Publicystyka filmowa
Arabskie inspiracje w DIUNIE Davida Lyncha
W DIUNIE Davida Lyncha pustynia i księżyc tworzą mistyczną jedność, wprowadzając widza w fascynujący świat arabskich inspiracji.
Autorem tekstu jest Piotr Jezierski.
Dwie rzeczy, miejsca, były od zawsze, przynajmniej od zarania czasów, jakie pamiętam. Jedna niedostępna, widziana tylko na ekranach, zdjęciach, przeżywana w cudzych opowieściach. Istniejąca gdzieś daleko, ale zawsze gotowa do odkrycia – pustynia. Drugą jest odwieczny towarzysz nas wszystkich, powiernik moich trosk i oko Boga na nocnym niebie. Zawsze widoczny, ale niedostępny, może właśnie dlatego tak wytęskniony – księżyc. Obserwacja miesiąca na zimnym piasku pustkowia może być spełnieniem, ale jeszcze nie teraz. Jest za to niezwykłym miejscem poznania, w którym te dwa osobne twory łączą się w jedność z trzecim – ze mną.
Patrzącym w Jego oko, skąpanym w poświacie wszechobecnej niczym Jej piasek. Oba te miejsca łączą egipskie mity, przejęte po części przez nasze średniowiecze, wierzenia umiejscawiające w pustce między ziemią a księżycem krainę duchów. Przestrzeń sublunarną przodków. To właśnie na linii między moim okiem a poplamionym globem unoszą się ci, co byli wcześniej. Nazywali to miejsce również smutną pustynią. Mimo iż księżyc i pustynia naprawdę stały się dla mnie portalem do innego świata, to nie jest on tak posępny i nienamacalny, jak kraina umarłych. W osobistej mitologii noszą one ślady mądrości przodków, ale są raczej związane z jakąś niezwykłą, skrytą pod wydmami tajemnicą, okluczoną zagadką księżycowego znaku. Pustkowie od wieków jest schronieniem mędrców, którzy w pokucie, medytacji czy zwykłym zamyśleniu szukali rozwiązań, ćwiczyli się z ukrytą prawdą. Do księżyca też wznosili swoje modły, w nim widzieli brata swojej samotności.

Rzadko znajduję miejsca choć nieco zbliżone do mojego lunarno-pustynnego snu. Odkrywam je niemal wyłącznie w sztuce kina. Zbliżał się do niego Bunuel w Szymonie Słupniku, było bliskie miejsce kuszenia Chrystusa według Scorsesego. Jednak jedynym, który połączył obie moje tęsknoty w indywidualną wizję magicznego miejsca jest David Lynch.
Dla porządku oddaję honory również autorowi książkowego pierwowzoru filmowej Diuny, Frankowi Herbertowi. To w umyśle tego drugiego powstało miejsce, które wydobył na światło kinematografu pierwszy. Dodatkową zasługą Herberta jest stworzenie pustynnej kultury, wzorowanej na istniejącej poprzez miejsce swoich narodzin, jak i znak półksiężyca związanej z moją magiczną strefą kultury arabskiej. Zarówno film Davida Lyncha, jak i powieść Franka Herberta niosą ze sobą wiele wątków, wątków dotyczących nie tylko socjologicznej czy psychologicznej strony życia.
Diuna” jest dziełem wiążącym w sobie również ścieżki wielu kultur. Najbardziej wyrazista jest tam kultura świata arabskiego, której wpływy przeniknęły do stworzonego przez autorów ludu Fremenów. Język mieszkańców Arrakis (inna nazwa Diuny) bogaty jest w słowa brzmiące niczym mowa arabska, zamieszkują oni pustynię i rozbijają na niej obozy (sicze – organizowane w grotach skalistej części pustyni, przez Framenów nazywane „miejscem zbiórki w przypadku zagrożenia” (1)) zorganizowane na wzór arabskich, pustynnych nomadów. Czyż pustynna planeta nie jest podobna do ziemi arabskiej?

Islam pojawił się na Półwyspie Arabskim w początkach VII wieku. Często mówi się, że jest religią pustyni, że wyrósł z natury tego świata (podobnie jak natura Arrakis warunkuje wierzenia Fremenów). Wnętrze Półwyspu jest pustynne lub półpustynne i przez nie właśnie przebiegały zarówno szlaki koczowników, jak i karawany kupców przemierzających go we wszystkich kierunkach. Właśnie to krzyżowanie się szlaków handlowych z Indii, Afryki Wschodniej i znad Morza Śródziemnego było przyczyną tak dużego znaczenia tej ziemi dla otaczających je kiedyś imperiów (w czasach przedislamskich zabiegały o nie między innymi imperium sasanidzkiego Iranu i Bizancjum) (2).
Zbieganie się interesów wielkich sił i mocarstw ma miejsce również na Diunie; chociaż nie jest ona miejscem krzyżujących się szlaków handlowych, to posiada substancję zwracającą na nią uwagę całego wszechświata – melanż. Tak jak przenikająca wszystko przyprawa ściągała na Arrakis ludzi spragnionych poznania jej właściwości, tak obecny na całym świecie islam, poprzez narzucony wiernym obowiązek, ściąga pielgrzymów do Mekki i świątyni Al-Ka’by.

Frank Herbert, pisząc „Diunę”, na jej końcu umieścił dodatki, jeden z nich, zatytułowany „Religia Diuny” (3), wyjaśnia powieściowe korzenie niektórych arabskich wątków obecnych na Arrakis. Otóż na religię wyznawaną przez Fremenów wpływ miały trzy siły: pierwszą z nich jest Biblia protestancko-katolicka, zlepek tekstów, które wcześniej składały się na święte księgi monoteistycznych religii wyznawanych przez ludzi (należał do nich również Koran). Ujednolicenie religii miało na celu zakończenie waśni pomiędzy narodami, lecz zakończyło się jeszcze większym rozlewem krwi (4); drugą siłą był zakon Bene Geserit, który ingerował w życie pustynnej społeczności, realizując swoją misję MISSIONARIA PROTECTIVA – rozsiewania zaraźliwych zabobonów na prymitywnych planetach w celu szerzenia tam wpływów Bene Gesserit; trzecią potęgą była klasa panująca, wierząca, że wszystkie zjawiska, nawet religijne, dadzą się wyjaśnić w sposób mechaniczny.
Jednak poza tymi wpływami najbardziej zakorzenione we fremeńskich wierzeniach były tak zwane „Stare Nauki”, które razem z protoplastami ludu pustyni, pielgrzymami-Zensunnitami, przybyły na Arrakis. Do nauk tych zaliczały się prawa zarówno chrześcijańskich, islamskich, jak i buddyjskich hybryd religijnych (Herbert widział przyszłość wielkich ruchów religijnych w ich łączeniu się i przenikaniu).

W opozycji do oficjalnych praktyk religijnych stoi w islamie uprawianie magii. Również jej ślady znajdujemy w Diunie. Przykładowa może tu być scena, w której Matka Wielebna Bene Gesserit przeprowadza na Paulu Atrydzie test człowieczeństwa. Kobieta nakazuje chłopcu wsadzić rękę do sześciennego pudełka, po czym grozi, że jeśli ten wyjmie dłoń, zostanie ukłuty zatrutym ostrzem gom dżabbar. Paul jest w czasie testu przekonany, że jego ręka w pudełku płonie (wyobraża sobie płomienie. starając się zobaczyć dłoń poprzez pudełko). Całym wysiłkiem woli, mimo olbrzymiego bólu, broni się przed jej wyjęciem i strachem: „Nie wolno się bać.
Strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niechaj przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, obrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. Jestem tylko ja”. (6)

Paul i Matka Wielebna podczas testu
Kiedy Paul wyjął dłoń ze skrzynki, okazała się ona nienaruszona. Nerwoból indukcyjny” – wyjaśniła Matka Wielebna, dodając, że człowiek potrafi zapanować nad każdym bólem (kto nie zapanuje, niegodzien jest miana człowieka, a tym samym niegodzien, żeby żyć). Jakże podobna do opisanego powyżej testu wydaje się być magiczna praktyka opisana przez współczesnego muzułmańskiego teologa Wahida Ibn Abd as-salam Bali, specjalisty w zakresie magii i czarów, autora pracy „Surowe i nieustępliwe dzieło skierowane przeciwko złym czarownikom”.
