Connect with us

Publicystyka filmowa

FILMOWE MECHY. Przegląd

FILMOWE MECHY to ekscytujący przegląd humanoidalnych robotów, które zawładnęły kinem, od anime po klasyki sci-fi. Odkryj ich fascynujący świat!

Published

on

FILMOWE MECHY. Przegląd

Mecha wywodzi się z japońskiego meka i oznacza duże, najczęściej humanoidalne roboty, głównie bojowe, sterowane zdalnie lub autonomiczne przez umieszczonego w ich wnętrzu pilota. W anime i mandze mamy do czynienia z całym podgatunkiem filmów/seriali oscylujących wokół tych urządzeń. Ale i poza nimi oraz innymi seriami w całości opartymi na różnorakich mechach (jak japońskie Godzille czy Power Rangers, które tym samym tu pominiemy) potrafią czasem zaistnieć, nierzadko stanowiąc główną atrakcję widowiska. Poniżej przegląd najciekawszych mechów dużego ekranu.

Advertisement

Obcy: Decydujące starcie – ŁADOWARKA

Zaczynamy od małej rozgrzewki, bowiem urządzeniu z filmu Jamesa Camerona bliżej jest do wózka widłowego niż do pełnoprawnego mecha. Choć, jak udowodniła porucznik Ripley, można ładowarki użyć w celach bojowych, generalnie służy ona do… ładowania. Twardy to jednak kawałek stali, w dodatku zmechanizowany i sterowany przez siedzącego w środku „pilota”, zatem spełnia podstawowe wymagania.

W akcji także sprawdza się bez problemu, a efektu jego ogólnej fajności nie psuje nawet brak nie tyle sensownego pancerza, co w ogóle obudowy, która jakkolwiek chroniłaby operatora maszyny. Trzeba również przyznać, że ze wszystkich fantastycznych przykładów tego typu temu najbliżej do rzeczywistości, a co za tym idzie, wcielenia w życie.

Advertisement

Niesamowity Spider-Man 2 – RHINO

Tak zwany egzoszkielet to oczywiście dzieło firmy Oscorp, która złożyła go z sowieckiej maszynerii wojskowej z lat 80. Zmodyfikowany przez używającego go przeciw Spider-Manowi Alekseia Sytsevicha trzytonowy twór jest ciężko zbrojony, posiada karabiny maszynowe i wyrzutnię rakiet oraz oczywiście potężny, zaostrzony róg, którym można dodatkowo przebić przeciwnika.

Poza tym składa się, mogąc operować zarówno na dwóch, jak i czterech nogach. Wygląd oparto nieco o zbroję Alexandra O’Hirna z serii Ultimate, gdzie R.H.I.N.O. to skrót od Robotism Heuristic Intelligence Navigable Operative.

Advertisement

Avatar – AMP

Kolejny twór Camerona to w sumie taka rozbudowana, autentycznie bojowa wersja ładowarki. A skoro tak, to posiada już nie tylko szczelny pancerz, kokpit czy własny zapas tlenu oraz bardziej zaawansowane funkcje, ale i broń, na czele z potężną, ponad dwumetrową i zwieńczoną ostrzem giwerą GAU-90 (choć w zestawie jest też osobny, równie duży nóż, który waży – bagatela! – 34 kilo).

 Amplified Mobility Platform – bo tak brzmi pełna nazwa mecha – to twór Mitsubishi. Mimo wagi godnej małego czołgu pozostaje całkiem sprawnym i gibkim urządzonkiem, umożliwiającym operowanie również innymi maszynami. Jest w stanie podnieść pół tony materiału i reaguje na dotyk operatora, jego ruchy. Na’vi wołają na niego „chodząca tarcza”.

Advertisement

Dystrykt 9 – PRAWN MECH

Czterometrowy, dwutonowy egzoszkielet obcych – obecny w nieco surowszej formie także w krótkometrażówce Alive in Joburg – to potrafiący działać samoistnie mech, który reaguje na DNA użytkownika, niemal dokumentnie się z nim scalając (ludzie nie mogą go zatem obsługiwać). Ciężkozbrojna maszyna posiada w swym orężu między innymi karabin ARC zwany Mulczerem, karabin maszynowy, wyrzutnię pocisków i ostrze pod napięciem, którym można kogoś usmażyć – a do obrony służy mu pole telekinetyczne, które potrafi odbijać pociski tak, że te wracają bezpośrednio w stronę strzelającego. Słowem twarde, ale nie niezniszczalne cacko (o czym zresztą dosadnie przekonuje nas film).

Frankenstein’s Army – MECH

Właściwie powinien być to swoisty bonus, bowiem nie widzimy go ani razu w akcji. Ba! Nasuwający skojarzenia z amerykańskim wyposażeniem z czasów II wojny światowej (przyozdobiony został wszak ichnią gwiazdą), zielony mech pojawia się w całym filmie tylko raz, na zasadzie ubarwienia tła. Ale nawet w stanie spoczynku, wisząc radośnie na łańcuchach i czekając na lepsze czasy, prezentuje się niesamowicie.

Advertisement

Wyobraźnię pobudza tu zarówno para wielolufowych dział sporego kalibru, jak i rażący pustką kokpit à la Sokół Millennium. A klimaciku dodaje surowe wykończenie, jakby stworzone metodą chałupniczą (i zważywszy na skromny budżet filmu, tak też zapewne było).

Robocop 2 – CAINE

Mech, który w pierwszej kolejności służy jako zamknięty magazyn dla mózgu przestępcy. Zbudowany wzorem Robo i zaprezentowany jako jego druga, większa, bardziej zaawansowana i potężniejsza wersja. Paradoksalnie jednak w niczym nie przypomina dobrodusznego Murphy’ego – i nie chodzi jedynie o intencje. Pokraczna, złożona jakby na kolanie maszyna wygląda bardziej jak twór pijanego mechanika, niż potencjalny stróż prawa i porządku.

Advertisement

Caine zresztą szybko buntuje się przeciw swoim stwórcom. A ma czym, gdyż zapewniono mu nie tylko pokaźny pancerz, ale i metalowe pazury, miniguna, działko szturmowe, swoisty taran oraz palnik. Co śmieszniejsze, Cain zasilany jest… narkotykami. Szaleństwo!

Sucker Punch – BUNNY MECH

Sześciotonowy, wysoki na pięć metrów i uzbrojony jedynie w miniguna M134 oraz działko automatyczne mech ma tylko jedno zadanie: zabijać nazistów (porucznik Aldo Raine byłby dumny). I trzeba przyznać, że odpowiednio opancerzona, przyozdobiona uśmiechniętą króliczą mordką, potrafiąca także latać (!) maszyna – a raczej siedząca w jej wnętrzu słodziutka Amber – wywiązuje się z tego zadania z nawiązką, nawet jeśli czyni to tylko w świecie fantazji kilku psiapsiółek. Co ciekawe, na jednym z boków mecha widnieje numer 5, co pozwala przypuszczać, że nawet w wyobraźni zaczyna się od zera.

Advertisement

Matrix: Rewolucje – APU

Armored Personnel Unit, czyli nastawiona jedynie na walkę jednostka pancerna pojawia się już na dalekim tle w drugiej części Matrixa (a później w Animatrixie widać ich prototypy). Dopiero jednak w zwieńczeniu trylogii dostaje swoje pięć minut. Przypominający pod wieloma względami ładowarkę z Aliens twór oparto o prostą hydraulikę i pozbawiono jakichkolwiek osłon, a sterowany jest ręcznie za pomocą prymitywnego pulpitu.

 Minimalizm jest jednak jego atutem, a główną kartą przetargową dwa potężne, umieszczone na pokaźnych, metalowych ramionach 30mm działka o sporej sile rażenia. Niestety, aby je załadować, potrzebna jest druga osoba, co na polu walki wprowadza dodatkowy element ryzyka. Dlatego też APU najlepiej sprawdzają się w grupach.

Advertisement

Iron Man – IRON MONGER

Żelazne bydlę, które powstało do zgładzenia Iron Mana, jest z oczywistych względów większe, potężniejsze i cięższe od niego (acz posiadające wiele podobnych elementów, na czele z służącym za źródło energii reaktorem łukowym). Choć design i toporność wykończenia nie należą do jego mocnych stron, nadrabia dużą odpornością na atak oraz solidnym uzbrojeniem, na które składają się – a jakże! – minigun, granatnik, wyrzutnia rakiet oraz paralizator.

Co gorsza, ten gigant jest w stanie także wznieść się bez problemu w powietrze za pomocą butów rakietowych i stabilizatora lotu – szczęśliwie większe wysokości mu nie służą. Podobnie jak jego właściciel, mech ten jest całkowicie łysy.

Advertisement

Avengers: Czas Ultrona – HULKBUSTER

Generalnie większość modeli Tony’ego Starka to po prostu zbroje z gadżetami. Dopiero potężny, ważący tonę Hulkbuster – którego nazwa mówi wszystko o jego przeznaczeniu – podpada pod pełnoprawnego mecha. Olbrzymie gabaryty oraz moc, solidne zbrojenie, repulsory, wyrzutnie pocisków, hydrauliczna pięść oraz możliwość zdalnego uzupełniania części i dozbrajania na bieżąco to jego główne karty przetargowe.

Kolejnym plusem jest fakt, że steruje nim tak naprawdę potrafiąca się uczyć sztuczna inteligencja. Bo fakt, że potrafi też latać i posiada wszelkie tricki „zwykłych” Iron Manów, to oczywistość. Dostępny w gustownym kolorze czerwonym z pozłacanymi łączeniami.

Advertisement

seria Gwiezdne wojny – AT-AT i AT-ST

Pod wieloma względami bardziej po prostu kroczące maszyny bojowe, niż mechy, ale posiadające wyraźne cechy obu. Duże, ociężałe i przez to być może także trochę pokraczne, przypominające słonie lub dinozaury urządzenia to kluczowa broń Imperium w naziemnych starciach. All Terrain Armored Transporter, czyli Uniwersalny Lądowy Transporter OpancerzonyAll Terrain Scout Transport (Uniwersalny Lądowy Transporter Zwiadowczy – ULTO i ULTZ brzmią w tym wypadku jednak niezwykle słabo) liczą sobie do trzech osób załogi, choć ten pierwszy przewozić mogą do 40.

Każdy z nich ma po dwa działa laserowe o różnej sile rażenia, a AT-ST także granatnik. Razem są niezwykle skuteczne i potrafią budzić grozę. Ich starszym, mniejszym – i w sumie bardziej pasującym do zestawienia, gdyż mieszczącym tylko jedną osobę – bratem jest pamiętający jeszcze Wojny klonów Uniwersalny Lądowy Transporter Rozpoznawczy, czyli AT-RT (All Terrain Recon Transport).

Advertisement

9 – BEHEMOTHY

Te maszyny widzimy w sumie głównie w czarno-białych, kronikarskich retrospekcjach, w których bardzo przypominają wyglądem dokonania Marsjan z Wojny światów (patrz niżej). Mimo jednej nogi mniej poruszają się zresztą podobnie, także ich zadanie polega na tym samym – eksterminacji. Stworzone przez ludzi stały się ich przekleństwem, doprowadzając do zagłady gatunku.

Mimo niepozornego wyglądu te wysokie na trzydzieści stóp stalowe potwory są całkiem mocne (z materiałów okołofilmowych można dowiedzieć się między innymi, że potrafią przekroczyć ocean), potrafią być także szybkie. Uzbrojone są w duże karabiny maszynowe i bomby gazowe.

Advertisement

Robot Jox – MATSUMOTO i KOBALEVSKY

Kultowiec ery VHS w teorii oferuje to, co tygryski lubią najbardziej, czyli walki wielkich, sterowanych robotów. Jak na spóźnione dziecko zimnej wojny przystało, bazuje oczywiście na konflikcie dwóch mocarstw – (w domyśle) USA i ZSRR. Ten pierwszy kraj reprezentuje, o dziwo, typ o iście japońskiej nazwie Matsumoto, numer 14 – dwugłowy, dwustutonowy i wysoki na 18 metrów mech, który bez problemu potrafi wzbić się w powietrze, ale kiepsko u niego z manewrami na polu bitwy. Uzbrojony w aż cztery lasery, wyrzutnie rakiet, piłę łańcuchową, rodzaj palnika i flary. Może także przybrać tryb czołgu (sic!).

Jego przeciwnikiem jest Kobalevsky w aż trzech wersjach: 41, 42, 43 – każda kolejna oczywiście odpowiednio dopakowana śmiercionośnymi gadżetami, od piły tarczowej przez standardowe działa i pociski dalekiego zasięgu, a na hydraulicznych pięściach skończywszy. Ostatni model otrzymał także dodatkowe odnóża. Rozmiarowo podobne do przeciwnika, tak jak i on na ziemi są raczej powolne, choć twarde.

Advertisement

W tym miejscu warto także wspomnieć o Wojnach robotów – późniejszy o trzy lata film reklamowano jako sequel Robota Joxa, do którego jest zresztą bardzo podobny. W nim to humanoidalny rupieć o nazwie MEGA-1 mierzy się z przypominającym skorpiona MRAS-2.

Wojna światów (2005) – TRÓJNOGI

Trójnogie trójnogi to jedyni tutaj reprezentanci obcej rasy, a zatem na jej fizjonomii wzorowani. Stąd właśnie trzy nogi, łapiące delikwentów macki oraz trójkątne „głowy”, które – w zależności od ekranizacji książki Wellsa i twórczych zapędów – przechodziły odpowiednią metamorfozę. Jakkolwiek największe wrażenie robią właśnie sześćdziesięciotonowe, wysokie na dwadzieścia metrów maszyny z filmu Spielberga.

Advertisement

Śmiercionośne – strzelają rodzajem laserowych promieni dezintegrujących w mgnieniu oka; głośne – trąbią dosadnie niczym nasterydowane słonie w rui; i wytrzymałe – chronione polem siłowym, którego ziemska broń nie jest w stanie spenetrować. Słowem: koszmar wojskowych.

Wolverine – SREBRNY SAMURAJ

Ciekawy przypadek, bo służący przede wszystkim do… podtrzymywania życia swego pana, Ichirō Yashidy. Stworzony w całości z adamantium – czyli dokładnie tego samego materiału, z którego zrobione są szpony i szkielet Logana aka Rosomaka – zatem praktycznie niezniszczalny. Uzbrojony w dwie podgrzewane energią katany „strój” posiada w środku system mogący leczyć rany, a nawet przedłużyć żywot za pomocą kriogeniki.

Advertisement

Zwiększa oczywiście także siłę osoby siedzącej wewnątrz. A jakby tego było mało, ten dwumetrowy egzoszkielet ma wbudowany także mechanizm do wysysania materiału biologicznego mutantów, ergo przechwytywania ich mocy. Tylko Netflixa zabrakło…

Pacific Rim – JAEGERY

Cherno AlphaCoyote Tango, Crimson TyphoonGipsy DangerStriker Eureka – to nazwy poszczególnych jednostek, które pojawiają się na ekranie. Każda z nich inna, bo też i reprezentująca odrębny naród. Ale każda potężny, ogromna (dwie największe – japońska i rosyjska – osiągają po 85 metrów wysokości i ważą ponad dwa tysiące ton), posiadająca wiele atutów, niekiedy ukrytych, oraz solidne arsenały broni różnego sortu.

Advertisement

Ich jedynymi minusami wydają się być względna powolność oraz możliwość napromieniowania pilotów. Tych ostatnich dobiera się dwójkami lub okazjonalnie trójkami, na zasadzie pełnego sprzężenia neurologicznego, co w momencie śmierci jednego z nich także stanowi poważne zagrożenie dla pozostałych. Co oczywiście nie zmienia faktu, że dalej pozostają mokrym snem każdego dużego chłopca.

Oczywiście zachęcam do odpowiedniego rozszerzenia tej listy w komentarzach. 

Advertisement

PS. Tekst z pozdrowieniami dla Duxa

korekta: Kornelia Farynowska

Advertisement

KINO - potężne narzędzie, które pochłaniam, jem, żrę, delektuję się. Często skuszając się jeno tymi najulubieńszymi, których wszystkich wymienić nie sposób, a czasem dosłownie wszystkim. W kinie szukam przede wszystkim magii i "tego czegoś", co pozwala zapomnieć o sobie samym i szarej codzienności, a jednocześnie wyczula na pewne sprawy nas otaczające. Bo jeśli w kinie nie ma emocji, to nie ma w nim miejsca dla człowieka - zostaje półprodukt, który pożera się wraz z popcornem, a potem wydala równie gładko. Dlatego też najbardziej cenię twórców, którzy potrafią zawrzeć w swym dziele kawałek serca i pasji - takich, dla których robienie filmów to nie jest zwykły zawód, a niezwykła przygoda, która znosi wszelkie bariery, odkrywa kolejne lądy i poszerza horyzonty, dając upust wyobraźni.

Advertisement
Kliknij, żeby skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *