search
REKLAMA
Artykuł

5 powodów, dla których MAD MEN to serial, który po prostu TRZEBA znać

Kto zna i widział „Mad Men”, ten wie, że to jeden z najlepszych seriali w historii telewizji. Pora utwierdzić się w tym przekonaniu.

Jakub Piwoński

21 listopada 2021

REKLAMA

Znam takich, co bez zająknięcia określają Mad Men najlepszym serialem w historii telewizji. Ja będę ostrożniejszy. Rodzina Soprano, Gra o Tron, Prawo ulicy czy w końcu Breaking Bad – konkurencja jest silna, dlatego jeśli o mnie chodzi, powiedziałbym, że w przypadku produkcji stacji AMC bez dwóch zdań mowa o jednym z lepszych, jednym z ważniejszych seriali, jakie kiedykolwiek powstały. Silna czołówka. I zdecydowanie jest to pozycja obowiązkowa, dla każdego, kto bardziej od kinowego doświadczenia ceni sobie telewizyjne seanse w domowym zaciszu. Oto kilka powodów, dlaczego Mad Men jest tak ważną, tak jakościową produkcją. Jeszcze nie widzieliście? Najwyższy czas nadrobić tę zaległość.

Serial przetarł szlak innym wielkim tytułom i rozsławił telewizję AMC

Mad Men miał swoją premierę w 2007 roku, w momencie, gdy zakończyła się emisja innej ikonicznej pozycji serialowej – Rodziny Soprano. Jeden z producentów i scenarzystów serialu HBO, Matthew Weiner, przeniósł się wówczas do AMC ze swoim pomysłem na serial rozgrywający się w pewnej nowojorskiej agencji reklamowej. W odróżnieniu od HBO emitująca Mad Mena stacja AMC nie miała tak silnej pozycji na rynku telewizyjnym. Powiedzmy wprost – to był jeden z tych kanałów, który był regularnie przez amerykanów przełączany, bo puszczał same starocie. Mad Men zmienił wszystko, zmienił reguły gry.

Przy udziale kompletnie nieznanej wówczas obsady (bo trudno mówić, by liderujący w serialu Jon Hamm był znany w 2007 roku) oraz stosunkowo mało znanych showrunnerów (bo trudno mówić, by ktokolwiek kojarzył wówczas Matthew Weinera, choć już wtedy miał dobre papiery) udało się stworzyć serial, który podbił serca zarówno widowni, jak i przede wszystkim krytyków. W 2008 roku Mad Men zdobył Złoty Glob w kategorii najlepszego serialu dramatycznego, wyróżniono kreację Jona Hamma, posypały się także nagrody Emmy. W kolejnych latach sukcesy wracały. Do AMC zaczęli pukać coraz to lepsi scenarzyści z pomysłami na nowe seriale. W ten sposób Mad Men utorował drogę do powstania takich hitów jak niezapomniana horrorowa opera mydlana The Walking Dead czy w końcu Breaking Bad – innego serialu, którego znaczenia dla historii telewizji równie trudno dziś nie dostrzec.

Społeczny komentarz przenika tu nienachalnie, a jego przesłania nie są w żaden sposób narzucane

Akcja serialu stacji AMC rozgrywa się w Nowym Jorku lat 60. Dobrze wiemy, co to były za czasy dla USA – czasy wielkich zmian, przede wszystkim społecznych i kulturowych. Czasy wyzwolenia z zastygłej, czarno-białej, powojennej rzeczywistości. Sztywno opięty garnitur kultury lat 50. został poluźniony wdzierającą się do świadomości amerykanów kontrkulturą. Po latach ciszy w kwestii kobiecych praw w końcu do głosu zaczęły dochodzić ruchy feministyczne. Afroamerykanie także zaczęli głośniej walczyć o swoją emancypację i obywatelskie prawa. Wszystko to odbywało się na tle przełomowych wydarzeń historycznych. Społeczeństwo powoli przestało wierzyć w sens działań wojennych w Wietnamie, czemu wtórowały dzieci kwiaty apelujące o pokój i miłość. Prezydent USA został zamordowany. Lider Afroamerykanów zresztą także. Ten sam społecznie podzielony i zdywersyfikowany kraj doprowadził jednak w 1969 roku do pierwszego w historii lądowania człowieka na Księżycu, ucierając tym samym nosa Rosjanom w trwającym, zimnowojennym wyścigu zbrojeń.

Tak wygląda krajobraz serialu Mad Men. Serialu bardzo mocno osadzonego w kulturze lat 60., stanowiącego niejako jej wizytówkę. Oczywiście na pochwałę zasługuje bardzo dobrze wykonana praca speców od scenografii i kostiumów, ponieważ dzięki nim udało się oddać na ekranie klimat epoki. Ale dla mnie najważniejsze było to, że pomimo ogromu zmian, jakie wówczas zaistniały w społeczeństwie, serial ani na chwilę nie przeistacza się w propagandę ideologicznej słuszności. Matthew Weiner zawierzył inteligencji widza, za co mu chwała. Oglądając problemy, jakie jedna z bohaterek odczuwa w stosunku do swoich kolegów w pracy, my sami zaczynamy rozumieć, że coś tu nie gra, bo pewne postawy wyglądają w sposób rażący seksistowsko. Ten wniosek nie jest nam narzucany. Jeśli widzimy, że pewnej czarnoskórej bohaterce należy się praca w roli sekretarki, twórcy idą tym tropem, ale nie czynią tego przy dźwięku głośnych trąb. Rozgrywa się to płynnie, ponieważ jeden z bohaterów dostrzega w tym zwykłą niesprawiedliwość, po czym wątek ten zostaje ucięty, bez specjalnego dzielenia go na drobne. Owszem, w pewnym sensie Mad Men może być dziś serialem nieoprawnym politycznie (choć współczuje tym, co tak myślą), nie mam jednak wątpliwości, że miał on głównie pełnić funkcję metafory dzisiejszej rzeczywistości, w której mamy do czynienia z kolejnym wielkim przewartościowaniem tego, co przez lata było w obyczajach uznawane za nieruszalne. Tak jak mówię, twórcy nie uczynili z tego żadnego manifestu, pokazali po prostu pewne postawy typowe dla pewnego czasu i dali mnóstwo miejsca do samodzielnej interpretacji.

Uczy nas wiele o biznesie, a jeszcze więcej o życiu

Sam zawodowo zajmuję się promocją i marketingiem, dlatego chyba tak łatwo było mi wsiąknąć w serial. Wiodąca tematyka Mad Men to po prostu sztuka reklamy. Tak, sztuka, bo jak się okazuje – w te klocki trzeba być dobrym. Nie wiem, czy wiecie, ale tytuł serialu można rozumieć dwójnasób. Z jednej strony mowa rzecz jasna o szaleńcach, prowadzących szalone życie wiecznych ryzykantów. Ale druga interpretacja jest według mnie o wiele bardziej trafna, wskazuje bowiem na swego rodzaju grę słów, odnosząc się do slangowego określenia ad men (od ang. advertising men), czyli po prostu „ludzi reklamy”. Prócz tego, o czym napisałem w poprzednim punkcie o latach 60., jeszcze jedna cecha była typowa dla tych lat – konsumpcjonizm kwitł w najlepsze. Wielkie agencje reklamowe, za wielkie pieniądze, zaczęły prowadzić wielkie kampanie marketingowe wielkich koncernów, takich jak Coca-Cola, General Motors czy Lucky Strike.

Serial uczy nas wiele o tym biznesie i zasadach nim rządzących. Uczy nas w ogóle o biznesie, bo jest tu wiele o sztuce negocjacji chociażby, umiejętności kluczowej dla branży tej i innych. Można się też wiele nauczyć o psychologii społecznej, sztuce perswazji, wywieraniu wpływu na ludzi, czyli technikach, które w latach 90. w skondensowanej formie przedstawił Robert Cialdini w swej słynnej książce. Jeśli jesteś z tematem zaznajomiony, każdy odcinek Mad Men ma wówczas ten dodatkowy atut, że wyłapujesz, w jaki sposób copywriterzy, formując hasła reklamowe do produktów, tworząc prezentacje, mające przekonać klienta do ich racji, zawierają wiele sztandarowych zasad dzisiejszego marketingu. Książkowym przykładem jest jedna z piękniejszych scen serialu, w której Don Draper z typową dla siebie klasą i swadą prezentuje pomysł na sprzedaż projektorów do wyświetlania zdjęć, wykorzystując do tego żelazne narzędzie – nostalgię. Wspaniałe wystąpienie, udowadniające, że chcąc coś sprzedać, trzeba się nierzadko umiejętnie odwołać do emocji i przeżyć, by pod ich wpływem klient podjął decyzję o zakupie produktu.

W ten sposób Mad Men tworzy czytelną korelację między biznesem a życiem. Wiele trzeba poświęcić, by wejść na szczyt. Gdy już się na nim jest, radość nie może być odczuwalna, gdy brakuje kogoś, z kim można ją dzielić. Wszystko, co bohaterowie tworzą w agencji, wszystkie wybory, jakie podejmują, są wyborami czysto życiowymi, odwołującymi się do ludzkich zalet i wad, pragnień i ambicji. Złożoność biznesu, jaki prowadzi agencja Sterlig Cooper Draper Pryce jest niczym innym, jak metaforą złożoności naszego losu z jego pułapkami, ciemnymi stronami i rzecz jasna perspektywami szczęścia. Mad Men określiłbym mianem serialu obyczajowego, bo jest tak życiowy, jak tylko jest to możliwe. Dramaty, romanse, wzloty, upadki – trzeba mieć twardy kręgosłup, by mieć odwagę sprzedawać ludziom marzenia, nie ulegając przy tym… własnemu szaleństwu.

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA