MAD MAX: Religia i kobiety na drodze gniewu | FILM.ORG.PL

Religia i kobiety na drodze gniewu








Jakub Piwoński
29.05.2015


Zachwytów nad nową odsłoną przygód szalonego Maxa nie brakuje. Nie wypada mi się do nich nie przyłączyć – to jedno z bardziej intensywnych kinowych przeżyć, jakich dane mi było doświadczyć w ostatnich latach. Serce nie przestawało szybko bić jeszcze długo po zakończeniu seansu. Charakter Na drodze gniewu najlepiej oddaje porównanie mojego przedmówcy, Filipa Jalowskiego, który w swojej recenzji filmu prawi, iż „przy nowej wizji Millera stare Mad Maxy wyglądają jak niewinna zabawa resorakami”. I jest to na tyle wymowne stwierdzenie, iż wiele więcej się w tej kwestii dodać nie da. Ale pochylając lupę nad kliszą, dostrzegłem nader intrygujące zagadnienia przemycane do tego widowiska i z równym powodzeniem wyróżniające go na tle swych poprzedników.

Fabuła sama w sobie nie jest oryginalna, co raczej nie zaskakuje. Jest też pretekstowa, bo jej podstawowym zadaniem jest odpowiednie umotywowanie działań bohaterów i wpuszczenie ich w wir wartkiej akcji. Nie wypada jednak uznać tego za zarzut, i to w kontekście któregokolwiek z Mad Maksów.

MadMax-FuryRoad-ImmortanJoe

Filmy tej serii nigdy nie pretendowały do bycia czymś więcej niż wysokooktanową rozrywką, z dynamicznie poprowadzoną wizją świata przedstawionego.

Nie starały się także przeskoczyć przesłania płynącego z samej istoty gatunku, który reprezentowały. I w tym według mnie tkwi siła serii Mad Max: w prostocie, wiele nie obiecującej, ale nic mniej nie dającej; w prostocie skrywającej w sobie drugie dno. Za jej sprawą podczas każdego z seansów w przerwach pomiędzy kolejnymi pościgami mogliśmy ulec refleksji nad stanem współczesnego świata i kierunkami, jakie obiera. A nie napawały one optymizmem. Wyłania się z nich dążenie do samodestrukcji, stopniowe uleganie moralnej deprawacji i świadomie wyzbywanie się resztek nadziei. I świata tego plastyczne odzwierciedlenie miało nas fascynować i przerażać zarazem. Miało cieszyć oko i budzić podskórną trwogę. Widmo apokalipsy nie jest przecież takie wcale wydumane. Rodzi się więc pytanie: czy da się zatrzymać ten pochód szaleństwa?

Czwarta część przygód Maxa Rocatanskiego wyraźnie jedzie po śladach pierwotnej trylogii. Zresztą liczba nawiązań do poprzednich odsłon jest imponująca (na szybko: karzeł, uciekająca ciężarówka z benzyną, dubeltówka, główny wróg ukryty za maską). Ale Miller czyniąc to nie podrabia sam siebie, a raczej wykorzystuje najlepsze doświadczenia, najbardziej trafione patenty i zbierając to w całość, przekuwa w nową jakość. Wbrew pozorom dodaje także wiele nowego. Bo to niby ten sam świat, ale to niuanse decydują o jego wyjątkowości.

8knsnij

W żadnej poprzedniej części nie położono tak wyraźnego nacisku na aspekty religijne świata przedstawionego.

Biorąc pod uwagę, że jest to świat po katastrofie, należy uznać całkiem rozmyślnie, iż resetowi uległo w nim wiele odwiecznych, kulturowych elementów, w tym system norm czy religijność właśnie. Nie znaczy to jednak, że nowa ludzkość nie znalazła sposobu na wskrzeszenie kultu. Główny antagonista, niejaki Wieczny Joe, wchodzi w rolę zbawcy, bożego pomazańca. W ten sposób przywodzi na myśl fałszywego proroka, obecnego w religiach abrahamicznych. Z kolei głównym dążeniem pomalowanych na biało Trepów jest pośmiertne przekroczenie bram Valhalli – zaszczytnego raju wojowników, znanego z mitologii nordyckiej. W innym przypadku, gdy modląca się bohaterka zostaje zagajona o to, do którego Boga się modli, zręcznie odpowiada, że „do tego, który słucha”. Jest to wyraźny komentarz do obserwowanej dziś tendencji ujednolicenia religijnych dróg (wynikającej np. z filozofii New Age), w której każdy rodzaj duchowości prowadzi do jednego celu nadrzędnego.

mad-max-fury-road-skull-steering-wheel-cult

To wymieszanie religijnych motywów przeciwstawia się panującemu często w fantastyce postapokaliptycznej nihilizmowi ­– stanowiącemu przecież naturalną konsekwencją upadku cywilizacji. W Na drodze gniewu ludzkość ustanawia nowe porządki, garściami czerpiąc z zaprzeszłych tradycji. Aczkolwiek nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy fakt istnienia tej potrzeby duchowości w świecie przyszłości wskazuje na siłę, czy też słabość ludzkości.

Innym ciekawym wyróżnikiem czwartej odsłony serii jest… kobiecość.

Chodzi mi oczywiście o propagowanie wartości feministycznych wynikających z faktu wystąpienia w filmie postaci silnych i w pełni samowystarczalnych jednostek płci żeńskiej. Poświęcę temu nieco więcej uwagi z racji na drażliwy charakter tematu. Ustosunkowując się do tego zarzutu w pełni subiektywnie, śmiem stwierdzić, iż albo pewnej sprawie nadano przesadnie wyolbrzymioną rangę, albo nie włożono nawet krzty wysiłku w to, by przyjrzeć się zawartości ukrytych znaczeń.

madmax-fury-road-brides-hardy

Kwestią nadrzędną jest zwracanie uwagi na postać imperatorki Furiosy, która z uwagi na swoją silną, niezależną postawę, idealnie wypełnia założenia kobiecego równouprawnienia. Całkowicie pomija się przy tym fakt, że heroiny od zawsze dobrze wpasowywały się w kino akcji, stanowiąc cenną (i piękną) alternatywę dla ekranowej dominacji testosteronu. To raz. Dwa, że nie zwraca się także uwagi na charakter i rolę, jaką pełni Furiosa w opowieści. Wszak jest ona jedną z ostatnich osób w dramacie, której motywacja podyktowana jest fałszywą nadzieją. Pod tym względem bliżej jej do stereotypowej, kobiecej naiwności i lekkomyślności aniżeli symbolu kobiecej emancypacji. Swoją drogą, ciekawe że w przypadku tej postaci nie mówi się o fakcie, iż jest pozbawiona ręki, co czyni ją osobę niepełnosprawną. Kolejne tabu obalone, czy może nieśmiałe propagowanie inwalidztwa?

O wiele bardziej feministyczny jest inny wątek, można powiedzieć, ten przewodni. Prócz Furiosy i Maxa, do grupy uciekinierów z Cytadeli, należą żony-rodzicielki Wiecznego Joe’ego. To właśnie one niosą sobą istotny komunikat – ich ucieczka to jawna metafora wyzwolenia kobiety z kulturowego jarzma oraz roli, która jest jej przypisywana. I choć wątek ten jako jedyny nadawałby się do poprowadzenia w kierunku manifestu, to jednak fakt, iż reprezentują go słabo rozgarnięte modelki (będące przecież wyrazem uprzedmiotowienia kobiecego ciała) często niepotrafiące przeładować broni, pozwala potraktować go z dużą dozę umowności.

mad-max-fury-road-2

Ostatnim pułapem tego feminizowania jest napotkana na pustyni grupka kobiet. Zdołały one przetrwać najwyraźniej bez udziału mężczyzny. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, gdyż podkreślić należy raz jeszcze fakt, iż mierzymy się ze światem przyszłości, dotkniętym katastrofą, w którym to każda jednostka, bez rozgraniczenia na płeć, została poddana wyjątkowej próbie. Jest wiele powodów, dla których możliwe było wyjście z tej próby zwycięsko, ale zakładanie, że niemożliwe jest, by udało się to kobietom, jest kolejną, zastanawiającą indolencją myślową. O wiele bardziej wątpliwe było przetrwanie na pustyni grupy dzieci (którym bardzo trudno jest się czegokolwiek nauczyć bez oparcia swoich poczynań na wzorze), które mieliśmy okazję poznać w trzeciej części Mad Maxa. Znamienne, że wówczas nikt nie mówił o tym, iż taki motyw fabularny jest ukrytym, „dziecięcym” manifestem wskazującym, jak wielka, nieodkryta siła może drzemać w naszych pociechach.

Fury-Road-Belt

Takie usilne doszukiwanie się w Na drodze gniewu propagandy feminizmu mogło zostać zainicjowane tylko przez mężczyznę ogarniętego uprzedzeniem do płci przeciwnej, którego duma nie pozwala na wyobrażenie sobie obrazu kobiety walczącej o życie pod wpływem zagrożenia.

A taki przecież może być kierunek ewolucji tej płci, jeśli dzisiejsi mężczyźni nie wezmą się w garść i nie będą zdolni do należytego dbania o bezpieczeństwo swoich wybranek. Źle mówię?

korekta: Kornelia Farynowska

Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • janko

    Dobrze mówisz :)

  • bravo

    Dobrze mówisz. W prawdziwym życiu silne i samodzielne kobiety nie są niczym wyjątkowym, ale w kinie kobiety pełnią już inną rolę. Stąd pewnie, gdy pojawi się gdziekolwiek kobieca postać, która nie jest tylko ozdóbką, zaraz podnosi się larum, że feminizm bla bla. Ale od machającej mieczykiem modelki do pełnoprawnego bohatera filmu daleka droga.

    • Atem

      Bzdura „W prawdziwym życiu silne i samodzielne kobiety nie są niczym wyjątkowym” są czymś bardz wyjątkowym, zwłaszcza jeżeli dodamy do tego stabilność emocjonalną i psychiczną (nie robienie focha przy byle okazji, lub gdy się nie ma argumentu, możliwość normalnej rozmowy, brak kompleksów) żeby nie być gołosłownym przytoczę przykład holenderskiej wersji „ryzykantów” gdzie plemiona podzielono ze względu na płeć. Męskie plemię na wyspie radziło sobie poprawnie, natomiast kobiece było porażką, do tego stopnia, że trzeba było wymieszać grupy aby kobiety nie pozdychały z głodu. I wcale nie było tak, że do „męskiego plemienia” znaleziono samych byłych komandosów czy instruktorów surwiwalu, a w „damskim” były tylko córeczki tatusia czy modelki od chodzenia prosto, tu i tu był przekrój społeczeństwa.

      Dodatkowo nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem autora”mierzymy się ze światem przyszłości, dotkniętym katastrofą, w którym to
      każda jednostka, bez rozgraniczenia na płeć, została poddana wyjątkowej
      próbie” w takim wypadku mężczyźni mają większe szanse na przetrwanie niż kobiety, choćby ze względy na większy poziom testosteronu, czyli hormonu wali, oraz na lepiej fizycznie rozwinięte ciała, kobiety są zwyczajnie słabsze. Grupka kobiet nomadów na pustyni brzmi zupełnie niewiarygodnie.

      • bravo

        Siła i samodzielność nie sprowadzają się do zdolności przeżycia samotnie na pustyni… Moja wypowiedź była ogólniejsza. A Twoje postrzeganie kobiet jest wypaczone nadmiarem internetu. Wyjdź z domu.
        Co do Twojego cytatu z autora recenzji – on opisuje film, tak do Twojej wiadomości. Film. Nie zgadzasz się, że bohaterowie postapokalitycznego filmu są poddani wyjątkowej próbie?
        Pytanie bonusowe: reagujesz agresją za każdym razem, kiedy okazujesz się gorszy w czymś od kogoś innego? Na kogoś takiego brzmisz.

        • Atem

          „Siła i samodzielność nie sprowadzają się do zdolności przeżycia samotnie na pustyni… Moja wypowiedź była ogólniejsza.” I ja się do ogółu odniosłem. Silne i niezależne są w cenie, są rzadkie, jak kwiat na pustyni czy wielki diament, dlatego, że facetom się takie podobają. Gdyby były częstym zjawiskiem w społeczeństwie to by spowszedniały, np w japonii blondynki mają wzięcie dlatego, że są rzadkością, z brunetką można się zawsze umówić ale blondynkę rzadko uświadczysz. Podobnie w reszcie populacji z „silnymi niezależnymi seksownymi kobietami”, taka np lara croft jest niejako archetypem takiej kobiety, film dla męskiej publiczności więc główna bohaterka ma celować w męskie fantazje gdyby jednak takie kobiety były codziennością, gdyby się o nie „potykać na ulicy” to mężczyznom by się znudziły i chcieli by oglądać kogoś innego.

          „Nie zgadzasz się, że bohaterowie postapokalitycznego filmu są poddani wyjątkowej próbie?” Czytanie ze zrozumieniem, widać tobie internetu czytanego z kolei brak, w komentarzu odnosiłem się do absurdalnego stwierdzenia autora „zakładanie, że niemożliwe jest, by udało się to kobietom, jest kolejną, zastanawiającą indolencją myślową” w końcu piszę sam „w takim wypadku mężczyźni mają większe szanse na przetrwanie niż kobiety” odnoszę się do bzdury jako by kobieta w kryzysowej sytuacji poradziła sobie (jak autor zakłada) tak samo, jak mężczyzna.

          Bonusowa odpowiedź, trochę tak, w końcu jestem facetem, każdy zdrowy mężczyzna ma hormony walki i burzy się jak w czymś nie jest najlepszy (poniekąd dlatego rzadko pytamy o drogę nieznajomych, „no bo co? JA nie dojadę?”) jest to oznaka zdrowia dojrzałego samca( w końcu jesteśmy zwierzętami, a te właśnie agresywnie się zachowujące w stosunku do rywali są najzdrowsze). Naturalnie jestem też człowiekiem, potrafię się przyznać do błędu i docenić silniejszego przeciwnika, jednak spokój i opanowanie, cecha najczęściej spotykana u ludzi sędziwszych , starszych, których z szacunku (zamiast starymi) nazywamy „bardziej doświadczonymi” wynika częściej ze zmniejszającej się wraz z wiekiem ilości hormonów niż z jakąś „mądrością” spadającą z nieba, inaczej każdy stary i spokojny byłby jednocześnie mądry, a tak niestety nie jest.

          Pierwszy komentarz napisałem gdyż nie zgadzam się z kilkoma tezami które starałem się udowodnić, a drugi komentarz napisałem z szacunku do kontr rozmówcy by wytłumaczyć moje rozumowanie.

          • bravo

            Nie wyobrażasz sobie, jak się cieszę widząc tak kulturalną odpowiedź. Nie spodziewałam się jej po pierwszym zdaniu Twojej poprzedniej wypowiedzi.
            Oczywiście, masz prawo do swoich poglądów. Ja mam do swoich. Kobiety, które spotykam w pracy, na uczelni, właścicielki sklepów, w których kupuję, młode pracujące matki, samotne matki – są silne i samodzielne, nie potrzebują facetów do sprawowania nad nimi opieki, jak bardzo by ci nie chcieli być ich jedynym ratunkiem na tym świecie. Mówiłam o takim właśnie „męskim myśleniu” w kinie – faceci oglądając film o tych biednych nieporadnych istotkach ratowanych przez mężczyzn czują się bardziej męscy? Pewnie tak i dlatego taki wizerunek kobiet jest przedstawiany w filmach mężczyzn i dla mężczyzn. Jak jakiś scenarzysta się wyłamie z tego wzorca, to jest wielkie gadanie o feminizmie, nawet jeżeli wyłamał się wręczając miecz wychudzonej modelce. A to i tak pozostaje kompletnie odrealnione, nie odzwierciedla tego, jacy są mężczyźni, a jakie są kobiety naprawdę.
            Co do kwestii przetrwania w jakichś ekstremalnych warunkach. Odnoszę wrażenie, że w obecnych czasach mieszkańcy tych bardziej rozwiniętych krajów rozpuszczeni rozwojem technologicznym byliby żałośnie nieporadni, jeśli nie powiedzieć, że skazani na śmierć. Program telewizyjny, w którym mężczyźni mieli świetną zabawę, jak na obozie z dzieciństwa, a jakieś amerykańskie kobiety uznały, że bawić się w to nie chcą, a i zagrożenia dla siebie żadnego nie widzą, bo to przecież program telewizyjny, nie jest żadnym argumentem. Śmiem twierdzić, że podejście kobiet było mądrzejsze, bo po co marnować energię na głupoty, kiedy telewizja jest po to, żeby w niej ładnie wyglądać. No ale ja w pierwszej kolejności nigdy bym się do takiego durnego programu nie wybrała. Co do przetrwania: z całą pewnością miałabym mniejsze szanse niż mężczyzna, ale kiedy przychodzi do walki o własne życie – tu działa instynkt, który mają wszyscy ludzie, nie tylko ci z penisami. Przetrwanie grupki kobiet na pustyni nie jest wyczynem, jest naturalną konsekwencją posiadania instynktu samozachowawczego.

  • Esme

    Z tego co mi wiadomo przez propagatorów feministycznej interpretacji „Mad Maxa” bunt Furiosy i jej ucieczka wraz z „modelkami” potrzegane są raczej w kategoriach pozytywnych. Zerwanie ze światem opartym na przemocy, drapieżności i dominacji, aktywne (!) dążenie to tego, by urządzić go sobie jakoś inaczej, jest aktem niepośledniej odwagi i nonkonformizmu. Argumentem o naiwności mogliby posłużyć się zapewne występujący w filmie mężczyźni – niestety to, co oni mają do zaoferowania, najwyraźniej zbytnio działa Furiosie na nerwy. ;) A jeśli chodzi o „silnie kobiety”, bohaterki filmowe, to owszem, jest ich trochę, ale znowu nie aż tyle, żeby jeszcze jedna miała jakoś zaszkodzić.

  • haiko

    Yyy, ucieczka donikąd w kinie zdarzała się nie tylko kobietom stąd za dziwny uważam przypisanie takich zdarzeń jakimś cechom charakteru wyłącznie kobietom.

  • Tomasz Szymański

    A mnie zastanawia czy one wszystkie są takie gładkie jak na zdjęciach jak na postapo hehe

  • Esme

    Ach, a niepełnosprawny główny bohater był już w zeszłym roku w „Jak wytresować smoka 2”, a wcześniej mieliśmy bohaterkę „Planet Terror” z karabinem zamiast jednej nogi, i to pewnie niejedyne przykłady. Więc Miller, jeśli miał chęć przełamać tabu (w co wątpię), to chyba troszkę się spóźnił… :)

  • Andriej

    Nasze opinie prawie idealnie się pokrywają w tym względzie, Piwoń. Prawie. Po ostatniej Eurowizji i jej epatowaniem dziwolągiem z brodą, feministyczne zagadnienia i morały jakby stały się bardziej irytujące. Feminizm w „Fury Road” jest bardzo powierzchowny i trochę udawany, ale nie można zaprzeczyć że ten trend w filmach jest coraz silniejszy

  • Mefisto

    Ech, gdzie te czasy, kiedy oglądało się film, bez usilnych prób znaczenia go jakimiś znaczeniami i ukrytymi przesłaniami? Przeczytałem ten tekst i na serio nie wiem o co kaman.

  • H4T3

    Zgadzam się z Mefisto. Przeczytałem jakąś ideologię dorobiona na siłę do słabego, ale efekciarskiego i bardzo spójnego wizualnie filmu. Poza tym niczym więcej się nie wyróżnia. Zwykła rozwałka dla przeciętnego zjadacza chleba, nie mająca powiedzieć i przedstawić nic poza tym. A doszukiwanie się w tym filmie czegokolwiek więcej, jest na siłę i bardzo śmieszne…






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

SELMA - Szykowny, filmowy trup

Następny tekst

KRAINA JUTRA



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE