search
REKLAMA
Zestawienie

AGNIESZKA HOLLAND. Oceniamy wszystkie filmy na dwa głosy

REDAKCJA

6 października 2020

REKLAMA

Agnieszka Holland to jedna z najbardziej znanych i szanowanych polskich reżyserek w światowym kinie. Na jej kolejne filmy z zaciekawieniem oraz niecierpliwością czekają widzowie na całym globie. Trudno bowiem znaleźć twórcę, który jak Holland opowiadałby o człowieczym losie wplątanym w wir historycznych i politycznych wydarzeń w tak zrozumiały dla światowej publiczności sposób i z podobną wrażliwością. Autorka realizowała swoje filmy w Polsce, Niemczech, Francji i Stanach Zjednoczonych. Współpracowała z takimi gwiazdami aktorstwa jak Leonardo DiCaprio, Ed Harris, Jennifer Jason Leigh czy Christopher Lambert. Pragnienie ciągłego rozwoju oraz chęć szukania nowych środków komunikacji z widzem spowodowały, że Agnieszka Holland stała się również uznawaną reżyserką serialową. Już w tym miesiącu na ekrany polskich kin trafi jej najnowsze dzieło – Szarlatan. Warto z tej okazji nieco bliżej przyjrzeć się dotychczasowemu dorobkowi twórczyni Pokotu i Obywatela Jonesa.

Filmy oceniają:

Tomasz Raczkowski: fan mimo woli, wciąż zaskakiwany i zachwycany społeczną wrażliwością filmów Agnieszki Holland i jej chłodnym krytycyzmem wobec różnych czasów, miejsc i kontekstów.

Przemysław Mudlaff: fan głównie wczesnej twórczości Holland, który jednak wciąż pozostaje pod wrażeniem jej niesamowitego oka do aktorów, a także wyjątkowej empatii, jaką darzy postaci w swoich filmach.

***

Niedzielne dzieci

(1976)

Przemysław Mudlaff: Niedzielne dzieci to pełnometrażowy debiut Agnieszki Holland, stanowiący ponadto część telewizyjnego cyklu Sytuacje rodzinne, w którym swoich sił próbowali młodzi reżyserzy należący do słynnego Zespołu Filmowego X. Pod wpływem Andrzeja Wajdy – kierownika artystycznego wspomnianej wytwórni – poetyckość dotychczasowej krótkometrażowej twórczości Holland, której nierzadko towarzyszył pierwiastek surrealistyczny, zastąpiła potrzeba obserwacji i analizy rzeczywistości. Chociaż Niedzielne dzieci to twór formalnie odmienny od wcześniejszych prac reżyserki, pozostaje do nich zbliżony pod względem tematycznym – Holland znów podejmuje problematykę ciąży i macierzyństwa, tym razem robi to jednak w kontekście społecznym, a nie religijnym. Film opowiada o młodym małżeństwie zmuszonym do odgrywania tradycyjnych ról, przez co ich związek sprowadza się wyłącznie do konieczności zaspokojenia oczekiwań innych. Wychowywanie dziecka jest tym samym źródłem nie rodzicielskiego szczęścia, ale swego rodzaju ulgi. Największymi przegranymi takiej sytuacji są oczywiście dzieci. W rzeczywistości niechciane, porzucone, niedzielne. Niedzielne dzieci traktują więc o społecznym terrorze, biurokracji i ułomnym systemie adopcyjnym. Debiut fabularny Agnieszki Holland to nie tylko obraz epoki, ale przede wszystkim uniwersalna, ironiczna i wreszcie ponura krytyka życia społecznego. To również pierwszy film Holland, w którym porusza temat ludzkiej egzystencji w świecie jawiącym się jako pułapka.

Tomasz Raczkowski: Już przy okazji swojego debiutu Agnieszka Holland dała się poznać jako reżyserka ambitna i niewahająca się pójść za swoim wyczuciem ważnych i trudnych społecznie tematów. Niedzielne dzieci to głos nowego pokolenia wkraczającego w połowie lat 70. w panoramę polskiego kina z poetyką surowego realizmu i krytycznym zacięciem na sztandarach. Opowiadając o bezskutecznie starającym się o dziecko małżeństwie Andrzeja i Barbary, Holland w porażający prostotą – niemal brutalnością – sposób bierze na celownik kilka moralnie frapujących tematów. Po pierwsze mamy społeczną presję prokreacji, sprowadzającą sens małżeństwa (i całego życia rodzinnego) do wychowywania dzieci. Po drugie gorzką refleksję o dzieciach niechcianych, porzucanych i stygmatyzowanych przez sieroctwo. Po trzecie i chyba najważniejsze – to rzecz o przedmiotowym podejściu do dzieci, rodzicielstwie z obowiązku, któremu towarzyszy cała instytucjonalno-kulturowa otoczka wypierająca miłość i zastępująca ją chłodną kalkulacją. Opowiedziana z bezlitosnym realizmem historia do dziś robi wrażenie swoją drapieżnością, pozbawioną choćby odrobiny lukru. Film może nie wybitny, ale z pewnością szczery.

Coś za coś

(1977)

Tomasz Raczkowski: Holland kontynuuje swoje opowieści o rodzinie i rodzicielstwie (przede wszystkim macierzyństwie). Tym razem to rzecz o obojętności i poświęceniu spraw prywatnych na ołtarzu zawodowej kariery, o stłumieniu emocji w materialistycznym świecie. Znów dość wyraźnie z jednostkowej historii Holland wychodzi do krytycznego obrazu ówczesnego społeczeństwa PRL, badając kondycję moralną i emocjonalną Polaków w czwartej dekadzie po II wojnie światowej. Coś za coś to jakby kontynuacja Niedzielnych dzieci, obracająca się wokół podobnego tematu, ujmowanego tym razem z innej strony. Więcej tu psychologizmu, a nieco mniej brutalności cechującej debiut (choć reżyserka zachowuje emblematyczny realizm), przy czym z większą ostrością wybrzmiewa konflikt rodzący się w głównej bohaterce i wyraźniej czuć proponowaną przez autorkę ocenę. Holland dowodzi tu swojej konsekwencji i kładzie kolejną cegłę w rozwoju swojej autorskiej tożsamości filmowej, a przy okazji i polskiego kina społecznego.

Przemysław Mudlaff: W Coś za coś Agnieszka Holland przygląda się z kolei osobom, które ponad życie rodzinne i wychowywanie dzieci stawiają karierę zawodową. Główna bohaterka filmu, Anna Walewska (Barbara Wrzesińska), to pracownica naukowa całkowicie pochłonięta swoimi obowiązkami służbowymi. Jej życie prywatne sprowadza się do wspólnych posiłków z mężem, który piastuje wysokie stanowisko na uczelni, oraz niezobowiązujących spotkań z kochankiem – lekarzem. Jej stosunek do macierzyństwa najlepiej ukazuje scena, w której zwalnia jedną ze swoich współpracownic, ponieważ ta zmuszona jest do częstego korzystania z urlopów, aby opiekować się dzieckiem. Późniejsze spotkanie z niedoszłą samobójczynią zmusza Annę do przewartościowania swojego sposobu myślenia. Coś za coś to produkcja podobna w formie do Niedzielnych dzieci. Film cechuje realistyczna metoda opisu i nie brakuje tu w związku z tym faktem interesującego – z perspektywy czasu – obrazu epoki. Wszystko to oczywiście podlane odrobiną sarkazmu i z wykorzystaniem wspaniałej ballady Włodzimierza Włodarskiego. Z obu wymienionych wyżej dramatów psychologicznych Agnieszki Holland, a także średnio i krótkometrażowych produkcji telewizyjnych innych rodzimych twórców bezpośrednio rozwinął się jeden z najważniejszych w kinie polskim nurtów, czyli kino moralnego niepokoju.

Aktorzy prowincjonalni

(1978)

Przemysław Mudlaff: Aktorzy prowincjonalni to jeden z sztandarowych tytułów kina moralnego niepokoju i przełomowy film w karierze Agnieszki Holland. Z jednej strony opowieść o prowincjonalnym zespole teatralnym przygotowującym wystawienie Wyzwolenia Stanisława Wyspiańskiego pod kierownictwem znanego reżysera z Warszawy stanowi metaforyczny obraz ówczesnej Polski i krytykę społeczno-polityczną, z drugiej zaś reżyserce udało się ukazać trud działania człowieka-artysty dążącego do prawdy i zachowania godności, co znów odwołuje nas do przewijającego się w twórczości autorki motywu świata jako pułapki. Niepokojący, emocjonujący i niezwykle dojrzały debiut kinowy dopiero 30-letniej Agnieszki Holland spotkał się z ogromnym zainteresowaniem młodej publiczności w ówczesnej Polsce. Aktorów prowincjonalnych dostrzeżono również w Cannes. Film otrzymał nagrodę krytyków FIPRESCI. Nic w tym zresztą dziwnego, bo omawiany tytuł to przykład umiejętnej reżyserii i świetnego prowadzenia wspaniałych aktorów (Tadeusz Huk, Halina Łabonarska).

Tomasz Raczkowski: Pierwszy z wielkich filmów Agnieszki Holland i do dziś zdecydowanie jeden z najlepszych. Reżyserka błyskotliwie łączy tu uważną obserwację realiów społecznych, soczyste metafory i pogłębione psychologiczne portrety bohaterów, tworząc wzorcową wypowiedź kina moralnego niepokoju. Aktorzy prowincjonalni to film naprawdę perfekcyjny i – choć tak mocno osadzony w momencie historycznym – ponadczasowy. Holland dekonstruuje Polskę i Polaków, rysując przekonujący obraz relacji jednostki ze zbiorowością, sztuki z życiowym znojem, brzemienia historii ze współczesnością i polityki z prywatnym życiem. W rozpisanej na wybitną obsadę narracji nie ma ani cienia przerysowania, ani choćby jednego fałszywego tonu. To film ludzki, stworzony z żywej tkanki egzystencji, a przy tym konsekwentnie analityczny i krytyczny. Aktorzy prowincjonalni są osiągnięciem nie tylko polskiego, ale i światowego kina społecznego, bezbłędnie wykorzystującym cały potencjał tego nurtu.

REKLAMA