotykała się z del Toro podczas pracy nad tekstem wiele razy, dodając do powieści fragmenty, których w filmie się nie znajdzie – opowiadające o samym labiryncie, historii jego powstania, o losach ludzi i nie-ludzi z nim związanych.

Advertisement

Te wstawki potęgują baśniowy klimat historii. Jednocześnie Funke swoim tekstem poważnie zawęża możliwość interpretacji historii wymyślonej przez del Toro – to, co w filmie było niedookreślone, u niej jest jednoznaczne – historia labiryntu, fauna i księżniczki Moanny to baśń, ale baśń żywa. Pisarka nadaje też głębi postaci kapitana Vidala – ten, który w filmie jawi się jako prosty, jeśli nie prostacki, potwór w ludzkiej skórze, w powieści zyskuje swój głos, choć nie wyrażany bezpośrednio. W ten sposób Funke jednocześnie ograbia filmowy Labirynt fauna z mistycyzmu, i wzbogaca go treścią.

Powieść jest dobra sama w sobie. Dla tych, którzy filmu nie widzieli, będzie świetnym wstępem do niego, a sam seans będzie dla nich zupełnie innym doświadczeniem niż dla tych, którzy z literacką wersją zapoznają się mając za sobą już znajomość filmu. Ci drudzy ze zdumieniem stwierdzą, że to, co w filmie wyglądało na dość jednoznaczne, ma drugie dno. A to, co mogli sobie dowolnie interpretować, nagle zostało jasno dookreślone. Nie wątpię, że po lekturze zdecydują się na ponowny seans – ja tak zrobiłam.

Advertisement

Funke i del Toro udała się rzecz bardzo trudna – za pomocą nowego medium opowiedzieli znaną historię na nowo, zapraszając swoich odbiorców do świata, który znają, ale który, jak ogry, ma wiele warstw. Ich wspólne dzieło to powieść, dla której etykietka „na podstawie filmu” jest niemal obraźliwa. Gdybym tego nie wiedziała, uwierzyłabym, że jest przeciwnie.

Książkowy Labirynt Fauna pojawił się w Polsce nakładem wydawnictwa Zysk S-ka. 

Advertisement

W filmie szuka różnych wrażeń, dlatego nie zamyka się na żaden gatunek. Uważa, że każdy film ma swojego odbiorcę i kiedy nie przemawia do niej, na pewno trafi w inne, bardziej skłonne ku niemu serce.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *