Connect with us

Publicystyka filmowa

Co to takiego?! NAJDZIWNIEJSZE potwory z filmów science fiction

W NAJDZIWNIEJSZYCH potworach z filmów science fiction strach miesza się z zażenowaniem. Odkryj niecodzienne stwory, które przerażają i fascynują!

Published

on

Co to takiego?! NAJDZIWNIEJSZE potwory z filmów science fiction

Potwory to bardzo często narzędzie wykorzystywane przez filmowców do tego, by napędzić widzowi stracha. Tajemnicze odgłosy, zniknięcia, skrzypienie podłogi w środku nocy; bez względu na to, czy mamy do czynienia z horrorem czy filmem science fiction, potwory sprawiają, że nie można zasnąć w nocy, cały czas mając przed oczami przerażający obraz. Niekiedy jest to wywołane strachem, a kiedy indziej totalnym zażenowaniem. Na niniejszej liście zebrałam moje typy najdziwniejszych potworów, jakie można spotkać w filmach science fiction. A Wy, macie jakichś swoich faworytów?

Advertisement

Crawling Eye (1958)

Propozycja z 1958 roku to thriller science fiction, w który dziwne stworzenie z kosmosu „osiedliło” się na terenie szwajcarskich Alp i sieje terror wśród naukowców na odległej stacji badawczej. Brzmi to jak klasyczny opis fabuły filmu zaliczanego do tego gatunku. Sprawa ma się jednak inaczej, kiedy dojdziemy do kwestii potwora… To ohydna poczwara skryta we mgle, która zabija swoje ofiary przez dekapitację. A trzeba pamiętać, że wpada on w morderczy szał, więc nasi naukowcy muszą go czym prędzej powstrzymać.

Dobry ogląd naszego potwora, który odbiega od wszystkiego, co widzieliście w kinie, mamy w scenie, gdy mała dziewczynka biegnie za zagubioną piłką i zostaje złapana przez żywą mackę przypominającą winorośl, przyczepioną do lewitującego oka.

Advertisement

Stwór na szczęście zabija spowity ostrym cieniem mgły, by pojawić się dopiero w ostatnim akcie. Posiada on wypukłe, wędrujące oko, wyglądem przypominające ośmiornicę. Korpus jego pokrywają pulsujące żyły, zaś długie macki są w stanie dusić ofiary, a następnie „ucinać” im głowy. Trzeba pamiętać, że pod koniec lat 50. i na początku lat 60. XX wieku jego pojawienie się sprawiło, że wiele osób poniżej 12 roku życia miało koszmary. Dziś to jedynie przykład dziwactwa i cięcia kosztów przez filmowców.

The Crawling Eye, zwane też przez niektórych Trollenberg Terror, to moim zdaniem mimo wszystko niedoceniany klasyk. Dziwaczny potwór oraz fabuła sprawiają, że to produkcja dużo lepsza od innych tego typów niskobudżetowców.

Advertisement

Piraniokonda (2012)

Czym byłoby moje zestawienie bez choć jednej pozycji od amerykańskiej stacji SyFy? Trzeba pamiętać, że swego czasu na dużym ekranie królowały mrówki giganty czy monstrualne pajęczaki. Hollywood poszło o krok dalej i dało światu film Lake Placid z 1999 roku o ogromnych krokodylach, który ogląda się świetnie, zwłaszcza że producenci dorzucili do tego gwiazdorską obsadę. Telewizja nie mogła być gorsza w tym względzie. Dlatego od dłuższego czasu stacja SyFy stara się połączyć różne stwory z ekstrawaganckimi reżyserskimi pomysłami. Były więc rekiny w piasku, dwugłowe rekiny… a teraz przeszedł czas na piraniokondę.

Trzeba pamiętać, że Anakonda z 1997 roku zarobiła ponad 200 milionów dolarów w przeliczeniu na dzisiejszą wartość tej waluty. Nic więc dziwnego, że twórcy z SyFy postanowili wziąć ogromną anakondę i przytwierdzili do niej głowę piranii. Całość pochłonęła milion dolarów i przy negatywnych recenzjach raczej się nie zwróciła.

