Publicystyka filmowa
6 polskich HORRORÓW, które trzeba znać. GROZA ma barwy biało-czerwone
Odkryj fascynujący świat polskich HORRORÓW! GROZA w biało-czerwonych barwach zaskakuje i intryguje. Poznaj sześć tytułów, które musisz znać!
Jeśli chodzi o horrory, nie ma co się oszukiwać – w porównaniu do ogromnego rynku filmów grozy w Stanach Zjednoczonych, uwielbianych na całym świecie japońskich horrorów wykorzystujących rodzimy folklor, brytyjskiej wytwórni Hammer czy niemieckiego ekspresjonizmu wypadamy naprawdę blado. Horror nigdy nie był przedmiotem zainteresowania polskich twórców filmowych. W polskim kinie przedwojennym królowały melodramaty, komedie i adaptacje literatury.
W polskim kinie powojennym, zaangażowanym, służącym zawsze większym ideom, skupionym na filmie artystycznym, brakowało miejsca dla rozrywkowego kina gatunkowego. Horror nigdy nie miał szans się u nas rozwinąć, jednak ostatnimi czasy zaczyna się to zmieniać. Z powodu pandemii koronawirusa i zamkniętych kin nie odbyła się niestety premiera pierwszego polskiego slashera W lesie dziś nie zaśnie nikt Bartosza M. Kowalskiego, zaplanowana na 13 marca. Na szczęście film od wczoraj dostępny jest na Netflixie.
Jeśli przed lub po seansie filmu chcielibyście dowiedzieć się, co innego w kwestii horroru zmajstrowali do tej pory Polacy, oto sześć polskich filmów grozy wartych uwagi.
Dybuk (1937), reż. Michał Waszyński
Ten międzywojenny dramat w języku jidysz jest jednym z najważniejszych dzieł polskiego kina, zrealizowanym przez Michała Waszyńskiego, wielkiego twórcę kina rozrywkowego. Dybuk jest nietypowym, ale niezwykle udanym filmem w jego dorobku. Łączy w sobie kilka gatunków – melodramat, film religijny, obyczajowy, psychologiczny, a także horror.
Choć może to niektórych zdziwić, tak,
Wilczyca (1982), reż. Marek Piestrak
„Nazwałeś mnie suką i zdechnę jak suka!” – wykrzykuje umierająca Maryna (Iwona Bielska) do powracającego z powstańczych walk męża, Kacpra Wosińskiego (Krzysztof Jasiński). Zanim umrze, przyzna, że spaliła krucyfiks wiszący nad łóżkiem i obieca mężowi: „Znajdę cię.
..”, po czym skona, ściskając w dłoni króliczą łapę zawiniętą w kawałek materiału. Jest rok 1848. Tak rozpoczyna się akcja najbardziej rozpoznawalnego polskiego horroru –
Widziadło (1984), reż. Marek Nowicki
Horror erotyczny? Tak w latach 80. reklamowano film Nowickiego. Seksualność i archetyp niebezpiecznej femme fatale to główny motyw także w Widziadle. Głównego bohatera filmu, Piotra Strumieńskiego (Roman Wilhelmi), nawiedza w snach zmarła śmiercią samobójczą żona.
Z piękną Angeliką, artystką i kobietą pełną życia i pasji, łączyła Piotra wielka namiętność, o której ciężko mu zapomnieć. Związek z obecną żoną, choć pozornie udany, nie daje bohaterowi takiej satysfakcji i nakłania on obecną żonę, Olę, do przebierania się za Angelikę. Burzliwa historia życia pierwszej pani Strumieńskiej wciąż porusza także mieszkańców okolicy, często napotykających coś, co nazywają widziadłem – galopującą na koniu nagą kobietę.
Lubię nietoperze (1985), reż. Grzegorz Warchoł
Film ten warto zobaczyć chociażby ze względu na miejsce, gdzie kręcono film – pałac w Mosznej, nazywany polskim Hogwartem. Bohaterką filmu jest Iza, seksowna blondwłosa wampirzyca, spijająca życiodajną krew z naczyń krwionośnych zainteresowanych nią mężczyzn.
Gdy w swoim sklepie z osobliwościami, prowadzonym wraz z ciotką, Iza spotyka przystojnego psychiatrę, zaczyna pragnąć wyzwolić się ze swoich nieokiełznanych wampirycznych pragnień i stać się zwyczajną kobietą.
Film Grzegorza Warchoła charakteryzuje typowa dla gatunku ikonografia – są tu zamglone, mroczne zaułki, zakurzony, pełen tajemniczych artefaktów sklep, jest i szpital psychiatryczny, i wampirzyca, i niewierzący w zjawiska nadprzyrodzone naukowiec.
Medium (1985), reż. Jacek Koprowicz
W Medium Jacka Koprowicza nie uświadczy się żądnych krwi seksownych, roznegliżowanych wampirzyc; reżysera interesuje parapsychologia i okultyzm. Punktem wyjścia dla tego po części horroru, po części filmu kryminalnego, jest dziwny dzień, w którym dziwne rzeczy przydarzają się kilku osobom.
Jest rok 1933 w nadmorskim Sopocie. Komisarz Selin budzi się w koszu plażowym i nie pamięta, jak się tam znalazł. Pewien mężczyzna przyjeżdża pociągiem z Warszawy, kolejny z Berlina, obydwaj jednak nie mają pojęcia, co robią na dworcu w Sopocie. Będąca jak w hipnozie nauczycielka wychodzi w trakcie lekcji ze szkoły i kradnie z muzeum zabytkową suknię. Zaletą Medium jest obsada aktorska: Jerzy Stuhr, Grażyna Szapołowska, Władysław Kowalski, Michał Bajor, Jerzy Zelnik i Ewa Dałkowska.
Wieża. Jasny dzień (2017), reż. Jagoda Szelc
Swoim pełnometrażowym debiutem Jagoda Szelc, studentka łódzkiej filmówki, zrobiła trzy lata temu niemałe zamieszanie na polskiej scenie kinematograficznej, stając się najciekawszą reżyserką młodego pokolenia.
Szelc świetnie gra na emocjach widzów i operuje niedopowiedzeniami, będącymi kluczem do każdego filmu grozy. Z pozoru to typowy rodzinny dramat pełen trudnych, nieprzepracowanych emocji, o ludziach, którzy nie potrafią pogodzić się z przeszłością i ze sobą. U Jagody Szelc napięcie rośnie aż do zaskakującego onirycznego finału. To ciekawe, nieoczywiste i dogłębnie niepokojące kino nawiązujące do twórczości Stanleya Kubricka i Michaela Hanekego.
Więcej o polskich horrorach przeczytacie tu.
