Connect with us

Publicystyka filmowa

5 powodów, dla których MAD MEN to serial, który po prostu TRZEBA znać

Kto zna i widział „Mad Men”, ten wie, że to jeden z najlepszych seriali w historii telewizji. Pora utwierdzić się w tym przekonaniu.

Published

on

Znam takich, co bez zająknięcia określają Mad Men najlepszym serialem w historii telewizji. Ja będę ostrożniejszy. Rodzina Soprano, Gra o Tron, Prawo ulicy czy w końcu Breaking Bad – konkurencja jest silna, dlatego jeśli o mnie chodzi, powiedziałbym, że w przypadku produkcji stacji AMC bez dwóch zdań mowa o jednym z lepszych, jednym z ważniejszych seriali, jakie kiedykolwiek powstały. Silna czołówka. I zdecydowanie jest to pozycja obowiązkowa, dla każdego, kto bardziej od kinowego doświadczenia ceni sobie telewizyjne seanse w domowym zaciszu. Oto kilka powodów, dlaczego Mad Men jest tak ważną, tak jakościową produkcją.

Advertisement

Jeszcze nie widzieliście? Najwyższy czas nadrobić tę zaległość.

Serial przetarł szlak innym wielkim tytułom i rozsławił telewizję AMC

Mad Men miał swoją premierę w 2007 roku, w momencie, gdy zakończyła się emisja innej ikonicznej pozycji serialowej – Rodziny Soprano. Jeden z producentów i scenarzystów serialu HBO, Matthew Weiner, przeniósł się wówczas do AMC ze swoim pomysłem na serial rozgrywający się w pewnej nowojorskiej agencji reklamowej. W odróżnieniu od HBO emitująca Mad Mena stacja AMC nie miała tak silnej pozycji na rynku telewizyjnym. Powiedzmy wprost – to był jeden z tych kanałów, który był regularnie przez amerykanów przełączany, bo puszczał same starocie. Mad Men zmienił wszystko, zmienił reguły gry.

Advertisement

Przy udziale kompletnie nieznanej wówczas obsady (bo trudno mówić, by liderujący w serialu Jon Hamm był znany w 2007 roku) oraz stosunkowo mało znanych showrunnerów (bo trudno mówić, by ktokolwiek kojarzył wówczas Matthew Weinera, choć już wtedy miał dobre papiery) udało się stworzyć serial, który podbił serca zarówno widowni, jak i przede wszystkim krytyków. W 2008 roku Mad Men zdobył Złoty Glob w kategorii najlepszego serialu dramatycznego, wyróżniono kreację Jona Hamma, posypały się także nagrody Emmy.

W kolejnych latach sukcesy wracały. Do AMC zaczęli pukać coraz to lepsi scenarzyści z pomysłami na nowe seriale. W ten sposób Mad Men utorował drogę do powstania takich hitów jak niezapomniana horrorowa opera mydlana The Walking Dead czy w końcu Breaking Badinnego serialu, którego znaczenia dla historii telewizji równie trudno dziś nie dostrzec.

Advertisement

Społeczny komentarz przenika tu nienachalnie, a jego przesłania nie są w żaden sposób narzucane

Akcja serialu stacji AMC rozgrywa się w Nowym Jorku lat 60. Dobrze wiemy, co to były za czasy dla USA – czasy wielkich zmian, przede wszystkim społecznych i kulturowych. Czasy wyzwolenia z zastygłej, czarno-białej, powojennej rzeczywistości. Sztywno opięty garnitur kultury lat 50. został poluźniony wdzierającą się do świadomości amerykanów kontrkulturą. Po latach ciszy w kwestii kobiecych praw w końcu do głosu zaczęły dochodzić ruchy feministyczne.

Afroamerykanie także zaczęli głośniej walczyć o swoją emancypację i obywatelskie prawa. Wszystko to odbywało się na tle przełomowych wydarzeń historycznych. Społeczeństwo powoli przestało wierzyć w sens działań wojennych w Wietnamie, czemu wtórowały dzieci kwiaty apelujące o pokój i miłość. Prezydent USA został zamordowany. Lider Afroamerykanów zresztą także. Ten sam społecznie podzielony i zdywersyfikowany kraj doprowadził jednak w 1969 roku do pierwszego w historii lądowania człowieka na Księżycu, ucierając tym samym nosa Rosjanom w trwającym, zimnowojennym wyścigu zbrojeń.

Advertisement

Tak wygląda krajobraz serialu Mad Men. Serialu bardzo mocno osadzonego w kulturze lat 60., stanowiącego niejako jej wizytówkę. Oczywiście na pochwałę zasługuje bardzo dobrze wykonana praca speców od scenografii i kostiumów, ponieważ dzięki nim udało się oddać na ekranie klimat epoki. Ale dla mnie najważniejsze było to, że pomimo ogromu zmian, jakie wówczas zaistniały w społeczeństwie, serial ani na chwilę nie przeistacza się w propagandę ideologicznej słuszności.

Matthew Weiner zawierzył inteligencji widza, za co mu chwała. Oglądając problemy, jakie jedna z bohaterek odczuwa w stosunku do swoich kolegów w pracy, my sami zaczynamy rozumieć, że coś tu nie gra, bo pewne postawy wyglądają w sposób rażący seksistowsko. Ten wniosek nie jest nam narzucany. Jeśli widzimy, że pewnej czarnoskórej bohaterce należy się praca w roli sekretarki, twórcy idą tym tropem, ale nie czynią tego przy dźwięku głośnych trąb. Rozgrywa się to płynnie, ponieważ jeden z bohaterów dostrzega w tym zwykłą niesprawiedliwość, po czym wątek ten zostaje ucięty, bez specjalnego dzielenia go na drobne.

Advertisement

Owszem, w pewnym sensie Mad Men może być dziś serialem nieoprawnym politycznie (choć współczuje tym, co tak myślą), nie mam jednak wątpliwości, że miał on głównie pełnić funkcję metafory dzisiejszej rzeczywistości, w której mamy do czynienia z kolejnym wielkim przewartościowaniem tego, co przez lata było w obyczajach uznawane za nieruszalne. Tak jak mówię, twórcy nie uczynili z tego żadnego manifestu, pokazali po prostu pewne postawy typowe dla pewnego czasu i dali mnóstwo miejsca do samodzielnej interpretacji.

Uczy nas wiele o biznesie, a jeszcze więcej o życiu

Sam zawodowo zajmuję się promocją i marketingiem, dlatego chyba tak łatwo było mi wsiąknąć w serial. Wiodąca tematyka Mad Men to po prostu sztuka reklamy. Tak, sztuka, bo jak się okazuje – w te klocki trzeba być dobrym. Nie wiem, czy wiecie, ale tytuł serialu można rozumieć dwójnasób. Z jednej strony mowa rzecz jasna o szaleńcach, prowadzących szalone życie wiecznych ryzykantów. Ale druga interpretacja jest według mnie o wiele bardziej trafna, wskazuje bowiem na swego rodzaju grę słów, odnosząc się do slangowego określenia ad men (od ang.

Advertisement

advertising men), czyli po prostu „ludzi reklamy”. Prócz tego, o czym napisałem w poprzednim punkcie o latach 60., jeszcze jedna cecha była typowa dla tych lat – konsumpcjonizm kwitł w najlepsze. Wielkie agencje reklamowe, za wielkie pieniądze, zaczęły prowadzić wielkie kampanie marketingowe wielkich koncernów, takich jak Coca-Cola, General Motors czy Lucky Strike.

Najbardziej IMPONUJĄCE efekty specjalne

Serial uczy nas wiele o tym biznesie i zasadach nim rządzących. Uczy nas w ogóle o biznesie, bo jest tu wiele o sztuce negocjacji chociażby, umiejętności kluczowej dla branży tej i innych. Można się też wiele nauczyć o psychologii społecznej, sztuce perswazji, wywieraniu wpływu na ludzi, czyli technikach, które w latach 90. w skondensowanej formie przedstawił Robert Cialdini w swej słynnej książce. Jeśli jesteś z tematem zaznajomiony, każdy odcinek Mad Men ma wówczas ten dodatkowy atut, że wyłapujesz, w jaki sposób copywriterzy, formując hasła reklamowe do produktów, tworząc prezentacje, mające przekonać klienta do ich racji, zawierają wiele sztandarowych zasad dzisiejszego marketingu.

Advertisement

Książkowym przykładem jest jedna z piękniejszych scen serialu, w której Don Draper z typową dla siebie klasą i swadą prezentuje pomysł na sprzedaż projektorów do wyświetlania zdjęć, wykorzystując do tego żelazne narzędzie – nostalgię. Wspaniałe wystąpienie, udowadniające, że chcąc coś sprzedać, trzeba się nierzadko umiejętnie odwołać do emocji i przeżyć, by pod ich wpływem klient podjął decyzję o zakupie produktu.

W ten sposób Mad Men tworzy czytelną korelację między biznesem a życiem. Wiele trzeba poświęcić, by wejść na szczyt. Gdy już się na nim jest, radość nie może być odczuwalna, gdy brakuje kogoś, z kim można ją dzielić. Wszystko, co bohaterowie tworzą w agencji, wszystkie wybory, jakie podejmują, są wyborami czysto życiowymi, odwołującymi się do ludzkich zalet i wad, pragnień i ambicji. Złożoność biznesu, jaki prowadzi agencja Sterlig Cooper Draper Pryce jest niczym innym, jak metaforą złożoności naszego losu z jego pułapkami, ciemnymi stronami i rzecz jasna perspektywami szczęścia.

Advertisement

Mad Men określiłbym mianem serialu obyczajowego, bo jest tak życiowy, jak tylko jest to możliwe. Dramaty, romanse, wzloty, upadki – trzeba mieć twardy kręgosłup, by mieć odwagę sprzedawać ludziom marzenia, nie ulegając przy tym… własnemu szaleństwu.

Scenarzyści nie musieli stosować twistów lub cliffhangarów, by podtrzymać naszą uwagę

 

Advertisement

Mam dla was taką zagadkę. Czy potraficie wskazać jeden serial, którego narracja wolna jest od zwrotów fabularnych bądź zawieszających napięcie cliffhangerów? Nie potraficie? Ja też nie potrafię. Mad Men rzecz jasna nie jest od tych zabiegów całkowicie wolny, co to, to nie. W pewnym momencie przecież dowiadujemy się, jaka jest prawdziwa tożsamość Dona Drapera i jest to zwrot fabularny wręcz esencjonalny. Innym razem ten sam bohater oświadcza się swojej wybrance w finale sezonu czwartego, co jest niczym innym jak klasycznym zawieszeniem fabuły na krawędzi klifu.

Ale fakt jest taki, że przez całe siedem długich sezonów w żaden sposób nie da się odczuć, że te sztampowe zabiegi są w Mad Menie nadużywane lub też że służą sztucznemu reanimowaniu naszej uwagi, gdy historia przestaje być ciekawa. Między innymi przez to serialowi udało się uniknąć efektu tzw. przeskoczenia rekina.

Advertisement

Mad Men to bodaj najbardziej wyrównany serial, jaki widziałem. Mam przez to na myśli, że twórcy postawili na twarde trzymanie się wytycznych i nieśpieszne rozwijanie poszczególnych wątków. Nie ma tu nagłych skoków akcji, ponieważ postawiono na prostolinijność i scenariuszową ogładę, powściągliwość, klasę. Ktoś trafnie zauważył, że doświadczanie serialu Mad Men bardziej przypomina doświadczenie stricte literackie, gdyż każdy odcinek przypomina tu niejako osobny, zamknięty rozdział historii o szeroko nakreślonych okolicznościach, ukazując upływ czasu podczas pracy w nowojorskiej agencji reklamowej.

Nie ma tu akcji w klasycznym rozumieniu tego słowa, niewiele się tu dzieje. Bohaterowie rozmawiają, piją alkohol, palą papierosy, załatwiają wiele spraw, mierzą się trudnościami dnia codziennego, konfrontują się z własnymi słabościami i pragnieniami. Co jednak najważniejsze, te dialogi, sytuacje i problematyka poszczególnych wątków są w rezultacie tak wciągające, że nie trzeba do nich stosować dodatkowych zabiegów narracyjnych, które służą podtrzymywaniu uwagi. Albo idziesz na tego drinka z bohaterami, albo zostajesz w biurze, to proste.

Advertisement

Tutaj każda historia ma znaczenie, bo główny bohater nie jest jedynym głównym bohaterem

Najbardziej jednak wyjątkowe jest w tej narracji to, że nikogo nie oszczędza, czyniąc każdy wątek, każdą postać niezwykle złożonymi i interesującymi. W nowojorskiej agencji reklamowej pracuje wiele osób, a serial posiada klasycznego głównego bohatera. Mogłoby się wydawać, że tylko jemu więc poświęci się uwagę. Ale już sam tytuł serialu sugeruje, że mamy tu do czynienia z bohaterem zbiorowym. Ci tytułowi szaleńcy to ludzie zakręceni na punkcie kariery, pieniędzy, dominacji, przywilejów, dobrobytu i pragnień. Dopiero w nieśpiesznym toku rozwoju historii ci bohaterowie przechodzą ewolucję, dzięki której nabywają umiejętności do przywrócenia własnego życia na właściwe tory.

Wiele jest tu postaci, ale praktycznie o każdej z nich można powiedzieć coś więcej niż „to ten gość w okularach” lub „to ten z siwymi włosami”. Ten w okularach to Harry Crane, chory z ambicji facet, który ze swym kompleksem niższości względem współpracowników zatraca się w marzeniu o byciu partnerem w nazwie agencji. Pozycja dyrektora zarządzającego departamentem telewizyjnym mu nie wystarcza. Ten siwy to rzecz jasna przebojowy Roger Sterling, jeden z założycieli agencji reklamowej, w której toczy się akcja.

Advertisement

Roger to facet, który lubi dominować, lubi stawiać na swoim, ale też facet, który żyje bardzo szybko, łatwo ulega pokusom, przez co rozbija kolejne małżeństwa. We wszystkich złych cechach, które posiada, okazuje się jedynym przyjacielem głównego bohatera, jedynym, który w momencie kryzysu potrafi się za nim wstawić.

Wielu fanów uważa jednak, że głównym bohaterem w Mad Men jest Peggy Olsen. Kobieta niezwykła, złożona, niespotykanie bystra, skrywająca w sobie jednak dużo kompleksów, wynikających z życiowej pustki, jaką nieustannie odczuwa. To kolejna postać pozostająca w bardzo bliskiej, specyficznej relacji z Donem Draperem. Nie jest to bowiem relacja czysto przyjacielska, nie jest też seksualna. Jest to raczej trudna do zdefiniowania więź, działająca gdzieś pomiędzy wierszami, wynikająca najpewniej z dzielenia uczucia dojmującego, życiowego smutku. To kojące, że ta bohaterka w końcu odnajduje to, czego tak bardzo przez te wszystkie sezony potrzebowała, choć stało to tuż obok niej – miłość.

Advertisement

Inni fani upatrują Petera Cambpella jako tego, wokół którego wszystko się kręci. I jest w tym sporo racji. Peter to trochę taki Christopher z Rodziny Soprano, jeśli wiecie, co mam na myśli. Postać z bocznego planu, która interesuje nas najbardziej. Energiczny, pyskaty, pewny siebie chłopak, z charakterystycznym błyskiem w oku i niebywałą charyzmą, przez długi czas pełni rolę opiekuna klientów, by w prostej linii dojść do awansu na partnera agencji.

Ewolucja i ciągła zmiana jest wpisana w DNA tej postaci. Jest przykładnym mężem, ale przychodzi moment buntu i odejścia od przetartych szlaków, by w końcu nastąpił powrót syna marnotrawnego, ukorzenie się przed ciężarem losu i dostrzeżenie tego, co niesie sobą prawdziwą wartość. Historia zbuntowanego i opryskliwego Campbella, historia jego przemiany i życiowego sukcesu to chyba najbardziej podnoszący na duchu wątek Mad Mana.

Advertisement

Jest też on. Don Draper…

Nawet jeśli w Mad Men funkcjonuje bohater zbiorowy, od początku nie ma najmniejszej wątpliwości, kto stoi w samym centrum tego spektaklu. Rola, która rozsławiła nazwisko Jona Hamma, jednocześnie skutecznie go szufladkując, bo do dnia dzisiejszego, mam wrażenie, Hollywood niespecjalnie wykorzystało potencjał drzemiący w umiejętnościach tego aktora. Gdyby reboot Jamesa Bonda miał nastąpić nie teraz, ale kilka lat wcześniej, nie miałbym wątpliwości, kto powinien być nowym wcieleniem tej postaci.

Co prawda to rodowity Amerykanin, ale na Boga, przecież ten człowiek wygląda i zachowuje się tak, jakby urodził się w garniturze. On jest stworzony do ról dystyngowanych, charyzmatycznych, silnych męskich person, od których naturalnie wydobywa się to, czego wielu aktorów musi się uczyć. Jon Hamm ma po prostu klasę. I ukazał ją w roli Dona Drapera, nadając tożsamość całemu serialowi.

Advertisement

Z tą tożsamością to jest w Mad Men ciekawa historia, tak w ogóle. Bo okazuje się, że wszystko, co kręci się wokół głównej postaci, nie jest tym, co było jej przeznaczone. Don Draper boryka się bowiem z problemem ukrywania swojej prawdziwej tożsamości, życia w cieniu swojej wojennej traumy, chowania pod kapeluszem demonów przeszłości. Tak naprawdę nazywa się bowiem Dick Whitman, ale nie ma to większego znaczenia.

Najważniejsze w przypadku tego bohatera jest to, że przez siedem sezonów stara się dokonać dwóch rzeczy. Zostawić swoją przeszłość za sobą i iść dalej. To raz, a dwa –zaakceptować to, kim jest, z całym dobrodziejstwem inwentarza, bogactwem dokonań i porażek. Ostatni rzut kamery na postać Drapera, który, praktykując jogę, po raz pierwszy od lat w końcu chwyta moment, w którym obecnie się znajduje, i odrywa się od szalonego tempa życia, jest według mnie idealnym zwieńczeniem tej historii.

Advertisement

Kulturoznawca, pasjonat kultury popularnej, w szczególności filmów, seriali, gier komputerowych i komiksów. Lubi odlatywać w nieznane, fantastyczne rejony, za sprawą fascynacji science fiction. Zawodowo jednak częściej spogląda w przeszłość, dzięki pracy jako specjalista od promocji w muzeum, badający tajemnice początków kinematografii. Jego ulubiony film to "Matrix", bo łączy dwie dziedziny bliskie jego sercu – religię i sztuki walki.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *