Connect with us

Publicystyka filmowa

CONAN BARBARZYŃCA. Mesjasz, filozof i kanibal

Kim jest kultowa postać?

Published

on

CONAN BARBARZYŃCA. Mesjasz, filozof i kanibal

Pierwszą wersję scenariusza „Conana” napisał nie kto inny, jak Oliver Stone. Jego koncept był niezwykle rozbudowany i początkowo zakładał aż 12-częściową serię przygód Cymeryjczyka. Kolejne części miały się ukazywać co kilka lat, czyli tak, jak miało to miejsce w przypadku Jamesa Bonda. Jeszcze bardziej porażają założenia dotyczące tak rozbudowanego scenariusza, a także rozmach, z jakim Stone podszedł do tego projektu. Całość oparta miała być na założeniach budowy Piekła w „Boskiej komedii’ Dantego i jego dziewięciu kręgów.

Advertisement

12-częściowa historia rozgrywać się miała na ziemi i w piekle (pozostałością po tym zamierzeniu jest niewątpliwie duszna i groteskowa Komnata Orgii, która przywodzi na myśl jeden z lejów piekielnych Dantego) w erze i scenerii post-apokaliptycznej! Poszczególne wątki oparte były na opowiadaniach R. E. Howarda, oraz komiksach „Conan” Roya Thomasa. Dla celów projektu Stone stworzył również pokaźne bestiarium monstrów występujących w filmie (były to przede wszystkim mutanty – mroczne krzyżówki ludzi i zwierząt, czego ślady pozostały jeszcze w kanibalistycznych scenach z Komnaty Orgii). Rozmach i środki produkcji towarzyszące projektowi miały być ogromne – świat Conana według Stone’a miał być przesycony magią, potworami oraz licznymi spektakularnymi bitwami.

Niestety fantastyczna wizja nie sprostała rzeczywistym możliwościom ówczesnej kinematografii, a także budżetu – zaangażowanie w 12-częsciowy cykl musiało być przedsięwzięciem wielce ryzykownym, a przez to odpychającym producentów.

Advertisement

Scenariusz jednak zakupiono, a projekt przyjęto i poddano obróbce. Wśród kandydatów do reżyserowania wymieniano Alana Parkera, a także Ridleya Scotta. W efekcie wybrano Johna Miliusa, mającego wówczas na swoim koncie diabelnie dobre dialogi do „Czasu apokalipsy” oraz „Brudnego Harry’ego”. Milius, na podstawie potężnego skryptu Stone’a, napisał własną wersję scenariusza. Warto dodać, że podobnie jak w przypadku pierwszej wersji, film kończyć się miał spektakularna bitwą – na pojedynek zmieniono to dopiero w późniejszej fazie projektu. Milius miał swoja własną wizję serii – Trylogię Stali. Pierwsza część (otwarta kompozycja filmu świadczy o tym, że „Barbarzyńca” jest pierwszą częścią trylogii) poświęcona była Stali i Mieczowi i „Sile” z nich płynącej, druga część opowiadać miała o „Odpowiedzialności”, czyli o tym jak stali używać, część trzecia to „Lojalność” – konsekwencje dzierżenia Stali. Niestety równie ambitny zamysł co w pierwszym przypadku nie wytrzymał próby czasu.

Powstała tylko część pierwsza – „Stal”, gdyż „Conan Niszczyciel” nie jest dzieckiem pierwotnej koncepcji. Główną zmianą w stosunku do pomysłów Stone’a, jaką wprowadził Milius – zapalony historyk i militarysta, było ograniczenie magii i świata „fantasy” na rzecz licznych odwołań do historii i mitologii dawnych ludów – reżyser stworzył świat bardziej wiarygodny, oparty w dużej mierze na kulturze Wikingów (początkowy najazd „rogatych” wojowników), Greków (symbolika węża), czy też Japończyków (filozofia walki). Co za tym idzie zminimalizował również pochód monstrów, a także masowych na nich rzezi.

Advertisement

Magia w świecie stworzonym przez Miliusa jest rzeczą naturalną, jednak drugoplanową, która nie dominuje nad cywilizacją człowieczą.

