search
REKLAMA
Seriale TV

30 SREBRNIKÓW. Recenzja wyjątkowego serialu od HBO

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

1 lutego 2021

REKLAMA

Każdy, kto choć raz miał styczność z produkcjami Álexa de la Iglesi, wie, że po tym reżyserze można się spodziewać praktycznie wszystkiego. Nie inaczej jest w przypadku 30 srebrników, czyli serialu, który de la Iglesia zrobił we współpracy z HBO. Jest to bez wątpienia totalna jazda bez trzymanki, przypominająca momentami Martwe zło, ze spokojniejszymi odcinkami zgłębiającymi naturę zła oraz historię bohaterów i finałem zdolnym przyprawić o zawrót głowy.

Fabuła skupia się na ojcu Vergarze, byłym egzorcyście, który zostaje zesłany na hiszpańską prowincję. Od momentu jego przybycia w miasteczku zaczynają dziać się coraz dziwniejsze rzeczy. Burmistrz Paco oraz Elena, miejscowa weterynarka, łączą siły, by dowiedzieć się, kto, a może co, stoi za tragicznymi wydarzeniami w ich mieście oraz jaki udział ma w tym Vergara i tajemnicza moneta. By odkryć prawdę, będą musieli stawić czoła coraz to dziwniejszym wyzwaniom, w tym walczyć z demonami prosto z piekła rodem.

Dla fanów kina klasy Z, Martwego zła oraz czarnego jak smoła humoru to idealna wręcz propozycja na spędzenie weekendu. Dialogi są ostre jak brzytwa, bohaterowie zdeterminowani, a sam ksiądz Vergara nie raz, nie dwa udowodni, że nikt z nim nie zadziera, nawet demony. To z jednej strony niewątpliwa zaleta serialu, ale z drugiej wada, bo nie każdemu widzowi styl ten przypadnie do gustu. Do tego krew leje się strumieniami, na ekranie pojawiają się kolejne trupy, a dziwaczne dziecko z pierwszego odcinka to tylko bajeczka w porównaniu z tym, co dzieje się w kolejnych. Dlatego – mimo iż całość ogląda się fantastycznie – trzeba mieć na uwadze, że produkcja spodoba się wyłącznie wybranej grupie osób.

Hiszpański reżyser jak nikt inny potrafi stworzyć idealnie otwarcie, czy to filmu, czy serialu, jak ma to miejsce w przypadku 30 srebrników. Przykładowo w jednym z jego filmów – Wiedźmy z Zugarramurdi – mężczyźni przebrani za Jesusa, Spongeboba oraz Niewidzialnego Człowieka próbują obrabować jubilera, a w tym czasie jeden z nich pilnuje małoletniego syna, który także bierze udział w napadzie. Jeżeli chodzi o propozycję od HBO, całość zaczyna się w momencie, gdy mężczyzna włamuje się do banku, a próba jego zastrzelenia przez ochroniarzy kończy się na niczym, jakby kule w ogóle się go nie imały. Mężczyzna umiera dopiero w samochodzie, gdy tajemniczy ksiądz zdejmuje z niego naszyjnik.

Kolejne otwarcie to scena związana z napisami początkowymi. To ciekawa czołówka, zrobiona w klasycznym dla reżysera stylu. Mamy więc makabrę, groteskę, kicz wymieszane razem i przyciągające uwagę widza już od samego początku. Są dramatyczne rozbryzgi krwi, dobra ścieżka dźwiękowa i zmanieryzowane zachowanie groteskowo ukazanych postaci, które mrożą krew w żyłach, a wszystko to przeplatane jest ostatnimi minutami życia Judasza, który po zdradzie Jezusa wiesza się na drzewie.

Śledząc karierę reżysera, można dojść do wniosku, że wszystko, co robił, prowadziło do tego momentu. To jedyny w swoim rodzaju świat, gdzie tajne stowarzyszenia są na porządku dziennym, a biblijny chaos to jedyne, czego możemy być pewni. Mamy więc obraz Kościoła, który walczy ze złem, nie dostrzegając, że zakradło się ono do jego domu i tam sieje spustoszenie. Można by nawet rzec, że historie czy to Eleny, czy Paco, czy samego Watykanu i tajnego zgromadzenia są niczym żywcem wyjęte z południowoamerykańskiej telenoweli. A to tylko sprawia, że z oglądania całości ma się dodatkową frajdę.