Uczony ten opisuje obrzęd zwany Tarikat al-kaff (Praktyka dłoni): „W czasie tej praktyki czarownik posługuje się niedojrzałym chłopcem, który nie przeszedł jeszcze ablucji. Ujmuje jego lewą dłoń i rysuje na niej (…) kwadrat, a wokół niego wypisuje czarodziejskie zaklęcia (…). Zaklęcia umieszcza po czterech stronach kwadratu, pociera rękę dziecka oliwą i w środku kwadratu robi znak atramentem. Potem na prostokątnej kartce papieru wypisuje zaklęcia rozstawnymi literami, kładzie ją chłopcu na twarz, przytrzymuje czapką, żeby papier nie spadł, po czym przykrywa dziecko grubym ubraniem. Chłopiec powinien wpatrywać się w dłoń, chociaż w ciemnościach nie może na niej niczego zobaczyć. Po chwili przeklęty czarownik wypowiada szczególnie bluźniercze zaklęcie i wtedy dziecko ma poczucie, że dociera do niego światło i widzi obrazy przesuwające się na jego ręce. (7)
Podobieństwo dwóch chłopców (powieściowy Paul ma w momencie wykonywania testu piętnaście lat), którzy podczas wykonywania obrzędu nie widzą swojej dłoni, a mimo to dostrzegają na niej: jeden płomienie, drugi światła i obrazy, jest oczywiste. Ciekawostką może być fakt, że w hieroglifice egipskiej (która wpływała na zamieszkujących dziś Egipt Arabów) otwarta dłoń oznacza jakiekolwiek zadanie specyficznie ludzkie (8), jest więc związana z człowieczeństwem. W obu powyższych przypadkach inicjatorem magicznych czynności jest człowiek obdarzony magicznymi zdolnościami.
W różnych tradycjach arabsko-muzułmańskich człowieka o zdolnościach wizjonerskich czy magicznych nazywa się często arifem czy arafem – dosłownie „wiedzącym”, żeński odpowiednik tego terminu brzmi arifu bądź arrafa – wiedząca. Ludzie tacy do dziś zajmują w niektórych społecznościach arabskich niezwykle ważne miejsce jako istota będąca za pan brat z siłami nieświadomości, obcująca z dżinnami i zajmująca się magią (9) (w wierzeniach wielu ludów prymitywnych występują rytuały inicjacyjne oparte na legendach o bohaterach napotykających na swojej drodze przeciwieństwo w postaci demonicznej babki, staruszki czy potwornej kobiety (10)).
Czy Matka Wielebna nie jest właśnie taką wiedzącą? Czy Lady Jessika, kiedy otrzymuje funkcję Wielebnej Atrydów nie staje się kimś na wzór arrafy, czarodziejki czuwającej nad plemieniem? Na miano „wiedzącego” najbardziej chyba w świecie Diuny zasługuje sam Paul Muad’Dib, wiedzący i widzący to, czego żadna kobieta z zakonu Bene Gesserit zobaczyć nie może.

Skąd u Herberta pomysł na takie przedstawienie rozwoju kultury Fremenów? Z pewnością jako osoba zainteresowana etnologią i uprawiająca antropologię, zetknął się i zainteresował kulturą arabską. Kulturą, na którą wyjątkowy wpływ miały nauki Mahometa, która kształtowała się przez wieki, korzystając z nauk obecnych w Koranie. Islam narodził się na Półwyspie Arabskim, miejscu dla przedstawiciela kultury zachodu niewiele wilgotniejszym od pustynnej planety i rozszerzył się na kraje, w których warunki życia były bezpośrednio związane z suchym klimatem (11).
Podobnie jak na Fremenów, również na narody arabskie starały się wpłynąć obce potęgi, jednak uciskane, nie zmieniły znacznie swoich poglądów, a jedynie zaostrzyły i zniekształciły prawa obecne w Koranie (12) (o tym w dalszej części tekstu). Taka bliskość nie mogła być przypadkowa, to kultura i historia narodów arabskich zainspirowały Herberta przy kształtowaniu charakteru i zachowań ludu Fremenów.

Peter O’Toole jako Lawrence z Arabii
A jaki był wkład Davida Lyncha w arabskie ujęcie kultury Fremenów? Przede wszystkim w stworzonym przez reżysera dziele widać wyraźne ślady innego filmu o ludziach pustyni. Mimo iż Lynch nie przyznaje się w wywiadach do inspiracji jakimkolwiek tytułem (przy pracy nad Diuną), to zarówno w rozplanowaniu poszczególnych ujęć, epickim ujęciu tematu, jak i drodze samego bohatera widać wyraźne ślady Lawrence’a z Arabii. Powstały w 1962 roku film Davida Leana (13) opowiada historię brytyjskiego oficera, pułkownika Thomasa Edwarda Lawrence’a który od 1916 roku współdziałał z emirem Fajsalem w organizowaniu i kierowaniu antytureckim powstaniem Arabów w Al-Hidżazie (14).
Lean pokazał w swoim dziele przemianę, jaka zachodzi w człowieku zachodu pod wpływem trudnego klimatu i obyczajów koczowniczej ludności arabskiej. Jerzy Toeplitz napisał o bohaterze filmu Leana, że „jest człowiekiem tajemniczym, noszącym w swej duszy niejedną zagadkę i niejeden kompleks” (15). Cóż za podobieństwo do Paula Muad’Diba! Nie ostatnie. Obaj bohaterowie przybyli na pustynię z innego świata, Paul mieszkał wcześniej na wilgotnej i deszczowej planecie Kaladan, Lawrence przybył z jakże podobnej Anglii. Nie od razu zostali bohaterami pustynnych ludów. Paul przybył na Arrakis jako syn księcia, następca tronu, młody chłopak, który musi się jeszcze wiele nauczyć i może liczyć na wsparcie swoich nauczycieli.
Thomas Edward Lawrence nie od razu zostaje brytyjskim wysłannikiem na arabską ziemię, z początku jest tylko zwykłym planistą pracującym w mieście oddalonym od pustyni (podobnie jak Paul żyjący w stolicy Diuny odciętej od głębokiej pustyni pasmem wzgórz). Kiedy w końcu bohaterowie znajdują się wśród nomadycznych ludów, zatracają się w nich, zaczynają zachowywać jak one, przejmują ich zwyczaje, ubiory i prawa. Paul i Lawrence stają się po pewnym czasie przywódcami obu narodów (lub równymi ich przywódcom), zdobywają ich zaufanie i starają się wykorzystać wiedzę zdobytą w rodzinnych stronach, aby wzmocnić siłę swojej nowej grupy (Paul uczy Fremenów korzystać z magicznych modułów, Lawrence dostarcza karabiny i wprowadza w działania Arabów elementy taktyki).
Bohaterowie obu filmów rozmijają się dopiero w chwili triumfu jednego i upokorzenia drugiego. Paul Muad’Dib idzie dalej drogą Kwisatz Haderacha, jego przeznaczeniem jest Nadistota, człowiek doskonały. Lawrence ma stać się bardziej ludzki poprzez upokorzenie, jakiego doświadczył w tureckim areszcie, dopiero po nim zaczyna rozumieć, że nie jest nadczłowiekiem wiodącym lud pustyni do wyzwolenia, a jedynie zwykłą, zbyt pyszną i śmiałą istotą ludzką. Od tamtej chwili w jego działaniu jest więcej pokory, pojmuje, że spełnia jedynie zadania wyznaczone przez wyżej postawionych, jest trybikiem w machinie historii. Paul za to jest historią. Atryda w finale filmu gloryfikuje, Brytyjczyk popada w zgorzknienie, tęsknotę za magiczną Arabią.

Inspiracja Lyncha filmem Leana jest niezaprzeczalna. Autor Blue Velvet wyniósł z Lawrence’a z Arabii sposób patrzenia na żywioł, jakim jest pustynia. Udało mu się pokazać tajemniczą aurę, jaką niosą ze sobą wydmy i przesypujący się piasek, aurę obecną w filmie angielskiego mistrza. Widziane oczyma Europejczyka enigmatyczne zachowanie przedstawicieli odmiennej kultury odbija się w Diunie w postaci fascynacji Paula Fremenami. Natomiast zapalczywość i gotowość do walki obu pustynnych narodów jest w filmach Lyncha i Leana niemal równa.
Zauroczenie pustynią i ludźmi zdeterminowanymi do życia na niej nie jest może u Lyncha tak blisko związane z kulturą arabską, jak fascynacje Herberta odczuwalne w powieści. Ale czy magia roztaczająca się wokół charakteru orientalnych ludów nie jest przesiąknięta właśnie tym suchym i surowym klimatem miejsca ich bytowania? Na osobne rozpatrzenie zasługuje niezwykle złożone zjawisko z kręgu kultury islamu, jakim jest dżihad. Słowo to wielokrotnie pojawia się w Diunie i określa tam powstanie Fremenów przeciwko uciskającym ich rodom, Gildii i władcom imperium. Mały Słownik Kultury Świata Arabskiego podaje następujące znaczenie tego słowa:
dżihad (wojna święta) rozpowszechnianie islamu drogą oręża, obowiązek religijny każdego muzułmanina (o czym wspomina Koran). Obowiązek ten trwa dopóty, dopóki wrogowie nie staną się muzułmanami. Muzułmanin ginący podczas dżihad zostaje uznany za męczennika i zbawionego. Naród, któremu wypowiada się dżihad, musi być najpierw wezwany do przyjęcia islamu i w wypadku zgody może stać się pełnoprawnym członkiem społeczności muzułmańskiej. Ci z wiernych, którzy rezygnują z przyjęcia islamu, ale poddają się władzy politycznej i gospodarczej muzułmanów, cieszą się tolerancją religijną jako tzw.
ahl adh-dhima. Niewierni pokonani w wojnie świętej i nie przyjmujący islamu stają się – wraz ze swymi rodzinami – niewolnikami i tracą cały majątek. Dżihad może też mieć charakter obronny, w wypadku gdy jakiś kraj muzułmański zostaje zaatakowany przez niewiernych”.
Pojawiający się w filmie Lyncha dżihad fremeński nie niesie ze sobą zalążka nowej wiary religijnej. Bunt Fremenów to przyczynek do odmiennej wiary, wiary w przemianę ekologiczną planety i warunków bytowania jej ludności. Fremeni idą do boju w imieniu Boga, gdyż wierzą, że przemiana jest Jego wolą. Nie mamy więc do czynienia z ogólnie przyjętym znaczeniem dżihad. Jednak czy potoczne już tłumaczenie słowa dżihad oznacza świętą wojnę? O pomyłce, jakiej dopuszcza się zachodnia opinia publiczna, mówi egipski teolog Muhammad Ali, znawca islamu: „Obowiązek dżihad w islamie jest przeważnie źle rozumiany, ponieważ panuje przekonanie, że słowo dżihad jest synonimem wojny; i nawet najwięksi uczeni w Europie nie zadali sobie trudu, aby sięgnąć do jakiegokolwiek słownika języka arabskiego albo odnieść się do Świętego Koranu, i odnaleźć prawdziwe znaczenie tego słowa”. (17)

Przyczyn błędnej interpretacji słowa dżihad w europejskiej kulturze należy zdaniem Janusza Daneckiego szukać w tym, że koncepcja ta w islamie ewoluowała i w zależności od okresu różnie była rozumiana. Inną przyczyną było ujmowanie tego słowa wyłącznie w kategoriach walki religijnej, a co za tym idzie tłumaczenie terminu dżihad jako „święta wojna” (18). Słowo dżihad, zdaniem Ewy Machut-Mendeckiej, nie występuje w żadnym miejscu Koranu, natomiast pojawia się tam czasownik dżahada – usilnie się starać, poświęcać wszystkie siły, bić się, wojować w imię czegoś (19).
Winą tej pomyłki jest niezwykłe bogactwo języka arabskiego i mnogość znaczeń wielu jego słów, co utrudnia pracę tłumaczącym na o wiele prostsze, uboższe języki europejskie (20). Co więc oznacza dżihad? Jak dowodzi Muhamad Ali, „jest (ono) duchowym dążeniem oraz oznacza walkę z własnymi namiętnościami, prowadzoną w celu, aby być bliżej Boga” (21). Czy aby taka wersja, bardziej indywidualna i mniej bojowa, charakteru dżihad nie znalazła się w Diunie? Tak. Obserwujemy ją w rozwoju głównego bohatera. Lynch zdecydował się udostępnić nam myśli Paula Atrydy. Dzięki wewnętrznym dialogom, które Muad’Dib prowadzi sam ze sobą, mamy wgląd w to, jak dochodzi on do określonych decyzji, jak waha się i interpretuje własne wizje.
Słyszymy jego wewnętrzną walkę i tym samym stajemy się świadkami tych starań. Dlaczego Paul to robi? Aby stać się bliższym Bogu, który w jego przypadku jest objawieniem równoznacznym jungowskiej Jaźni (22). Paul Muad’Dib dąży do uzyskania wewnętrznej pełni, która rozlewa się na jego świat zewnętrzny. W nim też (świecie otaczającym bohatera) po burzliwym dżihad następuje równowaga. Przywódca, jakim stał się młody Atryda, to wzór dla prowadzonego przezeń ludu, istota tak doskonała, że godna tym samym naśladowania przez podwładnych. Fremeni, patrząc na niego, sami wstępowali na ścieżkę wewnętrznej dżihad, prowadzili walkę zarówno w sobie, jak i w świecie ich otaczającym. Prawdziwą „świętą wojnę” o zachowanie w sobie Boga.

PRZYPISY Z TEKSTU:
(1) Frank Herbert, Diuna, Gdańsk 1992, Terminologia Imperium, s. 658.
(2) Janusz Danecki, Podstawowe wiadomości o islamie, t. I, Wydawnictwo akademickie DIALOG, Warszawa 1998, s. 17-20.
(3) Frank Herbert, Diuna, Gdańsk 1992, Dodatek II, s. 626-627.
(4) Oczywiście ustanowienie Biblii protestancko-katolickiej przez Kongres Ekumeniczny Federacji miało miejsce kilka tysięcy lat przed wydarzeniami rozgrywającymi się w filmie.
(5) Frank Herbert, Diuna, Gdańsk 1992, Terminologia Imperium, s. 652.
(6) Słowa powtarzane przez Paula Atrydę podczas testu na człowieczeństwo; Frank Herbert, Diuna, Gdańsk 1992, s.
14.
(7) Ewa Machut-Mendecka, Magia w kulturze islamu; ALBO albo – problemy psychologii i kultury, Warszawa 4/2000, s. 109.
(8) Juan Eduardo Cirlot, Słownik Symboli, Wydawnictwo Znak, Kraków 2001, s. 346.
(9) Ewa Machut-Mendecka, Magia w kulturze islamu; ALBO albo – problemy psychologii i kultury, Warszawa 4/2000, s. 109.
(10) Mircea Eliade, Inicjały, obrzędy, stowarzyszenia tajemne – narodziny mistyczne, Wydawnictwo Znak, Kraków 1997.
(11) Mały słownik kultury świata arabskiego, Wiedza Powszechna, Warszawa 1971, s. 238.
(12) Ewa Machut-Mendecka, Dżihad – wojna święta i nieświęta; ALBO albo – problemy psychologii i kultury, Warszawa 2/2002.
(13) Leksykon PWN – Kino, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000, s. 164, 301.
(14) Thomas Edward Lawrance nazywany Lawrance’m z Arabii (1888-1935) był brytyjskim orientalistą i pisarzem. Swój udział w powstaniu antytureckim oraz akcje partyzanckie w Palestynie, w 1918, które przyczyniły się do zwycięstwa generała E.H.H. Allenby’ego, opisał w książce Siedem filarów mądrości (1926, wyd. Pol. 1971). W 1922 wstąpił do RAF pod przybranym nazwiskiem, by nie zwracać na siebie uwagi, i pełnił służbę przez znaczną część swego życia. Zginął w wypadku motocyklowym, (od którego to wypadku rozpoczyna się film Davida Leana).
Oksfordzki Słownik Biograficzny, Bertelsmann Media, Warszawa 1999, s. 258.
(15) Jerzy Toeplitz, Nowy film amerykański, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1973, s. 44.
(16) Mały słownik kultury świata arabskiego, Wiedza Powszechna, Warszawa 1971, s. 146-147.
(17) Muhammad’Ali, The Religion of Islam, National Publication & Printing House, Egypt, b.r., s.545; za: Ewa Machut-Mendecka, Dżihad – wojna święta i nieświęta; ALBO albo – problemy psychologii i kultury, Warszawa 2/2002.
(18) Janusz Danecki Podstawowe wiadomości o islamie, t.
I, Wydawnictwo akademickie DIALOG, Warszawa 1998, s. 251-252.
(19) Ewa Machut-Mendecka, Dżihad – wojna święta i nieświęta; ALBO albo – problemy psychologii i kultury, Warszawa 2/2002, s. 103.
(20) W temacie islamu i dżihad patrz również: Jerzy Domagała, Koran nienawiści, Magazyn Rzeczpospolita 2001 X 12.
(21) Muhammad’Ali, The Religion of Islam, National Publication & Printing House, Egypt, b.r., s. 547-548; za: Ewa Machut-Mendecka, Dżihad – wojna święta i nieświęta; ALBO albo – problemy psychologii i kultury, Warszawa 2/2002, s. 104.
(22) „Ludzie niosący w sobie element boskości (według C.
G. Junga) także symbolizują Jaźń: Chrystus, Budda, Kryszna, Quetzalcoatl, Kali, Dziwica Maryja, hawajski Pele, Izyda, Kuan-Yin lub odwieczne wyobrażenia bogów znane w różnych kulturach” – Eugene Pascal, Psychologia Jungowska. Teoria i praktyka, wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1998, s. 93.
Tekst z archiwum film.org.pl.
