Connect with us

Publicystyka filmowa

POZOSTAWIENI. Koniec jest bliski…

Na podsumowanie przyjdzie jeszcze czas, ale w przededniu premiery trzeciego sezonu, werdykt może być tylko jeden: arcydzieło

Published

on

Jeszcze pięć dni. W poniedziałek (a w Stanach Zjednoczonych już w niedzielę) Pozostawieni rozpoczną swoją ostatnią podróż. Osiem przesiąkniętych ludzkim dramatem i nieprzeniknioną jak dotąd zagadką boskiej (?) interwencji odcinków. Odcinków, które koniecznie trzeba zobaczyć.

Advertisement

Wiedzieliście, że poważne seriale się nie sprzedają? Zaraz pewnie przytoczycie przykład Breaking Bad czy ostatniego hitu HBO – Wielkich kłamstewek, ale nie. One też się nie sprzedają, a ich oglądalność* nie jest w stanie przebić Kuchennych rewolucji. O wynikach Na dobre i na złe czy M jak miłość w ogóle mogą pomarzyć! Oczywiście porównanie nie ma wielkiego sensu, ponieważ dane na temat oglądalności amerykańskich produkcji dotyczą zazwyczaj tylko ich rodzimego rynku.

W skali światowej osiągają pewnie kilkanaście, a może i kilkadziesiąt milionów, ale wśród amerykańskiej widowni lawirują gdzieś między jednym a dwoma marnymi milionami na odcinek. Wspomniane Breaking Bad dopiero w ostatnim, piątym sezonie podskoczyło ponad tę poprzeczkę! A mówię o tym tylko i wyłącznie dlatego, że – z całym szacunkiem dla BB – w przyszłym tygodniu wystartuje trzeci i ostatni już sezon Pozostawionych – najambitniejszego (oczywiście jest to moje subiektywne zdanie) serialu w historii telewizji.

Advertisement

W gruncie rzeczy nie ma się czemu dziwić. Telewizja od zawsze pełni funkcję rozrywkową, więc poważniejsze produkcje po prostu nie leżą w interesie decydentów. Z góry wiadomo, że nie ma nic lepszego niż sitcom, od czasu do czasu jakaś opera mydlana. W ostateczności seriale kostiumowe, ocierające się o fantasy. Dramat się nie sprzedaje. I właśnie dlatego tak ważne są wielkie spółki medialne, które mogą sobie pozwolić na eksperymenty. HBO jest tu prekursorem, a zarazem największym dostawcą tego typu produkcji. I pozostaje im tylko podziękować, że po fatalnym (pod względem oglądalności) drugim sezonie Pozostawionych, pozwolili Damonowi Lindelofowi na zamknięcie tej historii.

Religijni ateiści…

Pozostawieni to bestsellerowa powieść Toma Perrotty, wydana pod koniec 2011 roku. A ponieważ branża filmowa lubi jego twórczość (nominacje do Oscarów za najlepszy scenariusz adaptowany w 2000 – Wybory – i 2007 roku – Małe dzieci), nie trzeba było długo czekać na reakcję – serial trafił na antenę HBO po niespełna trzech latach od premiery książki. Na dodatek projekt przydzielono jednemu z topowych obecnie scenarzystów – Damonowi Lindelofowi (Zagubieni, Prometeusz, Kraina jutra).

Advertisement

Co się stanie, gdy nagle znikną tysiące ludzi? Znikną tak po prostu, nie wydarzy się katastrofa, nie będzie żadnego wypadku ani mordercy szaleńca? Jak poradzą sobie z tym ci, którzy pozostali?

Te dwa zdania pochodzą od wydawcy książki. I nie wiem, na ile zainteresowały one osoby nie znające jeszcze Pozostawionych – nie zdziwię się, jeśli na pierwszy rzut oka wydało się to tandetne. Ale uwierzcie – nie jest.

Advertisement

_______________

*Dane dotyczą amerykańskiego audytorium.

Advertisement

Pozostawieni to wielowarstwowa historia, w której samo zniknięcie dwóch procent ludzkości jest zaledwie pretekstem do rozważań nad międzyludzkimi zależnościami i kondycją społeczeństwa. Jak w swojej recenzji napisał jeden z dziennikarzy gazety „Seatlle Times”: „Perrotta łączy absurdalne okoliczności i pełnych autentyzmu bohaterów, by uzyskać tętniący życiem opis tego, w co wierzymy, co się dla nas najbardziej liczy i w jaki sposób udaje nam się iść dalej”. I tak to właśnie jest. Widzimy, jak ludzie starają się sobie radzić z odejściem, nie mając pojęcia, czy było ono „Porwaniem Kościoła” (chrześcijańska doktryna sugerująca ponowne przyjście Jezusa), czy też czymś zupełnie niezwiązanym z wiarą.

Gorliwie wierzący z zazdrością myślą o tych, którzy zniknęli i starają się udowodnić, że to nie mogło być Porwanie Kościoła, ponieważ te osoby nie zasłużyły na nie. Ludzie, którzy wcześniej zupełnie nie wierzyli, nagle zaczynają dołączać do mnożących się sekt. A gdzieś między nimi pozostają szarzy obywatele, próbujący jakoś uporać się z tym traumatycznym wydarzeniem.

Advertisement

Trzeba mieć jaja…

Oglądałem serial, czytałem książkę (w tej kolejności, co może zaważyć na mojej ocenie) i nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że choć powieść jest naprawdę dobra, nie umywa się do adaptacji!

W obu przypadkach historia wyraźnie dzieli się na dwa główne wątki: Kevina Garveya (Justin Theroux) i Nory Durst (Carrie Coon) oraz kilka mniejszych, dotyczących Jill Garvey (Margaret Qualley), Toma Garveya (Chris Zylka) i Winnych Pozostałych (sekta, główni antagoniści). Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego ten pierwszy, będący głównym bohaterem w obu wersjach, został „przebranżowiony”.

Advertisement

Z milionera, byłego przedsiębiorcy, a obecnie burmistrza Mapleton w stanie Nowy Jork (książka), na komendanta tamtejszej policji (serial). Nie wydaje mi się, by zmiana ta miała jakikolwiek wpływ na całą resztę fabuły. Oczywiście to nie jedyna różnica między materiałem źródłowym a tym, co zobaczyliśmy na antenie HBO, ale zdecydowanie jedna z najbardziej rzucających się w oczy. W najczystszej postaci ostał się tu Tom, syn Kevina.

Pomijając nieścisłości, serial znacznie bardziej uwydatnił historie poboczne, inne postaci nagle dostały dużo więcej czasu, niż miało to miejsce w książce – co z kolei oznaczało, że ich rola także się zmieniła. Tak czy inaczej, wszystko działo się pod bacznym okiem autora pierwowzoru. I właśnie dlatego sądzę, że trzeba mieć jaja, by zrobić to, co Tom Perrotta. Przecież mógł sprzedać prawa i mieć w nosie, co się z tym stanie – ale nie. On postanowił uczestniczyć w pracach nad serialem, godząc się jednocześnie z tym, że Damon Lindelof robi to lepiej. Wynosi książkową historię na wyżyny. Jeśli nie chcecie wierzyć mi na słowo – przeczytajcie książkę, a potem obejrzyjcie pierwszy sezon serialu. Kolejne dwa są bowiem zupełnie wolną twórczością obu panów.

Advertisement

Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego kontynuacja tak genialnego tytułu miała o połowę mniejszą widownię**? Mam nadzieję, że nie chodziło wyłącznie o zmianę czołówki, gdzie świetną kompozycję Maxa Richtera zastąpiono utworem country…

Advertisement

O ile pierwszy sezon to na wskroś ludzka historia i – podobnie jak w powieści – studium społecznych zachowań w sytuacji kryzysowej, drugi zaczyna podążać w stronę motywu Porwania Kościoła. Trafiamy do miasteczka Jarden w Teksasie, które jako jedyne zostało ominięte przez niewyjaśnione zjawisko z 14 października. Znów możemy obserwować ludzi i ich walkę o przetrwanie, jednak znacznie więcej miejsca poświęcono tu kwestii wiary, jednocześnie sugerując, że nasz główny bohater jest w tej opowieści postacią kluczową. Trzeci sezon (co sugeruje trailer) jeszcze to pogłębia, nawet mimo ucieczki kilkanaście tysięcy kilometrów od domu. Przenosimy się bowiem do Australii.

Koniec jest bliski…

Zgodnie z wiarą protestancką, Porwanie Kościoła jest pierwszym etapem powtórnego przyjścia Zbawiciela. Porwani zostają ludzie zbawieni, resztę czeka okres „ucisku”, po którym Chrystus ponownie zstąpi na Ziemię i zawładnie „Tysiącletnim Królestwem”, u którego kresu czeka nas Sąd Ostateczny. Tyle teologicznych formułek, będących podstawą dalszych losów bohaterów Pozostawionych.

Advertisement

O tym, że finał będzie „z pompą” i długo nie będziemy mogli o nim zapomnieć, zapewniają zarówno twórcy, jak i aktorzy. Sam trailer także wprowadza nas w sytuację słowami: „w siódmą rocznicę nagłego odejścia*** nadejdą deszcze i nastąpi potop„, wypowiadanymi w rytm S.O.S ABBY. Warto zauważyć, że mówi to Garvey senior (Scott Glenn) – pokazywany w serialu jako wariat-profeta, który balansuje na krawędzi między słyszeniem głosu Boga a pospolitym szaleństwem (a my nadal nie wiemy, jak jest naprawdę). Dalej słyszymy, jak zwraca się do syna: „Jesteś jedyną osobą, która może temu zapobiec”.

I akcja się nakręca. Nie można pominąć też Nory, która najwidoczniej znów zaczyna wariować; Laurie Garvey (Amy Brenneman), chcącej wrócić do „żywych” po opuszczeniu sekty, ani tym bardziej o podstępnej Meg (Liv Tyler), która przejęła dowodzenie nad „oddziałami” Winnych Pozostałych.

Advertisement

https://www.youtube.com/watch?v=eSE2yst0BB4

Jak będzie? Przekonamy się w ciągu najbliższych dziewięciu tygodni. Mam wrażenie, że nie da się tego spartolić, nawet najgłupszym z możliwych zwrotów akcji. Zresztą skoro inne postaci już w zwiastunach mają Kevina za zbawiciela, chyba nikt się nie łudzi, że naprawdę tak to się zakończy. Osobiście uważam, że namieszać powinna kontynuacja wątku świętego Wayne’a, ale w tym momencie wiadomo tylko jedno: koniec jest bliski. I oby zapewnił nam doznania, które – jak na tragedię przystało – śmiało będzie można porównać do katharsis.

Advertisement

_______________

**Średnio siedemset pięćdziesiąt tysięcy widzów na odcinek, podczas pierwszego sezonu od półtora do dwóch milionów.

Advertisement

*** Termin zamienny z Porwaniem Kościoła, ale nie aż tak religijnie nacechowany.

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement
Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *