Connect with us

Publicystyka filmowa

CIENIE PRZESZŁOŚCI. Okruchy komunizmu w kinematografii państw byłego bloku wschodniego

CIENIE PRZESZŁOŚCI to fascynująca podróż przez filmowe obrazy komunizmu w byłym bloku wschodnim, odkrywająca złożoność przeszłości.

Published

on

CIENIE PRZESZŁOŚCI. Okruchy komunizmu w kinematografii państw byłego bloku wschodniego

Gdy w Polsce upadał komunizm, miałem zaledwie sześć lat, niewiele więc rozumiałem z tego, co się dzieje wokół. Pamiętam tyle, że w przedszkolu krążył wierszyk „chcesz cukierka – idź do Gierka, Gierek da kopa w dupę i papa”. Pamiętam też, że któregoś pięknego dnia do naszego domu przyjechała cała rodzina i wszyscy dorośli bardzo się emocjonowali, oglądając Dziennik telewizyjny, który od tej pory nazywał się Wiadomości.

Advertisement

Im dłużej chodziłem po świecie, tym jaśniejsze stawało się dla mnie, jak kolosalny wpływ doświadczenie komunizmu wywarło na mój kraj, na otoczenie, na społeczeństwo, poziom zaufania i skalę patologii, z jaką mieliśmy do czynienia nawet na tak totalnej prowincji, jak moje rodzinne miasto. Przynajmniej jedna trzecia chłopaków z mojej klasy ze szkoły podstawowej odsiadywała jakiś wyrok. Właśnie tak wyglądała polska rzeczywistość czasów przemian.

Kiedy mocniej zainteresowałem się kinematografią nieanglojęzyczną, szybko zorientowałem się, jak wielu twórców usiłuje ten komunizm wyjaśnić, oswoić, pogodzić się z nim lub rozdrapać dawno zabliźnione rany. Efekty tych zabiegów bardzo często ocierają się o geniusz i muszę w tym miejscu zaznaczyć, że dotyczy to również kina polskiego.

Advertisement

Głęboko w mrok

Filmy, które bez ogródek pokazują skalę patologii, jaka wyrosła w państwach komunistycznych poza oficjalnym obiegiem informacji, zapadają w pamięć na długo, zupełnie zmieniając spojrzenie na rzeczywistość. Dodajmy, że nie chodzi tu bynajmniej o patologię na najwyższych szczeblach władzy, ale patologię, która dotyczy zwykłych ludzi, takich jak my wszyscy. Najbardziej jaskrawe przykłady takiego podejścia to moim zdaniem rosyjski Ładunek 200 Aleksieja Bałabanowa, polski Dom zły Wojciecha Smarzowskiego oraz rumuńskie 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni Cristiana Mungiu.

Advertisement

PLAN UCIECZKI 2: HADES. Jedno wielkie rozczarowanie

Dwa pierwsze wymienione filmy – Ładunek 200 i Dom zły – mają ze sobą wiele wspólnego. Po pierwsze dramatyczne wydarzenia, jakie mają w nich miejsce, rozgrywają się na totalnej prowincji, po drugie stanowią oskarżenie rzucone w twarz służbom, które w czasach komunizmu miały pilnować porządku, tymczasem de facto były znacznie groźniejsze od jakiejkolwiek zorganizowanej przestępczości, z jaką moglibyśmy mieć wówczas do czynienia.

Zacznijmy może od Ładunku 200, a więc obrazu, który przez wielu określany jest mianem najmocniejszego filmu w dziejach kina. Jasne – są tytuły, w których jest więcej krwi, więcej spermy, więcej krzyku, jednak żaden z nich nie osiągnął takiego poziomu autentyzmu. Mimo że zarówno bohaterowie Ładunku 200, jak i wydarzenia, w których biorą udział, stanowią kwintesencję nienormalności, nie możemy pozbyć się wrażenia, że to wszystko mogłoby wydarzyć się tuż obok.

Advertisement

Komentarze o treści „takie rzeczy to tylko w Rosji” są niczym innym jak tylko panicznym zaklinaniem rzeczywistości. Owszem, historia miała miejsce za naszą wschodnią granicą, ale polska rzeczywistość tamtych czasów prezentowała się niewiele lepiej. Zwłaszcza na prowincji.

Dom zły z 2009 roku to film, który swoją premierę miał miejsce dwa lata po premierze Ładunku 200. Wpływ opus magnum Aleksieja Bałabanowa zarówno na tę produkcję, jak i na całą późniejszą twórczość Smarzowskiego, jest aż nadto widoczny. Dom zły jest mrocznym i wnikliwym studium na temat tego, co siedzi w człowieku znajdującym się z dala od społecznych mechanizmów regulujących jego zachowanie. W obu filmach niezwykle ważną rolę odgrywa wódka, która z jednej strony pozwala odwrócić uwagę od otaczającego wszystkich wokół syfu, a z drugiej – rozmiękcza mózgi i sprzyja rodzeniu się najbardziej wynaturzonych idei.

Advertisement

Nie mniej silne wrażenie robi obraz 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni, który światło dzienne ujrzał, podobnie jak Ładunek 200, w roku 2007. To film, który w tym zestawieniu zajmuje miejsce wyjątkowe, bo jego twórcy zupełnie odpuścili sobie epatowanie przemocą fizyczną i skupili się na sferze psychiki. W filmie istotne są w zasadzie trzy postacie – Gabita, studentka, która zaszła w niechcianą ciążę, Otilia, współlokatorka Gabity pomagająca jej zorganizować aborcję oraz Bebe, mężczyzna, który jest gotów tę aborcję przeprowadzić. Osobom niezainteresowanym historią komunizmu warto w tym miejscu przypomnieć, że Nicolae Ceaușescu, rumuński gensek, został przez swoich rodaków niemalże rozerwany na strzępy przez swoją ostrą politykę prorodzinną.

Reżimowi Ceaușescu do tego stopnia zależało na przyroście naturalnym, że blokował kariery obywatelom bezdzietnym, a za aborcję wsadzał do więzienia. Dzieło Mungiu opowiada o tym, do czego taka polityka prowadziła, i jako takie jest ze wszech miar godne polecenia miłościwie nam rządzącym. Bebe zdając sobie sprawę z tego, że będąca w ciąży dziewczyna jest pod ścianą, dyktuje jej warunki, których spełnienie sprawi, że zarówno ona sama, jak jej przyjaciółka, do końca życia będą czuły do siebie obrzydzenie. Bebe jest perfidny, okrutny i bezwzględny, na samą myśl o spotkaniu kogoś takiego na swojej drodze nóż się w kieszeni otwiera. Tymczasem takie postaci w złotym wieku, jak brzmiała oficjalna nazwa ery Ceaușescu, były wszędzie, polityka prorodzinna produkowała ich w tysiącach, jeśli nie dziesiątkach tysięcy.

Advertisement

Na wesoło

Czy wśród czytelników film.org.pl jest ktokolwiek, kto nie widział Misia? Śmiem wątpić – to jeden z tych filmów, które budują naszą tożsamość narodową, do których wraca się wielokrotnie i za każdym razem płacze się ze śmiechu. Być może żarty obecne w filmie Stanisława Barei w końcu się zestarzeją, może kolejne pokolenia stopniowo przestaną je rozumieć, jednak w tym momencie Miś pozostaje jedną z najtrafniejszych diagnoz i zarazem najbardziej bezczelnych parodii komunistycznego systemu. Zdziwienie może budzić fakt, że obraz tak otwarcie naśmiewający się PRL-owskiej rzeczywistości przeszedł przez cenzurę – to wyraźne świadectwo tego, że w 1980 roku, gdy premiera filmu miała miejsce, system już powoli zaczynał się sypać. Z jednej strony przez niewydolność, z drugiej – przez poczucie humoru, które dla władz często okazuje się groźniejsze niż zamieszki i akcje terrorystyczne.

Advertisement

Filmem nie mniej inteligentnym i nie mniej zabawnym od Misia jest kolejne dzieło Cristiana Mungiu – Opowieści złotego wieku z roku 2009. Mungiu tym razem nakręcił film lekki, bazujący na genialnym w swojej prostocie pomyśle, aby zekranizować legendy miejskie, które w czasach Ceaușescu robiły wśród Rumunów furorę. Okazuje się, że choć komuniści w Rumunii trzymali naród za buzie znacznie mocniej niż w Polsce, to jednak poczucia humoru nie udało im się wytępić. Przy historiach o zagazowanej świni czy o karuzeli, która musiała kręcić się tak długo, aż zabrakło w niej paliwa, co chwila parskałem śmiechem. Myślę, że Rumuni, oglądając film Mungiu, muszą czuć coś takiego, jak Polacy podczas oglądania Misia, mimo że obraz Barei jest o blisko trzy dekady starszy.

Zupełnie inną drogą poszedł Walery Todorowski, twórca rosyjskich Bikiniarzy z 2008 roku. Ten film nie jest komedią sensu stricto, jest musicalem, który jednak wręcz pęka w szwach od zabawnych epizodów. Bikiniarze to film absolutnie wyjątkowy – pokazuje młodych ludzi w epoce wczesnego Chruszczowa, gdy stalinowski lodowiec zaczynał już pomału pękać, jednak zbytnie wyróżnianie się z tłumu cały czas było w Związku Radzieckim piekielnie niebezpieczne.

Advertisement

Bikiniarze to przede wszystkim film o młodości i cechującej ją energii, o wyobraźni i życiu, które toczy się na przekór wszystkiemu rozkwitając w kolorowy sposób wszędzie tam, gdzie uda się złapać choć trochę słońca. Również w czasach spowitych czerwoną mgiełką.

Dziedzictwo

Advertisement

Komunizm w Polsce upadł prawie trzy dekady temu, wspomnienie o nim powoli zaczyna się kurzyć. Mimo to piętno, jakie wywarł na narodach, które go doświadczyły, jest cały czas wyraźnie widoczne i to nie tylko na poziomie charakterystycznych budowli, jak Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, ale również tego, jak ludzie się do siebie odnoszą, jak wiele jest pomiędzy nimi zaszłości o tradycji znacznie dłuższej niż epoka, w której żyjemy. Filmy, które pokazują świat społecznych nizin, sprawiają, że możemy nabrać wątpliwości, czy komunizm rzeczywiście upadł i czy w ogóle kiedykolwiek upadnie.

Ukraiński film Plemię Mirosława Słaboszpyckiego z 2014 roku to moim zdaniem produkcja, której znaczenie dla historii kinematografii zostanie docenione dopiero po latach. Akcja Plemienia rozgrywa się w środowisku ukraińskich, głuchoniemych gopników (to taki odpowiednik polskich dresiarzy, charakterystyczny dla państw byłego związku radzieckiego). Wszystkie dialogi są przeprowadzane w języku migowym, przez co widz ma wrażenie, że to on jest niepełnosprawny, a nie bohaterowie filmu. Abstrahując jednak od tego zabiegu – Plemię pokazuje rzeczywistość pełną przemocy, smutku i całkowitego moralnego upadku, która do złudzenia przypomina tę znaną między innymi z Domu złego, Ładunku 200 czy 4 miesięcy, 3 tygodni i 2 dni. Mimo że przecież akcja Plemienia rozgrywa się w czasach bardzo nam bliskich.

Advertisement

Również w roku 2014 powstały dwa genialne rosyjskie filmy: Dureń Jurija Bykowa i Lewiatan Andrieja Zwiagincewa. Dzieła te biorą na warsztat kwestię ludzi, którzy w następstwie przemian ustrojowych zdobyli władzę na poziomie lokalnym. Ludzie ci okazują się brutalni, zdegenerowani i pozbawieni jakichkolwiek zahamowań. Bohaterowie obydwu filmów sprzeciwiają się ich wszechwładzy, usiłują walczyć o normalność, niestety w obu filmach ostatecznie odbijają się od ściany.

Ich bohaterstwo okazuje się czystej wody walką z wiatrakami – możemy ich podziwiać, współczuć im, jednak oglądając Durnia i Lewiatana, tak naprawdę od początku wiemy, że te historie nie mogą skończyć się dobrze. Obrazy Zwiagincewa i Bykowa były ostatnimi tak szczerymi wyznaniami dotyczącymi rosyjskiej rzeczywistości po upadku ZSRR – później niestety nasi sąsiedzi ze wschodu przestali kręcić filmy zaangażowane. Wielka szkoda, bo w imię spójności propagandowego przekazu władze rosyjskie poświęciły coś, z czego ten naród mógłby być naprawdę dumny – rodzące się rosyjskie kino werystyczne.

Advertisement

Temat pokomunistycznego dziedzictwa porusza również nieco zapomniany i nieco niedoceniany film Krzysztofa Krauzego z 1996 roku pod tytułem Gry uliczne. Film jest opowieścią o fikcyjnym śledztwie dziennikarskim w prawdziwej sprawie. Jego bohaterami są dziennikarz i operator zatrudnieni w prywatnej stacji telewizyjnej usiłujący dojść prawdy o zamordowaniu Stanisława Pyjasa. Gry uliczne nie są filmem dokumentalnym, ale wariacją na temat jednej z najbrzydszych blizn, jaka pozostała na ciele Polski po czasach PRL-u. Pomysł trochę podobny jak w przypadku Smoleńska, jednak film zrealizowany został w znacznie lepszym stylu.

Zarówno plenery i wnętrza, jakie Krauze wybrał jako tło do swojej opowieści, jak i środki artystyczne, po które sięga, doskonale ilustrują nastrój panujący w kraju, który zmaga się z traumą. Krauze, podobnie jak autorzy Plemienia, Durnia czy Lewiatana, stawia tezę, że komunizm mimo oficjalnego upadku cały czas trzyma się mocno. Na szczęście po ponad dwudziestu latach od premiery Gry uliczne mocno straciły na aktualności w odróżnieniu od dzieł Słaboszpyckiego, Bykowa i Zwiagincewa.

Advertisement

W IMIĘ OJCA. Prawo żywi się zbrodnią jak pluskwa krwią

Zdaję sobie sprawę z tego, że w powyższym zestawieniu zabrakło wielu ważnych tytułów, jak chociażby oscarowej Idy czy Undergroundu Kusturicy, jednak nie miałem ambicji tworzyć kompletnego przekroju przez kinematografię dotyczącą komunizmu, ale pokazać pewne tendencje. Nie wiem, na ile ta sztuka mi się udała, ale jednego jestem pewien – wszystkie wymienione tytuły są bezapelacyjnie warte obejrzenia i pozwalają przyjrzeć się doświadczeniu komunizmu w państwach dawnego bloku wschodniego znacznie głębiej.

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *