publicystyka filmowa

5 powodów, dla których uważam JOHNA WICKA 3 za NAJGORSZĄ część serii

Autor: Krzysztof Walecki
opublikowano

Idąc na seans Johna Wicka 3, nie spodziewałem się, że wyjdę z kina zmęczony, mocno poirytowany, ale przede wszystkim rozczarowany. Lubię tę serię, począwszy od części pierwszej, której punkt wyjścia – zemsta za śmierć pieska – sugerował mocno pastiszowe podejście, ale pierwszorzędna realizacja i oryginalny obraz przestępczego świata sprawiły, że trudno było nie uznać debiutu Chada Stahelskiego (wtedy jeszcze wespół z Davidem Leitchem) za jeden z najciekawszych filmów akcji ostatnich lat. Jeszcze lepsza okazała się część druga, wizualnie olśniewający taniec przemocy, którego fabuła mocniej skupiła się na zasadach rządzących rzeczywistością płatnych zabójców, ze swymi prawami, nakazami i regulacjami. Nie można też nie wspomnieć o grającym tytułową rolę Keanu Reevesie, kreującym postać, z jednej strony, bardzo ludzką, współczującą, z którą łatwo nam się utożsamić, ale z drugiej – im więcej się o Wicku dowiadujemy – nierealną, wręcz mityczną.

John Wick 2 zakończył się małym cliffhangerem, sprawiającym, że najlepszy zabójca na świecie, którego imię wywołuje we wszystkich drżenie, może mieć spore problemy z przeżyciem. Ranny, pozostawiony bez wsparcia ze strony hotelu Continental, za to z wysoką nagrodą wyznaczoną za jego głowę, Wick ucieka, a trzecia część rozpoczyna się dosłownie kilka chwil po finale poprzedniego filmu. I przez dobrą pierwszą godzinę John Wick 3 jest bardzo udaną kontynuacją, niesamowicie dynamiczną, brutalną i efektowną, znów mówiącą nam nowe rzeczy o świecie, w którym przyszło funkcjonować Johnowi oraz jeszcze mocniej ugruntowującą jego legendę. Ale gdzieś w połowie filmu coś zaczyna się psuć i niestety z każdą kolejną sceną poczucie zmarnowanego potencjału i rozczarowania jest coraz wyraźniejsze. Poniżej przedstawię powody, dla których uważam, że John Wick 3 jest najgorszą odsłoną serii.

Oczywiście spoilery.

NIESPEŁNIONA OBIETNICA

Druga część Johna Wicka była udana z wielu powodów, a jednym z najważniejszych było wykorzystanie reguł rządzących przestępczym high society przeciw samemu Wickowi. Nic dziwnego, że w finale złamał jedną z najważniejszych zasad, czym ściągnął na siebie wyrok śmierci Wysokiej Rady. Można zatem było sobie wyobrazić, że kolejna kontynuacja będzie koncentrować się nie tylko na próbie ucieczki Johna przed konsekwencjami swych czynów (czyt. zastępem uzbrojonych po zęby zabójców), ale również na próbie pokonania systemu, który do całej tej sytuacji doprowadził. Zwłaszcza że słowa, jakie padły z ust głównego bohatera w ostatnich minutach poprzedniego filmu – „Zabiję ich wszystkich” – sporo obiecywały.

Tymczasem część trzecia zapomina o wściekłości Wicka, zastępując ją chęcią dyplomatycznego rozwiązania problemu. I choć ponownie zabija on niezliczone ilości łasych na wielomilionową nagrodę kilerów, jego główny cel nie ma nic wspólnego z obaleniem Wysokiej Rady czy też zmianą zasad gry. Jest tak, jakby Wick pomiędzy scenami akcji przemyślał sprawę i uznał, że nieco przesadził, strzelając w głowę Santino D’Antonio w poprzednim filmie. Co prowadzi do kolejnego punktu…

INNY JOHN WICK

Główny bohater zgadza się na coś, co stoi w kompletnej opozycji do tego, co wiem o nim z poprzednich filmów.

Prawdę mówiąc, nie wiem, dokąd zmierza John Wick w nowym filmie. To znaczy, geograficznie wiem – najpierw ucieczka z Nowego Jorku, potem spotkanie z właścicielką hotelu w Casablance i znalezienie kogoś na pustyni. Tyle że od tego właśnie momentu przestaję rozpoznawać Johna Wicka w Johnie Wicku. Bo oto wtedy główny bohater zgadza się na coś, co stoi w kompletnej opozycji do tego, co wiem o nim z poprzednich filmów. Usprawiedliwia się pamięcią o żonie, ale nagle i to zaczyna brzmieć fałszem – jakby po raz pierwszy w serii śmierć pani Wick była nie ważnym elementem konstytuującym naszego bohatera, ale przejawem leniwego scenariopisarstwa.

Nie, żeby te filmy były scenariuszowymi arcydziełami, ale do tej pory nie miałem żadnego problemu z określeniem motywacji postaci granej przez Reevesa. W pierwszej części była to zemsta, w drugiej regulamin, który w finale Wick łamie, podczas gdy najnowszy rozdział każe głównemu bohaterowi pogodzić się z nieuchronnością przegranej. Gdyby chociaż w tym obrazku twórcy byli wytrwali. Pojawia się jednak postać, która przypomina Johnowi Wickowi, jaki jest naprawdę, i John znów zmienia się o 180 stopni. Jak na film, w którym co rusz słyszymy o konsekwencjach, jego twórcy są zaskakująco niekonsekwentni.

Ostatnio dodane