Advertisement

Piraniokonda to ogromny wąż, stworzony przy pomocy techniki komputerowej, o głowie piranii z małymi rybimi oczkami oraz wężowymi wypukłościami, dzięki czemu cały czas pamiętamy o tym, że to krzyżówka dwóch gatunków. Na stronie poświęconej filmowi można znaleźć nawet informację na temat ubarwienia gada: brązowe z czarnymi i żółto-pomarańczowymi plamami.

Trzeba jednak mieć na uwadze, że to produkcja z bardzo złym CGI i bardzo złym aktorstwem. Próbując opisać fabułę, można powiedzieć, iż jest to film o wężu ze śmiercionośną rybią głową, który ściga Michaela Madsena po dżungli. Ni mniej, ni więcej. A szkoda, bo producentem został Roger Corman, niewątpliwa legenda kina klasy B. Za scenariusz zabrał się protegowany reżysera, który na swoim koncie ma Dinokrokodyl kontra supergator z 2010 roku. I w tym wszystkim szkoda tylko potwora, który zamiast budzić lęk stanowi wyłącznie dziwaczną hybrydę.

Advertisement

Atak na dzielnicę (2011)

Jeden z bohaterów filmu wypowiada znamienne słowa opisujące kosmitów, z którymi muszą się zmierzyć – Big Gorilla Wolf Motherfucker. I tak też się przyjęło. To rasa wrogich istot pozaziemskich, które pojawiły się na Ziemi po tym, jak kokony umieszczone w spadających meteorytach dostały się na naszą planetę. Główny cel: zaludnić ją wedle własnego uznania. Według informacji na fanowskiej stronie po wylądowaniu pojedyncza samica emituje feromon, który przyciąga samce w celu dalszego rozmnażania się gatunku.

A jak wyglądają gorylowilki? Jak można się domyśleć, kształtem przypominają czworonożne goryle z ostrymi pazurami i kłami. Brakuje im oczu, ale są za to bardzo wrażliwe na zapachy i dźwięki. Samce mają ciemne futro i świecące neonowe turkusowe kły. Samice są blade i bezwłose, a także mniejsze i słabsze. Bestie pozornie wydają się nie posiadać zbyt dużej inteligencji. Nie są zainteresowane niczym innym poza rozmnażaniem się. Niech to was jednak nie zwiedzie. Potwory te są agresywne i okrutne i zabiją praktycznie każdego, kto stanie im na drodze.

Advertisement

Warto zaznaczyć, że kiedy film wszedł do kin w 2011 roku, nie wzbudził dużego zainteresowania. Dla mnie to jednak jeden z lepszych filmów o inwazji obcych, jaki pojawił się w ciągu ostatniej dekady. Mimo dziwnych potworów to dalej pozycja obowiązkowa dla każdego, kto choć trochę interesuje się kinem gatunkowym.

Gigantyczny szpon (1957)

Wielu znawców tematu nazywa ten film najbardziej malowniczą porażką w dziejach filmowego science fiction. Wpłynęły na to w znacznej mierze niedostatki budżetowe. Ale to w żaden sposób nie usprawiedliwia twórców, bo „za garść dolarów” kręcono też prawdziwe arcydzieła. W tym przypadku producent filmu Sam Kartzman wyszedł po prostu z założenia, że w drugiej połowie lat 50.

Advertisement

XX wieku ludzie kupią wszystko, co związane z science fiction. W związku z tym nie ma sensu poświęcać na tworzenie tego typu filmów ani wysiłku, ani pieniędzy. Dlatego też w Gigantycznym szponie mamy archiwalne materiały z innych produkcji i gigantycznego ptaka, który wprawił w zażenowanie samych aktorów występujących w filmie.

Finalny efekt bardziej śmieszy, niż straszy, sam potwór zaś opisywany jest w produkcji jedynie mianem – „wielkiego jak okręt wojenny”. Jednego możemy być pewni, ten pseudoptak otrzymał już tytuł najgorszego potwora w historii kina science fiction. La Carcagne, bo tak się nazywa bestia, swoim wyglądem przypomina gigantycznego ptaka z czarnymi skrzydłami. Przy czym dysponuje on specjalnymi mocami, jak możliwość stworzenia wokół siebie pola antymaterii, chroniącego go przed atakami z powietrza i bronią. Ta przerośnięta marionetka rodem z amatorskiego teatru lalkowego to rezultat cięć w funduszach, wizytówka całej produkcji oraz dzieło niskobudżetowego studia zajmującego się w Meksyku „efektami specjalnymi”.

Advertisement

From Hell It Came (1957)

Prawdziwy rasowy horror klasy Z i zarazem totalna jazda bez trzymanki – to najlepszy sposób na opisanie tegoż dzieła. To mój absolutny faworyt, gdy chodzi o piątkowy wieczór filmowy. Mamy więc mieszkańców tajemniczej wyspy, który walczą z anglojęzycznymi naukowcami, przez co powołują do życia przerażającego, żądnego zemsty pogańskiego potwora-demona. W teorii brzmi to naprawdę dobrze, jednak w praktyce okazuje się, że finalnie otrzymujemy Tabongo.

To chodzące drzewo kauczukowe z dziurami zamiast oczu oraz ciągłym grymasem na twarzy. A to tylko początek dziwactw związanych z potworem w tym filmie. Trzeba jednak pamiętać, że już na tym etapie można stwierdzić, że jego kreacja jest zarówno okropna, jak i absurdalna.

Advertisement

Oczywiście mordercze drzewo nie byłoby sobą, gdyby nie ścigało pięknych kobiet i nie zabijało złych ludzi, ściskając ich żebra do momentu połamania i śmierci osobnika, który wpadł w jego „ręce”. Okazuje się jednak, że pogański demon ma problemy z poruszaniem się. Można jego szybkość porównać do przeciętnej prędkości 80-latka z chodzikiem, co sprawia, że ofiary same muszą na niego wpaść.

Trzeba jednak pamiętać, że rok 1957 to czas, kiedy na dużym ekranie pojawiło się dużo produkcji z naprawdę dziwacznymi potworami w rolach głównych. W większości przypadków twórcy filmowy skupiali się na zabobanach oraz pseudonauce i tworzyli hybrydowe bestie, które samym swoim wyglądem były niepodobne do niczego. Tak też się stało z produkcją From hell it came, która otrzymała zaszczytny tytuł jednego z najgłupszych filmów o potworach z lat 50. XX wieku, plasując się obok filmów mistrza Eda Wooda z lat 60. Trzeba jednak twórców pochwalić za szczerość. Każdy, kto widział plakat do tejże produkcji, wiedział dokładnie, na co się pisze – absurdalną zabawę.

Advertisement

Ostrzeżenie z kosmosu (1956)

W tym przypadku nie będę streszczała fabuły i od razu przejdę do elementu, który wzbudza najwięcej emocji, czyli potworów. A ich wygląd jest naprawdę głupkowaty. Choć porównując go z poprzednimi przykładami, nie odbiegają zbytnio od innych produkcji.

Mamy więc aktorów w szarych piżamach wzorowanych na Patryku Rozgwieździe z serialu o Spongebobie Kanciastoportym, gdzie na środku zamontowano wielkie oko. Niestety, postacie te pojawiają się w tejże formie tylko podczas pierwszego aktu, a następnie przekształcają się w ludzką postać. Ważne jest, iż mimo całej śmieszności projekt został stworzony przez słynnego surrealistę – Taro Okamoto, w którego pracach dominował motyw gwiazd oraz oczu. Twórcy wielokrotnie podkreślali także, że ich celem były uderzające efekty wizualne, a nie konieczność zachowania zachodniego realizmu. Od początku był też świadomi śmieszności „potworów”.

Advertisement

Jeśli oczekuje kolejnego filmu z kategorii „tak złe, że aż dobre”, to się zawiedziecie. Produkcja z 1956 roku nie jest prostą rozrywką. To odpowiedź na globalne zmiany tamtego okresu oraz prowokacja zmuszająca widza do głębszego namysłu na temat naszej planety, mimo iż w tle majaczą zabawne rozgwiazdy z kosmosu.

Statek potworów (1960)

Kolejna pozycja z mojej listy to totalna jazda bez trzymanki. Jeśli oczekujecie zapadających w pamięć efektów specjalnych rodem z najlepszych filmów science fiction, to się srogo zawiedziecie. Problemem jest także fabuła, która łączy tak wiele gatunków, że człowiek może się pogubić. Komedia, horror, science fiction, musical… Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest to autentycznie przerażające. Ja obejrzałam ten film wiele lat temu na zajęciach z języka hiszpańskiego i polecam tego typu przeżycie.

Advertisement

Jak wypadają więc potwory? Niestety ich projekt przypomina bardziej coś, co narysowałby ośmiolatek, gdyby kazano mu stworzyć przerażającego potwora. Słaba konstrukcja oraz dziwaczny wygląd sprawiają, że widz chciałby się dowiedzieć, co za intrygujący pomysł stał za ich stworzeniem. A trzeba pamiętać, iż nie mamy do czynienia z randomowym potworem. Za każdym z nich stoi własna historia i własne dziwactwa, co sprawia tylko, że robi się jeszcze dziwniejsze w świecie wypełnionym po brzegi piosenkami.

Atak ludzi grzybów (1963)

Twór z 1963 roku stanowi wytwór wyobraźni samego Ishiro Hondy, który prawie dekadę wcześniej stworzył film o Godzilli (1954). O ile pierwsza produkcja zapisała się atomowymi zgłoskami w historii kinematografii,o tyle jego Atak ludzi grzybów od samego początku był skazany na porażkę. Reżyser podkreślał, że kręci film całkowicie na poważnie, co niestety go zgubiło, ale dało światu postać Matango.

Advertisement

Kiedy Matango nie kolonizuje żywiciela, przypomina wersję dużego grzyba, który składa się z ogromnej liczby zarodków. Po zarażeniu ludzkiego żywiciela, ten będzie przeobrażał się w grzybową formę, aż w końcu oszaleje. Gdy Matango dojrzeje, górna część ciała człowieka zostaje zastąpiona grzybowym kapeluszem, a dolna będzie równie zdeformowana – z gigantycznymi nogami i długimi pazurami przyczepionymi do gigantycznych, muskularnych ramion. Początkowo gospodarz Matango brzmi i mówi jak każdy człowiek. Gdy ten jednak zaczyna w pełni przejmować kontrolę nad osobą, wydawane przez nią dźwięki zostają zredukowane do pomruków i głębokiego śmiechu.

W pierwszym odruchu można przyrównać ten obraz do Atak krwiożerczych pomidorów (1978), jednak na widok tych dziwacznych potworów ciarki będą wam chodziły po plecach.

Advertisement

BONUS

Miasto żab (1988)

W tym przypadku aż człowiek chce zacytować klasyka: jak do tego doszło, nie wiem. Miasto żab to przykład filmu, który sprawia, że wszystko, co do tej pory widzieliście w kinie, to pikuś. Roddy Piper, słynny zawodnik WWE (wrestler), wciela się w rolę Sama Hella, który żyje w podróbce postapokaliptycznych filmów, takich jak Mad Max czy Planeta małp.

Jak wygląda więc sprawa z potworami? Niestety, ale stworzenia występujące w filmie bardziej przypominają niskobudżetowe podróbki Wojowniczych Żółwi Ninja, a w wysokiej rozdzielczości robią się naprawdę dziwaczne. Mimo to trzeba pochwalić godną podziwu pracę Steve’a Wanga, który pracował m.in. na planie Predatora. O ile ludzie-żaby są totalnym niewypałem, o tyle Komandor Toty, który posiada animatroniczną głowę, to prawdziwy majstersztyk.

Advertisement

To dziki i odważny film, który nie powinien działać na żadnym poziomie, ale działa w zaskakujący i satysfakcjonujący sposób. Taka produkcja mogła powstać wyłącznie w latach 80. XX wieku.

Advertisement

Chociaż docenia żelazny kanon kina, bardziej interesuje ją poszukiwanie takich filmów, które są już niepopularne i zapomniane. Wielka fanka kina klasy Z oraz Sherlocka Holmesa. Na co dzień uczestniczka seminarium doktoranckiego (Kulturoznawstwo), która marzy by zostać żoną Davida Lyncha.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *