Publicystyka filmowa
AVENGERS na piwie. Najbardziej ŻYCIOWE SCENY w KINIE KOMIKSOWYM
Superbohaterowie w filmie AVENGERS na piwie łamią stereotypy, zmagając się z codziennymi problemami. Życie to nie tylko walka!
Superbohaterowie są najciekawsi wtedy, kiedy są ludzcy. Z jednej strony bardzo fajnie pooglądać, jak nadludzie w trykotach spowici w peleryny tłuką tych złych na kwaśne jabłko. Ale z drugiej strony ci sami herosi zyskują jeszcze bardziej, kiedy po ciężkim dniu siadają przy kawie czy piwku i mogą się po prostu, zwyczajnie wygadać. Wyrzucić z głowy problemy, wyluzować. Bo ktoś się zakochał, a ktoś źle śpi, a ktoś inny ma traumę albo mu smutno. Ot, żyćko, takie jak każdego widza. A skoro superbohaterowie, kiedy nie ratują świata, zmagają się z takimi samymi problemami jak nasze, to my też jesteśmy trochę super, bo zmagamy się z życiem tak jak oni.
Hellboy i Abe piją na schodach – Hellboy: Złota armia
Świat z dylogii Guillerma del Toro jest znacznie pogodniejszy i bardziej kolorowy niż ten z komiksowego pierwowzoru Mike’a Mignoli. Jednak i tu i tu pracownicy Biura Badań Paranormalnych i Obrony miewają trudniejsze momenty życiowe.
I wcale nie chodzi mi o ratowanie świata, a raczej o ich prywatne rozterki. I właśnie Hellboy: Złota armia dostarcza jednej z najlepszych życiowych scen w kinie komiksowym. Abe Sapien (Doug Jones), hybryda człowieka i ryby oraz kolega z pracy tytułowego Hellboya (Ron Pearlman), zakochuje się. Ponieważ wybranka jego serca jest poza jego zasięgiem – to księżniczka leśnych elfów, a przy okazji siostra głównego antagonisty – niepocieszony Abe na otarcie łez słucha sobie składanki piosenek o miłości. Nakrywa go Hellboy, który z kolei ma napiętą sytuację w swoim związku z Liz (Selma Blair). I następuje rozczulająco życiowy moment: Abe i Hellboy siadają na schodach, popijają piwko z puszek i zaczynają śpiewać I Can’t Smile Without You Barry’ego Manilowa. Fałszują okrutnie, bo ta piosenka dobywa się raczej z ich serc niż z przepon. Piękny bromance, porozumienie dwóch kumpli, którzy wzdychają do swoich ukochanych. Wszystkie potwory tego świata schodzą na dalszy plan.
Thor i Doktor Strange dyskutują – Thor: Ragnarok
Loki (Tom Hiddleston) i Thor (Chris Hemsworth), szukając Odyna, trafiają do siedziby Doktora Strange’a (Benedict Cumberbatch), który chce im pomóc. Ma w tym interes, bo im szybciej odnajdą Odyna, tym szybciej z Ziemi wyniesie się Loki, którego obecność gdziekolwiek sama w sobie jest zagrożeniem dla wszystkich.
Scena, w której Strange i Thor dochodzą do porozumienia, aż kipi od wzajemnej szydery. Thor kpi z wyglądu Strange’a, pytając, czy teraz na Ziemi są czarodzieje, a Strange nabija się z tego, że Thor nie ma pojęcia o telefonach i Internecie. Szermierka złośliwościami pomaga im wyczuć się nawzajem, zorientować, z kim każdy z nich ma do czynienia. Najfajniejsze, a przy tym bardzo ludzkie jest to, że oni tak sobie dogryzają, ale ciągle nad złośliwości przedkładają współpracę, choć dopiero się poznali. Thor i Strange są tu trochę jak dwa podwórkowe łobuzy, które grają do tej samej bramki, ale ich współpraca zawsze jest okraszona docinkami.
Iceman wychodzi z szafy – X-Men 2
Kiedy szkoła mutantów Xaviera zostaje zaatakowana, uczniowie rozpraszają się. Bobby Drake (Shawn Ashmore) wraz z kilkoma uciekinierami chronią się u jego rodziny. Sytuacja jest dość napięta, bo nie dość, że Bobby i inni mutanci są ścigani, to jeszcze u niego w domu nikt nie wie, że on też jest mutantem. Rozmowa, w której bohater uświadamia rodziców, odbywa się w niezręcznej atmosferze.
Matka Bobby’ego nie potrafi zrozumieć odmienności syna, pyta nawet, czy próbował nie być mutantem, jakby nie rozumiała, że to wynika z jego natury. Nieprzypadkowo rozmowa przypomina coming out nastolatka, który mówi rodzicom, że jest gejem.
Tony Stark na terapii – Iron Man 3
Geniusz, milioner, playboy, filantrop i oczywiście Iron Man – Tony Stark (Robert Downey Jr.) ma wiele twarzy. Ale nie wszystkie są tak przebojowe. Po bitwie o Nowy Jork – kiedy Stark udaremnił wybuch broni jądrowej, przekierowując ją z Manhattanu do portalu, z którego wydostawali się Chitauri – o mały włos, a Iron Man zostałby w kosmosie i eksplodował razem z kosmitami, ale zdążył wrócić do Nowego Jorku chwilę przed zamknięciem portalu. Uratował miasto i jego mieszkańców oraz swoich towarzyszy, ale zapłacił za to zdrowiem.
Najpierw nasiliły się jego problemy z alkoholem (Iron Man 2). Potem zaczął mieć problemy ze snem i napady lękowe (Iron Man 3). Postanowił spróbować terapii, by poradzić sobie z własną psychiką. Wybrał niestety fatalnego terapeutę. Bruce Banner (Mark Ruffalo) nie ma ani kwalifikacji, ani charakteru, by słuchać zwierzeń pacjenta, a potem mu pomóc.
Mimo szczerych chęci Banner po prostu przysypia podczas monologu Starka, który w pewnym momencie przyłapuje go na drzemce. Terapeuta mimo woli przyznaje się, że odpłynął i nie nadaje się do tego, ale po chwili Tony niewzruszony kontynuuje swoje zwierzenia. Drzemka czy nie, nawet bez udziału słuchacza udało mu się wyrzucić z siebie wszystko, co potrzebował. Z tej zabawnej, krótkiej sceny płynie głębsza mądrość – czasami zamiast dyskutować, każdy potrzebuje się wygadać. Nawet superbohater.
Whistler i Scud w warsztacie – Blade 2
Po wydarzeniach z pierwszej części Blade (Wesley Snipes) odnajduje i leczy Whistlera (Kris Kristofferson). Kiedy dochodzi do siebie, okazuje się, że w międzyczasie Blade znalazł sobie nowego wspólnika, Scuda (Norman Reedus). Młody chłopak boi się starszego, oschłego Whistlera, ale też nie pozwala sobie w kaszę dmuchać, więc sytuacja między panami pozostaje napięta.
Mimo wzajemnej niechęci muszą współpracować. Całymi dniami przesiadują razem w warsztacie, majstrując przy kolejnych gadżetach do ubijania wampirów, i pewnego dnia wywiązuje się między nimi rozmowa. Whistler pyta, jak Scud spotkał Blade’a, a chłopak zwierza mu się ze swojego spotkania z wampirzycami, które ledwie przeżył, ponieważ uratował go Blade. Whistler, który też swoje w życiu przeszedł, zaczyna przekonywać się do chłopaka. Powoli panowie zaczynają sobie ufać. Na tym etapie filmu nawiązuje się między nimi porozumienie. W tej scenie spod wzajemnej niechęci zaczyna wypełzać zalążek męskiej przyjaźni, a bohaterowie nagle zaczynają mieć ze sobą więcej wspólnego, niż się wydawało.
Hollis Mason i Dan Dreiberg o starych czasach – Watchmen. Strażnicy
Film Zacka Snydera jest bardzo sentymentalny, głównie przez nieustanne retrospekcje i tęsknotę bohaterów za minionymi czasami, nawet jeśli przeszłość nie jest powodem do dumy.
Apogeum rozpamiętywania jest relacja emerytowanego Nocnego Puchacza, czyli Hollisa Masona (Stephen McHattie) ze swoim młodszym następcą, również w stanie spoczynku – Danem Dreibergiem (Patrick Wilson). Ich rozmowy sprowadzają się do dawnych czasów, kiedy Mason był w sile wieku, a pod jego ciosem padali najwięksi złoczyńcy. Po przejściu na emeryturę napisał autobiografię, w której przedstawił środowisko Strażników wiarygodnie, nie tuszując przy tym niewygodnych faktów. Podczas spotkań z Dreibergiem Mason zdaje sobie sprawę, że młodszy kolega przychodzi bardziej z grzeczności i dla towarzystwa, ale cieszy się z jego wizyt.
To okazja, by samotny starszy pan mógł jeszcze raz poopowiadać swoje anegdoty, pożartować i powspominać.