Oczywiście dla czepialskiego widza nic, co zostało wykorzystane i przedstawione w serialu, nie stanowi żadnego novum. Ale z drugiej strony nawiązania do dobrze znanych klisz i ich wykrzywianie sprawia, że produkcję ogląda się z dużym zainteresowaniem. Sam Vergara, czyli bohater o tajemniczej przeszłości, który pali papierosy jak smok, a przy okazji jest bokserem trzymającym w szafie mały arsenał broni, jest niczym wyświechtany frazes. Ale nie tylko on wpisuje się w konwencję. Od samego początku wiadomo, że główni bohaterowie muszą być razem, że żona Paco to potencjalny materiał na wariatkę, a religijna konspiracja swoimi mackami sięga tak głęboko, iż tylko osoby wtajemniczone zdają sobie z tego sprawę. Mamy więc pasję, korupcję, miłość, nienawiść. Praktycznie wszystko sprawia, że wydaje się, iż jeszcze chwila, a świat stworzony przez reżysera runie pod naporem zapożyczeń. Ale to jednocześnie siła tej produkcji, która bawi się znanymi motywami, wykrzywiając je w tak szyderczy sposób, że nie dają o sobie zapomnieć aż do wielkiego finału.

Najbardziej urzekł mnie chyba motyw złowieszczych duchownych, którzy próbują zebrać tytułowe 30 srebrników. Ciekawe jest bowiem zagadnienie, które de la Iglesia eksploruje na przestrzeni kolejnych odcinków: czy dobro nie może istnieć bez zła. A dokładniej, czy dobro w ogóle by istniało, gdyby nie przerażające rzeczy, które można zestawić z ludzką empatią oraz bezinteresownością. Jest to jeden z ciekawszych motywów w serialu, a w dodatku nie dostarcza on widzowi żadnych jednoznacznych odpowiedzi. To także zwrócenie uwagi, że każdy z nas nosi w sobie sekret, który tylko czeka na to, by ujrzał światło dzienne.

Bardzo podobało mi się, że twórcy raz a dobrze postanowili uporać się z kwestią machismo oraz tego, że współczesne kobiety bardzo często stają się przedmiotem tzw. gaslightingu (czyli formy psychicznej manipulacji, w której zasiane zostają w kimś wątpliwości co do jego stabilności emocjonalnej i zdrowia psychicznego). Początkowo mieszkańcy miasteczka umniejszają osobę Eleny przez to, że jej mąż zaginął. Większość twierdzi, że to jej wina, a ona sama jest szalona. W rezultacie wiele osób nie traktuje poważnie tego, co mówi, podczas gdy reszta odrzuca ją całkowicie jako członka społeczności. W końcu okazuje się, iż konserwatywna i plotkarska społeczność małego miasteczka potrafi być równie niebezpieczna co potwory z innego świata.

W mojej opinii serial 30 srebrników to dzieło ciekawe, unikatowe, zapadające w pamięć. Chociaż reżyser chyba nie czuje się w serialu tak pewnie jak w formie filmu, to jednak widać, że jego dzieło jest przemyślane od początku do końca. Produkcja jest wciągająca i niesamowicie pokręcona. Jeżeli ktoś jest fanem tego typu klimatów, pokocha produkcję HBO od pierwszego wejrzenia, dla innych jednak może to być wyboista droga nie do pokonania.

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

Gracja Grzegorczyk-Tokarska

Chociaż docenia żelazny kanon kina, bardziej interesuje ją poszukiwanie takich filmów, które są już niepopularne i zapomniane. Wielka fanka kina klasy Z oraz Sherlocka Holmesa. Na co dzień uczestniczka seminarium doktoranckiego (Kulturoznawstwo), która marzy by zostać żoną Davida Lyncha.

zobacz inne artykuły >>>

REKLAMA