Film jest wiarygodny w chęci przedstawiania zamierzchłej historii dzięki mnogości odniesień (miasta, stroje, sposoby walki), a także śmiertelności samego Conana (to heros ale przede wszystkim człowiek z krwi i kości, który równie dobrze mógłby być wojownikiem rodem z historycznego filmu). Milius dokonał więc przejścia od fantastyki heroicznej do tak zwanej low fantasy (o małym stężeniu fantasy w fantasy, na rzecz historii), serwując przy tym z umiarem Magię najwyższych lotów. Ważną rolę w filmie odgrywa także (za sprawą Miliusa) religia politeistyczna i mit – bogowie są źródłem siły, obiektem wstawiennictwa, a także panami życia i śmierci.

Advertisement

Nawiązanie do low fantasy nie jest bezpodstawne, gdyż cały świat Conana wg R. Howarda opiera się po części na mitologii greckiej – fabuła opowiadań rozgrywa się w krainie Hiperborei ok. 12 tys. lat p.n.e., natomiast rasy występujące w Erze Hyboryjskiej (m.in. lud Cymmeryjczyków) to potomkowie legendarnych Atlantów oraz Piktów (znanych choćby z legend arturiańskich).

W głównych rolach Milius obsadził aktorów nie najwyższych lotów i mało doświadczonych (wyjątkiem był świetny James Earl Jones) – tancerkę Sandhal Bergman i windsurfingowca Gerry’ego Lopeza. Założeniem reżysera było wysunięcie na pierwszy plan ruchu i fizyczności aktorów – miał być to film ruchu, ciała, walki – wirtuozeria aktorska nie była tu najważniejsza.

Advertisement

Milius dobrał ludzi do swoich wyobrażeń poszczególnych postaci: Arnold – potężny, muskularny barbarzyńca, Bergman – Walkiria o boskim ciele (fakt) i ujmującym, wręcz akrobatycznym wdzięku ruchu, Lopez – zwinny, mały mongolski wojownik. A więc obraz miał czarować pięknem i artyzmem walki, cielesnością i drapieżnością bohaterów. Dlatego też dialogi zostały zredukowane (choć i tak są wyśmienite). Wydaje się, że główna rolę narracyjną powierzono natomiast muzyce Basila Poledourisa, która będąc wszechobecną i niezwykle malowniczą – staje się faktycznym językiem i słowem fabuły. Można więc śmiało stwierdzić, iż Milius dążył do stworzenia roztańczonej i frenetycznej gry ciał i kunsztu ciosów, galerii pojedynków odurzających obfitością krwi i dostojnością wszechobecnej muzyki. Ale „Conan” to także, tak znamienita gatunkowi fantasy, wielka przygoda…

Conan” reprezentuje gatunek fantastyki heroicznej, gdzie osią fabuły jest wędrówka głównego bohatera w celu wypełniania kolejnych zadań (questów), które to przybliżają go do celu nadrzędnego i motywującego go do działania. Liniową strukturę filmu można uznać za wzorcową dla tego gatunku: Quest nadrzędny – zemsta – skompletowanie drużyny – 1. quest zdobycia Oka Węża – naprowadzający na trop Antagonisty – 2. quest uratowania córki króla Osrica – prowadzący do pierwszej konfrontacji z Antagonistą – 3. pokonanie popleczników Antagonisty – prowadząca do finałowego pojedynku i dokonania zemsty.

Advertisement

Ciekawym zabiegiem jest stopniowe kompletowanie drużyny, która uzupełnia się nawzajem tworząc jedno ciało – wojownika kompletnego. Barbarzyńca reprezentuje siłę i walkę wręcz, Walkiria zręczność i zwinność złodzieja, Wojownik umiejętności walki z dystansu, Mag jest łącznikiem z siłami boskimi, a także jasnowidzem i reprezentantem innych sił mentalnych. Jak pisałem wcześniej, dokonuje się jednak, po części za sprawą Howarda (prekursora), a po części Miliusa, przemianowanie w gatunek low. Dlatego też nie uświadczymy w filmie ani potworów (wyjątkiem jest wielki wąż) ani mutantów, ani osobliwych ras, ani rzucania zaklęć. Magia w dużej mierze zostaje zastąpiona boską interwencją i mesmeryzmem. Za to z ekranu tętni duch zamierzchłych cywilizacji i barbaryzmu.

Scenariusz „Conana” jest także niezwykłą wędrówką po prozie R. Howarda.

Czytając kolejne opowiadania możemy się natknąć na epizody, które zostały w film „włożone”. Twórcy skryptu stworzyli syntezę opowiadań, włączając najciekawsze ich wątki do zupełnie nowej historii stworzonej na potrzeby filmu (zemsta na Thulsie Doom). Pamiętamy jak nieudolnie podobny zabieg próbowali przeprowadzić twórcy „Wiedźmina”, kiedy to do głównej osi fabuły (zaczerpniętej z komiksu, nie umieszczonej w żadnej książce) włączono skrawki sagi i opowiadań o Geralcie – to sprawdzona technika rodem z „Conana”, niestety zabrakło wykonania, w efekcie czego nic nie trzymało się kupy, a całością dowodziła chaotyczna narracja. Na szczęście Milius i Stone przeprowadzili to z niebywałym kunsztem i wyczuciem.

Film rozpoczyna się od najazdu plemienia Thulsy Dooma na wioskę Conana. Jego rodzice zostają zamordowani a plemię wytrzebione. Conan trafia do niewoli – pracy przy Kole Bólu. Następnie zostaje gladiatorem. To pierwsza i zasadnicza różnica pomiędzy prozą a filmem – przede wszystkim pojawia się tu motyw zemsty, determinujący dalsze poczynania Conana. Wedle prozy Howarda Conan urodził się na polu bitwy, co wróżyło mu życie krwawe i wojownicze. W wieku piętnastu lat Conan wziął udział w swojej pierwszej wielkiej bitwie, i wraz ze swoimi ludźmi złupił twierdzę Vanarium. Rok później został wzięty do niewoli i stał się gladiatorem.

Advertisement

Linia konfliktu Conana z Thulsą Doom i jego wyznawcami nie ma więc żadnego związku z opowiadaniami. Jednak na tle rozgrywającego się pojedynku odkrywamy cały szereg odniesień do różnych opowiadań. Oto kilka wątków, które udało mi się wyłapać:

W opowiadaniu „Spotkanie w krypcie” Conan uciekając przed stadem wilków trafia do krypty dawnych wojowników, gdzie znajduje przedłużenie swojej ręki, czyli miecz.

Advertisement

W „Wieży słonia” – Conan pragnie złupić Wieżę Słonia (w filmie wieżę Węża); u jej stóp spotyka złodzieja Taurusa (w filmie złodziejkę Valerie), z którym wyrusza do wnętrza wieży. Ich łupem staje się klejnot Serce Słonia (w filmie oko Węża).
W „Ludziach Czarnego Kręgu” Conan potyka się z kastą Czarnych Wróżbitów, otoczonych kultem Akolitów (zupełnie jak wyznawcy Węży w filmie), najważniejszym wróżbitą jest Władca Imszy (protoplasta Thulsy Doom), zarówno czarnoksiężnik Khemsa jak i Wróżbici posiadają dar mesmeryzmu.

Poddana hipnozie Gitara rzuca się w otchłań przepaści (niczym akolitka Thulsy). W finałowej sekwencji jeden ze sprzymierzonych z Conanem Irakzajczyków zostaje zabity strzałą przemieniającą się w węża w ciele ofiary (jak Valerie), reszta pod wpływem mesmeryzmu zostaje poddana dekapitacji (jak matka Conana). Ponadto Władca Imszy ma zdolność przemieniania się w wielkiego węża (jak Thulsa Doom), którego w finale pokonuje Conan (w sposób identyczny jak miało to miejsce z Wężem z Wieży w filmie).

W „Cieniach w Zambouli” grasuje grupa kanibali napadających nocą ludzi (zupełnie jak wyznawcy kultu węża w filmie).

Advertisement

W „Narodzi się wiedźma” Conan zostaje ukrzyżowany przez Konstancjusza na krzyżu (w filmie przez Thulsę na Drzewie Żalu), gdzie również stawia zacięty opór sępom. Następnie przeżywa drugą próbę – wybawcy Conana ścinają krzyż razem z przybitym do niego Barbarzyńcą (oczywiście wylizuje się z tego). Natomiast w filmie Conana ratuje wierny druh Subotai (wcześniej Conan uratował go z rąk Wiedźmy)

Początek filmu ukazuje nam żmudną drogę powstawania miecza – drogę, która stanie się metaforą życiowej drogi Conana. Film jest opowieścią o stali i sile, a stal symbolizuje w tym wypadku także niezłomny charakter bohatera, drogę jego doskonalenia i wolę przetrwania. Ojciec nakazuje mu pokładać swa ufność jedynie w stali – tylko jej może zawierzyć. Młody Conan dobrze zapamięta tę lekcję. Poznajemy go w chwili kiedy na ziemiach Cymmerii prawdopodobnie toczą się krwawe boje o stal – najazd na wioskę niesie za sobą najwyraźniej taki cel. Punktem zwrotnym na Drodze Stali w życiu Conana jest mord na jego matce.

Conan poznaje wtedy swojego największego wroga i sposób jego walki – wykorzystujący moc ciała i siłę mentalną. W chwili gdy jego matka umiera, a jej ręka uwalnia się z uścisku ręki Conana, dłoń młodzieńca zostaje pusta. Conan kieruje wzrok nie na matkę, lecz na ową pustą dłoń. Następnie na swojego wroga. Od tej chwili ta dłoń będzie dzierżyć coś innego – od tej chwili beztroskie dzieciństwo zostanie zastąpione chęcią zemsty, ścieżką mordu i gwałtu. W tej symbolicznej scenie Conan zostaje wyrwany z dotychczasowego życia – jego dłonie przeznaczone zostają do dzierżenia stali – spuścizny jego współplemieńców, idei jego boga – nie do odwzajemniania ciepłego uścisku matki.

Advertisement

Kolejnym etapem „kucia ciepłej stali” jest Koło Bólu – wieloletnie hartowania ciała w morderczej niewolniczej pracy. Conan buduje swoją siłę – jego straszliwy los staje się jego sprzymierzeńcem – Koło Bólu – treningiem przybliżającym go do celu. Gdy mamy już „klingę” musimy ją naostrzyć. Będąc gladiatorem Conan poznaje tajniki walki wręcz. Początkowo jest zdezorientowany światem, w wir którego został wrzucony, z czasem jednak nabiera śmiałości stając się mistrzem i bezlitosnym pogromcą. Gdy miecz jest gotowy czas nauczyć się nim posługiwać. Conan poznaje sztukę posługiwania się kataną i taktykę bitewną.

Staje się prawdziwym wojownikiem – Orężem, którym jest jego własna Siła. To już nie jest bezmyślny zabójca, ale także technik, strateg i filozof. Ostatecznym krokiem na drodze stali i przypieczętowaniem przeznaczenia Conana jest „spotkanie” w krypcie. Po odzyskaniu dawno utraconej wolności Conan zostaje rzucony wir nowego, nieznanego mu świata – szybko zdaje sobie sprawę, że jest bezbronny wobec wilczych kłów i pazurów, a jedyne co mu pozostaje to ucieczka. W krypcie, w której znajduje schronienie, odnajduje esencję swojego boga Croma, który podobnie jak ojciec, wskazuje mu jego dalszą drogę i przeznaczenie – w symbolicznej scenie oddaje Conanowi miecz (szkielet wielkiego herosa osuwa się i zamienia w pył) – stal, jedyną rzecz, której może zaufać.

Advertisement

Dłoń zamyka się na rękojeści, która została jej przeznaczona. To jak podanie ręki samemu Cromowi – dopełnienie rytuału sporządzania „Miecza”. Conan ostygł w zimnie stali – teraz przyszedł czas na zadanie ciosu ostrzem zemsty.

W następnej sekwencji widzimy Conana ubranego w wilcze skóry – miecz dopomoże mu jeszcze wiele razy, tym razem zapewnił mu ciepło i bezpieczeństwo. Odtąd to On będzie polował na tych, którzy dotychczas polowali na niego. Do pierwszego testu Stali dochodzi w chwili, gdy Conan po raz pierwszy spotyka się z Thulsą Doom. Mag prezentuje mu możliwości ciała, skłaniając do samobójstwa kapłankę pogrążoną w hipnozie. „Czym jest stal w porównaniu z władającą nią ręką?” – mówi Thulsa. Stary wojownik porzucił poszukiwania stali i próbę zgłębienia jej sekretów na rzecz siły ciała – magii i hipnozy. Jego dłoń posiada inną moc – złowieszczą, nieufną i podłą.

Advertisement

Barbarzyńca nie ulęknie się jej i ponownie zawierzy w stal. Jego dłonie zostaną przybite do drzewa, a dusza zatańczy z demonami na kurhanie – Conan jednak przeżyje, bo jego siła woli i pożądanie zemsty będą silniejsze niż śmierć. Barbarzyńca, który wróci ze świata zmarłych, ponownie, jak wtedy gdy był dzieckiem, spojrzy na swoją pustą otwarta dłoń. Spojrzy na nią z respektem i pewnością, bo wie, że wrócił ze spotkania ze śmiercią tylko w jednym celu, – aby ponownie dzierżyć w niej Stal – Naukę ojca i Wolę Croma – że tylko ona może nadać jego naznaczonemu przemocą życiu sens i cel.

I oto następuję ostateczny test Stali – cel konsekwentnie przemierzanej drogi zemsty. Ciało kontra Stal, mesmeryzm oczu i magiczny gest dłoni kontra Miecz i dzierżące go stalowe ścięgna. Symboliczna scena pojedynku przywodzi na myśl początkową potyczkę Thulsy z matką Conana. Tym jednak razem to miecz zwycięża ciało, magia ulega sile woli, uporowi i nienasyconemu pragnieniu, głowa ulega pod naporem brzęczącej stali. „To co nas nie zniszczy, uczyni nas mocniejszymi”, nietzscheańskie preludium historii zawiera w sobie także filozofię Conana. Dziecka, które w ufności w swoje własne samodoskonalenie i konsekwentne pokonywanie kolejnych przeszkód, stało się nadludzkim wojownikiem, dokonującym wielkich i szlachetnych rzeczy.

Advertisement

Niszcząca siła, która stała się pobudką do zemsty stworzyła w efekcie samego Conana – jego siłę, charakter niezłomny niczym stal i wolę życia. W ostatniej rozmowie Conana z Thulsą, mag nazywa barbarzyńcę swoim synem. I tak jest w rzeczywistości – relacje między Thulsą, a Conanem to fascynująca wędrówka w głąb przewodniej myśli filozofii Nietzschego. Stalowy nadczłowiek wyszedł spod młota swojego największego wroga.

Powszechną i krzywdzącą dla Conana opinią jest posądzanie go o głupotę i prostotę cepa.

Z pobieżnie czytanych (czy wertowanych jedynie) kart książek R. Howarda, lub też filmu oglądanego z przymrużeniem oka wysnuć można wniosek, iż Conan został powołany do życia jedynie po to, aby używać swoich wielkich muskułów i siekać mieczem bez opamiętania, a każdą napotkaną niewiastę chyżo zbałamucić. Przy tym oczywiście konkretnie ucztować i zbierać wszelakie profity w postaci drogocennych klejnotów i artefaktów.

Advertisement

Już sam przydomek Barbarzyńca, kojarzy się bardziej z negatywnymi cechami charakteru, aniżeli z rodowodem bohatera. Czy Conan jest więc bezlitosnym i bezrefleksyjnym troglodytą nastawionym na totalną destrukcję (vide rodem z gier pokroju Diablo)?

Po wnikliwszej obserwacji samego Conana jak i jego przygód, czy to na kartach powieści, czy w filmie można dojść do wniosku, iż wprost przeciwnie – że mędrzec to i filozof jakich mało w świecie fantasy. Conan wywodzi się z rodu barbarzyńskiego, nie tak cywilizowanego jak niektóre nacje Ery Hyboryjskiej, co może rzutować ujemnie na jego ocenę – gorylowaty ork łupiąco-grabiący. Prawda jest jednak taka, że Conan posiada wiele cech średniowiecznego rycerza, a także mędrca. Przede wszystkim jednak zauważa się w postępowaniu barbarzyńcy pewne podobieństwo do zasad etycznych japońskich samurajów.

Advertisement

Bushido czyli „droga życiowa wojownika” to honorowy kodeks samurajów. Już w pierwszych sekwencjach ćwiczeń młodego wojownika znajdujemy nawiązanie do tego etosu – Conan szkoli się pod okiem azjatyckiego mistrza we władaniu kataną (mieczem samurajów). Sam reżyser przyznaje się do prób wplecenia ducha japońskiej szermierki w ruchy i filozofię Conana. Początkowo w scenie kiedy barbarzyńca zostaje uwolniony z koła bólu, przy którym spędził długie lata katorgi, miał mu się pokłonić i podziękować – co miało być nawiązaniem do filozofii Zen. Na każdym kroku Milius stara się subtelnie wmanewrować w losy swojego barbarzyńcy pierwiastek orientalnego ducha.

Przypatrując się poczynaniom bohatera można dojść do wniosku, iż Conan zawsze postępuje wedle szeroko pojmowanych zasad bushido.

Cechuje go dobroć (uratowanie Subotai, a także fakt, iż Conan nigdy nie zabijał dla przyjemności) odwaga (wiadomo – Conan to stop odwagi i mięśni), szlachetność (nigdy, w książce ani filmie, nie „wziął sobie branki”, choć miał po temu wiele okazji, kobiety zawsze oddawały mu się z własnej nieprzymuszonej woli), samodoskonalenie (jego życie to ciągłe samodoskonalenie się w walce i nabywanie mądrości życiowej, czego zwieńczeniem jest finał – Conan zostaje mędrcem i władcą), wierność (do końca jest wierny swoim zasadom, swojemu bogu i ludowi), honor (tak jak obiecywał, po odzyskaniu wolności uratował córkę króla Osrica), , sprawiedliwość (dzieli się łupem z wieży węża, a w rozmowie z Subotai nie neguje wielkości jego boga, mimo racji przeciwko Cromowi).

Advertisement

Oczywiście można by wymieniać więcej, faktem jest jednak, że postać Conana jest bardziej zbliżona do japońskiego samuraja, aniżeli do stereotypowego barbarzyńcy. Znamy już stan ducha, poznajmy zatem ciało. Milius kreując swojego bohatera, na różnych etapach jego życia nadaje mu cechy różnych wojowników znanych z historii. Uwidacznia się tu zamiłowanie reżysera do historii i militariów, którego ścieżką podążał przy tworzeniu „Conana”. I tak początkowo widzimy naszego bohatera jako rzymskiego gladiatora toczącego pojedynki na arenie.

W dalszej fazie Conan występuje z kataną jako adept azjatyckich sztuk walk. Conan w rynsztunku reprezentuje wojownika mongolskiego, tatara w kolczej zbroi i szyszaku. Przed chatą czarownicy jest typowym barbarzyńcą z wielkim mieczem, przywdziany w wilcze skóry. W komnacie orgii reprezentuje wręcz komandoski kamuflaż, który kojarzyć się może również ze „znikającymi w cieniu” wojownikami Ninja. Zaś w potyczce w ruinach w rogatym hełmie przywodzi na myśl Celta. Conan staje się więc eklektycznym wojownikiem, czerpiącym z historii wojska i walki to co najlepsze – w domyśle wojownikiem kompletnym i historycznym herosem.

Advertisement

Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż ciemna strona (poplecznicy Thulsy Doom) to wierne nawiązanie do kultury Wikingów – rogate hełmy, topory, wąsiska… a także początkowa sekwencja najazdu na wieś, która to w najlepszy sposób obrazuje sposób działania dawnych Skandynawów.

Dwie sceny oddają w pewnym sensie domniemane męczeństwo (a może nawet mesjanizm) Conana. Pierwsza to niedola przy studni bólu. Barbarzyńca po raz pierwszy w swoim życiu zostaje wystawiony na ciężką próbę, z której wychodzi pokornie, jest to pierwszy etap w łańcuchu męczarni, które zgotuje mu los i reżyser. Wokół tej jakże pięknej i wymownej sceny, w której dokonano zmyślnego skrótu montażowego, narosło kilka kontrowersji. Przede wszystkim jak to możliwe, że Conan przeżył przy kieracie i wyrósł na sprawnego silnego (i najedzonego) pogromcę, kręcąc się w kółko przez kilkanaście lat.

Advertisement

Ciekawą hipotezę odnajdujemy na świetnej stronie o Conanie www.conan.prv.pl, w jednym z artykułów wysunięte zostaje przypuszczenie, iż Conan uprawiał kanibalizm. Świadczyć ma o tym stopniowe znikanie jego kompanów niedoli (pozostają po nich jedynie zwisające łańcuchy), i systematyczny rozwój Conana, aż do sytuacji, w której umięśniony i spasiony barbarzyńca zostaje sam przy kieracie. No tak, ale po pierwsze rzucałoby to cień na osobę Conana, po drugie nierealnym się wydaje, ażeby mógł przeżyć kilkanaście lat mając do dyspozycji 8 czy 9 kościstych chłystków, którymi pewnie i tak musiałby się dzielić z pozostałymi, ażeby pozostawić ich przy życiu.

Druga kontrowersja dotyczy takiej sytuacji, kiedy to nie ma żadnej sensownej hipotezy tłumaczącej tę scenę i w efekcie jest ona (ta scena) nielogiczna i nieudana. Otóż, przede wszystkim, należy zwrócić uwagę na fakt, iż jest to skrót montażowy, w którym pokazane jest to co najważniejsze, a reszta zostaje pominięta. Najważniejsze było ukazanie rozwoju i konsekwentnego dążenia do celu (czego następstwem jest cała dalsza intryga), a owa reszta może być w domyśle naszą odpowiedzią na tę nurtującą kwestię – co jadł Conan. Być może pracowali w dzień, w nocy zaś jedli i spali. Resztę tłumaczyć może także sam fakt występowania studni, czy też młyna z żarnem – najprawdopodobniej chłopcy pracowali przy produkcji jedzenia! Warunki wprost idealne, ażeby wyrosnąć na super herosa i przy okazji nadbudować sobie klatkę a’la Arnold. ..

Advertisement

Dochodzimy do jakże malowniczej sceny ukrzyżowania.

Najpierw sąd gniewnego tłumu, Thulsa w roli sędziego, Conan poturbowany i zakrwawiony w podartych szatach czeka na orzeknięcie wyroku – wreszcie ukrzyżowanie. Gwoździe zanurzają się w dłoniach i stopach, Conan o nagim torsie rozwieszony na krzyżu, słońce pali mu skroń, bezkresna samotna pustynia. Czy nie przypomina wam to czegoś? Odniesienie do Ewangelii wydaje się być ewidentne, choć zakładając, iż film ten jest mieszanką historyczną, nie jest to znowu takie pewne. Pewne jest natomiast, iż Conan nie godzi się na taki los, zamiast poddać się i męczeńsko umrzeć za sprawę, ostatkiem sił pokonuje sępa – własnymi zębami. Oto cały Conan, nieugięcie dążący do celu, walczący do samego końca, o stalowym charakterze i afirmacyjnej woli życia – uprawia antymesjanizm.

Advertisement

W efekcie Conan staje u progu śmierci i tu (idąc tropem Ewangelii), następuje zmartwychwstanie. Po walce z demonami Conan poddany mistycznym praktykom wywija się z rąk śmierci. To symboliczna scena, w której zemsta (niedokończona zemsta na zabójcach ludu) i miłość (Valeria walcząca z demonami) okazują się silniejsze niż śmierć. Możemy więc powiedzieć o pewnej przewrotności tych scen – Conan umiera na krzyżu, ale na krzyżu tym również walczy, następnie zostaje wskrzeszony, ale nie po to aby zbawiać, ale żeby dalej walczyć i przelewać krew w imię sprawiedliwości. Ergo: Conan jest tylko człowiekiem, oczekującym na zbawienie samego siebie, łącznikiem z Ewangelią może być tu podobna konsekwencja w dążeniu do celu, misja z nieuchronnym finałem. Niemniej scena ta może świadczyć o nadzwyczajności głównego bohatera – to kolejny etap hartowania jego charakteru. Nadludzka wola życia.

Ciekawostką jest, iż w świecie wygenerowanym przez R. E. Howarda praktycznie nie ma brzydkich kobiet.

Wszystkie niewiasty napotkane przez barbarzyńcę na jego drodze to niezwykle atrakcyjne, szczupłe, długonogie, ponętne i godne pożądania nadkobiety. Oczywiście charakteryzują je różne zachowania – jedne są czarujące i wyuzdane, inne zachłanne i szelmowskie, jeszcze inne piastują urząd księżniczki, a jeszcze inne wioskowej wiedźmy – ale łączy je jedno – niepodważalna uroda, wdzięk i urok.

Advertisement

Fantazyjność świata Howarda uwidacznia się więc w powołaniu do życia zarówno nadmężczyzn jak i nadkobiet. Nie jest to jednak wykroczenie iście baśniowe – raczej nienaturalna tendencja, ale jakże przyjemna dla wyobraźni czytelnika. Ciekawostką jest również, iż John Milius podąża dokładnie tą samą drogą. Wszystkie bohaterki kobiece występujące w „Conanie” to dziewki przedniej urody i nietuzinkowego wdzięku – co oko cieszy i serce raduje. W tym miejscu mogę jedynie oddać cześć Howardowi, za to że umiał schlebić czytelnikowi, zabierając go do iście rajskiego ogrodu, gdzie archetyp doskonałego mężczyzny co raz spotyka i uwodzi kobiety równie doskonałe w swoim jestestwie. .. A także Milusowi, który wiernie przepisał to do swojego filmu.

Słów parę o akolitach Thulsy Dooma. Jego sekta to chyba najbardziej zdegenerowana wataha w historii kina. Po pierwsze są stylizowani na hipisów – komuna, kwiaty, i halucynogenne opary. Po drugie: jeden z wyższych akolitów podrywa Conana, co rzutuje podejrzeniem na resztę grupy. Jednak bliżej poznajemy ich w Komnacie Orgii – jedzą zupę z ludzkich rąk, a wolny czas spędzają na orgiastycznych maratonach. Dodajmy do tego rytualne mordy, zwykłe mordy, i mordy w celach spożywczych oraz fetyszyzm animalny. Jaki obraz nam się rysuje? Homoseksualni kanibale – zboczeńcy, seryjni mordercy i do tego hipisi. ..

Advertisement

Wygląd Thulsy Doom ma swoje uzasadnienie w koncepcji Johna Miliusa. Bohater miał reprezentować pradawną, pierwotną rasę – stąd tak nienaturalny wygląd: ciemna cera, niebieskie oczy, długie proste włosy. Thulsa jest reliktem, reprezentuje tajemniczą, starożytną moc.

Kilka ciekawostek

Advertisement

W scenie w mieście, kiedy Conan i Subotai przechadzają się po spożyciu czarnego lotosu, na drugim planie da się zauważyć jegomościa w podejrzany sposób zachodzącego swoją lamę od tyłu… Nieważne, może po prostu zakładał jej siodło.
Nie wiedzieć czemu, Arnold Schwarzeneger otrzymał za rolę Conana nominację do Złotej Maliny. To czysty absurd, i raczej efekt przyzwyczajenia jury do nominowania Arnolda – jest to bowiem, w moim mniemaniu jedna z jego najlepszych kreacji aktorskich.

Pomalowana w tajemną inkantację twarz Conana ze sceny wskrzeszenia przywodzi na myśl twarz bohatera filmu „Kwaidan„, co jest kolejnym nawiązaniem do sztuki i kultury japońskiej w tym filmie.

Advertisement

W scenie walki Conana z jednym z Gburów Thulsy w ruinach, użyto, jak twierdzi reżyser, prawdziwych mieczy – chwilowa nieostrożność, i w scenie tej mogła popłynąć prawdziwa krew.

Advertisement

W wyciętej scenie z targowiska, gdzie Conan zakupuje jaszczurki na patyku, rolę sprzedawcy tego przysmaku zagrał John Milius. Scena ta została umieszczona w wydaniu specjalnym „Conana”.

Jest także druga wycięta scena (w wydaniu specjalnym), w której wysłannicy Thulsy zabijają króla Osrica. Gdyby została umieszczona w filmie, lojalność i honor Barbarzyńcy zostałyby podkreślone jeszcze bardziej (dochowanie przysięgi nawet po śmierci króla).

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *